Warszawa mój dom


Tagi: , ,


O Warszawie można mówić: źle, niedobrze bo to takie modne. Zawsze można też wyciągnąć argument „szczurów” lub „słoików”. Ale… ja nie mam takiego podejścia i nie rozumiałem go nigdy.

Gdy ”wyemigrowałem” do Warszawy były to początki 2 milenium… nieco inna Warszawa, mniej nowoczesna, mniej budynków z betonu i stali. Kilka lat później dopiero wejście w struktury EU zmieniło to miasto i nieco ludzi.

Ale, zawsze jak pamiętam był element zazdrości, kpiny czy pewnej zawiści. Rozmowy i porównania do „szczurów” zabierających pracę i pracujących za najniższe stawki czy teraz modne słoiki (AD. 2013)… same shit – different day. Media co jakiś czas mają używania a ludzie jak lemingi podsycają swoją wzajemną nienawiść. Po co skakać sobie do oczu? Mnie też Warszawa czasem wkur… na maxa ale żyje tutaj (w przerwach między podróżami) i nie jest mi tu źle.

Warszawiak nie jest naznaczony miejscem urodzenia (najlepiej jeszcze 3 pokolenia wstecz – jeśli tak by mierzyć niewiele by ich było obecnie), tylko bardziej stan umysłu i identyfikacji z miejscem w którym się mieszka. Śmieszy mnie narzekanie a to na zły stan dróg, komunikacji, szpitali czy też chamstwo na drogach. Co jak co, sami mieszkańcy (niektórzy) mogą siebie winić. Jeśli nie płaci się podatków w miejscu w którym się mieszka a zameldowanie tutaj uznaje się za obrazę majestatu, to z czym do ludzi?

Zapytać się trzeba co jeden z drugim narzekających zrobił dla swojego otoczenia, nie chodzi tu o wielkie rzeczy. Czasem wystarczy zadbać o klatkę na której się mieszka lub wyprowadzając psa nie pozwolić mu walić gie gdzie popadnie. Zaczyna się od małych rzeczy, dalej jak zachowujemy się parkując samochody, jak zachowujemy się na drodze i czy wymuszamy pierwszeństwo. Zła karma wraca, ty komuś zaszkodzisz to wróci to do Ciebie z nawiązką.

Mnie też z pozycji 30 paro latka może denerwować, że są młodsi, bardziej obrotni i bezwzględni w „wyścigu szczurów”… ale przyjmuje to ze zrozumieniem, bo dla każdego w tym mieście jest miejsce, każdy wnosi swoją cegiełkę. Inna sprawa już jaką.

Zmiana architektury, nowe budynki… to wszystko trochę zabija przeszłość, miasto Warszawa zapomina trochę o swoich korzeniach. Nimi nie będzie beton i stal, ale czasem szybciej mural na ścianie czy nowa knajpa lub bar który pojawi się tuż za rogiem, znajomi z którymi dobrze spędzisz czas lub rodzina z którą zjedz świąteczną wieczerzę.

Tą spuścizną może być też każde zdjęcie czy film które zrobimy i po latach zobaczymy jaka była Warszawa i jej mieszkańcy. Moja cegiełka w temacie to ten film:

Intensywny weekend po którym zawsze można położyć się do “sweet bed in IBIS”, przygotowując się na kolejny ciekawy dzień w Warszawie. Bez emocji, bez skakania sobie do oczu z pozytywnym przekazem. Tak, to miasto jest moim domem w swojej różnorodności i niedoskonałości.

A teraz trochę o produkcji filmowej która widzicie wyżej

Wydaje się ona tak prosto złożona, tak krótka. Taki prosty „teledysk”? Nic bardziej mylnego, zdradzając trochę kuchni to intensywne zbieranie materiału przez cały dzień. Jeżdżenie po Warszawie od ranka do późnego popołudnia, by zebrać dobre ujęcia w dobrym świetle.  To że padłem do łóżka w IBIS w końcowej scenie nie wynika z tego, że mam „słabą głowę” jak zasugerowano w jednym z komentarzy ale po prostu ze zmęczenia.

Test łóżka zatem odbył się samodzielnie, tak jak rankiem gdy sporo po nim skakałem. Na szczęście konstrukcja jego jest dość wytrzymała. Solidne drewno i solidny sprężysty materac ;)

 

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 1152 dni temu dnia ·

Więcej wpisów