Pauperyzacja blogosfery, czyli jak Facebook ukatrupił "autorytety"

Blogosfera, tak jakby to niektórzy – sami zainteresowani – chcieli widzieć to nieokreślone ciało lub twór, które ma lub miałoby kształtować gusta, opinie i kreować autorytety. 8 cud świat lub pępek świata, dla samych zainteresowanych, w ich wielkim mniemaniu. Lecz zanim się tak w Polsce stało… wydarzył się Facebook.

Blogosfera nigdy nie była jednorodnym tworem, nie rozwinęła się w Polsce by była opiniotwórcza. Jest owszem kilka większych lub bardziej rozpoznawalnych blogów, ale zdecydowaną większość stanowią te z „długiego ogona”: z niewielką odwiedzalnością, lokalnymi lub niszowymi tematami, często poddanych w „osobistym sosie”. To one pokazują prawdziwy obraz rzeczywistości, którego nie widać tak mocno, gdyż nie maja one siły przebicia lub po prostu giną w natłoku produkowanej codziennie treści w Internecie.

Obok tego jest kilkanaście blogów które swoim zasięgiem lub powiązaniami, ilościami komentarzy i wyrosłą wokół ich autora społecznością wybijają się na pierwszy plan. To one chciały walczyć lub walczą o rząd dusz, kształtowanie trendów czy poglądów. Pomagały im w tym mikroblogi – Flaker, Blip czy Twitter. Do pewnego momentu wszystko w miarę działało, sprężenie zwrotne napędzało ruch… do momentu gdy Facebook zaczął rosnąć w siłę.

Od zeszłej jesieni zauważyć można erozję zasięgu blogosfery, spadek ilości komentarzy i ich jakości na blogach. Oczywiście są blogi z bardzo hermetyczną i zżytą społecznością, które nie osłabły. Jednak duża część blogów, co przyznają ich autorzy, boryka się z przepływem aktywności użytkowników do Facebooka. Stał się on miejscem publikacji treści, linków oraz dyskusji. Zjada również czas użytkowników, w którym nie mają już oni ani czasu ani więcej chęci do odwiedzania czy komentowania artykułów na blogu. Co więcej tam rozmawia się o tym co napisano lub stworzono na popularnych blogach, bez udziału samych zainteresowanych. Niebezpieczny mechanizm z którym trzeba walczyć?

Niekoniecznie, jeśli blog danego autora będzie działał w ramach ekosystemu. Nie będzie ograniczał się do aktywności w jednym miejscu i uwolni treści. Da też mechanizmy społecznościowe dla użytkowników i będzie za nimi podążał. Od tego są wszystkie „like’i”, dzielenie się informacjami i republikacja treści… niestety wymaga to też większego nakładu pracy i interakcji z komentującymi. Na których już nie ma się takiego wpływu, jak w zamkniętej strukturze bloga.

Jest to dokładnie ten sam problem, lub też wyzwanie z którymi borykają się marki. Wystawione na osąd, opinie i humory swoich odbiorców – klientów. Czy w tej demokratyzacji, rozszczepieniu opinii nie tracimy tego co wartościowe? Niekoniecznie, jeśli potrafimy odnaleźć się w tym ekosystemie. Twórcy blogów, nie powinni obawiać się funkcjonować w ramach Facebooka (w tym poprzez fan page). Marki i firmy nie mogą ignorować tego o nich się mówi czy pisze, nie tylko w godzinach pracy 9-17 ale przez cały tydzień przez 24h. Nie powiem, jest to znacznie trudniejsze niż jednokierunkowa komunikacja, którą dotychczas uprawiano…

Demokratyzacja o której wspomniałem to także szereg szans dla mniejszych blogów, marek czy firm które normalnie nie miałyby się szansy przebić. Teraz również one, mogą stanąć do wyścigu o „rząd dusz” i być może mieć w nim większe szanse. Lepiej rozumiejąc mechanizmy promocyjne, bardziej się starając czy też utrzymując relacje ze swoimi odbiorcami.

I po co ten cały wpis? Znowu „gadka o blogach”… ale, zamiast bloga podstaw osobę, firmę lub markę, wnet zrozumiesz co i gdzie się dzieje.  Nie ma już oczywistych liderów, raz na zawsze danych „pozycji dominujacych”.

Ot, prawda oczywista – jak pokazuje życie jednak nie dla każdej marki…

  • Katarzyna

    Jęczeć zaczał Pan dopiero wtedy, kiedy KTC została wywalona z Fb, z Pana własnej winy do tego. Nawet nie wysilił się Pan na tyle, żeby sobie zmienić imię i nazwisko na realne.
    Anyway, proszę się nie dziwić, że komunikacja przenosi się na tę platformę, wszystko jest w jednym miejscu, interakcja nastepuje szybko i sprawnie, do tego automatycznie dostaje powiadomienie, ze ktos wlaczył się do duyskusji. Blogosfera wcale nie umiera, wręcz przeciwnie, rozwija się,a Fb jest tulko jednym z narzędzi, które wspomaga ten proces. Ale tak, wymaga to większego zaangażowania, jesli jednak chce być się (albo kreować) na eksperta w jakiejś dziedzinie, trzeba być skłonnym do poświęceń.

    • http://www.gadzinowski.pl Jacek Gadzinowski

      @Katarzyna – o dywersyfikacji i obiegu informacji, wspominałem już dawno. Wtedy kiedy o FB nikt nawet w PL nie słyszał.
      Wkładanie wszystkich komunikatów do jednego kanału komunikacji, nie jest zbyt mądre. Powiedziałbym że jest sporym nadużycie.

      RB się przydaje to fakt, ale jako jedno z wielu narzędzi. W określonych celach i sposobie komunikacji.

  • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

    > Twórcy blogów, nie powinni obawiać się funkcjonować w ramach Facebooka

    A według mnie powinni się jak najbardziej obawiać, ponieważ wystawiają się na ryzyko usunięcia profilu i co wtedy?
    Osobiście uważam, że to co się dzieje jest bardzo niebezpieczną sytuacją – to w zasadzie oznacza śmierć swobodnego Internetu :(

    Co do blogów jako takich to dla mnie blog jest przede wszystkim przeniesionym w Internet pamiętnikiem, czyli prywatną często osobistą pisaniną dla siebie i ewentualnie kręgu znajomych.
    Dlatego zawsze była to część bardzo rozdrobniona i plebejska.
    To co Ty nazywasz blogami to już raczej serwisy zawodowe, twórcze, czy publikacyjne korzystające jedynie z oprogramowania przygotowanego dla blogów :)

    pozdrawiam
    Arek

  • http://www.topmenedzer.pl Michał Ksiądzyna

    Dobry wpis Jacku. Według mnie masz rację, choć chciałbym uzupełnić to co napisałeś. Tak – Facebook, mikrobloggi, demokratyzacja informacji dają szansę tym, którzy do tej pory nie mieli zasięgu. Dlaczego? Ponieważ premiuje się jakość i ciężką pracę u podstaw, zamiast umiejętności promocji w internecie. Mimo tego uważam, że nie będzie przetasowania wśród najbardziej popularnych blogów – z prostego powodu: są popularne nie bez powodu, ich autorzy mają doświadczenie i wiedzą co robią. Bez względu na to, jak zdemokratyzowany czy nie będzie internet, Ci którzy mają wystarczająco dużo wytrwałości i są w stanie zaoferować wartość sobie poradzą.

    Przykład – Twój blog działa już 1,5 roku, mój rok dłużej. Antyweb zaczynał na początku 2006 roku (4,5 roku), w tym samym czasie zaczął Mediafun. Nie ma przypadku w tym, że im dłużej ktoś bloguje (jeśli traktuje to odpowiednio poważnie), tym większe ma odwiedziny na blogu i tym mocniejszą społeczność buduje. Doświadczenie procentuje, pomaga też fakt, że bycie nr1 daje naturalne bonusy w postaci takiej, że jeśli ktoś czyta blogi w Twoim temacie, nie może przejść obojętnie obok lidera. Nie musi go czytać stale, ale będzie wiedział o jego istnieniu.

  • http://zapiski.diplodoc.com christobal

    Zacząłbym od pytania.
    Gdzie te autorytety co to niby fb zakatrupił. Ustawianie się czy kogoś, kto jest czytany, z automatu w pozycji autorytetu jest poważnym nadużyciem a co gorsza, jest po prostu śmieszne.
    Autorytetem nie zostaje się przez licznik odwiedzin.

    Przeszedłszy do fb jako cichego zabójcy.
    Znajduję w fb kilka użytecznych cech, pozwalających zwiększyć siłę rażenia komunikatu, ale, przy odpowiednio dobranych parametrach, fb komunikatu nie przejmuje, a jedynie kolportuje go tam, gdzie klasyczny blog nie miałby szans dotrzeć. Lub też, koszt dotarcia były znacznie wyższy a czas potrzebny byłby dłuższy niż żywot przekazywanej informacji.
    Poza tym, zgadzam się z jednym z przedmówców. Blogi firmowe i quasifirmowe pisane przez zawodowców to nie są blogi sensu stricte, ich rolą jest, w dużej mierze, bycie tubą reklamową, inteligentnie ukrytą za nośnymi, merytorycznie bogatymi treściami, krzyczącymi mniej więcej te słowa „mnie, mnie wybierz”. Każde narzędzie ułatwiające dotarcie do szerszego grona odbiorców (i potencjalnych klientów) to tylko korzyść…

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Nie zgadzam się, Jacku. Przynajmniej po części. Masz rację, że FB zabił ilość komentarzy. I to nie dlatego, że łatwiej jest rzucić krótki komentarz na Facebooku. Jest jeszcze jedna kwestia. Komentarz do wpisu na blogu rzucony na FB jest „ważniejszy”, bo widoczny dla moich przyjaciół, z opinią których się liczę i z którymi chętnie podyskutuję. Ten sam komentarz rzucony pod blogiem trafia w przypadkowy tłum. I dopóki moim celem nie jest autopromocja (dla większości zwykle nie jest), wydaje się mniej ważny.

    Nie zgadzam się natomiast z tym, że FB zabija ruch. Patrząc w moje statystyki, to użytkownicy Facebooka i GoldenLine najczęściej klikają w podrzucone im linki, są najbardziej zaangażowani, generują ruch. A że nie komentują? Niech komentują dla znajomych, nie przeszkadza mi to.

    Jeśli zdajesz sobie sprawę z tego, do czego FB jest świetny, blog ma rację bytu jako uzupełnienie tego – jak to określiłeś – ekosystemu. I jako narzędzie budowania autorytetu nadal się sprawdza. Bo na Facebooku mamy tylko „tu i teraz” – stare wpisy czy komentarze przepadają w mroku. A markę, autorytet, buduje się latami. Do tego Facebook się nie nadaje.

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    Dla mnie istotą dobrego bloga są dyskusje, czyli komentarze, bo to świadczy o aktywnej społeczności, a także rezonujących treściach. I absolutnie nie zgadzam się z opinią Pawła, że komentarz na blogu trafia w przypadkowy tłum. Blogi są czytane raczej przez ludzi, którzy poszukują konkretnych treści.
    Co do Facebooka to w Polsce po prostu to narzędzie jest mocno przereklamowane, co świadczy jednie o słabości rozumienia strategii przez branżę interaktywną, a także słabości polskich mediów, które FejsBoga wykreowały.
    A co do ekosystemu to blog moim zdaniem powinien być główną osnową działań ze względu na długi cykl życia treści, mechanizmu budowy treści (komentarze),dobrą indeksację w wyszukiwarkach, a także zbiorowej mądrości – tego nie daje Facebook.

  • Komentator

    Trzy sprawy do trzech panów

    @Michał – obawiam się, że jesteś negatywnym przykladem uciazliwej autopromocji. Masz slaby, nieznany blog, który próbujesz przyrównywac do istotnych w polskiej blogosferze (jak goszczacego nas tutaj gospodarza) i nachalnie lansujesz sie na blizej nieokreslonego specjaliste. Niestety – bez skutku, uwierz. Najpierw wiedza, skoncz studia i określ sie, a potem nazywaj „menedżerem”.

    @Paweł – przykłady podane sa dobre z jedna uwaga – „linkowanie” o którym wspominasz to przykład na nachalny spam, ktory uprawiasz gdzie się da. statystycznie, efekt skali pozwoli Ci na troche przekierowań, ale tracisz reputacje poprzez masowy spam. Przykład – goldenline, na ktorym po uruchomieniu ‚tablicy’ rozpoczales nachalny i ucialziwy spam, niestety…

    @Mirek – bardzo słusznie i celnie. Przereklamowanie fejsbuka to fakt, ciesze sie , że ktoś to dostrzega. Dziekuję.

    Uszanowania.