„Ekspierdzi od wszystkiego i niczego”


Tagi: , , , ,

Gdy zaczynałem pisać tę notkę biłem się w myślach sam ze sobą – czy podawać nazwiska i przykłady konkretnych blogów? Bitwa była burzliwa, ale zdecydowałem się zostawić całość inteligencji czytelników. Nie chcę wzniecać flejmów, a jedynie napisać o pewnym frustrującym mnie zjawisku znanym na Facebooku pod nazwą “nie znam się to się wypowiem”. Sam mam również fanpage traktujący o tym zjawisku.

Materiał przygotował: Michał Górecki

Tytuł wpisu autorstwa: Jacek Gadzinowski

To, że w internecie jest pełno specjalistów od wszystkiego wiadomo nie od dziś. Na każdym forum czają się spece, kwitnie “medycyna forumowa” – ludzie zadają pytania na forach, a inni ludzie im odpowiadają. Pytanie medyczne, często opisujące dość powazne problemy – choroby dzieci, czy własne. Zamiast pójść do lekarza – napiszę na forum.

Ale nie chciałem pisać ogólnie, chciałem napisać o konkretnym przykładzie eksperckości. Eksperckości blogów IT. Blogowanie stało się ostatnimi czasy bardzo popularne, a niektóre blogi traktujące o tematyce IT stały się wręcz platformami medialnymi zyskując kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy unikalnych użytkowników miesięcznie. To oczywiście powoduje olbrzymie zapotrzebowanie na treści. Moim zdaniem często niestety realizowane w sposób “ilość nad jakość”. Ilość notek wypluwana dziennie jest olbrzymia - gdybym miał czytać regularnie nawet kilka największych blogów codziennie musiałbym poświęcać na to dwie godziny porannego czasu – przecież są jeszcze blogi czy portale z innych kategorii które trzeba prześledzić.

Cały problem z jakością polega na tym, że blogi te próbują pisać bardzo szeroko i wypowiadać się na tematy na których autorzy po prostu się nie znają. Bo autorzy to zazwyczaj informatycy, czy “około-informatycy”, różnego rodzaju przedsiębiorcy internetowi itp. A przepraszam – klasyczny IT crowd zna się na społecznościach, czy reklamie tak jak chłopaki z “Big Ban Theory” na podrywaniu kobiet, albo organizowaniu imprez. Sorry. (Tak, tak, mam prawo sobie żartować z IT, wywodzę się z tego środowiska,  studiowałem na PW i PJWSTK, byłem adminem, pracowałem w helpdesku IT :P)

No dobra, dobra, do sedna. Co konkretnie mną tak trzęsie? Posty o Facebooku. Otóż z racji tego, że prawie wszyscy tam jesteśmy, to wiele osób myśli że zna się na jego mechanizmach jak mało kto. A to trochę jak wypowiadanie się o technicznych aspektach prowadzenia autobusu, czy o tym co kryje pod maską, przez pasażera który po prostu często jeździ autobusem.

Nadejście Google+ było dla sporej części IT crowdu wydarzeniem wielkim. Otóż otrzymali oni swojego własnego Facebooka – skopiowanego, ulepszonego i najważniejsze – WOLNEGO OD LUSERÓW. Admin’s dream – bez plebsu ;) Pozwala to formować kolejne teoriee o gatunkowej wyższości G+ nad fejsem – przecież nie ma tam paskudnych zdjęć rodzin z dziećmi ani innych tego typu rzeczy. Jesteśmy tylko my i nasze dyskusje branżowe, animowane gify, świeże memy i tym podobne. A ilość użytkowników G+ rośnie w zastraszającym tempie! Drodzy eksperci – tak, ale zapominacie o wskaźniku “minuty spędzone w serwisie” gdzie G+ dostaje porządny wpierdziel.

Google+ dostaje bęcki nie tylko od takich weteranów jak Myspace, ale od nowych graczy w stylu Pinteresta. Czemu? Bo zaniża sobie średnią sztucznie wygenerowanym tłumem zaciągniętym tam w wymuszony sposób – strzałka przy wyszukiwaniu, mechanizmy przy rejestracji gmaila. Podbija się wskaźnik założonych kont – spada wskaźnik realnie aktywnych. To chyba jasne.

Tak więc przy każdym “eksperckim” komentarzu o rychłej śmierci Facebooka będę śmiał się coraz głośniej. Niewątpliwie kiedyś nadejdzie jego kres, ale obecnie utrzymuje się wyjątkowo dobrze. Pomimo tylu ekspertów go zabijających.

Ale to jeszcze nic. Po ostatniej konferencji fMC blogosfera zahuczała, a różnego rodzaju “szpecjaliści” zaczęli tworzyć notkę za notką. Z “eksperckimi” komentarzami. Pierwsze dotyczyły oczywiście timeline’a. Oczywiście można wyrazić swoje zdanie o timelinie, o tym jak wygląda i o tym czy się podoba czy nie. Każdy ma swój gust. Co prawda śmieszy mnie niemiłosiernie jak wielki kurz wzbija się przy każdej fejsbukowej zmianie, jakie gruby oporu się formują, choć jeszcze bardziej śmieszy mnie jak szybko ludzie o tych zmianach zapominają i przechodzą nad nimi do porządku dziennego.

Czy w ogóle ktoś pamięta jak wyglądał Facebook 4 lata temu? No tak część osób pewnie nie, bo ich tam jeszcze nie było. Zapewniam – wyglądał zupełnie inaczej. I nikt nad tym teraz nie płacze.

Ale najlepsze są kolejne komentarze wieszczące rychły upadek Facebooka. “Strzał w stopę”, “gwóźdź do trumny”, “to już koniec”. Większość specjalistów zapomniała o tym, że na fanpage wchodzi mniej niż 4% fanów – większość interakcji z nimi odbywa się w widoku aktualności. To stamtąd też biorą się kliki, to tam się komentuje, czy lajkuje. Nie na fanpage’u. Mały detal, ale może warto o nim wiedzieć. Z tego punktu widzenia zmiany na fanpage naprawdę nie mają aż tak wielkiego impaktu na interakcję marek z użytkownikami. Ocenę wizualną pozostawiam każdemu – mnie akurat timeline bardzo się podoba, choć parę spraw bym zmienił.

Na koniec najważniejsze – creme de la creme! REKLAMY! Otóż Facebook dosłownie ZALEJE nas reklamami! Nadchodzi armageddon! Moja ulubiona blogerka technologiczna już go przewidziała, tym razem inne blogi dołączyły do niej. Nieważne, że większość z nich nie do końca ogarnia działanie reklam PREMIUM, nie wspomniawszy już o zapowiedzianym Reach Generatorze. Najlepsze jest to, że “specjaliści” przewidzieli armageddon zanim największe agencji reklamowe w Polsce poznały od przedstawicieli Facebooka szczegóły tych formatów! Nieważne. Opinia musi być szybko. Nawet tabloidowa.

Otóż drodzy “eksperci!” Omawiane reklamy PREMIUM nie grożą zalaniem was w którymkolwiek momencie. Koszt najtańszej kampanii to ok 50 tys zł, a kampania ta “wyklikuje” się stosunkowo szybko (rozliczana jest w CPM). Mało firm w Polsce przeznacza takie budżety na social, tym bardziej że to format mocno wizerunkowy – do rekrutacji fanów nadają się lepiej inne formaty.

A wspomniany “Reach Generator”, czyli mechanizm zwiększający dotarcie do fanów z komunikatami reklamowymi? To mechanizm dla fanpage’y o wielkości w okolicach 500 tysięcy fanów, koszt jego będzie kształtował się od 100, czy 200 tysięcy złotych miesięcznie w górę. Już? Zrozumiano? Ile firm będzie w stanie to zainwestować? Niewiele. Bardzo niewiele.

Reasumując – pomyślcie zanim coś napiszecie, szczególnie jeśli blogujecie na platformach które pretendują do bycia opiniotwórczymi. Nie musicie pisać 20 notek dziennie, i tak dla wielu osób to za dużo. Może lepiej skupić się na jakości?

I przede wszystkim piszcie o tym o czym się znacie. Nie każdy kto spędza czas na Facebooku zna się na mechanizmach jakimi rządzą się społeczności, na social media, nie wspomniawszy już o reklamie i mechanizmach nią rządzących. O tym zresztą pisałem niedawno na  blogu.

Hough.

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 1881 dni temu dnia ·
  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    Przeczytawszy ten wpis mam wrażenie, że jest to takie same „pierdu, pierdu”, jakie w nim jest krytykowane…
    Z moich osobistych doświadczeń z FB to od jakiegoś czasu UX stanowczo leci w dół. Co gorsza statystyki interakcji fanów z treściami z fanpage również pikują w dół – z raportu Fanpage Trendera pamiętam, że w PL i tak wygląda to nieźle jak na razie.
    I jeszcze jedno, co do czasu spędzanego na FB: ja przynajmniej tak mam, że odpalając rano Fejsa zostawiam go włączonego non-stop, choć w międzyczasie odpisuję na mejle, piszę dokumenty, etc. – prawdziwy insight wymaga odrobiny wysiłku, a nie bezwiednego „copy”+”paste” danych ;-)

  • http://www.newcommunications.pl nina kowalewska-motlik

    Dobra ma tylko 24 godziny i poza mediami społeznościowymi mamy też kilka innych drobnych spraw do załatwienia, jak praca, domowe obowiązki, rodzina:) Ja jestem na stałę zalogowana na Fejsbuku, więc zawsze mnie widać, co powoduje częste komentarze znajomych w innych strefach czasowych oraz cierpiących na bezsenność o tym czy ja w ogóle sypiam. Dostałam też ileś tam zaproszeń do Google+. Zaproszenia przyjęłam ale nie byłam tam jeszcze:)) Na fejsie jest miło i czasem zmiany wymagają przyzwyczajenia, ale tu są moi znajomi (realni i wirtualni) i tu toczy się moje wirtualne życie towarzyskie. Tu znajduję ciekawe informacje z mediów i tu poszerzam swoją wiedzę branżową, często dyskutując z autorami wpisów i blogów linkowanych na Fb. Lubię czytać wpisy eksperckie, nawet te, z którymi sie nie zgadzam bo pozwalają na otwartą dyskusję i polaryzację poglądów. Nie zniechęcałabym ekspertów, bo dzięki ich wpisom mamy okazję uczestniczyć w ciekawych dyskusjach i wspólnie wyciągać właściwe wnioski:)))

  • http://reklamuj-zycie.blogspot.com/ Artur R

    Zmniejszona interakcja na fanpagach może być wrażeniem złudnym. Otóż rzeczywiście na pojedynczych stronach wszystkie wskaźniki spadają w dół, ale to dlatego, że jest coraz więcej stron do likowania, komentowania, na które musi użytkownik podzielić swoje zasoby poznawcze.
    Bardziej martwi mnie to, że zapewne grubo ponad połowa klientów agencji social mediowych jest święcie przekonana, że ich posty widzą wszyscy ich fani, a w rzeczywistości jest to max 20-40%. To tak jakby sprzedać mailing do bazy 10 tys użytkowników a wysłać go tylko do 3 tys (oczywiście zgarnąć przy okazji należność za 10 tys ;)

  • http://www.youcanwake.com YOUCANWAKE

    Słuszne uwagi

  • http://www.i-em.pl/ MirekU

    G+ jest przede wszystkim ośmieszany przez rzecz tak godną pogardy jak Pinterest ;)

  • http://michalpalasz.pl/ Michał Pałasz

    Ale to chyba nie Ci tytułowi eksperci biją pianę, tylko mainstreamowa opinia, która również bloguje :) Albo nie dotarło do mnie. Tytuł natomiast bardzo klikalny, jak w wielkim serwisie informacyjnym ;-) Dzięki Michałowi za konkrety nt. nowych typów reklam.

    • Jacek Gadzinowski

      @Michał – stara dobra szkoła dziennikarska ;) w kwestii nagłówków. Kiedyś zaczynałem kariere własnie jako dzienniakarz/redaktor w serwisach internetowych i gazetach.

  • http://mediageeks.pl Michał Górecki

    Zmniejszenie się interakcji na fanpage’ach to normalne zjawisko, przecież zwiększa się ilość reklamodawców, zwiększa się szum. Co w tym dziwnego? Czy ATL dociera do wszystkich? Czy nie przegapiamy niektórych nośników outdoorowych? A print? C’mon, przecież to normalne zjawisko. Dotarcie z przekazem do 50% użytkowników (do osiągnięcia w skali miesiąca – SPOKOJNIE) to bardzo dobry wynik.

    Przypomnę tylko, że nie chodziło mi tylko o to, a o wypowiadanie się o sprawach o których nie ma się pełnego pojęcia, zbyt szybko, zbyt pobieżnie. Chodzi przede wszystkim o nowe formy reklamowe. Panika, zalew reklam, a okazuje się, że to forma na którą zdecyduje się w Polsce może jedna marka, może pięć. Nie więcej.

  • nka

    Wpis jest bardzo subjektywny, wywaluje emocje, „za i przeciw”, „ale dlaczego” itp. to dobrze, dobrze wywolac buzz i kolejne opinie wsrod „branzy” i tych komu sie spieszy do niej. Jak tam bylo: dziel i rządź :) Co poza tym, hmmm… jest malo wiarygodny i rzetelny. Tylko dlatego, ze chociazby mamy mala skale porownacza G+ a FB w PL, kazde dzialania ma za zadanie osiegniecie pewnych celow i benefitow z tym zwiazanych i czas kiedy te benefity osiagniemy. SM to jak sznurek za ktorymi pociagamy aby wywolac ruch w naszej laleczce – produkcie. Kazda sznurek powoduje dzialnia a czasem cta. Promowanie pewnych kanalow i uznanie wylacznie je jako sluszne mozna porownac do stwierdzenie: w organizmie sie liczy tylko zyly lub aorta. Kazde z nich ma oddzielne funkcje i zadania, tak samo jak i tu. Jezeli dotychczas za pomoca FB marka/produkt osiagnela wiecej niz za pomoca innego kanalu, to oznacza ze dotychczas myslelismy tymi samimi kategoriami i idziemy wciaz tym samym tropem. A to przeciez takie nudne, nieprawdaz?

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    @ Michał:
    Ale nie dyskutujemy o reklamie na FB wyświetlanej do targetowanej populacji użytkowników ale własnych fanach marki – mam nadzieję, że zauważasz różnicę
    @ Artur R
    z tą potrzebą podzielności uwagi to chyba nie tak do końca, bo jeśli dobrze pamiętam podsumowanie 2011 przez Fanpage Trender tylko 3,5 mln Polaków było fanami jakiegoś komercyjnego fanpage; po prostu FB to platforma do utrzymywania kontaktów, a marketing/reklama jest przy okazji

  • SSzary

    Szkoda, że bez nazwisk i cytatów byłoby konkretnie
    a tak to papka,
    pozdrawiam i gl

  • http://reklamuj-zycie.blogspot.com/ Artur R

    @Mirek: słuszna uwaga. Tej danej z Trendera nie pamiętałem :) Dzięki za przypomnienie.

  • http://socialdaddy.pl Social Daddy

    No to może wystarczyłoby po ludzku policzyć czasy aktywności tylko wśród rzeczywistych użytkowników G+? Wtedy zrozumielibyśmy może na ile atrakcyjny jest ten serwis dla ludzi, którzy go urzywają, a nie którzy mają na nim konto, bo założyli sobie Gmaila :)

  • Kasia M

    Ja tez chyba to ‚pierdu pierdu’ widze – to jak robienie wykladu na temat jak takich samych wykladowcow krytykowac. Poza tym, chyba nigdzie nie rozczulaja sie nad takimi sprawami (jak facebook czy G+) jak w Polsce. Facebook istnieje od dosyc dawna i nikt nie zmusza do korzystania z niego, czytania o nim itp. Swiat jest ogromny, tyle rzeczy sie dzieje, a tutaj wielka sprawa – facebook i dlugie wywody, filozofowanie na ten temat.

  • http://konceptika.pl Mateusz Miernikowski

    My widzimy zmniejszenie interaktywności na profilach z timeline’em – wcześniej było tak, że człowiek polubił reklamę, wszedł na profil, zobaczył, ze wpisy są super i po kolei lajkował/komentował. Teraz trudniej jest zobaczyć wpisy (ponieważ nie znajdują się od razu w polu widzenia) i interakcja spada – dla nas to niekorzystne

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    „Big Bang Theory”. Ale być może się nie znam ;)

  • makar

    Bylem ciekaw nazw blogow i co ? Wyszlo, tak jak myslalem, czyli nijak. Poza tym chcialbym rowniez przeczytac jakis artykul autora nt. blogerstwa, portali spolecznosciowych i ich wplywu na zycie ludzie w XXI wieku. Czy stajemy sie wyalienowanymi stworami czy pomaga to w naszym rozwoju (szerokopojetym) ?


Więcej wpisów