Hurra koniec recesji, skończyła się ona zanim zaczęła. Rosną indeksy, ceny surowców na giełdach światowych. Czyli wszystko wróciło do normy, a zaraz zacznie się „ssanie” na rynku na pieniądze, kredyty i specjalistów. Nie tak szybko, nie tak szybko…
Gospodarka trzeszczy, budżet się nie domyka, siła złotówki nie wygląda okazale. W tle Premier RP stwierdza, że lato jest najlepszym czasem by ogłosić nową politykę podatkową. Fakty, mity a może twarda rzeczywistość?
Jaka jest granica pomiędzy prognozą a rzeczywistością gospodarczą? Ostatnimi czasy praktycznie żadna. Prognozy ogłaszane przez różnego rodzaju instytucje oraz banki stają się prawdziwe – tak jak sondaże popularności społecznej.
Podobno banki to instytucje zaufania społecznego, firmy z którymi klienci wiążą się na długie lata i niechętnie lub nie aktywnie korzystają z ich usług. Case mbanku pokazał jednak, że jest zupełnie inaczej. Marka „postawiona” na emocjach wymknęła się spod kontroli, a „mysz ryknęła” i zaczęła polować na bankozaura.
Czy pisanie/mówienie/uzewnętrznianie się o krachu, recesji i Armagedonie gospodarki powinno być zabronione? Nie, jeśli poparte konkretnymi liczbami, merytorycznymi przemyśleniami popartymi chłodną analizą.