Przepis na doskonały mem i viral milordzie
Czym jest tajemniczy mem i czy jest kluczem do skutecznej komunikacji i marketingu w mediach społecznościowych? Nikt tak naprawdę nie wie i wiedzieć nie będzie. Przypadki, potwierdzają regułę.
Zapytacie się czym jest ten mem, o co tak naprawdę chodzi?
„Zaraźliwy wzorzec informacji powielany przez pasożytniczo zainfekowane ludzkie umysły i modyfikujący ich zachowanie, powodujący, że rozprzestrzeniają oni ten wzorzec. Pojedyncze hasła, melodie, ikony, wynalazki i mody są typowymi memami. (…) – Glen Grant”
A mówiąc już najprościej- obrazek, film, powiedzonko które jest przetwarzane setki jak nie tysiące razy. Replikowane w naszych głowach, na naszych profilach w mediach społecznościowych. Przedmiot naszej krótkiej acz burzliwej ekscytacji… bo kto pamięta jeszcze „jestem hadkorem” czy za jakiś czas będzie pamiętał wszelkie wariacje „co ja pacze?”
Mem jest działem przepadku, żadnego planowego działania. Kto mówi inaczej – po prostu nadinterpretuję swoją „moc sprawczą”. Nigdy w 100% nie jesteśmy w stanie założyć stanu, że dany obrazek, powiedzonko czy film „poniosą się” i trafia daleko. Są setki, tysiące filmów „z Hitlerem”, ale tylko kilka z nich pamiętamy. To samo dotyczy „śmiesznych obrazków”… wybuchają, wirują i przyklejają się do nas. Ale jeszcze szybciej o nich zapominamy. Zaśmiecają nam na chwilę umysł, tak jak hamburger podłej jakości zapycha nas gdy jesteśmy głodni.
Mem jest nośny. Nośny i łatwo przyswajalny, a co najlepsze posiada naturalny potencjał wirusowy. Czy jest zatem przepis, na „doskonały mem milordzie”? Coś co przynajmniej przybliży nas do faktu osiągnięcia „komunikacyjnej nirwany” gdy w wielu miejscach zobaczymy produkt naszego intelektu, z kolażu innych komunikatów, zapożyczeń i natręctw?
Powiem szczerze, nie wiem w 100%… ;) Kto znajdzie to rozwiązanie, stanie się uwielbianym przez tłumy i jednocześnie znienawidzonym. Bo jeśli wszyscy będą wiedzieć jak robi się memy, to czy będą one skuteczne? Nie będą – ponieważ będzie ich taka ilość, że stracą swoją siłę rażenia. I na tym właśnie polega ich urok i swoista niepowtarzalność.
Jakiś czas temu, zamieściłem na swoim fan page bloga obrazek będący opisem „stanu postrzegania” pewnej hermetycznej grupy zawodowej (tytułowy obrazek). Mój to świat, czyli świat reklamy – chimeryczny, niejednorodny, obarczony uprzedzeniami i często myśleniem stereotypowym.
/by zobaczyć statystyki – kliknij w obrazek/
Nie liczyłem, że odniesie jakiś sukces, to był eksperyment… ot, kliknie go kilku znajomych, którzy akurat go zobaczą w przerwie na kawie czy kolejnym zleceniem dla klienta. Ot, okazało się inaczej, materiał na fan page’u z ok. 6100 fanów zyskał: 18 tyś like, 10 tyś share i 1200 komentarzy oraz trafił z komunikatem do 371 tyś osób! Wszelkie liczniki zaangażowania, aktywności fanów „przekręciły się”. Przez 3 dni, obrazek pokazywał się masowo wśród bliższych lub dalszych znajomych, ich znajomych etc.
/by zobaczyć statystyki – kliknij w obrazek/
Jak roznosił się po Facebooku? W pierwszych minutach raczej kiepsko, dopiero 2 godzina to lawinowy przyrost, gdy ludzie zaczęli klikać. Obrazek nie tylko wyszedł poza tzw. branże ale w 3-4 godzinie zaczął żyć międzynarodowo. Ponieważ był… w języku angielskim. Ponieważ trafił na kilka kluczowych fan page’y, ponieważ umieścili go na tablicach…
„Connectors” czyli ludzie „na przecięciu” kilku, kilkunastu grup którzy w pewnym momencie „podzielili się” lub „polubili materiał”. Obrazek wyszedł poza niszę marketingowo-komunikacyjną i ludzi z branży. Klikali w niego ludzie, którzy na co dzień nic nie mieli do czynienia z reklama, komunikacją czy social media. Dlaczego? Bo temat „okazał się” interdyscyplinarny, paradoksalnie nie był „hermetyczny”, przyswajalny dla różnych zbiorów ludzi. Którzy w tym obrazku zobaczyli coś dla siebie. Tak naprawdę obrazek był trywialny, wręcz można powiedzieć głupiutki, ale rozładowywał napięcie w ludziach – wewnętrzne i zewnętrzne. Uczłowieczał zdehumanizowaną sytuację w pracy, reklamie z różnego punktu widzenia. Podsumowując – dobre podany temat, w sposób szyderczy wręcz łopatologicznie.
Widząc stada obrazków na czarnym tle „jak postrzegają” dany zawód… mam deja vu. Ktoś był jednak pierwszy ;) Ktoś chyba wyprzedził mutację memów.
Czyż nie taki powinien być dobry mem? Prawda czasu i prawda ekranu!
PS. Sceeny ze statystyką pochodzą m.in z Fanpage Trender





