Zawartość cukru w medialnym cukrze, rzecz o "pewnej blogerce"
Długo zastanawiałem się czy w ogóle napisać o sprawie „pewnej blogerki” i „pewnej gazety”. Fajnie oczywiście byłoby się podłączyć pod temat… ale ograniczę się. Sam się ocenzuruje.
Do momentu gdy nie będzie czystej informacji, jakiekolwiek spekulowanie czy zajmowanie stanowiska jest karkołomne. Kwestia anonimowości moim zdaniem jest sprawą drugorzędną. To raczej kwestia linii demarkacyjnej między nowymi i starymi mediami, pewnych niedopowiedzeń które się zarysowały, co przypieczętował kryzys gospodarki z którym mamy miejsce. Wisty słowne, potyczki i porady dot. „pieszczenia 4 liter” dla antagonistów w sporze są słabe…

„Jaka jest zawartość cukru w medialnym cukrze?” – pyta doktor XYZ
Nie padną w tym tekście żadne nazwy, żadne linki, odnośniki do źródeł i żadne nazwiska. Nie pochwalę się czy dotarłem do informacji czy też nie. Nie zestawię faktów lub domysłów, gdy znacząca część dyskursu na temat „pewnej blogerki” i „pewnej gazety” odbywa się w komentarzach anonimowo, co wypacza się jej sens. Dlaczego? Bo anonimowość w polskim wydaniu dotyczy w większości rzucania kalumnii, oskarżeń, obrażania, rzucania „brązową mazią” we wszystkich i wszystko co się wokół rusza. Byle zaszczuć przeciwnika. Zestawię to z sytuacją gdy podpisywanie się pod swoimi przemyśleniami wyostrza zmysły, samoogranicza i samocenzuruje. Zmusza to refleksji i rzetelności. Sto razy bardziej cenie kogoś kto się z innymi nie zgadza (obojętne czy bloger, polityk czy dziennikarz), ale potrafi to robić w sposób otwarty i z godnością, szanuje przeciwnika w dyskusji i nie poniża go. Krytyka anonimowa jest jak najbardziej porządana i wpisana w mechanizm naszej demokracji, istniała w historii oraz przynosiła ozdrowieńcze spojrzenie na sytuację. Ale gdzie jej mierzyć poziomem, do dzisiejszej sytuacji którą znamy z wielu forów czy blogów (np. politycznych czy bliższej mi branży technologicznej, marketingowo-komunikacyjnej).
W tych dniach, gdy blogosfera tak często jest komentowana w tradycyjnych mediach, budowany jest jej dziwny obraz. Zwykły zjadacz chleba, który nie siedzi głęboko w sprawie i nie rozumie „wszystkich odcieni szarości” zakoduje sobie w głowie że blogosfera to swoisty rynsztok, służący do załatwiania szemranych porachunków, które kiedyś załatwiało się w bramie lub pod budką z piwem. Gdzie chodzi o przepychanki medialne, ambicje może finansowe lub towarzyskie. Gdy spojrzycie na wypowiedzi niektórych osób dotyczące tematyki na której się nie znają, wolelibyście ich nie widzieć. Wczoraj jeden ze znajomych, gdy rozmawialiśmy o sprawie „pewnej blogerki” zapytał mnie ile mam lat. Otóż , mam 33-lata.
Wiele już w życiu widziałem i w pełni rozumiem (nie mam złudzeń), że nie ma kolorów białego i czarnego ale w naszym życiu jest cała paleta odcieni szarości. Oby tylko te odcienie szarości nie zamieniły się w odcienie szamba. Bo jest już do tego całkiem blisko… gdy przeciwnicy obrzucają antagonistów brązową mazią, która niezbyt ładnie pachnie. Albo gdy sugerowane jest „zbliżenie odtylcowe”.
PS. Dla postronnego obserwatora, cała ta medialno-blogowa szopka jest zupełnie niezrozumiała.
Podpisano: „Nie-dziennikarz”, bloger nieanonimowy
