Nekrofile i zaklinacze Facebooka


Tagi: , , , ,

Podobno zdechłego konia nie da się przywrócić do życia? Ale nie… trwa taniec zaklinaczy, że wszystko jest OK, że marketing na Facebooku nadal ma sens.

Moim zdaniem, ma coraz mniejszy sens. To że nadal są tu tabuny ludzi, którzy uzależnieni są od Facebooka nic nie znaczy. W poprzednich miesiącach skutecznie budowano „chiński mur” zwany edge rankiem. Na początku grudnia 2013 ostatecznie przykręcono śrubę.

Rozległ się kwik dorzynanych właśnie social media firm, agencji i specjalistów. Zasięgi postów, komunikacji które szprycowano często marnej jakości postami, obrazkami o dupie Maryni, piąteczkach i kotkach ostatecznie „poleciały na ryj”. Teraz 5-10% dotarcie do zgromadzonej publiczności to rzecz normalna. Oczywiście zdarzają się odstępstwa od tej reguły, ale duże marki i duże fan page najbardziej dotkliwie to odczuły.

Facebook stał się zakładnikiem swojego rozwoju. Zbyt duża ilość informacji, zdjęć i filmów zapchała ostatecznie widoczność. Do tego doszło promowanie wszędzie form reklamowych. Tak oto zniszczono podstawy tego, po co ludzie przychodzili do Facebooka czy każdego serwisu społecznościowego. By utrzymywać ze sobą relacje. Jeśli to im się utrudnia, ukrywa dostępność znajomych lub wpycha nachalnie reklamę to skutkiem jest coraz mniejsza aktywność użytkowników serwisu. I używanie serwisu jako chatu, sms boxa czy skrzynki kontaktowej. Aktywności użytkowników są coraz mniej widoczne, zastępowane coraz większą ilością reklamy, która jest widoczna. A im więcej reklamy, tym mniejsza jej skuteczność (znany wcześniej efekt – reklama bannerowa)

Ewidentnie „przegięto pałę”, ale … nie ma co płakać. Każda taka sytuacja to czas by zastanowić się po raz kolejny czy firmy, marki powinny koncentrować swoje działania właśnie na tym narzędzi. Czy ciągłe komunikowanie się do zamkniętych społeczności swoich fan pages to właściwe działanie? Czy można zainwestować lepiej swoje złotówki czy dolary? Na pewno SME /MŚP coraz mniej tam osiągną jeśli w ogólne. Duzi? Płać i płacz.

Zaczęło się więc gorączkowe poszukiwanie alternatyw, których w zasadzie na szybko nie znajdzie się. By zaistnieć np. w Google, trzeba płacić i to nie małe pieniądze. By zaistnieć w Youtube, trzeba mieć ciekawe filmy i zbudowaną społeczność której zebranie trwa miesiącami i jeśli nie latami. Tam nie ma prostej drogi na skróty, może z pozycji marki szukać grup celowych w product placemencie czy plasowaniu produktów u twórców video (ale trzeba mieć pomysł). Może reklama w Youtube? Działa jak wyświetlanie spotów w TV, można spalić całkiem duży budżet.

Ale nie o tym… mimo prób nekrofilii i wskrzeszania artykułami branżowymi „niezbędności Facebooka”, przyjdzie czas podsumowań rocznych, oceny efektów i szans przez klientów. A wtedy może się okazać że działania na Facebooku drastycznie zostaną obcięte i zredukowane. Co wtedy zrobią agencje social media i specjaliści? Ich los na przełomie 2013/2014 jest mocno niepewny. Ci którzy się przygotowali i zdywersyfikowali swoje działania, ofertę przetrwają. Reszta zakończy swój żywot, tak jak umarły zasięgi w Facebooku i stosunkowo tani „facebook marketing”.

Czas powiedzieć jasno i dobitnie – on w zasadzie już umarł, w postaci którą znaliśmy w ostatnich 3 latach. Bo ile w końcu może trwać ten darmowy bal, ile mogą trwać durne posty o niczym, konferencje o virusach z koteczkami w roli głównej. Facebook dał prezent agencjom social media a teraz brutalnie upomniał się po prostu o to co jest mu należne, jako właścicielowi platformy.

Koniec balu, Panno Lalu.

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 1221 dni temu dnia ·
  • http://blog.kissmetrics.com/social-media-by-demographic/ Marcin Niewęgłowski

    O ile nie mówię RIP Facebookowi, o tyle nie wierzę w jeszcze szczerze intencje w kwestii dostarczania HQ contentu odbiorcom. Po prostu dostaną taką treść, za którą będzie podążać treść. Paradoksalnie zmiany zasad na Fejsie mogą służyć być może zdrowej weryfikacji podejścia wielu firm na FB. Jak wspomniałeś wiele z nich traktowało Fejsa jako tanie/ darmowe narzędzie promocyjne. Teraz będzie trzeba podchodzić z większą rozwagą, bardziej skupić się na badaniu poszczególnych wskaźników i na ich podstawie wydawanie pieniędzy w taki a nie inny sposób. Jak dla mnie rok 2014 może być początkiem czegoś nowego na FB albo początkiem jego końca.

  • http://www.uminski.co/ Sebastian Umiński

    Przy prowadzeniu dużych kampanii i fanpage’y dużych marek zmiana jest spora. Taka makroperspektywa pozwala spojrzeć poza najbliższy horyzont. Ale zwłaszcza jako prywatny autor wypisuję się z tego interesu z moimi treściami: http://www.uminski.co/index.php/2013/12/18/dlaczego-wycofuje-sie-z-facebooka/.
    Jacek, myślę, że twój ruch z kanałem na YT to też dobry kierunek. Ja nie mam czasu na składanie filmów, więc raczej przesiądę się na inne platformy.

    • Jacek Gadzinowski

      @sebastianumiski:disqus Czytałem Twój artykuł i podzielam to co napisałeś.
      Z YT próbuje, wiem ze to nie jest łatwe i proste. Budowanie tu zasięgu trwa i jeszcze mocniej zależy od jakości contentu. Tam nie ma łatwych „kotków i piątków”.

  • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

    To istnieje jeszcze jakaś forma płatnej reklamy, która w ogóle by działała?

  • Marzena L.

    W zupełności się zgadzam. Przeczuwałam to już w ubiegłym roku. FB zjada własny ogon. Alternatywa na pewno już jest. Kwestia eksplozji

  • Bartek Juszczyk

    Myślę, że to masy artykułów w temacie, o którym piszesz jacku, dorzucić należy niemal tyle samo szkoleń, w sumie uczących podstaw social media – a skoro płatnych, to i czaruje się rzeczywistość. W tychże szkoleniach przekazuje się najczęściej wiedzę wlaśnie sprzed owych kilku lat, ze wszystkimi, nieaktualnymi juz dawno wskazówkami. Trochę realizacji social media ninja’s :)

  • http://departament.org/ Bogdan Markowicz

    Niestety bardzo prawdziwe.


Więcej wpisów