Selekcja, albo burdel w social media – wybór należy do ciebie!

Niby, im więcej tym lepiej… ale ta zasada nie działa w komunikacji, a zwłaszcza w social media. Zapraszam do małej opowieści z autopsji.

Jestem żywym przykładem, który przetestował używał lub używa narzędzi (podkreślę to) social media w komunikacji. W celach czysto prywatnych (różnego rodzaju), wizerunkowych, brand buildingu czy sprzedaży. Kto nie testuje, ten nie zna ich wartości. Anyway, z czasem ilość tych narzędzi rosła w postępie geometrycznym, większość z nich testowałem lub też używałem dość intensywnie. Każde z nich służyło też innym celom, jednakże coraz więcej się z nich zaczęło dublować lub też kanibalizować. Skutkiem czego większość ma praktycznie zerową jakość lub też jest po prostu pożeraczem czasu. Podjąłem zatem decyzję, zrobić porządki wokół siebie.

Może na moim przykładzie, uda się wam zachować zdrowy balans, do którego dochodzi się na własnych błędach, próbach. W końcu, człowiek uczy się na swoim przypadku!

A więc co mamy na tapecie? Moje subiektywne odczucia i wspominki.

Nasza-klasa, kiedyś dostałem link gdy wiatr jeszcze tam hulał a ilość użytkowników można było policzyć może do tysiąca. Przez pół roku nic tam nie było, żadnych klas, ruchu czy dyskusji. Później nakręcił się medialny boom, pozapełniały się klasy z liceum i studiów. Z kim miałem się spotkać, spotkałem się, piwo się wypiło… a później? Serwis stał się jednym wielkim śmietniskiem, napędzonym jeszcze większym spamem ze śledzika.

Decyzja: kasacja konta NK + śledzik.

Grono.net, swojego czasu prawie-jak-ósmy-cud-świata. Dostać zaproszenie, zapisać się do gron i chodzić na imprezy, wrzucać głupie i głupsze zdjęcia z wyjazdów lub melange’ów, to był wielki sznyt. Sam nie wiem jak to wszystko funkcjonowało, może to był jeden z pierwszych serwisów tego typu, tani polski facebook, z 2004 roku. Ale i on się wypalił, nie zmieniając swojego produktu… serwis zamierał, aż całkowicie został zjedzony przez Facebooka, znajomi poprzenosili się, grona obumarły w 2008 i 2009. Od roku się tam nie logowałem…

Decyzja: kasacja konta Grono.net

Twitter, wielki szał roku 2009. Sam uległem jego modzie (znacznie na wyrost!) i wieszcząc zmiany w biznesie, mediach etc. Narzędzie fajne, ale zbyt prymitywne jeśli poużywać na dłuższą metę. Zaśmiecone poprzez coraz większą grupę spamerów, agitatorów politycznych oraz grupę fanek Jonasów (nie wiem skąd ich tam tyle). Taka zabawka dla politykierów i dziennikarzy, napędzonych przez Eryka Mistewicza (w polskim wydaniu). O ile na początku traktowałem to jako taki live RSS, to po pewnym czasie nie ogarniałem tego zalewu szlamu. Nawet jeśli z niego można było wyłowić fajne ciekawostki. Efektywność komunikacji spadała, w ostatnich dniach wklejanie tam linków przestało się w ogóle kalkulować. Szkoda czasu i atłasu, gdy komunikacja ucieka do Facebooka.

Decyzja: kasacja konta Twitter

Flaker, o ile tu miłych wspomnień. Jakie fajne flame war’y (wojenki branżowe), twarde dyskusje, ciekawe akcje charytatywne i oddani sprawie ludzie. Sporo ciekawostek można było swojego czasu tam znaleźć, porozmawiać z ciekawymi ludźmi. Prawdziwy pożeracz czasu, ale od pewnego czasu obumierał, jakby ludzie zaczęli gdzie indziej się udzielać. Przypadek jak wyżej. Jako ze nie miałem już na to czasu…

Decyzja: kasacja konta Flaker

Co zostało?

Blip, który jest następny w kolejce do wyrżnięcia. Swojego czasu sporo mu publicity przysporzyłem, poprzez  #3000 (ihone do rozdania) za co kilka osób chciało mnie ukrzyżować, nie rozumiejąc idei tego testu (głębokości tego narzędzia w komunikacji). Z perspektywy całkiem potrzebna lekcja którą odrobiłem poznając na własnej skórze wiele nowych zależności z social media. Blip nie powiem był i jest ciekawym narzędziem do komunikacji z tzw. branżą komunikacyjną, marketingową, do przeprowadzania ciekawych rozmów (Janusz Lewandowski – europoseł i Jacek Murawski – Microsoft), uzgadniania spotkania (Lech Wałęsa – wywiad) czy też bieżącej komunikacji na spotkaniach branżowych czy też istotnych wydarzeń (spotkanie u Premiera Tuska). Ale jak wszystko co ma swoje plusy, ma też swoje minusy. Blip stał się zbyt hermetyczny, zbyt „obsadzony” botami i firmami spamujacymi swoimi informacjami. Produkt ostatnio nie rozwija się, a konkurencja wysysa ruch i aktywność użytkownika. Ergo, z mojego prywatnego punktu widzenia przydatność tego narzędzia zmierza do zera.

Decyzja: albo kasacja, albo uda się przepisać konto na blipie na fundację Jaś i Małgosia (cel charytatywny). W końcu 1150 fanów to całkiem dobry wynik, konta Power usera.

Goldenline i LinkedIn, serwisy typowo zawodowe. Użytkuje je w celach typowo biznesowych, by utrzymać lub nawiązywać potrzebne kontakty. O ile LinkedIn jest pod tym względem jakościowo i merytorycznie OK., to w przypadku Goldenline zaczyna to przypominać mordęgę. Jakość grup, dyskusji i ilość spamu, niepoważnych dziwnych ofert biznesowych, które dostaję odstrasza. Prawdopodobnie, konto na Goldenline zostanie skasowane.

Co dalej? Własna przestrzeń, którą zamierzam pielęgnować – czyli blog. Nie zagrożony chimerami nadpobudliwego admina, wieszania się czy też złym otoczeniem. Miejsce gdzie sam jestem panem i żeglarzem. Które zawsze będzie widoczne w Google, które nadal jest najwłaściwszym miejscem by dobrze pozycjonować się i być widocznym w Internecie. Komentarze gościnne na blogach – jak najbardziej TAK. Fora dyskusyjne, grupy – nie mam na to czasu, nie ogarniam tego.

Jest też Facebook, gdzie po przykasowaniu profilu (Trepanacji czaszki), jasno oddzieliłem sprawy zawodowe od prywatnych. Jedno nie może zlewać się z drugim, inaczej powstaje śmietnik.

Nowy profil (tego) bloga na Facebooka, odzyskał 40% poprzedniej siły (ale tej najbardziej wartościowej co widzę po statystykach), w ciągu 2,5 miesiąca. Całkiem dobry rezultat, bez żadnych aplikacji i konkursów, tylko organicznie i poprzez rekomendację znajomych, oraz wcześniejszą rozpoznawalność. Biznesowo, dobrze prowadzony fan page po prostu się opłaca. I mówię to na podstawie pozyskanych $$$.

Poza tym cały czas uczę się mechaniki Facebooka, jego zawiłości, możliwości i zakamarków. Wiele jeszcze możliwości biznesowych nie odkryłem, poznaje je na porażkach i sukcesach. To ważne narzędzie, z racji swojego zasiegu, którego nie zamierzam ignorować. Nawet jeśli na co dzień śmieję się z ewangelistów i wieszczy socialowych Facebooka.

Prywatny profil? Przetestowałem siłę „słabych połączeń”, dużą ilość kontaktów (raz nawet dostałem bana  (jak najbardziej zasłużenie!), jak się rozpędziłem w zaproszeniach i „friendowaniu”). Tego nie da się na dłuższą metę ogarnąć, posty giną w ogóle traci się ogląd „walla”. Decyzja? Ścięcie ilości znajomych o ¾. Nareszcie widać co piszą znajomi, nie dostaje dziesiątek zaproszeń i spamów dziennie. Da się wreszcie używać Facebooka w sposób efektywny.  Plan – zejść jeszcze niżej z ilością do 666 lub 555. I niech prywatne, będzie prywatne. Dla rozrywki, bo to jest istotą tego serwisu. Muzyka, imprezy, sport, hobby, miłe spędzanie czasu i znajomi!

Wychodzi na to że więcej to nie jest lepiej? Tak, bo lepiej mieć mniejszą liczbę kontaktów ale tych właściwych. Inaczej zaleje nas spam – politykierów, zapraszaczy na imprezy, grajków i wypełniaczy quizów lub innych ustrojstw które się ciągle pojawiają. Fani/znajomi, to nie znaczki w klaserze które się kolekcjonuje (można do tego dojść, jak się przez to przejdzie).

To, jak w życiu, jeśli nie zdywersyfikujemy w mądry sposób otoczenia i nie selekcjonujemy tego co robimy … szybko to nas przytłoczy. I o to w tym wszystkim chodzi, by znaleźć ten zdrowy balans. Nie można być wszędzie, nie można strzelać z armaty do wróbli. Po co, to nie ma najmniejszego sensu. Narzędzia komunikacji, trzeba mądrze dobrać do celów które chcemy osiągać. To chyba jest w tym najważniejszym.

Czego sobie i Wam czytelnicy tego bloga życzę!

  • http://www.plutecki.net Łukasz Plutecki

    Świetny post – niestety ujawnia to co wiemy ale czasem nie chcemy powiedzieć głośno.

    W tym momencie jako narzędzie do prowadzenia komunikacji marketingowej liczy się FB. Pozostałe narzędzia są dobre hobbystycznie czy prowadzenia konkretnych działań.
    Można sobie ‚budować zasięg’ na NK, GL, forum Nikona itd. pod warunkiem że to ma sens ze względu na nasz target. Natomiast – o ile nasza marka nie ma bardzo wąskiego targetu wśród nazwijmy to Geek-ów – blipowanie, flakerowanie, śledzikowanie itp. nie przynosi zbyt wielkich korzyści (żeby nie powiedzieć że jest stratą środków i potencjału).

  • http://www.annamiotk.pl Anna Miotk

    Zgadzam się co do ostatniego zdania: Narzędzia komunikacji, trzeba mądrze dobrać do celów które chcemy osiągać – to zawsze powtarzam na szkoleniach z mierzenia skuteczności komunikacji (także w social media).
    Sama posługuję się Twitterem (tutaj monitoring kilku wybranych słów kluczowych – dzięki temu pozyskuję sporo wartościowych informacji z rynku amerykańskiego), Blipem (bo używa go środowisko geeków właśnie), Facebookiem (aktualnie myślę nad podzieleniem grup odbiorców, zwłaszcza, że mam w kontaktach osoby anglojęzyczne) oraz własnym blogiem. I też działa to dobrze, chociaż na mniejszą skalę, ze względu na moją dość wąską specjalizację tematyczną.

  • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

    Twarzobóg ma jedną istotną wadę w kwestii przekierowywania ruchu na bloga :( Nie daje się zobaczyć z jakiej dyskusji itp. ludzie klikają :(
    Bo statystka wygląda u mnie tak :
    facebook.com/plugins/like.php?api_key… 2
    facebook.com/plugins/like.php?api_key… 2
    facebook.com/plugins/like.php?api_key… 2
    facebook.com/plugins/like.php?api_key… 2
    facebook.com/plugins/like.php?api_key… 2
    facebook.com/plugins/like.php?api_key… 2
    facebook.com/plugins/like.php?api_key… 2
    facebook.com/plugins/like.php?api_key… 2
    facebook.com/plugins/like.php?api_key… 2
    facebook.com/plugins/like.php?api_key… 2

  • http://taktyczny.net taktyczny

    Kilka tygodni temu zrobiłem dokładnie to samo. Polikwidowałem większość kont w social media, a zostawiłem raptem w dwóch serwisach plus własny i niezależny blog. Odnośnie Twoich spostrzeżeń mogę podpisać się pod opinią o informacyjnym chaosie oraz zużywaniu się sieciowego wizerunku, gdy zainteresowania lub temperament ponoszą nas w inne rejony niż tylko sprawy zawodowe.
    Z rzeczy, których nie wymieniłeś, warto wspomnieć o aktywności na forach i grupach dyskusyjnych. W artykule skupiłeś się na „nowych” mediach społecznościowych, gdzie silniej reprezentowana jest grupa IT/PR/media, ale potężna aktywność ludzi z innych dziedzin funkcjonuje właśnie w tych starszych formach. Przytomnie wspominał o tym @Łukasz. Ciekawe, że tam nie występuje zjawisko „mnożenia bytów” i nie ma wielkiej płynności pomiędzy nimi. Nawet przeciwnie, użytkownicy na całe lata wiążą się z jakąś konkretną grupą, i dosyć wrogo traktują inne o pokrewnej tematyce.

    • http://www.gadzinowski.pl Jacek Gadzinowski

      @Taktyczny

      Komentarze na innych blogach + obecność na forach/grupach dysk. celowo pominąłem. Traktuje je „jako szczebel wyżej” w komunikacji, bardziej wartościowe i merytoryczne. Nie tak szybkie i chaotyczne jak SM, które takim się stają.

      Tam można znależć naprawde wiele perełek!

  • katolik_27

    Wszystkie portale spolecznosciowe sa stratą czasu, lepiej spotkać się twarzą w twarz… lub jak już trzeba to skype wystarczy.
    Panie Gadzinowski chciałem jako bloger dodać że „Bóg kocha nawet Pana”

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    Mam dość podobne odczucia do Jacka, szczególnie jeśli chodzi o microblogi. Ja na pewno zostawię sobie Twittera, gdzie rozdzieliłem feed angielski od polskiego (ten niedługo zostanie zapewne wycięty), Flakera być może zostawię jako źródło rekrutacji do tryvertisingu
    @ Łukasz:
    nie wiem, czego nie chcemy powiedzieć ;) a co FB to nie przesadzałbym – własny blog daje dużo lepsze efekty
    i jako podsumowanie mego wywodu: liczą się fakty, czyli twarde dane – na ich podstawie podejmuje się decyzje, a nie na podstawie mody, bełkotu SM guru i ninja, czy proroków FejsBoga

  • Pingback: Tweets that mention Selekcja, albo burdel w social media – wybór należy do ciebie! • Jacek Gadzinowski -- Topsy.com

  • Pingback: 7 błędnych mniemań o blogowaniu dla kasy (Brian Clark, Sonia Simone i Darren Rowse na Blog World Expo 2010)

  • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

    >liczą się fakty, czyli twarde dane – na ich podstawie podejmuje się
    > decyzje, a nie na podstawie mody, bełkotu SM guru i ninja,
    > czy proroków FejsBoga

    Wcale nie byłbym tego pewny.
    Ba! Raczej nawet stawiałbym na przeciwną tezę :)

    Arek

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    @ Arek:
    każdy odpowiada za swoje decyzje i do niego należy wybór, czy chce skończyć jak leming w przepaści…

  • Pingback: Subiektywnie o trendach internetowych + konkurs IAB • Jacek Gadzinowski

  • Pingback: Blip Starter: 20 osób i 20 tagów które warto obserwować

  • http://skutecznybiznes.blogspot.com Darek

    Widzę, że mamy bardzo podobne strategie działania w SM.

    Czas jest zbyt cenny, aby siedzieć wszędzie. Ostatnio wykasowałem też sporą ilość pseudo biznesmenów, marketingowców i innych naciągaczy i dezinformatorów. Szkoda czasu na czytanie, nie mówiąc o dyskutowaniu.

  • http://sexinads.tumblr.com/ mikeelrapido

    Zgadzam się też z postem, cel w social media powinien dyktować środki, nie ma sensu spalanie kasy i energii na nieefektywne działania.

  • BaXx

    A ja polecam swój sposób – wyrzucić do koszta wszystkie strony, których średni poziom informacji jest poniżej przecietnego poziomu wiedzy Pana Ryśka motorniczego. Wtedy np Facebook i tym podobne kiczowate strony ladują w koszu. Wiecie ile wtedy jest więcej czasu na pozyteczne rzeczy/informacje?