Prezydent i Rząd 2.0 w poszukiwaniu Cyfrowej Polski

W grudniu 2009 zmieniła się strona WWW Kancelarii Premiera, na bardziej multimedialną i uporządkowaną. Więcej informacji, także jest dostępne w mediach społecznych: Youtube, Twitter, BlipFacebook. Kilka miesięcy wcześniej swoją nową stronę zaprezentował Prezydent Polski. Czy to realne zmiany i otwarcie na obywateli, czy też dodatek do wycinków prasowych, pokaże czas. Być może jest to nodsłona komunikacji pt. marketing polityczny.

Na pierwszy rzut oka, zmiany są daleko idące – design jest ładny, informacje czytelne i dostępne. Można obejrzeć nowe zdjęcia, filmy czy przeczytać o nowych wywiadach, inicjatywach urzędników państwowych. Widać tu duży odcisk wzorców jakimi jest administracja brytyjska i amerykańska. Można wręcz powiedzieć, że nie pokazano niczego nowego. Sadzę jednak, że jak na polskie warunki to i tak dużo. Nie same strony WWW, dostęp do ładnych zdjęć i filmów będzie stanowił o tym jak będzie odbierany urząd prezydenta czy premiera, prace tych urzędników państwowych i ich podwładnych.

W przypadku stron WWW Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, postawiono na komunikację jednowymiarową, znaną z tradycyjnych mediów. Rzecz mówiąc wprost, stworzono „własne media” bez możliwości interakcji z otoczeniem. To duży błąd, ponieważ nie na tym polega potencjał takich działań. Ocieplić wizerunek Prezydenta czy też przybliżyć go, mógłby dialog z otoczeniem ale na to chyba jeszcze nie ma wystarczającej odwagi lub też potrzeby. Wszakże nie każda marka (a taką jest też polityk czy wysoki rangą urzędnik państwowy) musi być obecna w sieci społecznej czy też Internecie.

Zupełnie inaczej postanowiono, przybliżyć prace rządu i Premiera, więcej tutaj chęci dzielenia się materiałami i otwartość na świat zewnętrzny. Zastanawiać się można tylko, jak daleko posunięta jest polityka ”otwartych drzwi” w komunikacji ze społeczeństwem. Szczególnie podkreślę ten argument, ponieważ media tradycyjne już i tak mają odpowiednio szeroki dostęp do Premiera i jego ministrów. Niemniej jednak i one jak i przeciętny Kowalski, znajdzie tam wiele bieżących informacji, przybliżających pracę urzędników państwowych.

Przyglądając się komunikacji pasywnej – na stronie WWW oraz serwisach społecznościowych dostrzec można wiele „mowy trawy”, mówiąc wprost bardzo oschłego, czasem sztucznego języka urzędniczego wraz z elementami nowomowy. Ale nie inaczej mogło być w tym przypadku, wszakże rząd czy prezydent jaki by nie był, komunikować się będzie podobnie w warstwie oficjalne, jak każda większa firma czy korporacja. Nie można oczekiwać że ministrowie i premier, będą wklejać swoje zdjęcia, pisać „komcie” i zagadywać swawolnie do Internatów. Musi być zachowany pewien umiar…

Skoro jednak postanowiono zaryzykować i „zanurzyć” się w sieć społeczną, będzie trzeba być otwartym na krytykę, nie zawszę merytoryczną czy też po prostu wygodną. Biorąc pod uwagę, że Internet w Polsce jest już „lustrem społecznym”, można się spodziewać wielu wyzwań w komunikacji z Internautami. Czy w KPRM są specjaliści od social media, administratorzy i moderatorzy z wiedzą? Przekonamy się w najbliższych tygodniach, które pokażą jak będzie to aktywny kanał komunikacji. Czy wytrzyma on upływ czasu, czy też popadnie w niełaskę i niebyt, jak to w przypadku polityków eksperymentujących z Twitterem czy Blipem? Social media mają to do siebie, że nie wystarczy otworzyć konto, pasywnie wpychać treści… ale jeszcze uczestniczyć i prowadzić zaangażowany dialog z otoczeniem. I to dialog otwarty, a nie taki który jest skierowany doswoich zwolenników.

Wszystko ładnie i pięknie, ale strony WWW i konta na Blip, Twitter czy Facebook to niewielki wyrywek rzeczywistości. Można powiedzieć, że to w zasadzie puder na twarz wizerunku rządu czy prezydenta. O wiele więcej, będzie można zobaczyć, jakie jest nastawienie urzędników państwowych do obywateli w najbliższym czasie – począwszy od stanowiska w sprawie ustawy hazardowej i zwiazanych z tym reperkusji/uregulowań prawnych. Czy na pewno jest to zrozumienie, czym jest Internet i wolne poruszanie się w nim? Wiele razy spotkałem się z pytaniem, czy przy okazji nowelizacji ustawy hazardowej nie mamy do czynienia z polskimi zakusami na „patriot act”. Praktycznie całe środowisko Internetowe (w tym IAB Polska), negatywnie wypowiedziało się na ten temat. Przed świętami minister Boni, stwierdził „Służby nie będą otrzymywać od dostawców Internetu danych osobowych internautów, a o tym, które strony internetowe trafią do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych będzie decydował sąd.” Czy to zakończy spory i nieporozumienia?

Sprawa ta unaoczniła wielu, że w Polsce zagrożone są podstawowe wolności… ile służb szuka dowodów przeszukując maile, SMS’y, sprawdzając logi z serwerów, obserwując aukcje w których bierzemy udział, analizuje aktywność i profile na serwisach społecznościowych czy kolekcjonuje nasze bilingi z zakupów dokonanych kartami? Gdzie są granice wolności, a gdzie konieczności obrony obywateli? Czy jako obywatel, mogę czuć się wolny i bezpieczny jednocześnie?

Na to nie odpowie obywatelom, multimedialna i „wypasiona” strona WWW, ładne komentarze i dialog. Nowoczesną, Internetową Polskę trzeba budować na solidnych postawach. W grudniu 2008 r. rząd przyjął Strategię Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego do 2013 r. Powołany został zespół Polska Cyfrowa, który przygotował zbiór praktycznych rekomendacji i zaleceń, a także propozycji zmian legislacyjnych. Czy w zespole tym znajdują się specjaliści branżowi, czy też sprawą zajmą się urzędnicy, osoby nie mające na co dzień styczności z tą rzeczywistością normalnego, przeciętnego Kowalskiego w sieci? Nie mam na to pytanie, w tym momencie odpowiedzi.

Wiele jest tu znaków zapytania, ile jest otwartości a ile PR w działaniach rządu. Do pozytywów, można zaliczyć posunięcia ministra Sikorskiego, który mocno „cyfryzuje” MSZ – dokumentacja, przepustowość informacji, przepływ informacji między ambasadami, powszechne użycie telefonów Blackberry. Czy takich sieciowych metod zarządzania należy oczekiwać także w pozostałych ministerstwach czy administracji państwowej i samorządowej? Czy takie działania, też można realizować w tej strategii rozwoju, o której wspomniałem? Sprawdzimy to każdego dnia, załatwiając sprawy w urzędzie, sądzie, załatwiając formalności związane z podatkami czy firmami.

Chciałbym wierzyć że jest inaczej (czyli dobrze), ale rzeczywistość nakazuje mi większą powściągliwość. Chciałbym poruszać się w cyfrowej Polsce, z nowym dowodem, korespondować z e-administracją i e-sądami, mieć do czynienia z otwartymi urzędnikami, dostęp do transparentnej i dostępnej w trybie online dokumentacji, przeglądać na co jest wydawana każda złotówka w każdym ministerstwie, być pewnym że jestem wolny w dostepie do treści internetowych.

Tego nie da mi żadna strona WWW czy konto na Facebook, Twitter, Flaker czy Blip… ale prawdziwe „zakasanie rękawów”, przez właściwych ludzi zajmujacych się administracją państwową w tym kraju.

  • http://taktyczny.net slawkas

    Kancelarie, zarówno Prezydenta jak i Rady Ministrów, wykorzystano li tylko do firmowania i sfinansowania posunięć wspierających osobiste ambicje głównych polityków. Dlatego nie wydaje mi się, żeby te posunięcia zapowiadały przełom w komunikacji z wyborcami. Zarówno Kaczyński, jak i Tusk nie znają i nie rozumieją Internetu. Wysiłki sztabów tego nie przesłonią i zawsze będzie widoczna ich mentalność „ludzi starej daty”, w tym negatywnym znaczeniu.
    Ciekawe przy okazji jest porównanie, tak na luzie, przyjętych rozwiązań serwisów pod kątem osobowości polityków. Kaczyński, apodyktyczny i wycofany, wprost unika interakcji, będzie tylko informować o poczynaniach (czynach wręcz!) swojego majestatu. Tusk, to urodzony lawirant, którego interesuje tylko wykorzystanie tych narzędzi do sterowania (manipulowania?) otoczeniem. Pozornie otwiera się na to co modne, ale nie będzie w tym bezpośrednio uczestniczyć, bo jest i za leniwy na to, ani też nie wie o co w tym chodzi, o czym świadczą chociażby jego publiczne drwiny z blogerów i blogów jako zjawiska.
    Na marginesie jeszcze, warto zauważyć jakże inaczej wygląda na tym tle starszy przecież od nich Lech Wałęsa, o czym można było się przekonać dzięki Twojemu wywiadowi z nim.