Skala lansu i baunsu, mikroblogi i co dalej?

Burza w szklance wody czy rzeczywisty przewrót w komunikacji? Okres pomiędzy rokiem w 2008 i 2009, przyniósł fenomenalny wzrost Twittera i twitter-opodobnych serwisów na całym świecie. Co dalej, czy czeka nas dalszy ich rozwój czy przesyt z jakim mamy do czynienia w ostatnich kilku miesiącach?

Wzrost zasięgu i ilości kont Twittera w ostatnich 2 latach był fenomenalny. Fenomenalny był też PR, buzz i publicity, które ten serwis zdobył praktycznie za darmo. Tego co dały tradycyjne media Twitterowi, trudno będzie przeliczyć na dolary. Bezprecedensowy „product placement” przez gwiazdy mediów, estrady, sportu i biznesu, dały prosta drogę do wzrostu. Lecz w pewnym momencie musiał nastąpić przesyt, od połowy 2009 roku wzrost jakby się zatrzymał i bezpowrotnie ulotnił. Temat Twittera jakby przyschnął, aktywność użytkowników serwisu mikroblogowego, nie jest tak duża jak dotychczas.

Czy to tylko kwestia wyczerpania się potencjału, przesyt informacjami na temat Twittera lub też zbyt trudny interface użytkownika – dla przeciętnego Kowalskiego, Smitha? Jeśli przyjąć, że kont Twitterze w USA jest ok. 20 mln, to trzeba przyznać że penetracja w populacji internautów osiągnęła bardzo wysoki poziom. Gdyby próbować to przeliczyć na polskie realia, musiałoby to być ok. 1,2-1,3 mln właścicieli kont w popularnym mikroblogu. Owszem można powiedzieć, że Śledzika używa kilkaset tysięcy użytkowników dziennie… ale do czasu jak nie pozna się statystyk, jest to dość karkołomne. Obserwowana też „jakość dialogu” między użytkownikami i łańcuszki chyba nie nastrajają optymistycznie.

Zawsze też można przeliczyć użytkowników Facebooka i livefeedu (z wiadomościami) i powiedzieć że na świecie jest ponad sto lub dwieście milionów użytkowników tego typu narzędzia. Ale to droga donikąd… zresztą jak już jesteśmy przy Facebook, można pokusić się o tezę, że rozwój Twittera (ilościowy) został powstrzymany przez wzrost Facebooka do ok. 350 mln użytkowników (pod koniec roku 2009). Powstrzymał też on, potencjalny wzrost polskich platform mikroblogowych. Użytkownicy Facebooka, przyzwyczaili się że „wszystko mają w 1” i nie potrzebują kolejnego konta na Blipie, Twitterze czy Flakerze.

Serwisy o których wspomniałem, nie zdołały przebić się do szerszej świadomości. Są nadal domeną ludzi związanych z technologią, marketingiem, public relation oraz miłośnikami nowinek. Flaker i Blip tworzą zgrane społeczności, dość hermetyczne w odbiorze przez postronnego użytkownika Internetu. Twitter w polskim wydaniu, stał się miejscem albo kompletnego lansu (dla followersów) czy też miejscem spamowania statusami na profilu dla setek użytkowników. Jaki w tym sens? Czy marka masowa, przy całym swoim zainteresowaniu, będzie chciała rozdrabniać się, skoro jeszcze jest na etapie stron WWW a teraz poznaje siłę i zasięg Facebooka?

Jeśli będziemy przyglądać się tylko skali i zasięgowi tych narzędzi, to otrzymamy odpowiedź, że nie warto tutaj funkcjonować. Ale, ale… nie każda firma, marka czy osoba zaraz musi zaczynać od wielkich i drogich form reklamowych czy komunikacyjnych. Może też zacząć od podstaw, od rozpoznania rynku, przetestowaniu kilku narzędzi na mniejszej skali. Jest też kilka przykładów, gdzie marki odniosły sukces – po raz kolejny warto wspomnieć o inicjatywach znanych z Flaker.pl , agencji PR czy marketingu prowadzących projekty dla siebie czy swoich klientów na Blip.pl

To wszystko mało? Tak, jeśli spojrzeć na te narzędzia, które nadal są domeną „geeków”, a nie są zjawiskiem masowym. Jeśli spojrzeć na TOP100 userów z Twittera znajdziemy tam gwiazdy show biznesu, sportu, mediów, kilka firm. Blogerów i przedsiębiorców związanych z technologią, znajdziemy tyle ile policzyć na palcach jednej ręki. Agencji PR czy marketingu nie ma tam w ogóle, nie przebiły się tak wysoko. Spójrzmy na rynek polski – Twitter, Blip czy Flaker. Kto jest w czołówce? Blogerzy, przedsiębiorcy, marketingowcy, PR, miłośnicy technologii… jakie mamy tam liczby? Czy trzeba więcej mówić, na jakim etapie rozwoju jest ten rynek? Trochę więcej pokory i samokrytyki, wszystkim dobrze zrobi.

W żaden sposób nie chcę tutaj umniejszać roli tych serwisów, wręcz powiem że są znakomitym miejscem do rożnego rodzaju aktywności, promocji, budowania marek, uzupełniania działań komunikacyjnych. Ale to nie ta skala, dla dużych marek, firm. To teoretycznie mógłby dać im Śledzik, ale jakoś nie widać tam jakiegoś pospolitego ruszenia. Dlaczego? Bo jakoś mentalnie, większość nastawia się na to że ten i kolejny rok będzie rokiem Facebooka. Narzędzia które posiada, szybciej dadzą skalę, są elastyczniejsze i łatwiejsze w eksploatacji. Jest też swoista moda, że Facebook to coś lepszego, modniejszego… niż swojskie, polskie serwisy.

Ale, nie świadczy o tym, że działania automatycznie przełożą się na sukces… nawet jeśli zabiorą się za to dziesiątki i setki „social media gurus”. Nadal nie ma jedynie słusznej recepty na sukces, nieważnym – czy to Facebook, Śledzik, Flaker czy Blip, nie ważne ile mądrych blogów i linków się przeczyta, zobaczy. Jeśli bowiem, nie ma pomysłu i dobrej realizacji, wejście z marką do takich serwisów zakończy się tym samym co „boom” związany z Second Life. No chyba, że działania tego typu będą służyć dobremu samopoczuciu i będą pretekstem do notek prasowych.

A i tak, na koniec dnia liczyć sie będzie komunikacja holistyczna i skuteczna sprzedaż, jak u Kotlera.

  • http://www.structus.pl Krasus

    IMHO socialmedia, jak wszystkie wynalazki nie są receptą na całe zło i to jest jasne. Umiejętnie używane mogą pomóc w osiągnięciu celu/sukcesu, ale na pewno nie jest tak, że jak nagle ktoś zacznie ich używać to jest master of disaster. Po prostu wszystko zależy od tego, czego od nich oczekujemy i jakie jest podejście firmy do tej formy komunikacji.

  • http://www.plutecki.net Łukasz Plutecki

    Wydaje mi się, iż mówiąc o tym jaką funkcje może pełnić blip, flaker czy też twitter (a nawet facebook i live feed) należy pamiętać o takich kwestiach:

    */ Generalnie Polska jest o 1-2 lata za USA (jak zaczynałem pracę w IT to było 3-5, więc postęp jest), więc fenomenalny wzrost Twittera może skutkować wzrostem (już nie tak fenomenalnym) mikroblogowania w Polsce w roku 2010 i 2011

    */ Społeczeństwo amerykańskie jest dużo bardziej internet friendly niż polskie – wystarczy porównać to co działo się w kampanii Obamy, który mam wrażenie że 1/ używał internetu 2/ zbudował w oparciu o to kampanie, natomiast u nas widać już na przykładzie wyborów lokalnych, jak kandydaci starają się 1/ zbudować kampanię 2/ dowiedzieć się co to jest ten Internet….

    Do czego to prowadzi? Trzeba by poszukać danych demograficznych na temat użytkowników Twittera (mikroblogów), ale strzelam iż byłoby to coś takiego:

    USA
    - 70% do 30 roku życia
    - 20% do 45 roku
    - 10% powyżej 45 roku

    Polska
    - 80% do 25 roku
    - 15% do 35 roku
    - 5% powyżej 45

    (Ok – ponieważ 20% użytkowników mikroblogów w Polsce to ludzie z branży PR/media, a że w branży już są chwile to zachwieje nam to wyniki i doda sztucznie userom w wieku 30-40 lat ;))

    */ Tak bardziej poważnie – taka a nie inna demografia sprawia, iż mikroblogi jako narzędzie komunikacji rzeczywiście nie są idealne dla każdego. Pisząc jednak o dużych markach mam wrażenie, że należałoby określić target marki. Powiedzmy taki Play czy Heyah mogą ‚stawiać’ na mikroblogi. Natomiast TPSA czy LOT niekoniecznie.

    Oczywiście tak jak pisałeś clue sukcesu to pomysł i dobra realizacja, a nie nap… postami bez sensu i składu (vide przyszłość PR’u).

  • http://www.aviaservice.pl mbuklad

    Wszystko jest dobrze jeśli traktujemy socialmedia jako jedno z narzędzi komunikacji. Używanie tego jak produktu w stylu AdSense itp. przynosi najczęściej duże rozczarowanie.
    Facebook, Twitter, Blip świetnie służą wymianie informacji i sukces odnoszą te firmy, które potrafią wykorzystać otrzymaną informację zwrotną.

  • http://bynajmniej.pl Paweł Zinkiewicz

    Mój look na social media w peel. http://bynajmniej.pl/social-media

  • Mirek Usidus

    Jacku,

    IMHO Twitter przechodzi interesującą ewolucję i, jako, że trudno jest mu konkurować z FB na funkcjonalności, gdyż natury jest prostszy, zmierzać może w kierunku platformy bardziej skomercjalizowanej, takiego globalnego targowiska, na którym udziela się głównie homo economicus. Kto wie czy Twitter nie wyewoluuje w cos w rodzaju takiej real-time craiglist

    Tymczasem FB to narzędzie i platforma dla nieco innych aspektów ludzkiej osobowości: Homo socialis, homo ludens i może jeszcze kilku innych typów.

    Problem z polskim mikroblogowaniem jest taki, że wszyscy u nas patrzą na to jak na takie puste zabaweczki, czasopochłaniacze. Natomiast w USA to juz całkiem powazne i istotne narzędzie komunikacji, którego sie nie lekceważy