<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Gadzinowski.pl &#187; facebook</title>
	<atom:link href="http://gadzinowski.pl/tag/facebook/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://gadzinowski.pl</link>
	<description>Facebook marketing, e-commerce Blog</description>
	<lastBuildDate>Thu, 10 May 2012 13:59:17 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
		<item>
		<title>Panie Facebook, twoje dni są policzone, chyba że</title>
		<link>http://gadzinowski.pl/panie-facebook-twoje-dni-sa-policzone-chyba-ze/</link>
		<comments>http://gadzinowski.pl/panie-facebook-twoje-dni-sa-policzone-chyba-ze/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Apr 2012 07:00:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Gadzinowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[Instagram]]></category>
		<category><![CDATA[mirek usidus]]></category>
		<category><![CDATA[zakup Instagram przez facebook]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gadzinowski.pl/?p=8930</guid>
		<description><![CDATA[Podjęty niedawno przez korporację Marka Zuckerberga zakup aplikacji mobilnej Instagram za dużą bańkę przez niejednego komentatora został uznany za błąd i początek końca społecznościowej Twarzoksięgi.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Podjęty niedawno przez korporację Marka Zuckerberga zakup aplikacji mobilnej Instagram za&nbsp;dużą bańkę przez niejednego komentatora został uznany za&nbsp;błąd i&nbsp;początek końca społecznościowej Twarzoksięgi.</p>
<p><strong>Autor artykułu: <a href="http://blog.wirtualnemedia.pl/index.php?/authors/120-Miroslaw-Usidus/">Mirek Usidus</a></strong></p>
<p>Moim zdaniem, to na pewno nie błąd. Raczej dalekowzroczne posunięcie, które korzystne jest dla Facebooka, zarówno gdy appka, której wejście na platformę Android odtrąbiono niedawno wielkimi fanfarami, będzie dalej zyskiwać popularność i&nbsp;miliony nowych użytkowników, jak też na wypadek, gdy użytkownicy odwrócą się od Instagramu (są takie inicjatywy), bo to w&nbsp;końcu konkurencja dla Fejsa niepokojąco modna zaczynała być, więc jej przejęcie warte było miliarda.</p>
<p><strong>Właśnie, moda&#8230;</strong></p>
<p>Może nie każdy  zdaje sobie sprawę, że w&nbsp;tym moim świecie, świecie mediów społecznościowych, social mediów, jak kto woli, to moda rządzi a&nbsp;nie żadne tam techniczne przewagi, bogactwo funkcji i&nbsp;użyteczność. Gdyby np. ta ostatnia była najistotniejsza, to w&nbsp;społecznościowym świecie królowałaby już, zamiast Facebooka, platforma Google+. A nie króluje, królować w&nbsp;najbliższym czasie nie będzie i&nbsp;kto wie czy w&nbsp;ogóle.</p>
<p><strong>Facebook robi bardzo wiele, żeby z&nbsp;mody nie wyjść</strong>. Wie na przykład, że nieodłącznym elementem syndromu zwanego modą jest szum, buzz, nieustanne bycie na językach i&nbsp;tematach internetowych pogaduszek. No więc Facebook &#8222;zmienia bez wytchnienia&#8221;, a&nbsp;to zajmie publikę nowymi profilami publicznymi i&nbsp;osią czasu, a&nbsp;to jakimś z&nbsp;pozoru drobiazgiem w&nbsp;funkcjach komentowania, a&nbsp;to znów rozmiarami zdjęć pożongluje i&nbsp;tak ciągle, bez ustanku, bez przerwy, bez momentu spokoju&#8230;</p>
<p><strong>I jest szum</strong>.</p>
<p>Było jakiś czas temu pewne zmęczenie/znudzenie Facebookiem (w USA mówiło się o&nbsp;&#8222;Facebook fatigue&#8221;). To teraz modnie jest błysnąć nowym timeline&#8217;m firmowym, a&nbsp;jeszcze modniej stać się od tego timeline&#8217;a ekspertem. Niedługo pewnie Zuck wyekspediuje wszystkie prywatne profile do &#8222;osi czasu&#8221; i&nbsp;znów będzie temat na dyskusje, narzekania i&nbsp;wszelkie inne przejawy &#8222;życia społecznościowego&#8221;, o&nbsp;które sternikom błękitnej platformy chodzi najbardziej.</p>
<p>Fejs dba więc pieczołowicie o&nbsp;to, aby publiczność nie przysypiała i, niczym Berlioz, z&nbsp;wirtuozerią wygrywa wszystkie akordy społecznościowej symfonii. A jednak widzę (to jest moje prywatne zdanie), że&#8230;</p>
<p>&#8230;<strong>Anuszka już kupiła olej słonecznikowy</strong>&#8230;</p>
<p>&#8230;i głowa Berlioza wkrótce spadnie.</p>
<p>Wiem, używam metafory dla &#8222;internetów&#8221; zapewne zupełnie niezrozumiałej, ale Google powinien pomóc</p>
<p>Socialmediowy wirtuoz straci, moim zdaniem (podkreślam, że to wyłącznie moja opinia), głowę w&nbsp;sensie przenośnym, gdy zobaczy, jakiego piwa sam sobie nawarzył.</p>
<p>Bo źródłem, zapewne już rychłych, kłopotów Facebooka będzie coś, co sam stworzył, obecnie silnie promuje, uważa za&nbsp;sukces, co więcej &#8211; za&nbsp;sukces uważają to jego partnerzy, którzy, jak niedawno Onet czy WP.pl chwalili się implementacją.</p>
<p><strong>Chodzi oczywiście o&nbsp;nowy Open Graph</strong>, nową wersję wszechobejmującego, wszech-przenikającego i&nbsp;teraz niezwykle elastycznie dającego się konfigurować rozwiązania, które umożliwia budowę nowego rodzaju aplikacji integrujących strony WWW z&nbsp;Facebookiem.</p>
<p>A prościej mówiąc, to jest to, co zapewne wielu już widziało w&nbsp;swoich &#8222;strumieniach newsowych&#8221; na FB, takie raporciki z&nbsp;aktywności znajomych, np. że &#8222;X przeczytał artykuł taki a&nbsp;taki na Onet.pl&#8221;, &#8222;Y przeczytał to i&nbsp;to na WP.pl&#8221; itp.</p>
<p>Od niedawna regularnie dowiaduję się, co ten i&nbsp;ów obejrzeli na serwisie wideo Dailymotion. Nie do końca jestem pewien, czy ci moi znajomi mają świadomość, że to się upublicznia, i&nbsp;tak właśnie chcą &#8211; chcą, aby wszyscy inni to widzieli. Czekam jeszcze teraz na facebookowe raporty z&nbsp;Redtube, xVideos&#8230;</p>
<p>Ale pojawiają się jeszcze ciekawsze informacje. Niedawno ujrzałem serię postów moich znajomych opublikowanych przez aplikację jednej z&nbsp;wielkich firm branży telekom. Dowiedziałem się z&nbsp;jakiej to mianowicie oferty skorzystali.</p>
<p>No niewątpliwie <strong>dla handlu elektronicznego jest tu niezwykły potencjał i&nbsp;dla tych wszystkich, którzy informacjami o&nbsp;nowych zakupach są zainteresowani</strong>, np. dla złodziei&#8230;</p>
<p>Spece, obeznani, i&nbsp;obyci żachną się zapewne od razu, że przecież to można ogarnąć, ustawić, opanować i&nbsp;kontrolować co inni widzą na Fejsie.</p>
<p>Niewątpliwie, jakieś jeden do dwóch procentów społeczności potrafi to kontrolować.</p>
<p>Jeśli jednak cała ta lamerska masa, która tego nie ogarnia obecnie, te dziewięćdziesiąt kilka procent zorientuje się, w&nbsp;co tu się gra i&nbsp;jak niewyobrażalną inwazją na prywatność grozi nowy Open Graph Facebooka, to jestem pewien, że błękitny serwis szybko przejdzie ze&nbsp;stanu always on (zawsze włączony) do stanu &#8211; na ogół wyłączony, co, rzecz jasna, będzie jego kresem. Inne możliwe, np. prawne, konsekwencje, pomijam.</p>
<p>I tak oto, i&nbsp;z tego powodu nadejdzie koniec Facebooka.</p>
<p><strong>A teraz wypada wyjaśnić dodaną do tytułu klauzulę &#8222;chyba że&#8230;&#8221; A zatem będzie tak, jak wyżej napisałem,</strong>&#8230;</p>
<p>&#8230;chyba że Facebook sam w&nbsp;porę zorientuje się, co mu z&nbsp;własnej ręki grozi i&nbsp;zmodyfikuje nową platformę tak, że nie będzie powyższych zagrożeń;</p>
<p>&#8230;chyba, że nowy OG nie przyjmie się w&nbsp;Internecie (na razie wciąż tylko drobna część rynku się nim zainteresowała);<br />
&#8230;chyba, że ja czegoś nie wiem o&nbsp;ludziach i&nbsp;mylę się zasadniczo w&nbsp;swoim przewidywaniu, że ludzie gwałtownie odrzucą tak niebywałą inwazję na swoją prywatność</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gadzinowski.pl/panie-facebook-twoje-dni-sa-policzone-chyba-ze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Coś z&#160;niczego, czyli jak Facebook pokazał siłę społeczności Ruszamysie.pl</title>
		<link>http://gadzinowski.pl/facebook-pokazal-sile-spolecznosci-ruszamysie-pl/</link>
		<comments>http://gadzinowski.pl/facebook-pokazal-sile-spolecznosci-ruszamysie-pl/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 Dec 2011 11:47:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Gadzinowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[facebook marketinf]]></category>
		<category><![CDATA[Ruszamysie.pl]]></category>
		<category><![CDATA[Skuteczny facebook marketing]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gadzinowski.pl/?p=8457</guid>
		<description><![CDATA[Zakończył się konkurs realizowany przez RuszamySię.pl i porównywarkę cen Okazje.info. Czy okazał się być sukcesem? Jakie były założenia konkursu? Niech za odpowiedź posłuży infografika.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zakończył się konkurs realizowany przez RuszamySię.pl i&nbsp;porównywarkę cen Okazje.info. Czy okazał się być sukcesem? Jakie były założenia konkursu? Niech za&nbsp;odpowiedź posłuży  ta oto infografika.</p>
<p><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/12/raport.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-8459" title="raport" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/12/raport.jpg" alt="" width="473" height="763" /></a></p>
<p>I mały komentarz&#8230;</p>
<p>“Celem było udowodnić jaka siła drzemie w&nbsp;społeczności skupionej wokół RuszamySię.pl. Jak wskazują podane w&nbsp;infografice dane mimo niewielkich nakładów finansowych i&nbsp;dużego nakładu pracy udało nam się zbudować ciekawą społeczność. Zrealizowany przez nas konkurs pokazuje, że pod względem promocyjnym, organizacyjnym i&nbsp;programistycznym jesteśmy gotowi do wypłynięcia na głebokie wody. Realizacji naszego modelu biznesowego i&nbsp;to będziemy robić przez kolejny rok. Czy nam się uda? Czas pokaże, z&nbsp;pewnością byłoby łatwiej przy zewnętrznym wsparciu finansowym, ale zrobimy co w&nbsp;naszej mocy by zrobić jak najwięcej nawet bez tego.” &#8211; mówi <a href="http://www.goldenline.pl/przemyslaw-smit">Przemysław Śmit</a>, twórca projektu i&nbsp;osoba odpowiedzialna za&nbsp;realizację konkursu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gadzinowski.pl/facebook-pokazal-sile-spolecznosci-ruszamysie-pl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Google+ hot or not?</title>
		<link>http://gadzinowski.pl/google-hot-or-not/</link>
		<comments>http://gadzinowski.pl/google-hot-or-not/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 Jul 2011 07:00:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Gadzinowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[facebook killer]]></category>
		<category><![CDATA[google]]></category>
		<category><![CDATA[google plus]]></category>
		<category><![CDATA[google+ vs. facebook]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gadzinowski.pl/?p=7931</guid>
		<description><![CDATA[Internet obiegła fala ekstazy spowodowana nadejściem Google+, czyli Facebookowego killera. Nie przesadzam pisząc o ekstazie, bo oprócz zwykłej geek'owskiej ciekawości (która u mnie rzecz jasna też się pojawiła), zauważyłem kilka innych reakcji – od tych po prostu wychwalających G+ (po kilkunastu minutach użytkowania, wtf?) po reakcje ukazujące ujście frustracji u tych co Facebooka nie akceptują. Do tego doszła tradycyjna reakcja (silna przede wszystkim w nas, Polakach) obrony mniejszego – w tym wymiarze będzie to Google.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Internet obiegła fala ekstazy spowodowana nadejściem Google+, czyli Facebookowego killera. Nie przesadzam pisząc o&nbsp;ekstazie, bo oprócz zwykłej geekowskiej ciekawości (która u&nbsp;mnie rzecz jasna też się pojawiła), zauważyłem kilka innych reakcji – od tych po prostu wychwalających G+ (po kilkunastu minutach użytkowania, wtf?) po reakcje ukazujące ujście frustracji u&nbsp;tych co Facebooka nie akceptują. Do tego doszła tradycyjna reakcja (silna przede wszystkim w&nbsp;nas, Polakach) obrony mniejszego – w&nbsp;tym wymiarze będzie to Google.</p>
<p>Autor wpisu: <a href="http://netgeeks.pl/index.php/2011/07/google-czy/">Michał Górecki</a></p>
<p>Nie będę dokładnie opisywał G+, zrobiły już to dziesiątki blogów, napiszę za&nbsp;to kilka słów o&nbsp;tym co oferuje i&nbsp;jakie ma szanse na pokonanie – oczywiście moim skromnym zdaniem – granatowego giganta. Do tego garść pierwszych wrażeń. Wszystko to okraszone sporą dozą subiektywności – jako facebookowy ultra heavy user pewnie jestem nieobiektywny i&nbsp;przyzwyczajony do rozwiązań Zuckerberga.</p>
<p><strong>Pierwsze wrażenia</strong><br />
Pierwsze wrażenie jest pozytywne. Interfejs wydaje się minimalistyczny i&nbsp;jasny. Drag and drop, mikroanimacje – wszystko jest bardzo przyjemne. Plus. Choć nie oszukujmy się – layout jest bardzo podobny do Facebooka. Może i&nbsp;dobrze, w&nbsp;końcu po co wprowadzać coś zupełnie innego?</p>
<p>Feed nazywa się Streamem. Wiadomości zdają się podbijać na samą górę gdy ktoś je skomentuje. Minus. Nie ma to sensu, może tylko w&nbsp;zamkniętych dyskusjach, jak na grupach FB [errata: widzę, że chyba z&nbsp;tego zrezygnowano... poprawcie mnie]</p>
<p><strong>Big Brother</strong><br />
Kolejne zaskoczenie to uświadomienie sobie faktu ile Google o&nbsp;mnie wie. Facebook wie o&nbsp;mnie dużo, ale wie to co sam mu powiedziałem. Wie co zalajkowałem na zewnętrznych stronach, jakie mam zainteresowania, z&nbsp;kim gadałem, itp. Google wie o&nbsp;mnie znacznie więcej. Zbiera te dane od lat. Zna moje zdjęcia z&nbsp;Picasy, zna moje Google Docs, zna moją pocztę z&nbsp;ostatniej połowy dekady (ugh). Zna moje dyskusje z&nbsp;Google groups. I moje chaty ze&nbsp;znajomymi na GTalku. Kiedy spróbowałem przetestować coś używając mojego służbowego, heurekowego adresu, Google+ nagle zamienił go na moje imię i&nbsp;nazwisko. Poznał że to mój adres. Choć tego mu nie mówiłem. Freaky.</p>
<p><strong>W kamiennym kręgu</strong><br />
Znowu zaczynam hermetycznie (ktoś pamięta jeszcze ten serial? :D). Kręgi. Rewolucja. To właśnie główna różnica między Google a&nbsp;Facebookiem która jest najbardziej nagłaśniana. No właśnie, rewolucja? Hardly. Przecież Facebook to już ma. Tylko dość mocno zagmatwane. Właśnie. Co może zrobić G+ chcąc uderzyć w&nbsp;słaby punkt Facebooka? Prosty i&nbsp;przyjazny interfejs. Ja na Facebooku czuję się jak w&nbsp;domu, ale to dlatego że jestem tam prawie 4 lata. Choć dobrze pamiętam jak denerwowałem się, że link do tworzenia fanpage’y jest w&nbsp;jednym miejscu, link do tworzenia grup gdzie indziej, ba, do tej pory zdarza mi się szukać czegoś po omacku.</p>
<p><strong>W G+ wszystko ma być prostsze. Z kręgami na samym przedzie.</strong></p>
<p>Kręgi wydają się bardzo słuszną koncepcją. W końcu – jak mówią reklamy Googla – w&nbsp;rzeczywistości też mamy różne kręgi znajomych i&nbsp;nie mówimy wszystkiego wszystkim. Dobrze jest móc postować coś znajomym, co innego rodzinie, a&nbsp;jeszcze co innego najbliższym przyjaciołom. Tylko że… choć graficznie jest to rozwiązane całkiem fajnie, to koncept wydaje mi się (przynajmniej na początku) dość mocno skomplikowany.</p>
<p>Po pierwsze nie ma tu znajomych, tylko followersi, jak na Twitterze. Oznacza to tyle, że ktoś może zasubskrybować mnie, ale ja wcale nie muszę tego robić z&nbsp;nim. Ktoś dodał mnie do swoich kręgów, ja go nie dodaję. Czy to oznacza że będzie widział to co ja piszę? Pewnie tak. Ale jak mam mu udostępnić swoje posty, skoro JA nie dodałem go jeszcze do żadnego kręgu? I czy jego posty będą pojawiały się od razu u&nbsp;mnie? Nie, muszę najpierw dodać go samemu. Hmm, może marudzę, bo nie jestem heavy userem twittera, ani blipa i&nbsp;bardziej trafia do mnie model obopólnej znajomości (jak na Facebooku, Gronie, czy NK), ale nieważne. Na razie mam lekki chaos w&nbsp;głowie – widzę że do kręgów dodaje mnie milion osób – nie znam ich i&nbsp;nie wiem kim są. Może nawet bym ich dodał, ale… No cóż.</p>
<p>Bardziej martwi mnie sam podział na kręgi. O ile na początku wszystko jest jasne, później może się pokomplikować. Pamiętam, że swego czasu chciałem podzielić na grupy moich kilkuset znajomych na Facebooku. Wymyśliłem nawet jakiś podział, ale ciągle wpadałem na nowe pomysły na zaszufladkowanie znajomych. Potem rozpocząłem proces przydzielania ich do grup, a&nbsp;przy każdym poście zaczynałem się zastanawiać do kogo ten post ma trafić. W końcu poddałem się. “Niech się wstydzi ten kto widzi” :)</p>
<p>Nie mam ciągle dobrego pomysłu na stworzenie tych szufladek, tym bardziej, że ciągle nie ogarnąłem do końca tego mechanizmu (może dlatego że nie miałem zbyt dużej ilości czasu, aby do tego usiąść). Tak czy inaczej wniosek jest jeden – Learning Curve jest na pewno bardziej stroma, jeśli chodzi o&nbsp;ogarnianie znajomości. Imho rzecz jasna. Tak więc plus i&nbsp;minus. Zobaczymy.<br />
Sugestie</p>
<p>Kolejna rzecz która ma u&nbsp;mnie zdecydowany minus to sugestie znajomych. Denerwowało mnie to już przy czacie. Po prawej stronie widze sugestie osób które mógłbym dodać do znajomych. Biuro Rachunkowe? Lista Dyskusyjna? Hurtownia T-shirtów? WTF? W ciągu 5 lat pisałem do mnóstwa osób, część z&nbsp;nich to adresy firmowe, dlaczego Google sugeruje że mam ich dodać? Do czego? Come on. Nie wiem nawet czy sugerowane adresy email to osoby mające konto na Google+ czy nie. Integracja poszła chyba o&nbsp;krok za&nbsp;daleko :P</p>
<p><strong>Hangout</strong><br />
Czyli grupowy video chat. Nie testowałem. Ale może być fajne. Choć Facebook odpowiedział na to dzisiaj swoim własnym czatem budowanym we&nbsp;współpracy ze&nbsp;Skype. I jak to w&nbsp;przypadku Skype jest – czatem 1:1. Zastanówmy się – czy grupowy czat to rzeczywiście takie wielkie łał? Ja potrzebowałem z&nbsp;niego skorzystać raz w&nbsp;życiu. Kiedy rozkręcałem biznes mieszkając w&nbsp;Genewie, z&nbsp;kumplem który mieszkał 10 km dalej i&nbsp;drugim kumplem który mieszkał w&nbsp;Polsce. Ot co. W końcu poddaliśmy się, bo łącza po prostu na to nie pozwalały.  W większości wypadków videochat 1:1 jest tym co nam wystarcza. Owszem, można sobie zrobić wirtualną geekoimprezę, ale to tyle. Sorry. Mały plusik.</p>
<p><strong>Powiadomienia</strong><br />
Zdecydowany plus. Po pierwsze nowy pasek jest dostępny z&nbsp;poziomu wszystkich aplikacji Googla, choćby w&nbsp;Gmailu który jest ciągle otwarty w&nbsp;zakładce.</p>
<p>Po drugie możemy komentować bezpośrednio z&nbsp;poziomu otwartego okienka powiadomień! Jest ono znacznie większe od okienka powiadomień Facebooka i&nbsp;możemy po nim nawigować.</p>
<p><strong>Profil</strong><br />
Profil jest trochę zlepkiem dotychczasowych usług.</p>
<p>Jest Picasa (teraz można porównać ją z&nbsp;galeriami Facebooka – plus za&nbsp;to że ma dedykowany program do obróbki zdjęć) chociaż nie wiem czy to do końca dobry pomysł. Picasa utknęła gdzieś pomiędzy Flickrem (który jednak był zawsze dość elitarny, ludzie wrzucają tam przede wszystkim ładne fotki które można wyszukiwać po tagach nie znając nawet danej osoby) do którego się nigdy nie zbliżyła i&nbsp;Facebookową galerią zbierającą wszelkie śmieci z&nbsp;walla.</p>
<p>Jest Buzz (po co?) straszący… LAJKIEM. Tak, tak. Na Buzzie nadal pozostał like zamiast +1 :))</p>
<p><strong>Mobile</strong><br />
Na koniec jeszcze słówko o&nbsp;mobajlu. Mobilna wersja jest całkiem przyjemna, plus , choć mi osobiście brakuje aplikacji. Wolę aplikacje od mobilnych stron, ale to może takie ajfonowe zboczenie. Aplikacje zawsze sa nieco szybsze bo część mechaniki obsługuje lokalny program, a&nbsp;nie click, wait, click, wait… Oczywiście apka najpierw na Androida. No cóż… :] Może mój następny telefon wreszcie będzie chodził na Androidzie?</p>
<p><strong>Wnioski</strong><br />
Tak więc moje pierwsze dni na Google+ nie zaskutkowały orgazmem, sorry. Jest dużo fajnych, nowych elementów, ale nie podniecałbym się zbytnio. Nadal do końca nie ogarniam gdzie prowadzę dyskusję i&nbsp;kto ją widzi. Widzę jakieś osoby, część dodałem do kręgów, część dodała mnie, część jest w&nbsp;kręgach tych co ja mam w&nbsp;kręgach, albo w&nbsp;innych kręgach. Gubię się :] Ale może po prostu jestem zbyt przyzwyczajony do Facebooka. Tam wiem, że jestem u&nbsp;kogoś na wallu, lub w&nbsp;jakiejś grupie.</p>
<p>Powstawało już wiele Facebook killerów, Google miał już przecież swoją platformę społecznościową (Orkut – właśnie ciekawe co z&nbsp;nim teraz będzie) która świata nie zawojowała. Facebook jest mocno z&nbsp;przodu i&nbsp;ma bardzo rozwiniętą infrastrukturę. Nie należy zapominać, że “share to Facebook” jest standardem, jest nim tez Like który zawojował internet. Facebook siedzi w&nbsp;świadomości ludzi i&nbsp;to TAM się bywa w&nbsp;ciągu dnia. To Facebook chat, a&nbsp;nie Google chat wyparł dziś GG ze&nbsp;świadomości sporej części ludzi. To facebookowe statusy zastąpiły ustawianie opisów na GG. To wreszcie tam wchodzimy w&nbsp;interakcje z&nbsp;brandami których fanami jesteśmy i&nbsp;które nas bawią, organizują konkursy, czy mówią do nas kiedy tego chcemy. To Facebook lansuje nowy model reklamy który ma wyprzeć (kiedyś) tradycyjne PUSH-media zasięgowe i&nbsp;zastąpić je kanałami z&nbsp;których wybieramy co chcemy, czy “sethogodinowskimi” plemionami.</p>
<p>Google ma sporo do nadrobienia i&nbsp;raczej ma marne szanse jeśli nie będzie uderzał w&nbsp;słabe punkty Facebooka. Musi kłaść nacisk na integrację SEO z&nbsp;+1 i&nbsp;inne wykorzystanie tego co ma najlepsze (wyszukiwarki). Musi w&nbsp;końcu zdrowo pier…ć a&nbsp;nie wprowadzać swoje usługi powolutku jak Gmaila który przez wiele lat był w&nbsp;wersji beta. Zuckerberg pędzi do przodu i&nbsp;nie będzie go łatwo dogonić. To pewnie możliwe, ale nie podniecałbym się zbytnio już na starcie :)</p>
<p><strong>Dla nas plus jest oczywisty – konkurencja zawsze napędza rozwój. Cool!</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gadzinowski.pl/google-hot-or-not/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zainspiruj się! Social media na wesoło</title>
		<link>http://gadzinowski.pl/zainspiruj-sie-social-media-na-wesolo/</link>
		<comments>http://gadzinowski.pl/zainspiruj-sie-social-media-na-wesolo/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 Jul 2011 07:00:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Gadzinowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[facebook marketing]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[social media]]></category>
		<category><![CDATA[social media marketing]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gadzinowski.pl/?p=7857</guid>
		<description><![CDATA[Ten artykuł jest przyjemny i krótki. A także bardzo poglądowy. Zapraszam do  przyjrzenia się  czterem ciekawym inspiracjom, jakie napotkałem przeszukując zakamarki branżowych portali.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> </strong>Ten artykuł jest przyjemny i&nbsp;krótki. A także bardzo poglądowy. Zapraszam do  przyjrzenia się  czterem ciekawym inspiracjom, jakie napotkałem przeszukując zakamarki branżowych portali.</p>
<p>Materiał przygotował Michał Mańkowski <strong><br />
</strong></p>
<p><strong>Czworonóg bliźniak</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Może i&nbsp;na Antypodach ludzie chodzą do góry nogami, ale łeb na karku mają, zwłaszcza w&nbsp;przekuwaniu zagadnień CSR-u na cele reklamowe. Za całkiem zacnym pomysłem wynajdywania bezdomnych piesków przyszłym właścielom stoi Pedigree, które stworzyło projekt o&nbsp;nazwie <a href="http://www.doggelganger.co.nz/">Doggelganger</a>.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/07/doggel1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-7860" title="doggel1" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/07/doggel1.jpg" alt="" width="543" height="388" /></a></p>
<p>Pomysł jest prosty, chwytliwy i&nbsp;miodny. Aplikacja na stronie analizuje zdjęcie użytkownika i&nbsp;dobiera mu psiego sobowtóra, na zasadzie podobieństwa fizjonomii. Znalezienie odpowiedniego czworonoga jest jednocześnie zaproszeniem do adopcji psa. Potencjal wirusowy zabawy jest ogromny, a&nbsp;cel – mimo, że reklamowy – to jednak szczytny. Swoją drogą, któż nie chciałby się zorientować jaki pies jest do niego podobny? Dużą frajdę przynosi także zobaczenie jakie wychodzą czworonożne sobowtóry wychodzą znajomym – wszystkim można się oczywiście dzielić z&nbsp;łatwością na fejsie czy gdzie tam kto chce.</p>
<p>Swoją drogą warto, by Mars (właściciel marki Pedigree) powielił ten pomysł w&nbsp;Polsce, bo cel jest naprawdę chwalebny.</p>
<p><strong>Chcesz mnie?</strong></p>
<p>Ciekawych inicjatyw, wcale nie trzeba szukać daleko. Pomysłowe rzeczy dzieją się także u&nbsp;naszych sąsiadów, na Ukrainie. Bardzo interesującą akcję zrobiła ostatnio ukraińska organizacja społeczna o&nbsp;nazwie Femen. Femen stawia sobie za&nbsp;cel reakcję na patologie trawiące ukraińskie społeczeństwo: prostytucję, seksturystykę,, naruszanie praw obywatelskich, problemy gospodarcze czy nawet podwyżki cen.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/07/Do-you-want-me.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-7861" title="Do you want me" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/07/Do-you-want-me.jpg" alt="" width="596" height="324" /></a></p>
<p>Problem, które śliczne ukraińskie feministki postanowiły poruszyć tym razem jest trudny i&nbsp;niezwykle aktualny – dotyczy prostytucji i&nbsp;związanej z&nbsp;nią przemocy seksualnej. Odwiedzając stronę  <strong><a href="http://do-you-want.me/">Do you want me</a> </strong>przeżywamy pewną historię -  doświadczamy iście<strong> </strong>role playowej wczujki w&nbsp;amatora seks usług.</p>
<p>Na czym dokładnie rzecz polega opisywać nie będę, bo zabiję efekt. Wspomnę tylko, żeby poznać tę fabułę niezbędna Wam będzie kamerka internetowa. Rzecz robi wrażenie, a&nbsp;przy okazji trzeba przyznać, że warsztatowo jest też na całkiem przyzwoitym poziomie. Szkoda jedynie, że strona tak kiepsko się wyszukuje.</p>
<p><strong>A może mebelek?</strong></p>
<p>Tym razem pomysł (o ile mi wiadomo) niezrealizowany, ale posiadający ogromny potencjał marketingowy. Jego autorem jest Shakak Shapira z&nbsp;Miami School of Ads i&nbsp;polega na wykorzystaniu  QR kodów do celów handlowych. Jak to można zrobić? ? Szkoda czasu na przydługie opisy – wystarczy obejrzeć krótki poglądowy filmik, by zrozumieć na czym polega istota przedsięwzięcia.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Głodni zabawy?</strong></p>
<p>Na sam koniec rzecz może nieco mniejszego kalibru, ale na pewno wielce grywalna i    wykorzystująca potencjał tkwiący w&nbsp;Augumented Reality, w&nbsp;środowisku FB. <a href="http://www.facebook.com/gladnizabave">Gladni zabave</a> to facebookowa aplikacja, stworzona przez agencję Huge Media z&nbsp;Belgradu dla producenta chrupek Soko Stark. Gra ma charakter zręcznościowy i&nbsp;nie jest przesadnie skomplikowana, polega na chwytaniu chrupków – po prostu. W podstawowej wersji używamy do tego dedykowanych przez aplikację postaci.</p>
<p><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/07/kamerka.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-7862" title="kamerka" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/07/kamerka.jpg" alt="" width="535" height="347" /></a></p>
<p>Ciekawie dopiero zaczyna się robić, gdy włączymy kamerkę internetową i&nbsp;użyjemy  własnej głowy do łapania snacków. Od gry niezwykle trudno jest się oderwać, a&nbsp;zamiast bólu brzucha spowodowanego nadmiarem snacków może nas rozboleć tylko kark! ;)</p>
<p>Wspomnę jeszcze tylko o&nbsp;efekcie akcji &#8211; buzz stworzony wokół marki i&nbsp;40 000 zarekrutowanych fanów aplikacji to z&nbsp;pewnością prawdziwy konkret.</p>
<p><strong>Thats all folks!</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gadzinowski.pl/zainspiruj-sie-social-media-na-wesolo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Facebook. Utopia czy destrukcja społeczna?</title>
		<link>http://gadzinowski.pl/facebook-utopia-czy-destrukcja-spoleczna/</link>
		<comments>http://gadzinowski.pl/facebook-utopia-czy-destrukcja-spoleczna/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 May 2011 07:00:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Gadzinowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[psychologia internetu]]></category>
		<category><![CDATA[social media]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo sieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gadzinowski.pl/?p=7649</guid>
		<description><![CDATA[Cyberprzestrzeń porównywana bywa do Ameryki. Miejsce wolne, w którym możliwa jest projekcja marzeń, idealizmu i niezadowolenia. Czy utopijna wizja samoregulującej się społeczności może dotyczyć również Facebooka? ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Cyberprzestrzeń porównywana bywa do Ameryki. Miejsce wolne, w&nbsp; którym możliwa jest projekcja marzeń, idealizmu i&nbsp;niezadowolenia. Czy  utopijna wizja samoregulującej się społeczności może dotyczyć również  Facebooka? </strong></p>
<p>Gościnny wpis <a href="http://blog.innovaweb.pl/author/barbara-stawarz/">Barbary Stawarz z&nbsp;InnovaWeb</a></p>
<p>W internecie dominuje metaforyka morska.  Surfujemy po sieci albo łowimy linki. W kontekście Facebooka często  pojawia się metafora państwa. Można śmiało powiedzieć, że to nawet  największe państwo w&nbsp;wirtualnej przestrzeni.</p>
<p>Pierwsze państwa-miasta zawiązywały się w&nbsp;starożytności i&nbsp;określane były mianem <strong>polis.</strong> Polis stanowiło jednolitą jednostkę gospodarczą i&nbsp;polityczną, a&nbsp;przede wszystkim było wspólnotą obywatelską.</p>
<h3><strong>Starożytny Facebook</strong></h3>
<p>Starożytne państwa – zarówno w&nbsp;Grecji  jak i&nbsp;w Rzymie – były podzielone na obszary, które usprawniały ich  funkcjonowanie. Centrum życia publicznego w&nbsp;starożytnej Grecji stanowiła<strong> agora</strong>, a&nbsp;jej rzymskim odpowiednikiem było forum.</p>
<p>Życie kulturalne toczyło się <strong>w teatrach</strong>,  a&nbsp;czas wolny spędzano na pielęgnowaniu życia towarzyskiego. W Grecji  odbywały się uczty zwane sympozjami, a&nbsp;Rzymianie udawali się do  starożytnych łaźni publicznych – <strong>term.</strong></p>
<p>A gdyby Facebook był prawdziwym  państwem? Czy byłby utopią i&nbsp;wymarzonym miejscem do życia? Państwem, w&nbsp; ktorym rósłby Kapitał społeczny, czy raczej stanowi on społeczność  destrukcyjną, w&nbsp;której zanurzeni użytkownicy marnują czas na <strong>cyberbumelanctwo?</strong></p>
<h2><strong>Przystanek pierwszy: Termy</strong></h2>
<p><a href="http://blog.innovaweb.pl/wp-content/uploads/2011/05/termy.jpg"><img title="Prototype of the EyeStop bus stop, from the MIT SENSEable City Lab." src="http://blog.innovaweb.pl/wp-content/uploads/2011/05/termy-188x300.jpg" alt="" width="230" height="365" /></a></p>
<p>Wycieczkę  po Facebooku rozpoczynamy od term. Współczesnej łaźni, gdzie ludzie  mogą się komunikować, spotykać, dyskutować i… podglądać. Zobaczmy w&nbsp;jaki  sposób mieszkańcy Facebooka ze&nbsp;sobą rozmawiają, a&nbsp;przede wszystkim po  co.</p>
<p>Użytkownicy Facebooka, mimo iż jest to  komunikacja zapośredniczona przez maszynę, osiągają swoje cele  komunikacyjne. Problemem pozostaje kontekst. Otóż w&nbsp;tak dużej  społeczności siłą rzeczy występuje różnica między statusem nadawcy, a&nbsp; statusem odbiorcy. Tak zwana <strong>proporcja statusu</strong>.  Przyjmuje się, że im wyższy jest status odbiorcy, na przykład osoba  starsza, a&nbsp;na dodatek jest to nasz szef, tym bardziej formalna powinna  być wiadomość. Mieszkańcy Facebooka nic sobie z tego nie robią. Zdjęcia  z zakrapianej imprezy, namiętnych pocałunków, czy w&nbsp;negliżu,  lądują na  tablicy i&nbsp;nikt się nie przejmuje tym, że wśród znajomych jest szef,  nauczyciel, czy jakikolwiek nasz „guru“. Wrażliwość medialna, czyli  umiejętne dobieranie medium do komunikacji, kuleje w&nbsp;tym społeczeństwie.  Tutaj panuje wolność i&nbsp;swoboda…</p>
<p>Kenneth J. Gergen, w&nbsp;kapitalnej zresztą  książce „Nasycone Ja. Dylematy tożsamości w&nbsp;życiu współczesnym“, opisuje  występowanie tego zjawiska w&nbsp;firmach. Kiedy komunikujemy się mailowo,  mamy większą śmiałość do kwestionowania poleceń przełożonych. <strong>Granice między tym co prywatne, a&nbsp;tym co służbowe zanikają.</strong></p>
<h3><strong>Po co ten Facebook?</strong></h3>
<p>Mikołaj Piskorski, profesor socjologii na Harvardzie, dzieli użytkowników Facebooka na dwie grupy: <strong>spotkania i&nbsp;przyjaciele.</strong> Ci pierwsi korzystają z serwisu, żeby poznać nowe osoby, a&nbsp;ci drudzy, by utrzymywać stały kontakt ze&nbsp;znajomymi i&nbsp;ich podglądać.</p>
<p>Piskorski badając użytkowników Facebooka doszedł do wniosku, że podstawową „niesprawność społeczną“ jaką eliminuje  serwis jest <strong>podglądanie.</strong></p>
<p>Kiedy pozostajemy w&nbsp;związku, kiepsko  byłoby powiedzieć parnterowi „wiesz, ja cię bardzo kocham, ale jeszcze  się rozejrzę dookoła“. Dzięki Facebookowi nie musimy nic mówić, a&nbsp; rozglądać się możemy do woli.</p>
<h3><strong>Obecni, by uniknąć wykluczenia</strong></h3>
<p>Powiedzenie „jeśli nie ma cię w&nbsp;Google,  to nie istniejesz“ z czasem przeniosło się na Facebooka. Dla jednych  jest to centrum spotkań, inni mówią, że Facebook to „internet w&nbsp; internecie“.</p>
<p>Jaron Lanier, amerykański futurolog, uważa, że dynamika internetowych społeczności warunkuje to, że <strong>w końcu trzeba się przyłączyć, żeby samemu nie stać się ofiarą.</strong></p>
<p>Zdarzało się Wam usuwać znajomych? Znowu  przyjmować i&nbsp;znowu usuwać? I tak jeszcze kilka razy… Zdaniem Laniera  „model Facebooka może mieć wielki wpływ, wyznaczając, kto jest  przyjacielem i&nbsp;o co w&nbsp;życiu chodzi”.</p>
<p>Obecność na Facebooku to nie tylko konieczność, ale także <strong>ucieczka przed wykluczeniem. </strong>Niewidzialna  klatka, o&nbsp;której pisał Howard Rheingold. Zwyczajna iluzja.  Pseudowspólnota. Jesteśmy tu, bo inni są. A przecież interesuje nas co  słychać u&nbsp;naszych znajomych, których od dziesięciu lat nie widzieliśmy.</p>
<h3><strong>Ogarniasz swoich znajomych?</strong></h3>
<p>Ilu masz znajomych? 200? 300? 500?  Wspominany już Gergen opisuje proces nasycenia, w&nbsp;którym „rozwijamy  wciąż rosnącą liczbę związków – w&nbsp;pracy czy w&nbsp;zabawie, rzeczywistych czy  wyimaginowanych“.</p>
<p>Życie sprzyja nawiązywaniu nowych  znajomości, a&nbsp;Facebook pogłębia to jeszcze bardziej. Kojarzysz sytuację,  kiedy któryś z twoich znajomych klinkął „lubię to“, a&nbsp;niedługo po tym,  na tablicy pojawiały się wpisy jeden po drugim, aż do np. „16 znajomych  lubi to“?</p>
<p>Facebook wyostrzył zjawisko, w&nbsp;którym  „ja staje się w&nbsp;coraz większym stopniu zaludnione postaciami innych“.  Bruce Wilshire zjawisko, kiedy zaczynami siebie wzajemnie imitować  nazwał <strong>mimetycznym wchłonięciem</strong>. Walt Whitman pisał z kolei, że „zawieramy w&nbsp;sobie tłumy“.</p>
<p>Podglądając się codziennie, przeglądając  swoie profile, przewiajając tablicę w&nbsp;górę i&nbsp;w dół… i&nbsp;tak w&nbsp;kółko,  naturalnym jest, że przenikamy się i&nbsp;naśladujemy wzajemnie. Z drugiej  strony inspirujemy się i&nbsp;poszerzamy wzajemnie swoje horyzonty.</p>
<h3><strong>Lubimy podobnych do siebie</strong></h3>
<p>Często jednak lubimy po prostu to samo. Już  na długo przed Facebookiem jasne było, że lubimy osoby atrakcyjne, a&nbsp; jeszcze bardziej osoby atrakcyjne i&nbsp;podobne do nas. Zjawisko, kiedy mamy  tendencję do interakcji z osobami podobnymi nazywamy <strong>homofilią.</strong> Łatwo przewidzieć czyjeś poglądy, zainteresowania czy nawet orientację seksualną.</p>
<p>Z drugiej strony setki znajomych na Facebooku zaprzeczają <strong>liczbie Robina Dunbara – 150</strong>.  Psycholog ustalił, że właśnie tyle osób w&nbsp;danym momencie życia jesteśmy  w&nbsp;stanie ogarnąć. Cóż, wystarczy przytoczyć badania Skype’a, które  pokazały, że tak naprawdę rozmawiamy z 2-3 osobami regularnie.</p>
<p>Gergen takie relacje, gdy mamy setki znajomych, nazywa <strong>„związkami ułamkowymi“.</strong> To znajomości budowane wokoł ograniczonych aspektów czyjegoś istnienia.  „Dlaczego masz nie wziąć jednej ósmej mnie?“ – pyta Gergen.</p>
<p>Cierpimy na syndrom <strong>„poznawczego skąpca“.</strong> Poznanie kogoś jest tak czasochłone, że wolimy drogę na skróty.  Relacje, kiedy mamy znajomych od imprezowania, od squasha czy od  wakacyjnych wyjazdów skupiają się wokół nas. To inni dopełniają nasze  sto procent. Ale o&nbsp;tym pomówimy w&nbsp;teatrze…</p>
<h2><strong>Przystanek drugi: Teatr</strong></h2>
<p><a href="http://blog.innovaweb.pl/wp-content/uploads/2011/05/teatr.jpg"><img title="Prototype of the EyeStop bus stop, from the MIT SENSEable City Lab." src="http://blog.innovaweb.pl/wp-content/uploads/2011/05/teatr-188x300.jpg" alt="" width="230" height="367" /></a>Internet  sprzyja budowaniu własnego wizerunku. Jest jak scena w&nbsp;teatrze, gdzie  każdy z nas może odgrywać własną rolę i&nbsp;stwarzać siebie na nowo. <strong>Kreować swoją tożsamość</strong>, czy też podwyższać swój status społeczny. Mieszkańcy Facebooka wiedzą, że to doskonałe narzędzie do marketingu osobowości.</p>
<h3><strong>Zaabsorbowanie sobą</strong></h3>
<p>Napisać czy nie napisać? Ile razy  zastanawiamy się czy wrzucić coś na swoją Facebookową tablicę? A później  z wypiekami na twarzy śledzimy licznik „lajków“ i&nbsp;rozkładamy komentarze  na czynniki pierwsze. I co, myślisz, że wszystkich to co masz do  powiedzenia interesuje? Jeśli tak, to się mylisz.</p>
<p>Patricia Wallace w&nbsp;„Psychologii internetu“ mówi o&nbsp;<strong>skoncentrowaniu się na własnym „ja“</strong>.  Mamy przeświadczenie, że inni również interesują się naszym życiem w&nbsp; takim stopniu, jak my sami. Wallace przywołuje prace Davida Elkinda,  który podczas swoich badań stwierdził, że „młodzi ludzie wydają się zbyt  zapatrzeni w&nbsp;siebie i&nbsp;mylnie sądzą, że inni podzielają to  zainteresowanie“. Elking nazywa to <strong>zaabsorbowanie wyimaginowaną publicznością.</strong></p>
<p>Cóż, tak samo jak zawsze wydaje nam się,  że na pewno mamy rację, tak przeceniamy również wrażenie, które robimy  na otoczeniu. Ale z&nbsp;drugiej strony, gdyby nie ten nasz narcyzm, to  Facebookowe tablice byłyby zupełnie puste.</p>
<h3><strong>Co ludzie robią na Facebooku?</strong></h3>
<p>Nasz narcyzm potwierdzają również  badania Piskorskiego, który sprawdził co ludzie robią na Facebooku i&nbsp; jakie czynności nas pochłaniają najbardziej. I tak:</p>
<ul>
<li>35% ogląda profile i&nbsp;zdjęcia nieznajomych</li>
<li>35% ogląda profile i&nbsp;zdjęcia znajomych</li>
<li><strong>9% przegląda swój profil</strong></li>
<li>8% dodaje treść w&nbsp;profilach</li>
<li>8% dodaje lub usuwa znajomych</li>
</ul>
<p>Obsada Facebookowego teatru wygląda  zatem dość mizernie. Każdy z użytkowników jest aktorem odgrywającym  własną rolę. To trochę jak teatr jednego aktora. Teatr ludzi skupionych  na sobie. Laboratorium tożsamości powiedziałaby Sherry Turkle.</p>
<h3><strong>Idealne „ja“</strong></h3>
<p>Pracowita, szczęśliwa, zawsze  uśmiechnięta, pełna różnych pasji. Chodzi na świetne imprezy, ma mnóstwo  znajomych i&nbsp;ciągle podróżuje. To twoja znajoma z Facebooka? Moja też.  Każdy ma taką i&nbsp;każdy z nas chce być tak odbierany.</p>
<p><strong>Teoria kierowania wrażeniem</strong> E. Goffmana mówi, że każdy posługuje się odpowiednią taktyką, by ukazać  się w&nbsp;takim swietle, ktore jego zdaniem jest najlepsze w&nbsp;określonej  sytuacji.</p>
<p>Facebook to idealne miejsce do tego, by budować swoje „ja powinnościowe“, <strong>„ja idealne“</strong>. Do tego, by w&nbsp;w oczach innych i&nbsp;swoich także, uchodzić za&nbsp;– co tu dużo mówić – szczęśliwego człowieka sukcesu.</p>
<h3><strong>To ilu masz znajomych?</strong></h3>
<p>Ustaliliśmy już, że na Facebooku <strong>ważniejsze od „bycia“ jest „wydawanie się“</strong>. Podobnie jak ważniejsza bywa liczba znajomych od faktycznej wartości tych relacji.</p>
<p>Już samo pojawienie się na Facebooku  jest wystawieniem się na ocenę innych. To bowiem ilu mamy znajomych,  również wiele mówi o&nbsp;naszym profilu.</p>
<p>Tutaj można wymienić dwie grupy.  Pierwsza idzie na ilość – im więcej znajomych, tym jestem fajniejszy, a&nbsp; druga to zamknięte enklawy. Na wzór ekskluzywnych klubów towarzyskich.  Towarzystwa wzajemnej adoracji.</p>
<p>Seth Godin uważa, że „zapisanie na listę  znajomych na Facebooku dziesięciu, dwudziestu lub stu osób może być  dobrym sposobem na podbudowanie własnego ego“. Ciekawe, którą drogę  idziesz – ilość czy jakość? Teraz na czasie jest chyba usuwanie już  wcześniej dodanych znajomych, prawda?</p>
<h3><strong>Przystanek trzeci: Agora </strong><strong> </strong></h3>
<p><a href="http://blog.innovaweb.pl/wp-content/uploads/2011/05/agora.jpg"><img title="Prototype of the EyeStop bus stop, from the MIT SENSEable City Lab." src="http://blog.innovaweb.pl/wp-content/uploads/2011/05/agora-188x300.jpg" alt="" width="230" height="368" /></a>„Tak dla pochowania Kaczyńskich w&nbsp;piramidzie Cheopsa“, „Palikot jest obciachowy“ a&nbsp;może „Gdzie jest krzyż“? Tak wygląda <strong>nasza polska e-demokracja</strong> na Facebooku. Czy serwisy społecznościowe są szansą na pobudzenie do życia społeczeństwa obywatelskiego w&nbsp;wymiarze 2.0?</p>
<p>Daleko nam do sytuacji ze&nbsp;Stanów, kiedy  to młody Chris Hughes zostaje dyrektorem ds. internetu w&nbsp;sztabie Baracka  Obamy. Działania na Twitterze i&nbsp;Facebooku pozwoliły mu zebrać 28  milionów dolarów. Wszystko dzięki <strong>współpracy. </strong>Czy w&nbsp;Polsce jest to w&nbsp;ogóle możliwe?</p>
<h3><strong>Gdzie jest krzyż?</strong></h3>
<p>Pierwszą głośną akcją, którą udało się  zorganizować na Facebooku i&nbsp;przenieść na ulicę było zebranie się pod  krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Ale… co z tego? Zupełnie nic. Odbyła  się publiczna szopka, uliczny kabaret, a&nbsp;krzyż wciąż stał. I teraz  zresztą – już w&nbsp;wersji mobilnej – regularnie wraca pod Pałac.</p>
<p>Grupa pod krzyżem to na pewno nie był <strong>smart mob</strong>,  czyli inteligentny tłum opisywany przez Rheingolda. Daleko też do  grupy, która w&nbsp;2001 roku poprzez SMS-y doprowadziła na Filipinach do  obalenia Josepha Estrady. To nie była nawet grupa, która włączyła się do  akcji „Zabierz babci dowód“.</p>
<p>Zdaniem sceptyków,<strong> internet to kakofonia rożnych głosów</strong> i&nbsp;brak tu rzeczywistego dialogu. Odwiedziny agory na Facebooku zdają się to potwierdzać.</p>
<p>Gwoździem do trumny jest nieumiejętne  prowadzenie profilów przez polityków, kompletny brak interaktywności  z użytkownikami (czyli jednocześnie z wyborcami), a&nbsp;jedynie okazjonalne  zrywy przed zbliżającymi się wyborami.</p>
<p><strong>Agora? Allegro!</strong></p>
<p>Skupienie się na sobie i&nbsp;wychodzenie na  własną scenę przynosi szczęście. Podobnie jak zakupy, które zdominowały  życie współczesnego konsumenta i&nbsp;stały się oznaką normalności. Kiedy  wpadło się w&nbsp;<strong>klatkę konsumpcjonizmu</strong> i&nbsp;wyznaje religię zakupów, to takie zachowanie nie sprzyja wykształceniu się społeczeństwa obywatelskiego.</p>
<p>Zajęci sobą , zatopieni we&nbsp;własnym  narcyzmie nie mamy ochoty wychodzić na agorę. Agora to miejsce, gdzie  aby skutecznie działać trzeba coś wspólnie zrobić. Podjąć konkretne  czynności. Nie wystarczy kliknąć „lubię to“.</p>
<p>Dla użytkownika Facebooka większą  wartość ma dziś Allegro, a&nbsp;nie agora. To nie społeczna postawa określa i&nbsp; wyznacza pozycję, ale zakupy. Zdjęcia pod palmami, zdjęcia sushi i&nbsp;nowe  gadżety. Rewia mody i&nbsp;biuro turystyczne. Tak, to wiedzie prym.</p>
<h2><strong>Utopijne czy destrukcyjne?</strong></h2>
<p>To już koniec wycieczki. Przyjemnie było patrzeć na mieszkańców  Facebooka w&nbsp;termach. Wszystkie najnowsze badania również potwierdzają,  że komunikacja przez internet pobudza nasze życie towarzyskie i&nbsp;daje  szczęście.</p>
<p>Całkiem nieźle jest też w&nbsp;teatrze. Otwieranie się na innych, tudzież  lansowanie i&nbsp;przełamanie wszechobecnej w&nbsp;internecie anonimowości to  dobry krok w&nbsp;kierunku rozwoju agory. Dziś sobie tutaj nie radzimy, ale  kto powiedział, że z&nbsp;paszportem Facebooka nie można odwiedzać innych  państw. No chyba, że będą chcieli wizę…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gadzinowski.pl/facebook-utopia-czy-destrukcja-spoleczna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Śmierć mikroblogów w&#160;Polsce. Blip konto – pod nóż.</title>
		<link>http://gadzinowski.pl/smierc-mikroblogow-nisza-facebook/</link>
		<comments>http://gadzinowski.pl/smierc-mikroblogow-nisza-facebook/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Mar 2011 08:10:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Gadzinowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[serwisy mikroblogowe]]></category>
		<category><![CDATA[serwisy społecznościowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gadzinowski.pl/?p=7315</guid>
		<description><![CDATA[Serwisy mikroblogowe miały swoje 5 min, jakiś czas temu. Czy wykorzystały je czy też zmarnowały potencjał który w nich drzemał? A może w Polsce nie przyjął się ten sposób komunikacji…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Serwisy mikroblogowe miały swoje 5 min, jakiś czas temu. Czy wykorzystały je czy też zmarnowały potencjał który w&nbsp;nich drzemał? A może w&nbsp;Polsce nie przyjął się ten sposób komunikacji…</p>
<p>Aktywnie testowałem możliwości mikoroblogów w&nbsp;Polsce, głównie przez serwis Blip.pl (także wcześniej Flaker). Był czas gdy to narzędzie komunikacji, mogło być skuteczne na swój sposób dotarcia do wąskich grup celowych. Nadal znajduje się tam dużo agencji reklamowych, public relations, specjalistów mediów, miłośników nowinek, technologii i&nbsp;mody. <strong>Lecz to co było dobre jakiś czas temu, obecnie nie przedstawia żadnej wartości komunikacyjnej, jest zbyt ograniczone zasięgowo</strong>.</p>
<p>Narzędzia komunikacji zwane mikroblogami, w&nbsp;Polsce nie przekroczyły tzw. „masy krytycznej”, nie zainteresowały mediów i&nbsp;cele brytów, które przyciągnęłyby zwykłego „zjadacza chleba”. Masa krytyczna &#8211; czyli taka ilości użytkowników by stały się masowe. A z&nbsp;czym mamy obecnie do czynienia? <strong>Są obecnie znakomite, dla środowisk wzajemnej adoracji i&nbsp;poklepywania się po ramieniu. Z punktu widzenia aktywnej promocji, komunikacji takie narzędzia przedstawiają znikomą wartość</strong>.</p>
<p>Jeśli ktoś chce umawiać się na piwo, jest w&nbsp;jakiejś hermetycznej grupie, która obecna jest na mikroblogach to nadal jest to dla niego dobre narzędzie. Być może także dobre, z&nbsp;punktu widzenia stawiania pierwszych kroków i&nbsp;własnej autopromocji. Ale jak wspomniałem, ma pewien ograniczony zasięg. Sam z&nbsp;niego korzystałem, do pewnej autopromocji. <strong>Przyznam, że na swój czas, narzędzia te mogły być użyteczne by zrobić na nich rozgłos/publicity</strong>. Konkurs #3000, <a href="http://gadzinowski.pl/bliperview-z-januszem-lewandowskim/">wywiad z&nbsp;przyszłym europosłem Januszem Lewandowskim</a> czy też umawiane przez blip <a href="http://gadzinowski.pl/staram-sie-za-posrednictwem-technologii-wiecej-zrobic-wywiad-z-lechem-walesa/">spotkanie i&nbsp;wywiad z&nbsp;prezydentem Lechem Wałęsą</a>.</p>
<p>Ale, jeśli weźmiemy <strong>przykład mikroblogów polskich, to stały się one zbyt hermetyczne z&nbsp;2 powodów</strong>. Nie było dla nich pomysłu promocji własnej, poza tym że pojawiało się na nich coraz więcej kont firm które spamowały swoimi wiadomościami. Z drugiej strony, mikroblogi nie rozwijały się, były i&nbsp;są nadal zbyt trudne w&nbsp;obsłudze dla ludzi którzy nie są „techniczni”.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/03/kasacja-blip-2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-7319" title="kasacja blip 2" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/03/kasacja-blip-2.jpg" alt="" width="509" height="273" /></a></p>
<p>W międzyczasie <strong>wydarzył się Facebook, który w&nbsp;znacznej mierze przejął funkcję prostego mikroblogowania</strong>, statuowania – czy to na własnych profilach czy też fan page’ach. Więc skoro jest tam skala, w&nbsp;miarę proste użytkowanie, to wiadomym było, że prędzej czy później aktywność internautów przyjdzie tutaj. <a href="http://gadzinowski.pl/facebook-pozre-polskie-serwisy-spolecznosciowe/">Po raz kolejny – Facebook zżarł polskie społeczności. Czy tego chcemy czy nie, takie są prawa ewolucji.</a></p>
<p>Nie ma załamywać rąk, warto przyjąć do wiadomości że stawiać trzeba na własny ekosystem niezależny od kaprysów mikroblogów czy Facebooka (który wysysa aktywności i&nbsp;nie dzieli się nimi). Własny blog, strona WWW, Youtube, relacje z&nbsp;blogosfera i&nbsp;forami dyskusyjnymi. Być może nie jest to tak „sexy” lub „funky” jak mikroblogowanie, ale różnie skuteczne.</p>
<p>Na koniec, <a href="http://gadzinowski.pl/selekcja-skuteczne-social-media/">by przypomnieć stare zobowiązanie które poczyniłem publicznie</a>, <strong>chciałbym poinformować że konto na blipie które posiadałem (5-6 miejsce w&nbsp;rankingu popularności osób) zostało wykasowane</strong>. Na dzień dzisiejszy nie przedstawia ono dla mnie żadnej wartości. Dla komunikacji służy mi na bieżąco mail, gtalk i&nbsp;telefon. A przede wszystkim, tradycyjne spotkania face to face. Czego wszystkim którzy nie wiedzą jak żyć bez mikroblogów, po prostu życzę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gadzinowski.pl/smierc-mikroblogow-nisza-facebook/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Egipskie czary mary</title>
		<link>http://gadzinowski.pl/egipskie-czary-mary/</link>
		<comments>http://gadzinowski.pl/egipskie-czary-mary/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Feb 2011 10:15:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Gadzinowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[arabska wiosna ludów]]></category>
		<category><![CDATA[egipt]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[Twitter]]></category>
		<category><![CDATA[wikileaks egipt]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gadzinowski.pl/?p=6989</guid>
		<description><![CDATA[Obraz rewolucji – „nierewolucji” w Egipcie wszedł na czołówki mediów, zawładnął umysły. Twitter i Facebook zmienia świat a Wikileaks katalizatorem zmian? A może nadal jest tak, że stare dobre media kreują obraz odległych wydarzeń.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Obraz rewolucji – „nierewolucji” w&nbsp;Egipcie wszedł na czołówki mediów, zawładnął umysły. Twitter i&nbsp;Facebook zmienia świat a&nbsp;Wikileaks katalizatorem zmian? A może nadal jest tak, że stare dobre media kreują obraz odległych wydarzeń.</p>
<p>Rozumiem, że super jest kreować obraz wydarzeń tak jak się je rozumie lub chce rozumieć. Społeczeństwa arabskie w&nbsp;swojej masie, nie używają aż tyle elektroniki czy też mediów społecznościowych. Już raz wieszczyliśmy (ja także), twitterowa rewolucję. Lecz okazało się, że sytuacja jest bardziej złożona. Lokalne interesy i&nbsp;ludzie, są bardziej wpływowi niż 1000 postów na Twitterze czy Facebooku. Miska ryżu czy pszenicy ważniejsza jest niż elektroniczne bity.</p>
<p>Z odległości kilku tysięcy kilometrów nie jesteśmy w&nbsp;stanie jasno określić rozmiaru demonstracji czy też wrzenia egipskiego społeczeństwa. Nie wiemy dokładnie, czy poza młodymi bezrobotnymi i&nbsp;wykształconymi z&nbsp;miast, rewolta ma trwałe korzenie, czy osiągnęła już masę krytyczną. Fajnie jest, z&nbsp;zaciszu, przed monitorami i&nbsp;klawiaturami mówić – że te tysiące osób z&nbsp;profili na Facebooku zmieniają dzisiejszy świat, że jest to arabska „wiosna ludów” porównując dzisiejsze wydarzenia do tych z&nbsp;roku 1989. Ale dzisiaj świat jest bardziej złożony i&nbsp;wielowymiarowy.</p>
<p>Codzienne epatowanie zamieszkami, sugerowanie złego odbioru turystów czy cudzoziemców przez Egipcjan buduje atmosferę strachu. Zwykły Kowalski po zapoznaniu się z&nbsp;wiadomościami w&nbsp;TV powtarzanymi w&nbsp;kółko, dziesięć razy zastanowi się zanim poleci na wakacje do Egiptu. A skoro egipska gospodarka jest uzależniona od turystyki i&nbsp;dolarów, które tam zostawiamy może się okazać, że to nie arabska ulica wywołuje rewolucje, tylko wywołują je nasze media. Krach w&nbsp;turystyce, zaowocuje bezrobociem i&nbsp;zubożeniem części społeczeństwa egipskiego, a&nbsp;ta może za&nbsp;chwile bardziej myśleć o&nbsp;przeżyciu i&nbsp;szukaniu winnych, niż zastanawiać się ile postów napisze na Twitterze czy Facebooku.</p>
<p>Nie pierwszy to będzie raz, gdy rzeczywistość jest naciągana, ale staje się za&nbsp;pewien czas rzeczywistością. Nie trudno sobie wyobrazić jakie skutki będzie miała radykalizacja społeczeństwa egipskiego, które szukając winnych, znajdzie je w&nbsp;mediach i&nbsp;społeczeństwa zachodu. Połączmy to z&nbsp;kunktatorstwem polityki zagranicznej USA, niepewną sytuacją gospodarczą – świat wciąż nie wyszedł z&nbsp;kryzysu i&nbsp;mamy gotową mieszankę wybuchową.</p>
<p>Kto na tym straci? Na pewno biura podróży nastawione wybitnie na wakacje i&nbsp;pobyty w&nbsp;Tunezji, Egipcie. Turystyczne czy sportowe przybytki w&nbsp;Egipcie (np. spoty kite). Mało kto w&nbsp;tym roku będzie chciał ryzykować tam wypoczynek. A czy będzie tam tanio, nawet jeśli się ktoś zdecyduje pojechać? Żebyście nie byli zdziwieni, może być wręcz drożej, jako że ubezpieczenia będą droższe, trudniej będzie znaleźć komplet pasażerów czy też czarter w&nbsp;normalnej cenie. No cóż, ryzyko zawsze kosztuje.</p>
<p>Stracimy na cenach paliwa, żywności… w&nbsp;końcu niepewność przy Kanale Sueskim kosztuje. Kosztuje kupowanie żywności w&nbsp;sąsiednich do Egiptu krajach. W końcu jakoś trzeba utrzymać spokój w&nbsp;społeczeństwach. Pal licho, ze&nbsp;jest to krótkotrwałe rozwiązanie. Ale my też za&nbsp;to zapłacimy, np. jeśli bochenek chleba nagle zacznie kosztować 5 PLN.</p>
<p>Więc zamiast ulegać euforii „arabskiej wiosny ludów” lub przesadnej panice, na temat zamieszek w&nbsp;Egipcie podejdźmy do sytuacji bardziej w&nbsp;sposób wyważony. Nie wszędzie też musi być demokracja na wzór europejski czy amerykański. Po prostu świat może być różny, dajmy Egipcjanom znaleźć własną drogę do szczęścia. Z obecnym prezydentem, lub bez niego. Nie przeczę że Facebook czy Twitter jest katalizatorem, ale czy od razu może obalić rząd? O tym przekonamy się za&nbsp;kilka-kilkanaście tygodni.</p>
<p>Update 11.2.2011: <strong>Prezydent M. zrezygnował. Egipt znalazł swoja drogę do zmian. Uszanujmy ją i&nbsp;nie porównujmy standardów tego kraju, z&nbsp;naszym sposobem myślenia. To wielki dzień dla Egiptu, niezależnie od tego jak potoczy się jego przyszłość.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gadzinowski.pl/egipskie-czary-mary/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Facebook &#8211; cisi władcy umysłów</title>
		<link>http://gadzinowski.pl/facebook-skuteczny-marketing-wladcy-umyslow/</link>
		<comments>http://gadzinowski.pl/facebook-skuteczny-marketing-wladcy-umyslow/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Jan 2011 08:13:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Gadzinowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[marketing zintegrowany]]></category>
		<category><![CDATA[reaserch facebook]]></category>
		<category><![CDATA[skuteczny marketing]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gadzinowski.pl/?p=6769</guid>
		<description><![CDATA[Krytyka, krytyką ale czas na coś pozytywnego o Facebooku. Ostatnio zrobiłem mały research marek i produktów, jak sobie tam radzą. Okazuje się kolejny raz, że dobre przykłady mamy pod nosem, tylko nie zawsze je widzimy. 

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Krytyka, krytyką ale czas na coś pozytywnego o&nbsp;Facebooku. Ostatnio zrobiłem mały research marek i&nbsp;produktów, jak sobie tam radzą. Okazuje się kolejny raz, że dobre przykłady mamy pod nosem, tylko nie zawsze je widzimy (tu pije do siebie).</p>
<p><span id="more-6769"></span></p>
<p>Wyznacznikiem sukcesu w&nbsp;działaniach na Facebooku, jest działanie na różnorodnych produktach i&nbsp;markach. Natomiast &#8211; <strong>szum informacyjny, pokazywanie ciągle tych samych case’ów na konferencjach i&nbsp;na Facebooku zasłania ciekawe i&nbsp;sensowne działania</strong>.</p>
<p>Jako bloger, nie dysponuje taka ilością czasu by przeczesać całą otchłań Facebooka. Jakiś czas temu apelowałem i&nbsp;ogłaszałem na tym blogu, że z&nbsp;chęcią pokażę marki, produkty i&nbsp;ciekawe akcje w&nbsp;social media. Jak widać, niewiele chyba było chętnych do „chwalenia się”. A może to po prostu „zarobienie” czy niechęć do „ruszania szczęką”. Tego nie jestem w&nbsp;stanie stwierdzić…</p>
<p>A wracając do przedmiotu dzisiejszego artykułu, dla mnie osobiście <strong>wyznacznikiem sukcesu (w tym i&nbsp;poszukiwania ROI), są różnorodne projekty (różne marki), nie z&nbsp;jednego szablonu „wklejmy link, zdjęcie, pochwalmy się że dzisiaj jest poniedziałek lub piątek”</strong>. Takie które próbują wyjść poza szablon prostych działań, czyli zmierzają do aktywności: aplikacje, aktywacja użytkowników/rzecznicy marki, poradniki, budowa więzi z&nbsp;marką i&nbsp;zaangażowania, działania pro sprzedażowe, konkursy i&nbsp;akcje aktywacyjne na przecięciu internetu i&nbsp;BTL, trade&#8217;u.</p>
<p>Dlaczego? Bo uważam, że <strong>czas prostych i&nbsp;prymitywnych aktywności w&nbsp;social media</strong> ( w&nbsp;tym przypadku: Facebook) po prostu się kończy.</p>
<p>Nawiązując do tytułu dzisiejszego wpisu, znalazłem też ciekawe działania na Facebooku, które wykorzystują jego różnorodny potencjał, częściowo wychodząc poza niego. <strong>A nawet&#8230; sprzedając produkty</strong>!;) Poniżej lista, wydawać się mogłoby przypadkowa:</p>
<p><a href="http://www.facebook.com/WodkaZoladkowaGorzka">Wódka Żołądkowa</a> – animacja grupy docelowej (niełatwy temat) np. gry i&nbsp;zabawy czy aplikacja Imprezjoniści</p>
<p><a href="http://www.facebook.com/mmspolska">M&amp;M&#8217;s</a> &#8211; aplikacja Kula Zgadula, animacja grupy docelowej, branded komiks</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/01/mms-kulki.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-6787" title="mms kulki" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/01/mms-kulki.jpg" alt="" width="416" height="447" /></a></p>
<p><a href="http://www.facebook.com/grycan">Grycan</a> &#8211; degustacja lodów (zgłoś się po gałkę), coś na kształt &#8211; try &amp; buy, co fajnie może generować sprzedaż, branded content ;)</p>
<p><a href="http://www.facebook.com/GoracyKubek">Gorący kubek</a> &#8211; aktywacja grupy celowej: konkursy kontekstowe, <strong>LAAX</strong> !</p>
<p><a href="http://www.facebook.com/KlubDove">Klub Dove</a> &#8211; kontent dla grupy docelowej, poradnictwo/poradniki</p>
<p><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/01/dove-kontent.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-6789" title="dove kontent" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2011/01/dove-kontent.jpg" alt="" width="483" height="366" /></a></p>
<p><a href="http://www.facebook.com/IKEApl">IKEA</a> &#8211; aktywacja grupy docelowej, działanie wizerunkowe (takie też są potrzebne), prezentacja oferty &#8222;ulepszenia&#8221;.</p>
<p>Cicho, bez napinki prowadzi te działania agencja kalicinscy.com (notabene, rodzynek &#8211; poza Ciszewskim, nie widziałem nazwisk w&nbsp;nazwach agencji w&nbsp;PL, no może poza Saatchi&amp;Saatchi, ha), docierając do <strong>grubo</strong> <strong>ponad 400 tyś fanów/kont (liczba ta ciagle wzrasta)</strong>, co w&nbsp;przybliżeniu stanowi ok. 8% populacji polskiego fejsa. Różnorodne marki, różne grupy docelowe, różnorodne działania komunikacyjne.</p>
<p>I co z&nbsp;tego wynika?</p>
<p><strong>Można funkcjonować na Facebooku i&nbsp;realizować w&nbsp;swoich działaniach coś więcej niż proste &#8222;pompowanie ilości fanów&#8221;</strong>.  Można mieć ciekawe liczby /jeśli już musimy tak mierzyć/, ale ważniejsze chyba jest to, jak marka sobie radzi na Facebooku i&nbsp;jaką więź utrzymuje z&nbsp;konsumentami, jakie cele marki realizuje.</p>
<p>Notabene, to ilu mamy jeszcze cichych władców umysłów na Facebooku? Pewnie się okaże, że będzie tego 80% ;), których nie jesteśmy świadomi. Co tylko świadczy o&nbsp;tym, że warto wyjść ze&nbsp;&#8222;szklanych domków&#8221; branżowego poklepywania się. Świeże powietrze jest gdzieś obok.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gadzinowski.pl/facebook-skuteczny-marketing-wladcy-umyslow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego gry na Facebooku są dziadowskie?</title>
		<link>http://gadzinowski.pl/dlaczego-gry-na-facebooku-sa-dziadowskie/</link>
		<comments>http://gadzinowski.pl/dlaczego-gry-na-facebooku-sa-dziadowskie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Jan 2011 08:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Gadzinowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[farmville]]></category>
		<category><![CDATA[gry facebook]]></category>
		<category><![CDATA[mafia wars]]></category>
		<category><![CDATA[social gaming]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gadzinowski.pl/?p=6249</guid>
		<description><![CDATA[Napisałem tę (przydługą) notkę aby wyrzucić z siebie myśl, która dręczy mnie od dłuższego czasu, a mianowicie od czasu gdy doszedłem do wniosku że gry na Facebooku są do niczego :) A było to już dobry rok, półtora roku temu. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Napisałem tę (przydługą) notkę  aby wyrzucić z&nbsp;siebie myśl, która  dręczy mnie od dłuższego czasu, a&nbsp; mianowicie od czasu gdy doszedłem do  wniosku że gry na Facebooku są do  niczego :) A było to już dobry rok,  półtora roku temu. Myśl na nie  dawała mi spokoju, a&nbsp;jako wieloletni,  wytrawny Gracz przez duże G  zachodziłem co chwilę w&nbsp;głowę dlaczego tak  jest. I chyba mam odpowiedź.  Ale po kolei.</strong></p>
<p><span id="more-6589"></span></p>
<p>Gościnny wpis autorstwa <a href="http://netgeeks.pl/">Michała Góreckiego</a></p>
<p>Social Gaming nie jest niczym nowym. Towarzyszył mi właściwie od  samego początku mojej fascynacji grami i&nbsp;historii bycia uzależnionym od  gier (powiedzmy sobie to wreszcie jasno :). Oczywiście na początku, z&nbsp; racji ograniczeń technologicznych granie towarzyskie działo się w&nbsp; świecie rzeczywistym. Najpierw gry planszowe – tutaj granie z&nbsp;kimś było  nie tyle opcją, co koniecznością. Chińczyk, Magia i&nbsp;Miecz, Monopol. Im  więcej ludzi – tym lepiej. Interakcje były zazwyczaj dość podobne –  wszyscy grali przeciwko wszystkim, czasami w&nbsp;teamach.</p>
<p>Później nadeszła era gier terenowych w&nbsp;które to zagrywałem się w&nbsp; harcerstwie. Najczęściej dwa teamy, ustalone zasady i&nbsp;ognia! Sam  wymyślałem trochę gier, albo adoptowałem te już istniejące. Capture the  flag i&nbsp;różne tego typu zabawy znałem zanim pojawiły się gry FPP ;)</p>
<p>Gry komputerowe? Oczywiście tez lepiej było grać social niż samemu.  Na C64 całkiem sporo gier miało możliwość grania na dwa joysticki –  przeciwko sobie lub ramię w&nbsp;ramię. A każda większa impreza rodziców na  którą goście przychodzili z&nbsp;dziećmi, kończyła się odpaleniem Summer lub  Winter Games w&nbsp;które można było grać jeden po drugim, nawet w&nbsp;10 osób.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="640" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/xpZGD6m4xOg?fs=1&amp;hl=pl_PL" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="640" height="385" src="http://www.youtube.com/v/xpZGD6m4xOg?fs=1&amp;hl=pl_PL" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p>Nie będę się zbytnio nad tym rozwodził, bo nie o&nbsp;historii miałem pisać,  ale później nadeszła era gier na wdzwanianych BBSach (Legend Of The Red  Dragon),</p>
<p>następnie przyszły tekstowe MMORPG, równolegle ciągle istniał świat  RPG (całe liceum zagrywałem się w&nbsp;AD&amp;D). Pierwsze LAN parties,  granie w&nbsp;Duke Nukem i&nbsp;Half Life w&nbsp;4, czy 6 osób. To wszystko sprawiało  że granie stawało się o&nbsp;wiele fajniejsze.</p>
<p>I kiedy tak patrzę na rozwój social gamingu, a&nbsp;następnie zerkam na  gry Facebookowe, mam chęć zacytować klasyka: “Co się stało się?”.  Przyjrzyjmy się im trochę.  Najpierw chciałbym pokazać dlaczego według  mnie<strong> te gry sa krokiem wstecz</strong>, a&nbsp;później dlaczego <strong>wcale nie są social</strong>. A na końcu – niespodzianka – wyjaśnię czemu :)</p>
<h2>Wielkie Klikando</h2>
<p>Znakomita większość gier na Facebooku to klony, lub wyewoluowane  klony oparte o&nbsp;dwa mechanizmy – Mafia Wars i&nbsp;Farmville (Notabene będące  klonami 1:1 Mob Wars i&nbsp;Farm Town o&nbsp;czym lubię przypominać he he). Na  czym polegaję te mechanizmy?</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/12/mafia-wars-facebook.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-6250" title="mafia wars facebook" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/12/mafia-wars-facebook.jpg" alt="" /></a></p>
<p>Kiedy odpalam nową grę i&nbsp;widzę u&nbsp;góry ekranu 3 liczniki energii,  zdrowia czy czegoś tam, poniżej “jobsy” do wykonania, ewentualnie paski  doświadczenia w&nbsp;danym jobsie, to automatycznie zamykam i&nbsp;blokuję grę. Bo  dokładnie wiem jak będzie wyglądała. Przyznam się – grałem w&nbsp;MW chyba  rok, doszedłem do 600 poziomu i&nbsp;stwierdziłem (o dziwo, jak późno) że to  nie ma sensu… <em>All you need is click. Pampararapam</em>. Ta gra po  prostu nie challenguje. Nie można w&nbsp;niej zrobić czegoś lepiej, czy  gorzej. Owszem, można w&nbsp;niej spieprzyć ścieżkę rozwoju gracza i&nbsp;źle  inwestowac punkty, ale to tylko opóźni twój awans na wyższe poziomy. Gra  jest przewidywalna. Odsłaniają się nowe hasła, ale wiesz, że na  następnym ekranie będa kolejne jobsy do wykonania, potem boss, potem to  samo i&nbsp;to samo… Masakra.</p>
<p>I naprawdę nieważne czy to mafia, czy rycerstwo, czy piraci, czy  moda, wyścigi samochodowe czy cokolwiek innego. Przecież te gry to jak  zmiana skórki w&nbsp;Winampie. Zmieniają się nazwy, pozostaje ta sama…  gówniana mechanika gry. Budowa farmy jest bardziej skomplikowana. Po pierwsze gra jest flashowa,  rusza się, żyje. Są w&nbsp;niej elementy graficzne które możemy dowolnie  układać. Jako fan SimFarm od Maxis…</p>
<p>…od razu rzuciłem się na tę grę i&nbsp;trochę w&nbsp;nią grałem. Trochę, to  znaczy o&nbsp;wiele krócej niż w&nbsp;Mafia Wars. Czemu? Ano MW choć proste do  bólu, angażowało mnie raz dziennie (później kończy się energia).  Truskawki w&nbsp;FV trzeba było zbierać szybko, inaczej usychają. A jeśli  masz ich bardzo dużo to w&nbsp;pewnym momencie łapiesz się na tym, że  wchodzisz do gry tylko po to, żeby mechanicznie, centymetr po  centymetrze klikać w&nbsp;ekran! Nic więcej. Klik, klik, klik. Bezmyślnie,  mogłaby to właściwie robić małpa…</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/12/farmville-facebook.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-6255" title="farmville facebook" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/12/farmville-facebook.jpg" alt="" /></a></p>
<div><ins><ins id="google_ads_frame1_anchor"></ins></ins></div>
<p>W  porządku, pojawiają się elementy wyboru. Realnego. Decydujesz co i&nbsp; gdzie posadzić. To spowodowało nawet że odpaliłem excela i&nbsp;zacząłem  wyliczać co najbardziej opłaca się posadzić. Każde warzywo ma określony  czas dojrzewania, koszt, a&nbsp;także cenę sprzedaży.</p>
<p>Ok, gra miała i&nbsp;ma jedną fajną rzecz, a&nbsp;mianowicie możliwość  tuningowania swojej farmy. To ty decydujesz gdzie stoją twoje kury czy  świnie, możesz projektować swoją farmę w&nbsp;sposób który przewidzieli  autorzy lub w&nbsp;swój autorski (układanie flag państw z&nbsp;kolorowych  snopków). Ale… ile można?</p>
<p>Klony? Tutaj są bardziej wyszukane. Zmienia się dość dużo, ale mechanizm nadal pozostaje ten sam.</p>
<p><strong>- obiekty które trzeba zebrać po określonym czasie</strong><strong>, ale przed upłynięciem innego czasu bo się zepsują</strong> (warzywa w&nbsp;farmville, produkty z&nbsp;farbyk w&nbsp;Social City)</p>
<p><strong>- obiekty które trzeba zebrać po określonym czasie bez “terminu przydatności”</strong> (drzewa w&nbsp;Farmville, budynki w&nbsp;Social City). Przyjrzyjcie się wielu  innym grom na Facebooku i&nbsp;zobaczycie że bazują one w&nbsp;znakomitej  większości na tych dwóch typach obiektów. Czy to rybki które trzeba  nakarmić, czy cokolwiek innego. Zasadź, czekaj, zbierz. A teraz coś z&nbsp; zupełnie innej beczki. Zasadź, czekaj, zbierz :)</p>
<h2>Czy to są gry?</h2>
<div id="attachment_1398">Dlaczego gry te balansują według mnie na krawędzi bycia grą?</div>
<p>W książce którą właśnie czytam, Jesper Juul wyodrębnił sześć  zasadniczych cech gry (zasady gry, zmienny i wymierny rezultat gry,  wartości definiujące co uznawane jest za&nbsp;pozytywny wynik gry, wysiłki  gracza, przywiązanie gracza do wyniku gry, negocjowalne konsekwencje  gry).</p>
<p>Dla mnie, jeśli klasyczne gry (komputerowe, konsolowe, komórkowe,  planszowe, terenowe, rpg, czy karciane) można porównać do dania, to gry  facebookowe będą przekąską. Niezdrowymi chipsami, czy ciastkami.<strong> Do gier tych nie “zasiadamy” aby w&nbsp;nie pograć.</strong> Odpalamy je mimochodem, będąc już na Facebooku (który odpalamy  mimochodem będąc już przy kompie :P). Owszem, niektórzy zasiadają, ale  niektórzy też zasiadają to ciastek i&nbsp;traktują je jako główne pożywienie  :)</p>
<p>W te gry nie gramy, my w&nbsp;nie pogrywamy :) Odpalamy, klikamy i&nbsp; patrzymy co się dzieje. Zbieramy skaczące gwiazdki i&nbsp;cieszymy się jak  dzieci. Gdy odpalam CityVille (który jest dość zaawansowaną – nie powiem  – ewolucją Farmville) nie mam określonego planu rozbudowy miasta, jak w&nbsp; Sim City, czy sieci transportowej, jak w&nbsp;Transport Tycoon. Po prostu  klikam i&nbsp;klikam i&nbsp;obserwuję co będzie dalej. Co się pojawi, jakie będą  tego konsekwencje. Pewnie będę miał nowe budynki, pewnie pojawią się  nowe mini questy (click questy). Ale gra mnie raczej nie zaskoczy niczym  nowym… Ot, w&nbsp;chwili wolnej w&nbsp;pracy odpalę grę, poklikam, zamknę.  Click2harvest®.</p>
<p>Cechy gry wg Juula trochę trzeszczą… Tym bardziej, że gry te nie mają  końca (ale tu można przyczepić się do tego że wg jego definicji żaden  sandbox nie jest grą…).</p>
<p>A co z&nbsp;towarzyskością? Co z&nbsp;<strong>SOCIAL GAMING</strong>? Nie oszukujmy się, ta też  jest nędzna. Czy my rzeczywiście gramy w&nbsp;te gry ze&nbsp;swoimi znajomymi? Not  remotely. Klikamy w&nbsp;znajomych, “zatrudniamy ich” w&nbsp;naszych miastach czy  na farmach, czasem im pomagamy klikając w&nbsp;ich plony (np w&nbsp;Frontier  Ville). Ale nie odczuwamy specjalnie gry z&nbsp;nimi. Nie mają oni większego  wpływu na to co dzieje się u&nbsp;nas. Prawdę mówiąc o&nbsp;wiele większą więź z&nbsp; innymi graczami czułem 25 lat temu grając w&nbsp;Summer Games gdzie  rywalizowałem o&nbsp;wynik, czy też w&nbsp;Wizball grając ramię w&nbsp;ramię (a raczej  kulka w&nbsp;kulkę ;).</p>
<h2>Co poza Facebookiem?</h2>
<p>Ale spójrzmy obok.  Jadę strasznie po facebookowych grach, ale  chciałbym odnieść się do gier spoza niego. Pod kątem zarówno grywalności  jak i&nbsp;towarzyskości.</p>
<p>Grywalność? To chyba jasne że chyba WSZYSTKO jest bardziej grywalne.  Już stare gry na C64 miały bardziej skomplikowane zasady i&nbsp;zmuszały do  większego myślenia, czy choćby zręczności. O grach komputerowych pisać  nie będę, spójrzmy na dopiero co rozwijający się segment rynku, czyli  geo-gaming. Posłużę się oczywiście <a href="http://netgeeks.pl/index.php/2010/12/moje-mobilne-krolestwo/" target="_blank">dopiero co przeze mnie opisywanym My Kingdom</a>.</p>
<p>Gra opiera się na starym jak gry mechanizmie surowców. Kombinowanie –  olbrzymie. Wybór dobrego miejsca na postawienie tartaku czy kopalni  jest komplikowany tym, że trzeba przemieszczać się po mieście fizycznie.  Wybór produkcji, odpowiednie kupowanie i&nbsp;sprzedawanie surowców – to  rzeczywiście wciąga.</p>
<p>Elementy social? Na razie trudne do oceny w&nbsp;działaniu, bo gra w&nbsp;nią  mało osób, ale i&nbsp;to zostało przewidziane. Rywalizacja o&nbsp;tytuły rycerza  danego obszaru, paladyna regionu, czy księcia danego kraju, walka między  zawodnikami, czy wreszcie kształtowanie cen na lokalnych ryneczkach  przez popyt i&nbsp;podaż – to prawdziwe elementy społeczne! Do tego możliwość  doglądania wiosek przez znajomych (w przypadku wyjazdu). A gdy w&nbsp;danym  regionie gra mało graczy? System ich emuluje wprowadzając NPCów. Gra  nowa, gatunek gier nowy, a&nbsp;jednak wydaje się ona wiele mil z&nbsp;przodu, już  na starcie.</p>
<h2>Werdykt</h2>
<p>I wreszcie werdykt. Dlaczego tak jest? Odpowiedź jest bardzo prosta.  Czytaliście newsy sprzed kilku dni? Zynga jest teraz więcej warta niż  Electronic Arts. Jeśli nie wiadomo o&nbsp;co chodzi to chodzi o&nbsp;pieniądze  rzecz jasna.</p>
<p>Jaki jest model sprzedaży tradycyjnych gier? Prosty. Ja płacę, gra  zapewnia mi świetną rozrywkę. Gier jest tyle, że każdy znajdzie coś dla  siebie. Jeśli komuś nie odpowiada strategia to kupi sobie symulator  ubierania lalek. Albo wyścigi samochodowe. Ja już zapłaciłem, więc autor  nie musi już kombinować jakby tu mnie oskubać. Oczywiście może,  sprzedając dodatkowe packi, ale nie to jest sednem gry.</p>
<p>A jak wygląda model ekonomiczny gier facebookowych? Cena? Są darmowe.  In game ads? Nie za&nbsp;bardzo. Pozostaje więc wplecenie kupowania za&nbsp; prawdziwe $ w&nbsp;mechanikę gry i&nbsp;wymuszanie zapraszania kolejnych osób.  Taki trochę Amway.</p>
<p><strong>Dlaczego gry te są podobne?</strong> Dlatego że opłaca się  skopiować działającą mechanikę gry i&nbsp;dorobić do tego nowy skin.  Największy złodziej – Zynga – dobrze na tym wyszedł, więc czemu tego nie  robić?</p>
<p><strong>Dlaczego nie ma prawdziwego elementu social?</strong> Bo po  co? Wazne jest to, aby gra jak najbardziej rozniosła się po facebooku.  Ważne jest więc wysyłanie zaproszeń do wszystkich znajomych, ważne jest  wrzucanie innym na walla o&nbsp;tym że krowa właśnie się ocieliła, albo że  potrzebujesz pomocy w&nbsp;zabiciu 36543 Bossa na 237 poziomie. Ważne jest  “zatrudnianie” innych, czyli de facto wciąganie ich do gry. Ważne jest,  by nie eksperymentować zbytnio z&nbsp;nowymi elementami mechaniki które mogą  się nie sprawdzić. Bo po co kombinować, skoro i&nbsp;tak działa?</p>
<p><strong>A brak realnych wyzwań intelektualnych w&nbsp;grach?</strong> No  cóż, masówka. Nie oszukujmy się, pewnie znakomita większość graczy woli  sobie po prostu poklikać w&nbsp;wyskakujące kolorowe gwiazdki niż podejmować  decyzje strategiczne. Jak pisałem – takie podżeranie przekąsek.</p>
<p>I choć mechanizmy te stały się dla mnie jasne, to nadal niestety  patrzę i&nbsp;załamuję ręcę. Bo nadal nie widzę ani jednej, naprawdę  challengującej gry na Facebooku. A jeśli taka się pojawi, to… staje się  nudna lub nie jest rozwijana z&nbsp;powodu braku masy krytycznej graczy.</p>
<p>Dlatego też w&nbsp;wolnej chwili zamiast budować kolejny budynek w&nbsp;City  Ville i&nbsp;zbierać z&nbsp;niego kasę/ludzi/cokolwiek, wolę wyskoczyć z&nbsp;domu i&nbsp; przejść się z&nbsp;psem do mojej pobliskiej kopalni rudy miedzi :) Pożytek z&nbsp; tego taki, że od kompa się oderwę. A w&nbsp;pracy? Prędzej zagram w&nbsp;mniej lub  bardziej klasyczną łamigłówkę typu Zuma, Bejeweled czy w&nbsp;Tower Defence.  Bo grając w&nbsp;kolejne bezmózgie klikando mam wrażenie intelektualnej  degrengolady. I myślę sobie, że w&nbsp;tym zakresie świat poszedł kilka  kroków wstecz. Oby to był tylko rozbieg do dużego skoku naprzód :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gadzinowski.pl/dlaczego-gry-na-facebooku-sa-dziadowskie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Narodziny i&#160;upadek nasza-klasa.pl ?!</title>
		<link>http://gadzinowski.pl/narodziny-i-upadek-nasza-klasa-pl/</link>
		<comments>http://gadzinowski.pl/narodziny-i-upadek-nasza-klasa-pl/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Oct 2010 16:00:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek Gadzinowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[facebook kontra nasza klasa]]></category>
		<category><![CDATA[facebook.com]]></category>
		<category><![CDATA[nasza-klasa.pl]]></category>
		<category><![CDATA[nk.pl]]></category>
		<category><![CDATA[upadek nasza klasa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gadzinowski.pl/?p=5932</guid>
		<description><![CDATA[Jak rozpatrywać sytuację lokalnego lidera w kontekście zmian na rynku, w tym rosnącej coraz szybciej siły i oddziaływania Facebooka na świecie, a tym samym w Polsce. Czy to kontrowersyjna teza na użytek tego artykułu, zbliżająca się rzeczywistość czy też myślenie życzeniowe?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak rozpatrywać sytuację lokalnego lidera w&nbsp;kontekście zmian na rynku, w&nbsp;tym rosnącej coraz szybciej siły i&nbsp;oddziaływania Facebook.com na świecie, a&nbsp;tym samym w&nbsp;Polsce. Czy to kontrowersyjna teza na użytek tego artykułu, zbliżająca się rzeczywistość czy też myślenie życzeniowe?</p>
<p><span id="more-5932"></span></p>
<p>Tyle w&nbsp;ostatnich dniach rozmawiano, <a href="http://antyweb.pl/hura-nasza-klasa-traci-pytanie-tylko-co/">spierano się na temat wykresów z&nbsp;google trends, alexa.com</a> (głównie na FB) czy danych z&nbsp;Megapanelu. Jaka każde z&nbsp;tych narzędzi daje pewien chwilowy ogląd na sytuację, ale nie przedstawi i&nbsp;nie ustali za&nbsp;nas analizy dlaczego tak się dzieje. Można zastanawiać się czy czerwona linia przekroczyła niebieską, czy dane się „właściwie prezentują się” czy też nie.</p>
<p>Generalnie nie chodzi mi o&nbsp;zasięgi, miliardy odsłon… to nie jest miara zastanawiania się nad kondycją mentalną czy biznesową serwisu. Bo pod względem odsłon, sprzedaży display – NK.pl nadal ma się dobrze. Dzisiaj… ale czy jutro, za&nbsp;rok-dwa? W czasie 2 wojny światowej, produkcja przemysłowa w&nbsp;Zagłębiu Ruhry rosła aż do lipca 1944, mimo iż wojna była dawno przegrana dla Niemców w&nbsp;Egipcie, pod Kurskiem, na Atlantyku czy na plażach Normandii. Alianci wygrali przewagą techniczną, ilościową i&nbsp;wolą wygranej. Czy taką wolę walki i&nbsp;rozgrywania przewag ma nasza-klasa.pl, czy też zmierza „ku upadkowi” , czy jest już nieodwołalnie &#8222;<strong>bankrutem moralnym i&nbsp;merytorycznym</strong>&#8222;?</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/10/narodziny-i-upadek-2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-5940" title="narodziny i upadek nasza klasa" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/10/narodziny-i-upadek-2.jpg" alt="" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Jedni widzą słońce&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/10/narodziny-i-upadek.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-5941" title="narodziny i upadek nasza klasa" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/10/narodziny-i-upadek.jpg" alt="" /></a></p>
<p style="text-align: center;">&#8230;inni widzą śnieg na horyzoncie.</p>
<p>1. <strong>Trendy przeciwstawne</strong><br />
Fakt faktem, czy się to komuś podoba czy nie – Facebook to rozpędzona rakieta zgarniająca po drodze kolejne miliony użytkowników. Jest na czasie, moda się na niego rozwija a&nbsp;kolejne marki i&nbsp;decydenci związani z&nbsp;budżetami reklamowymi, właśnie tam lokują swój czas i&nbsp;środki. Nikt jakoś nie podnieca się możliwościami Nk.pl, nie chwali swoimi kampaniami i&nbsp;sprzedażą, chyba że na konferencjach branżowych chce się lansować „milionami użytkowników, miliardami odsłon, milionami przesłanych informacji”. Można i&nbsp;tak… ale od ponad roku serwis nie zdobywa nowych użytkowników, wysycał wcześniej rynek i&nbsp;raczej wprowadzanie rozwiązań typu „śledzik” nie powiększyło tego rynku. Widać, że Polacy niekoniecznie są gotowi na mikroblogging (vide także sytuacja flaker i&nbsp;blip – ich zasięgi). <strong>Czy nasza-klasa.pl nadal chce nas epatować tabelami z&nbsp;milionami kont, miliardami odsłon</strong>? Może do sprzedaży display jest to ok. ale z&nbsp;punktu potencjalnego klienta który miałby np. <strong>1 mln pln na reklamę wolałbym wydać ją na afiliację, działania SEM/SEO, malingi, trochę kontekstowej zasiegówki na portalach i&nbsp;może social media w&nbsp;miejscach gdzie jest to efektywne</strong>. Duże liczby nie robią na mnie żadnego wrażenia, pewnie na tych co potrafią liczyć także. Wydawanie tam kasy (NK.pl), jest po prostu mało efektywne &#8211; mówiąc ostrzej w&nbsp;niektórych przypadkach to topienie jej w&nbsp;błocie (display na społecznościówce będzie 2-3 razy mniej klikalny niż na portalu?!)</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/10/megapanel.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-5943" title="megapanel nasza klasa" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/10/megapanel.jpg" alt="" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Jeszcze dominacja, czy już stagnacja?</p>
<p>2. <strong>Bo modne jest modne.</strong><br />
Lubimy przebywać w&nbsp;miejscach na które jest moda, o&nbsp;których mówi się dobre rzeczy, gdzie można spotkać ludzi z&nbsp;którymi (przynajmniej teoretycznie) chcielibyśmy wchodzić w&nbsp;relacje – bliższe lub te całkiem dalsze. 2-3 lata temu to Nasza-klasa.pl była na fali mody, nowości, sznytu i&nbsp;„odwiedzania się starych znajomych”. Lecz poza klasami, szkołami serwis nie oferował i&nbsp;nadal nie oferuje niczego, co mogłoby tą modę utrzymać. Można się naśmiewać z&nbsp;irracjonalnego hype dotyczącego Facebooka, ale to on tworzy pewne mody, wprowadza małe lub większe zmiany, które są później podchwytywane przez użytkowników. Kiedyś nie było w&nbsp;nim fan page’ów, wall’a, chat’u i&nbsp;wielu innych funkcjonalności które są częścią tego serwisu. Więc może chodzi tu o&nbsp;ciągłe zmiany, tak jak w&nbsp;otaczającym świecie – kreowania zmian, mody – a&nbsp;nie tkwienie w&nbsp;jednym miejscu (vide Nasza-klasa.pl). N<strong>iewykorzystane szanse biznesowe rozwoju produktu, wtedy kiedy jest na nie czas, potrafią się solennie zemścić</strong>. Jak nasza-klasa.pl chce przywrócić modę na swój serwis, co zrobiła w&nbsp;ostatnim czasie by konkurować realnie z&nbsp;Facebookiem? Przespane 5 minut, minęło bezpowrotnie.</p>
<p>3. <strong>Prawie-jak-ulepszanie produktu</strong><br />
Tak, Nasza-klasa.pl bardzo się zmieniła, śledzik, zaspamowane łańcuszkami/obelgami profile i&nbsp;gry, które może i&nbsp;są popularne, ale generują jeszcze więcej spamu i&nbsp;chamstwa, to iście rewolucyjna zmiana. Generalnie – jeśli nawet to ruch w&nbsp;dobrą stronę, to za&nbsp;próżno i&nbsp;za mało. A gdzie długi ogon, czyli profile (nie te fikcyjne, ale dla każdego – demokratycznie, od ręki a&nbsp;nie od &#8222;widzi mi się&#8221; admina) podobne do fan page? Gdzie bardziej wnikliwa administracja i&nbsp;banowanie spamerów, czyszczenie szamba które się rozlewa? Dlaczego, nie stawia się na aktywnych użytkowników, kreatorów czy też pasywnych użytkowników? Co ma napędzać ruch wartościowy na stronie/serwisie jak nie aktywności użytkowników, którzy coś chcą od siebie dać i&nbsp;firm które chcą do nich dotrzeć. Kto ma zasiedlić serwis, zbudować w&nbsp;nim infrastrukturę. To zwykłe marnotrawstwo energii która buzuje w&nbsp;użytkownikach. Wystarczy spojrzeć, jak ożywiają (i czasem też denerwują) ekosystem właśnie fan page marek, firm, osób prywatnych i&nbsp;znanych ludzi/sportowców/piosenkarzy. Jedna ciekawostka, jeśli ktoś już nawet posiada profil na nasza-klasa.pl, udało mu się przebić przez dział obsługi musi pamiętać że pisanie na nim o&nbsp;konkurencji /innych serwisach w&nbsp;tym Facebook/ nie jest mile widziane, mówiąc bardzo dyplomatycznie(za napisanie o&nbsp;Facebooku na oficjalnym profilu dostaje sie po prostu ban!). Tak, dostałem ten magiczny regulamin, miałem z&nbsp;tego niezły ubaw. Czy zatem nadal nk.pl zamierza nie zauważać że bardziej liczy się wartościowy ruch, aktywność niż tysiące, dziesiątki tysięcy spamowych kont, łańcuszków?</p>
<p>4. <strong>Ogródźmy się od całego świata /mimo iż API buduje ekosystem/</strong><br />
API, tak to legenda, misja niemożliwa i&nbsp;złoty gral? Polskie serwisu społecznościowe cierpią na API-wstręt. Nie mówię o&nbsp;tych małych, nie mających skali – typu mikroblogi. Ale o&nbsp;tych dużych – typu Nasza-klasa.pl. Dlaczego go nie ma? Bo: nie można nad tym zapanować technicznie (wiedza i&nbsp;skalowalność?), nie chce się wpuszczać obcych podmiotów do swojego środowiska, istnieje chęć maksymalizacji przychodów z&nbsp;reklamy graficznej/display (która niekoniecznie jest clue reklamy w&nbsp;tego typu serwisach). Podobno nie ma chętnych do pisania aplikacji, nie ma firm czy zdolnych programistów. To wszystko chore majaczenia z&nbsp;NK.pl</p>
<p>Otóż twórcy i&nbsp;programiści są, tworzą na aplikacje na Iphone, do Facebooka i&nbsp;całkiem dobrze z&nbsp;tego żyją.<br />
Tak powstaje ekosystem, gdzie właściciel serwisu, pozwala zarabiać innym, ale też w&nbsp;tym modelu biznesowym zarabia, gdy inni porządkują mu środowisko/otoczenie, budują „infrastrukturę” do której później powracają użytkownicy, zapraszając także innych do skorzystania. Więc jeśli nie ma aplikacji, gier i&nbsp;buzzu wokół nich, życie na serwisie jest sztuczne i&nbsp;nie autentyczne, wiralowość jest ułamkiem tego co poza nasza-klasa.pl. <strong>Czy serwis nadal chce ignorować potrzeby rozrywkowe użytkowników, powszechność i&nbsp;elastyczność API, aplikacji, tworzenie ekosystemu przez małe i&nbsp;średnie firmy, aktywne osoby? Czy nadal będzie dorabiana applowska ideologia &#8211; mamy extra, super produkt, to inni mają się do nas dostosować? Może takie bajki są dobre na konferencjach branżowych, ale nie do robienia prawdziwego biznesu.<br />
</strong></p>
<p>5. <strong>Kula śniegowa i&nbsp;kwestia skali</strong><br />
Każdy produkt, marka ma swoje tzw. momentum,  czyli 5-minut w&nbsp;którym jest optimum dynamiki, wcześniej nadanej przez konkretne wydarzenia lub ciąg przypadkowych zdarzeń. NK vel. Nasza Klasa, to 5 minut medialne i&nbsp;reklamowe już miała, lecz nie wykorzystała właściwie. Jak na taką markę, o&nbsp;takiej sile potencjalnego oddziaływania, aktywność promocyjna lub PR jest znikoma. Jeśli nie liczyć testów dla geeków /śledzik/ czy też profili gwiazd, które jakoś nie odbijają się szerokim echem /pisze o&nbsp;dzisiejszym dniu/. W naszych komórkach, instalowany jest Facebook, telekomy reklamują dostęp do Facebooka, media typu TV i&nbsp;radio, Internet – odsyłają do fan page’y, marki popularne &#8211; reklamują Facebook i&nbsp;swoje fan page. Widział ktoś z&nbsp;was przeciwny ruch w&nbsp;stronę NK.pl? Tego trendu nie da się powstrzymać, to on napędza kulę śniegową czy tego chcemy czy nie, każdego dnia gdy pojawia się kolejny przekaz mediowy. Czy nasza-klasa.pl przeciwdziała temu?<strong> Kap, kap&#8230;krople odpływają, a&nbsp;za nią kasa.</strong></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/10/staty-google.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-5947" title="staty google nasza klasa" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/10/staty-google.jpg" alt="" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Nie dziwota, że pozostałe sociale nie mają szans (wyciąg ze&nbsp;statystyk tego bloga za&nbsp;ostatnie 9 mcy).</p>
<p>6. <strong>Ale ogólnie nie jest źle, nawet powiedziałbym jest HARASZO</strong><br />
Wbrew wykresom, którym się od kilku dni ekscytujemy, nk.pl nadal ma prymat w&nbsp;Polsce, jeśli chodzi o&nbsp;ilość użytkowników czy ilość odsłon. Pytanie oczywiście jak długo… kwestia 9-12 mcy czy też 2-3 lat?<strong> Bo spotkanie wstęgi czerwonej z&nbsp;niebieską to tylko kwestia czasu, za&nbsp;którą zacznie się jeszcze większa erozja produktu zwanego obecnie nk.pl</strong>. Trendsetterzy, media i&nbsp;marki już zaczęły pompować facebook-manie, podobną do tulipomanii. Jeszcze największe brewerie przed nami… irracjonalnej wybujałości. Pompujmy sztuczne profile, rozdawajmy dziesiątki nagród, fan page dla każdego polskiego kota i&nbsp;psa!</p>
<p>To nie oznacza, że na tym (NK.pl) biznesie nie da się zarabiać. Wręcz są czasy żniw w&nbsp;kampania display, nadal są i&nbsp;będą marki dla których dotarcie do grup celowych na nk.pl będzie właściwe i&nbsp;pożądane. Wręcz namawiam, do zdrowej dywersyfikacji, wszakże świat nie jest facebook-o-centryczny. Zastanawiam się tylko czy display na nk.pl to jedyne i&nbsp;właściwe źródło zarobkowania i&nbsp;rozwoju serwisu. Przydałyby się bardziej demokratyczne formy reklamy, znane z&nbsp;google czy facebooka, dla każdego, dla każdej firmy, o&nbsp;każdej porze, bez pośredników i&nbsp;biura obsługi. Inaczej dalej będą odstraszać oferty za&nbsp;akcje niestandardowe, w&nbsp;stylu kilkuset tysięcy złotych za&nbsp;„szkołę bausu i&nbsp;lansu” (nawet i&nbsp;pół miliona pln w&nbsp;pakiecie z&nbsp;display!) Pytam dla kogo takie &#8222;oferty?. Czy nk.pl zamierza rozbudowywać usługi niestandard, oraz te powszechne o&nbsp;których wspomniałem… czy też do końca nastawi się na rabunkowe wyświetlanie display/reklamy graficznej?</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/10/fb_vs_nk.png"><img class="aligncenter size-full wp-image-5949" title="facebook kontra nasza klasa" src="http://gadzinowski.pl/wp-content/uploads/2010/10/fb_vs_nk.png" alt="" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Na giełdzie powiedzieliby &#8222;trend is your friend&#8221; albo&#8230; nie walcz z&nbsp;trendem!</p>
<p>7. <strong>Tzw. branża nie ma racji, w&nbsp;60%.</strong><br />
Jeśli ktoś liczył, że w&nbsp;tym wpisie znajdzie totalną krytykę i&nbsp;udowadnianie, że nastąpiła śmierć (już dzisiaj nk.pl) może być zawiedziony. Ale zazwyczaj <strong>procesy erozji marek, produktów dzieje się w&nbsp;dłuższym czasie. Zauważamy je dopiero wtedy, gdy następuje czas przesilenia</strong>. Czy to przesilenie nastąpiło już w&nbsp;przypadku nk.pl, pokaże czas. Moim zdaniem, w&nbsp;cyklu życia produktów, nasza-klasa.pl jest już dawno po tzw. wysyceniu i&nbsp;jest na równi pochyłej, gdzie trend spadkowy będzie ulegał przyspieszeniu proporcjonalnemu do twierdzenia „ale wszystko jest ok.” Nasza-klasa miała i&nbsp;ma wyjątkowy talent do przesypiania szans biznesowych, zrażania sobie ludzi zewnątrz swoją „wyniosłością”, wręcz brakiem poszanowania godności. Być może jest to pewna technika biznesowa, ale chyba nie sprawdzi się ona na dłuższą metę.</p>
<p>Natomiast, <strong>nieustanne krytykowanie nk.pl i&nbsp;wychwalanie facebook.com też nie jest wskazane</strong>. Raczej skłaniałbym się do wyważonego sceptycyzmu co do możliwości i&nbsp;szans związanych z&nbsp;facebook.com Serwis ten ma ogromną ilość usterek, zagrożeń, niebezpiecznych trendów. Oddawanie swojej aktywności bezrefleksyjnie mu jest po prostu nieodpowiedzialne. Jak zawsze w&nbsp;życiu, działaniach komunikacyjnych potrzebna jest zdrowa dywersyfikacja. Nawet jeśli oznacza ona czasami, ostentacyjne porządki (w moim przypadku wycięcie w&nbsp;pień kont na serwisach, które nie przynosiły żadnych rezultatów, były stratą czasu). To nie jest kwestia kolekcjonowania wszystkiego jak się rusza, czy też stadnego poruszania się za&nbsp;modą.</p>
<p>To wy odpowiecie sobie, czy nadal będziecie korzystać z&nbsp;serwisu nk.pl czy będziecie tam reklamować swoje marki, wyrzucając często kasę w&nbsp;błoto. Czy dobrze się czujecie w&nbsp;tym środowisku, czy zignorujecie cały czas dużą i&nbsp;wpływową grupę ludzi, niekoniecznie z&nbsp;dużych aglomeracji. To nie chodzi o&nbsp;to że NK.pl jest obciachem, a&nbsp;Facebook.com jest najnowszą modą. <strong>Mody się zmieniają, a&nbsp;ludzie nadal będą chcieli się ze&nbsp;sobą komunikować. Nawet jeśli Facebook, zje 1/3 NK.pl, a&nbsp;na serwisie zostanie tzw. geriatria. Wciąż będzie z&nbsp;czego chudnąć zanim stanie się zwykłą wydmuszką.</strong></p>
<p><strong>Upadek? Prędzej mentalny, merytoryczne bankructwo, a&nbsp;później &#8211; przychodzi upadek, biznesowy…<br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gadzinowski.pl/narodziny-i-upadek-nasza-klasa-pl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>31</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Performance optimized by W3 Total Cache. Learn more: http://www.w3-edge.com/wordpress-plugins/

Minified using disk: basic (Feed is rejected)
Page Caching using disk: enhanced

Served from: gadzinowski.pl @ 2012-05-21 07:34:30 -->
