Podpatrzone: Poradnik "sprzedawcy powietrza"

Disclaimer: poniższy materiał ma charakter czysto prześmiewczy, satyryczny i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistej sytuacji i osób jest czysto fikcyjne. To prywatna opinia o sytuacji na rynku internetowo-medialno-reklamowym na Marsie i pobliskich asteroidach, napisana przed kolejną kawą.

1.
Po co się starać, latami ciężko pracować i uczyć się, oszczędzać i rozsądnie panować nad finansami? Lepiej zmień swoją strategię zanim jeszcze o tym pomyślałeś. Konsumuj to, czego nie zarobiłeś i nigdy nie zarobisz. Kupuj na kredyt, lewar, udział. Kiedyś dobre były mieszkania, domy, złoto, ropa i akcje i fundusze. Teraz chwilowo będąc na gotówce lub w długach – zainwestuj w plazmę lub konsolę, na pewno odstresujesz się. Gdy przyjdzie wzrost rynku/gospodarki, znowu będziesz bogaty mając udziały, opcje lub premie. Konsumpcja musi być. A biznes plan… przyjdzie na to czas później. Kryzys? Zbij termometr – mamy przecież nadal wakacje i 30 stopni w cieniu.

lans

2.
Dla zaawansowanych – wymyśl niemądra nazwę, „wirtualny” plan biznesowy, zrób prywatną emisję po 10 groszy. Zrób dużo szumu wokół siebie, zatrudnij kilku „garniaków” i wejdź na New Connect. To nic że masz same straty, ktoś przecież kupi Twoje akcje, które za chwile będą śmieciowymi. Jeśli się uda, zawsze możesz wypuścić nowa emisję, niby na nową spółkę w grupie. Szulernia na GPW lubi taką taktykę, bo przykład idzie od największych inwestorów zagranicznych przy braku odpowiednich regulacji rynkowych. A jak giełda Cię nie kocha, VC lub seed, albo jakaś zagraniczna sieć mediowa/reklamowa Cię z pewnością przygarnie. Nie zapomnij, o tzw. przecieku kontrolowanym… przecież kolejka oferentów się już ustawiła by dokonać zakupu.

3.
Użyj ploteczek, efektywnie znajdź grono wiernych wyznawców. Na forach bankiera i parkietu & pomniejszych blogoidach, 1500/2900 nicków potrafi każdą spółkę napompować i pchnąć w odmęty, w przeciągu chwili. To co w USA odbywało się spamem mailowym, w Polsce wchodzi na salony – media elektroniczne i tradycyjne nierzadko będą cytować takie opinie jako miarodajne „swoje źródła” lub współkreować je. Zrób sesję zdjeciową na tle centum biznesu w Chicago lub Londynie. Najlepiej byś miał chwytliwe powiedzonka, które wymyślisz na poczekaniu, a będą one później mantrą Twoich wyznawców.

4.
Nie masz pomysłu na biznes? Zrób copycat’a – rynek wszystko kupi. Im głupszy klon tym lepiej. Najlepszy model biznesowy to „napompuj i sprzedaj”, komuś dalej. Możesz to zrobić samemu, a w zaawansowanej formie zwiąż się z funduszem VC lub seed. Nieważne czy jesteś startup’em, medium czy agencją reklamową lub mediową. Niedługo nawet blogi będą dofinansowane. Od zera do bohatera – w końcu każdemu może się dzisiaj udać, skoro VC i seed nie mają pomysłów jak wspierać bardziej zaawansowane projekty. Kiedy pojawi się polski projekt który odniesie miedzynarodowy sukces? Przy takim podejściu… prędzej zakwitną maki na Antarktydzie.

pizzadivided
Z pustego, % udziałów z wartości O PLN i Salomon nie naleje.

5.
Nie jesteś dobry w programowaniu, nie znasz się na reklamie albo nie masz zdolności zarządczych? Nic strasznego przyjacielu. Zrób konkurs branżowy, albo konferencję która niczego nie wnosi. Zarobisz na sprzedaży dyplomów ze szkoleń lub miejsc w konkursach. Rynek wygłodzony na takie specjały i wszystko kupi bez zastanowienia nad jakością. Przy okazji będziesz miał kilogramy wizytówek, kilka fotek w pismach branżowych, wpisy na blogach, wianuszek fanów i powód do radości i rozrostu ego.

6.
Efektywne kampanie reklamowe? Toż to propaganda. Im więcej sprzedasz mądrych sloganów i niezrozumiałego bełkotu marketingowego, nic nie mówiących wykresów i badań, im ładniejszą i przerysowaną kreacje pokażesz tym lepiej. Może jeszcze znajdzie się na to klient. Standardów nie ma (mam na myśli np. formy graficzne), więc zainwestuj w produkcje masową „spamoreklamy”, inwazyjnych bannerów, ulotek lub gazetek i nachalnych filmów video. Będziesz na czasie – w końcu walczysz perswazyjnym marketingiem, by zaistnieć w świadomości klientów. A jak to za mało, użyj marketingu „szemranego”. Studenci z akademików zrobią dla Ciebie wszystko, w przerwie miedzy kolokwium a kolejną imprezą lub wycieczką do pubu. Dodaj jakiś ambient w krzakach i 100 citylight’ów na Trasie Łazienkowskiej… widoczność 0% gwarantowana!

telefony reklama
Czasem to 100 razy bardziej skuteczna reklama, niż super-hiper-biper bełkot marketingowy

7.
Panuje kultura erzacu, więc nie uświadczysz lojalnych pracowników którzy dłużej się z Tobą zwiążą. Więc oszczędzaj i kupuj ludzi. Nie utrzymuj, nie motywowuj i  nie rozwijaj tych którzy są z Tobą od dawna. Brand employment? A co to takiego… pracownicy rosną przecież pod każdym krzaczkiem. Kultura pracy w formacie „ekonom i pańszczyzna” to norma w tej branży. Zawsze możesz sie posiłkować studentami, którzy za rok lub dwa pójdą do innej firmy. Do tego momentu ich ego wzrośnie niebotycznie i zdążą zażądać podwyżki o 250%, fotela vice prezesa lub członka zarządu.

8.
Zwiąż się z jednym klientem. To nic, że jest to niebezpieczne. Jak skończy się ten interes – zawsze możesz znaleźć coś innego. Nie planuj i nie rozwijaj biznesu, w końcu „mądry biznesmen nie inwestuje – on tylko konsumuje”. Ważne byś się „napompował” – za rok lub dwa może ktoś większy cię kupi… a jak nie zawsze możesz otworzyć firmę konsultingową i za 150 euro na godzinę doradzać tym którzy nie wiedzą jak funkcjonować w Internecie, w biznesie lub w mediach tradycyjnych. Możesz też założyć bardzo mądry serwis branżowy, zbawiający codzień cały świat lub wydać kolejną książkę. Co nie jest takim złym pomysłem, w kreowaniu Twojego wizerunku.

9.
Jak zapytają cię jak zbudować lub rozwinąć brand, wymyśl rebranding lub repozycjonowanie, odświeżenie marki… im mądrzejsze powiedzonko tym lepiej. Zwłaszcza że takie nieprzemyślane działania w krótkim czasie mogą tylko zniszczyć markę niż jej naprawdę pomóc. Wiesz jaki jest insight – z korytarza czy z ulicy czy od konsumenta? Nieważne, fakturę zawsze możesz wystawić i stwierdzić ze zmieniło się otoczenie rynkowe. Naucz się zatem zasady „efektu motyla”.

pomnik-tablice-duze
Jaki jest konsument i jakie ma potrzeby? Najszybciej dowiesz się w kościele lub supermarkecie.

10.
Załóż bloga o niczym i o wszystkim, wklejaj linki i filmy na blipie. Im więcej wokół siebie „zasiejesz propagandy”, tym sławniejszy się staniesz. Może zarobisz na reklamie, a jak nie – zawsze możesz wystąpić na jakimś kongresie lub wygłosić prelekcję, poobracać się gronie podobnych tobie celebrytów. GL i blogosfera pokocha Cię lub znienawidzi. Tego nigdy nie wiesz. Jeśli jesteś „za cienki w uszach” na prowadzenie bloga, zacznij udzielać się w mediach, nawet jeśli niczego nie dokonałeś. Pisz wpisy na blogach a jak nie masz polotu… wystarczą zgryźliwe komentarze. W końcu nie jest trudno „być znanym z tego że jest się znanym” – vide Jola Rutowicz i inne tego typu zjawiska.

Gdy już dojdziesz do wprawy, cały wszechświat stoi przed Tobą otworem. Dzisiaj Polska, jutro świat a pojutrze cała galaktyka. Satyru paniał?

PS.  Tekst pochodzi z 2008 i nadal moim zdaniem nie stracił aktualności. Niedługo update – wersja 2.0.

  • http://blipi.pl f055

    Picerzy bedą zawsze. Szczęśliwie życie weryfikuje wszystko. Jakoś w najwięszych dzisiejszych korporacjach internetowych lanserów nie widać. Zaczynają się dopiero na poziomie DIgga (Kevin Rose) i TechCruncha (Arrington). Tak więc to prawda, że sporo można osiągnąć lanserstwem, ale jest taki próg, którego się w ten sposób nie przekroczy. Tam już liczą się konkrety – na szczęście :)

  • http://piotr.mikolajski.net Piotr ‚Mikołaj’ Mikołajski

    Jacek, zapomniałeś jeszcze dodać jednej rzeczy. We fragmencie o blogach należy koniecznie przeklejać newsy z Mashable i paru innych serwisów. Nie trzeba ich nawet dobrze przetłumaczyć, ani streścić przyzwoitą polszczyzną. Większości i tak wystarczy tych kilka zdań skleconych na kolanie, a sława i autorytet rosną.

    • http://www.gadzinowski.pl Jacek Gadzinowski

      @Piotr
      Mashable, Techcrunch, Wired, a pozniej na Twitter, Blip, Flaker etc – zebrałoby się tego trochę.
      Widocznie takie czasy… i taki obieg medialny.

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    niestety daleko nam do społeczeństwa prosumentów, dod. polski syndrom ‚pospolitego ruszenia’, czyli braku umiejętności długofalowego planowania, a przede wszystkim wdrażania tych planów robi swoje: wielu osobom łatwo jest ‚wcisnąć tzw. kit’ – chyba na niczym nie zarabia się tak łatwo, jak na ludzkiej naiwności, czy pazerności
    oto opowieść uczestniczki szkolenia z e-marketingu, które prowadziłem:
    „dzień po szkoleniu z agencji X przyjechały na prezentację dwie osoby i pokazali projekt Y. Na początku byli bardzo pewni siebie a ja spokojnie czekałam i zaczęłam mądre pytania zadawać:
    czy zostały cele zrealizowane, czy prowadzili badania po wykonaniu strony, jak ma się układ nawigacji serwisu do badań i tym podobne.
    I widziałam jak człowiekowi coraz bardziej za przeproszeniem „szczęka opada” a dziewczyna przestała się odzywać.
    Było ‚śmiesznie’” – życie potrafi pisać najlepsze scenariusze, a agencja X miała pecha, bo trafiła na prosumentkę, która nie dała sobie ‚sprzedać powietrza’; samo życie: agencja X notowana jest na New Connect

  • http://clone.blip.pl clone

    bystre

    dodałbym tylko, że powietrze wciska się wszędzie, rzadkością jest raczej 100% powietrza, zwykle to jakiś żel, emulsja, pianka

  • http://blog.labenete.pl Arkadiusz Zielazny

    A nie maiłem pomysłu, co teraz robić. Dzięki za podpowiedź

  • Pingback: ‘Sprzedawcom powietrza’ mówimy NO PASARAN! « Skuteczny e-marketing