Kim jesteś? Strategia obecności w mikroblogach

Artykuł przygotował Bartek Brzoskowski.

Podobno nie ma złej strategii wykorzystania mikroblogów, a co najwyżej te, które przynoszą lepsze lub gorsze efekty.

Jakiś czas temu Jason Falls z Social Media Explorer wyróżnił 4 sposoby marketingowej obecności na Twitterze. Kiedy lepiej się im przyjrzeć, okazuje się, że przyjęte przez Fallsa modele śmiało można stosować również na Blipie czy Flakerze.

I. Rozmówca

To chyba najprostszy i najczęściej spotykany typ obecności w mikroblogach. Po prostu, siadasz i rozmawiasz z przypadkowymi (albo i nie) osobami, które w ten czy inny sposób możesz do siebie przekonać. Praktyka mówi, że jedna na 10 osób doda Cię do listy obserwowanych. Rozmówca reklamuje swój produkt/usługi w sposób pośredni, poprzez kreowanie sympatii do własnej osoby i utrzymywanie stałego kontaktu z obserwującymi osobami.

Rozmówca najczęściej wypowiada się pod nickiem, bardzo często zamiast swojego zdjęcia w awatarze stosuje różnego rodzaju grafiki. Przyjmując tą strategię nie podejmujesz większego ryzyka, ale również nie zyskujesz zbyt wiele. Ludzie traktują Cię jak osobę prywatną a nie zawodowca, któremu można powierzyć zadanie do wykonania.

II. Rozmowny Marketer

Strategia nr 2 jest znacznie bardziej bezpośrednia w kwestiach promocji. Stosujący ją ludzie często linkują do własnych postów, napisanych przez siebie artykułów itp. Innymi słowy, starają się wykorzystać wszystko, co pozwoli im na promowanie swojej firmy/usług w formie dość luźnej konwersacji. Bardzo regularnie przypominają o swojej nowej książce czy możliwości wykupienia reklamy po promocyjnych cenach… tylko w tym tygodniu. Doskonale zdają sobie sprawę z dwukanałowości kontaktów w social media, dlatego dużo czasu poświęcają na zwyczajne rozmowy. Nie zapominają jednak o nadrzędnym celu – monetyzacji wygenerowanego zainteresowania profilem.

W ten sposób działa duża część firm, niezależni eksperci, blogerzy świadczący różnej maści usługi, freelancerzy itd. Dodatkowo, wygenerowany przez mikroblog ruch staje się często jednym z ważniejszych źródeł odwiedzin. Im więcej odwiedzin, z tym większym zaangażowaniem działają w socialu i tym bardziej sprzężone stają się z sobą strony/blogi/serwisy i narzędzia społecznościowe.

Wydaje mi się, że jest to jedna ze skuteczniejszych strategii obecności w mikroblogach. Z jednej strony możesz przedstawić się jako człowieka z krwi i kości, z drugiej zaprezentować wiedzę zawodowca. Wszyscy wiedzą, jaki jest cel Twojej obecności w serwisie, ale widzą również, że nie jesteś nachalnym stworzeniem, które w co drugim zdaniu wrzuca link do oferty handlowej.

III. Sprzedawca

W klasyfikacji Fallsa przekroczenie 50-procentowego udziału reklamy w rozmowie przekształca Rozmownego Marketera w Sprzedawcę. Co za tym idzie, sprowadza na danego użytkownika widmo złej opinii o profilu. Dlaczego? Bo przecież wiadomo, dlaczego „on tu jest”. Przecież nie chodzi o porozmawianie, nawiązanie interesujących kontaktów i poznanie ciekawych ludzi. Chodzi wyłącznie o sprzedaż.

Jak jednak słusznie zauważa Falls, to, że ktoś wybiera strategię Sprzedawcy (jak np. sklepy internetowe) nie oznacza, że niczego nie wnosi do społeczności. Bardzo często tacy Sprzedawcy to fachowcy w swojej dziedzinie, którzy – oprócz całej masy linków do swojej strony – potrafią udostępniać interesujące materiały, jak chociażby statystyki, porównania itp. Sprzedawców często można poznać po tym, że nazwa profilu jest taka sama jak nazwa serwisu, który posiadają lub nazwa usługi, którą oferują.

Poza tym, z regularnością co najmniej taką samą Rozmowni Marketerzy, informują o nowych ofertach handlowych, promocjach na reklamy czy założeniu kolejnego konta na Naszej-Klasie. A jakby nie patrzeć, jeśli oferowany produkt jest dobry, wiele osób będzie zadowolonych z możliwości kontaktu z osobą go propagującą.

IV. Prezenter

Osobiście profile tego typu uważam za najbardziej nudne i świadczące o niezrozumieniu idei social media. Nie znaczy to jednak, że nie są przydatne, np. jako dodatkowe źródła informacji dla co niektórych użytkowników mikroblogu. Profile prezenterów są zupełnie jednokanałowe a obsługujące je osoby z własnej woli nie wdają się w rozmowę. Najczęściej ograniczają się do umieszczania kolejnych linków do materiałów umieszczonych w serwisie lub kolejnych wersji oferty. Bardzo dobrym przykładem zachowań tego typu jest większość profili gazet oraz internetowych serwisów informacyjnych.

Od siebie dodałbym jeszcze jedną kategorię:

V. Kronikarz

To z kolei strategia, która występuje dość często, ale jej przeznaczenie jest dość mgliste. Kronikarz najczęściej umieszcza na swoim profilu dziesiątki linków do setek stron. Własne komentarze są bardzo oszczędne, czasami nie ma ich w ogóle lub zostają zastąpione tagiem. Mimo, że profil bardziej kojarzy się z osobą prywatną, be problemu można znaleźć firmy/marki, które reprezentują strategię tego typu.

Mimo mojej nieukrywanej i szczerej niechęci do profili typu Prezenter, nawet one są w stanie zaoferować coś, co może stać się namiastką sukcesu. Bezpośredniość. Są w stanie dotrzeć do użytkownika przy pomocy nowego kanału. W przypadku Prezenterów koszt dotarcia jest stosunkowo niewielki – linki może umieszczać nawet niewielka aplikacja. Wraz ze zwiększaniem się zaangażowania, koszt dotarcia do użytkownika rośnie. Bezpośredniość to jeden z czynników, które są nie do podrobienia, nie do spiracenia czy znalezienia w Sieci zupełnie za darmo. Poza tym to chyba jedyny element strategii obecności w social media dostępny dla Prezenterów.

Jeff Bullas wyróżnia ponadto kilka składników mieszkanki pozwalającej wypracować sukces w social media. Stawia przede wszystkim na autentyczność – hasło tyleż oklepane, co najzupełniej prawdziwe. Począwszy do Rozmówcy, autentyczność stanowi coraz mniejszy procent składowych profilu. Dokładnie tak samo ma się sprawa z personalizacją treści. O ile w przypadku Rozmówców stanowi ona dużo ponad połowę ogólnych rozmów, o tyle w przypadku Prezenterów spada do zera. A to zero może rozstrzygnąć o wygranej lub przegranej.

To prawda, że social media nie są dla wszystkich, ale od wybranej strategii wiele zależy.

Komentarze

  1. Mirek Połyniak

    nie zgadzam się z główną tezą: znam przypadek złej strategii wykorzystania mikroblogów – vide przykład 1
    http://mirekpolyniak.wordpress.com/2010/01/29/ku-przestrodze-solszial-szal-miewa-smutny-koniec/
    po prostu okazało się, że polskich konsumentek Avonu na Twitterze nie ma ;)
    natomiast jako „rozmowny marketer” jeśli chodzi o tematy profesjonalne oraz „kronikarz” w temacie ciekawych njusów i fotografii muszę przyznać jedno: autentyczność popłaca – bez żadnych sztuczek, promocji, itepe mój feed na Twitterze http://twitter.com/PolishJedi „followuje” ponad 500 osób

  2. Generalnie dopiero zaczynam swoją przygodę z social media i mkroblogami zwłaszcza. Piszę od niedawna, staram się dotrzeć do ludzi i cieszę się z każdego następnego „fallowersa”. Idea mikroblogowania wydawała mi się oczywista i banalna – a to był błąd, bowiem powyższy artykuł sporo mi w tym temacie rozjaśnił. Dzięki, bardzo przydatny tekst. Czas przemyśleć strategię :-)

  3. …a Mirek przy każdej okazji Avonem nam pojedzie ;)
    Nie zgadzam się, że nie ma złej strategii obecności, co więcej uważam że bez takowej firmie można zdecydowanie bardziej zaszkodzić niż nie pojawieniem się tam w ogóle (i nawet nie jest to nauczka z Avonu ;). Przykład z życia – Klient, założone profile Blipie i Twitterze, ok. 500 followersów łącznie (co ciekawe na „Twisterze” więcej), klasyczna strategia Prezentera na obydwu i praktycznie brak interakcji czytających. Po analizie wypowiedzi w obu serwisach (bezpośrednich, po tagach, likach, itp.) okazało się, że klienci K. chcą (niespodzianka) z nim ROZMAWIAĆ, a kiedy firma zamiast odpowiedzieć na pytanie wrzuca kolejny link, mają już ochotę tylko bluzgać, co też czynią – a wizerunek leci na łeb… To wszystko rzecz jasna nie ze złej woli, tylko z braku czasu, czy możliwości posadzenia osoby z BOKu przed komputerem (całkowity outsourcing nie jest wykonalny).
    W takim wypadku, jeśli jest wybór już chyba lepiej nie wchodzić, albo przynajmniej nie udawać że się tam jest. Może nie powinnam się w ogóle wypowiadać jako oszust mikroblogowy, co linkuje do Facebooka ;) Ale przynajmniej nie udaję a live pojawiam się przy branżowych okazjach. Na szczęście nie atakują mnie za to setki wściekłych klientów :-)

    • Jacek Gadzinowski

      Jeśli strategia jest tylko „pchać”, „wpychac” a nie rozmawiać czy szukać feedbacku – to czesto tak sie to kończy…Pytanie wtedy po co coś takiego? Chyba tylko dla mody, bo inni juz tam sa.

      Social media nei sa dla każdego, nie każdy tam musi być. Przecież to nei żaden wstyd.

  4. Michał Ksiądzyna

    Sam jestem często drugim typem – ważne, żeby nie pakować spamu i szanować czyjąś przestrzeń. A że się wrzuca linki do swoich stron/blogów? To już chyba tylko na wykopie zakopują, a poważniejsi ludzie normalnie podchodzą do takich praktyk. Era ekshibicjonizmu :)

  5. Krzysztof Spilka

    Zdecydowanie jestem rozmówcą;] jeśli zaś chodzi o samo podejście do strategii mikroblogowej, to jest zasadnicze – dotyczy głównie czasu a co za tym idzie – pieniędzy.

Dodaj komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>