Janek Lisewski padł


Tagi: , ,

Zaginięcie polskiego kitesurfera na Morzu Czerwonym – od stanu zainteresowania, poprzez euforię do totalnego odwrotu i kapitulacji… czy zastanawiamy się jak szybko tworzeni są w dzisiejszych czasach „bohaterzy mas” i gdzie ta popularność może prowadzić?

Uwaga: tekst jest skierowany do „szerokiej publiczności” a nie tylko „środowiska kitesurfingowego w Polsce”. Zawiera on wiele odnośników do materiałów medialnych z ostatnich dni. Nie jest odniesieniem merytorycznym do zaistniałej sytuacji. Obejmuje mocno wyrywkowo część medialnego szumu, który miał miejsce w ciągu ostatnich dni i trwa nadal. Jest subiektywnym artykułem autora, który był także małym elementem ostatnich wydarzeń. Nie ocenia on także postępowania Janka Lisewskiego oraz stanu jego przygotowań. To już pozostawiam zainteresowanym osobom.

Jan Lisewski – polski kitesurfer, który postanowił przepłynąć z Egiptu do Arabii Saudyjskiej pokonując ok. 200 km. Wyczyn ten miał być kontynuacją wcześniej podjętej udanej próby przepłynięcia ze Świnoujścia do szwedzkiego Ystad w zeszłym roku (mocno krytykowanej przez część środowiska kitesurfingowego, m.in ze względu na założenia wyprawy: „płynę bez asekuracji” czy też „problematyczne kwestie bezpieczeństwa”, przez część mocno docenianej jako „romantyczny gest wolności surfera i prawdziwego kitesurfingu”). Dwa tygodnie temu cierpliwie czekał na warunki wiatrowe, aż w ostatni piątek, zdecydował wypłynąć w kierunku Arabii Saudyjskiej… godziny dłużyły się, w godzinach mocno popołudniowych nie było potwierdzenia dopłynięcia do brzegu, a zamieszczana na stronie WWW kitesurfera wizualizacja sygnału GPS, „zatrzymała” się gdzieś w morzu… nikt nic nie wiedział, znajomi i rodzina zaczęła się mocno denerwować.

Środowisko kitesurfingowe, mocno na ten temat rozmawiało na kiteforum.pl, wymieniając się opiniami – często bardzo mało merytorycznymi co później podsycało mocno nerwową atmosferę i zrodziło atmosferę „polowań na czarownice” wszystkich ze wszystkimi (przy znikomej ilości dostępnych potwierdzonych informacji) lub powtarzania niesprawdzonych informacji. Znikoma część forumowiczów bardzo nerwowo komentowała poczynania MSZ, łącznie z wysyłaniem e-maili „mało parlamentarnych i dość nerwowych w formie” i dezawuując pracę arabskich/egipskich służb ratowniczych. Na bieżąco także, relacjonowano w sobotę i niedzielę wydarzenia na vortalach sieplywa.plsurfmag.pl unikając tam dokonywania bieżącej oceny i bezsensownych spekulacji.

Część środowiska kitesurfingowego informowała o kłopotach Janka Lisewskiego w mediach społecznościowych, głównie na Facebooku, próbując znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie tej sytuacji. Ja również uruchamiałem wszelkie możliwe kanały komunikacji, prosząc o pomoc i nagłośnienie sprawy. Znając potęgę mediów społecznościowych, które przekraczają wszystkie granice liczono (słusznie), że wspólnymi siłami sprawa dotrze do odpowiednich czynników i służb ratowniczych. W chaosie, który panował w pierwszych godzinach i działaniu „chmary osób zaangażowanych”, liczyła się każda minuta czy godzina, gdy Polak walczył o życie na Morzu Czerwonym.

Osoby (ze środowiska kite, z  Kiteforum.pl, z Facebooka oraz wiele postronnych osób) samorzutnie działały i uzupełniały się w „stanie wyższej konieczności” uruchamiając wszystkie znajomości, możliwości, poświęcając czas (zarywając dwie noce zeszłego weekendu) i środki finansowe nie oglądając się na rosnącą wokół krytykę czy też głosy, które poddawały w wątpliwość działania (zwłaszcza w komentarzach pod pojawiającymi się artykułami w mediach). Wymiana maili, informacji w mediach społecznościowych +telefony + rozmowy trwały na bieżąco. Wszyscy uzupełniali się, próbowali dostosować się do zmieniającej się sytuacji. Szukano pomysłów i oferowano rozwiązania. Tu z tego miejsca dziękuje – załodze Wykop.pl oraz Demotywatory.pl, która gościnnie zamieściła apel rodziny Janka Lisewskiego, o wszelką możliwą pomoc w celu odnalezienia zaginionego. Stworzyliśmy też specjalny event na Facebooku, gdzie wszyscy zainteresowani z Polski oraz Arabii Saudyjskiej i Egiptu – okolice Hurghady (ściągani do wydarzenia poprzez reklamę targetowaną) mogli wymieniać się informacjami. W międzyczasie w niedziele rano opublikowano informację o nagrodzie „10 tys. dolarów dla załogi statku, która znajdzie żywego Polaka” – był to już praktycznie ostatni „gest rozpaczy„.

Pierwsze zdjęcie i informacja o znalezieniu Janka Lisewskiego pojawiła właśnie w ramach Facebooka, gdzie członek Saudi RCC (Saudyjskich Służb Ratowniczych) -Abu Khalid A. (serdecznie dziękuje PRZYJACIELU!), poinformował o znalezieniu i podjęciu Polaka z wody oraz umieścił zdjęcie będące „dowodem życia”. Nie trzeba chyba bardziej wymownego znaku, potęgi tego nośnika. Jak i też możliwości wymiany informacji bez żadnych pośredników, agencji, czy też mediów.

Zdjęcie o którym wspomniałem szybko się rozeszło i rozładowało nerwową atmosferę panującą przez dwa dni weekendu. Powstawały memy /obrazki/, które rozładowywały napięcie, czy już później odnosiły się do bieżących wydarzeń w mediach.

Media i kitesurfer
Żyjąc w dobie tabloidów i szybkiej informacji , powinniśmy mieć świadomość że jego (Janka) historia jest warta dla mediów tylko parę cyferek w badaniach telemetrycznych czy też statystyk „klikalności”. I nie ma tu co krytykować mediów w „czambuł”, tak działa dzisiejszy świat.

A więc Janek Lisewski, polski kitesurfer:
- 2 dni sprzedawał się, ocierając się o „śmierć na morzu” : przykład Onet , WP, Fakt
- 1 dzień jako „cudowne ocalenie”: przykład TVP, MM Warszawa

- kolejne dni to: „zjawisko polskiej szarży” i „zastrzeżenia do pracy Saudi SARTVN , podsycone nieświadomie (?) paliwem przez samego zainteresowanego (Janka) m.in do spekulacji „historią z rekinamiOnet.pl, Gazeta Prawna (rekiny rosły w oczach każdego dnia!) czy też oceny pracy służb ratowniczych (media i „opinia publiczna” BARDZO NEGATYWNIE oceniły brak skruchy czy pokory kitesurfera). Wyglądało to nie ciekawie w kontekście wcześniej pojawiających się informacji ze strony MSZ „dot. pogróżek pod adresem Konsula w Arabii Saudyjskiej czy też MSZ” czy też wcześniejszego zaangażowania MSZ w sprawę. Biło rykoszetem w tych wszystkich którzy zaangażowali się w akcje ratowania Janka – internautów, środowiska, czy też wszystkich na miejscu w Egipcie /RSZ. Ludziom zrobiło się autentycznie przykro i nie miło. Zastanawiają się dzisiaj, czy było warto…angażować się w sytuację z Jankiem. Czytając komentarze, czy też słysząc ostre słowa” od znajomych.

Dalej temat „żyje już własnym życiem”:
- wyciągane są wątki poboczne dot. przeszłości kitesurfera, podnosi się wątek „40 tys. za promocję Gdańska” – TVN, Trójmiasto.pl, tak jakby wcześniej nie można było znaleźć tych informacji publicznie (?). W kontekście Gdańska i samego Janka Lisewskiego często się wypomina (w komentarzach pod wieloma artykułami) element nachalnej autopromocji zainteresowanego i nakręcania swojego bohaterstwa „opowieścią morską o 11 rekinach”.

- podnosi się temat kosztów ratownictwa, nie znając konwencji SAR (o ratownictwie morskim) czy też wręcz zasadności, sensowności ratowania ludzkiego życia. Nie sprawdzając podstawowych zasad działania konwencji…

- dokonywana jest obecnie ocena stanu przygotowania kitesurfera do wyprawy, ocena użytych urządzeń… /nawet w dość dosadny sposób jak przez firmę Korjar/ , która trafiła w dniu wczorajszym i dzisiejszym na Wykop.pl – 1 miejsce. Co zostało skontrowane przez samego zainteresowanego – Gazeta.pl

- pojawia się wiele krytycznych uwag, komentarzy które odnoszą się także do poprzedniego „wyczynu” Janka Lisewskiego /przepłynięcie Bałtyku oraz jego stan przygotowań/ oraz obecnej akcji ratunkowej na Morzu Czerwonym,  również ze strony „ludzi morza” czy też samego środowiska kitesurfingowego w Polsce, które mocno się spolaryzowało. Wraca ponownie „sprawa 11rekinów”, przedmiot teraz kpin i politowania.

- rykoszetem dostaje się jednemu ze sponsorów wyprawy:” … nazwę głównego sponsora BURN, którą ma na czapeczce, od dziś można tłumaczyć jako PRZYPAŁ … Polecam to uwadze specom od marketingu w BURNie.”

- gdzieś ginie aspekt człowieka, jego postawy, zamierzeń. To już nie istnieje. Czy też „romantyzmu wyprawy, bez asekuracji”.

- po kilku dniach, zaczynają się też pokazywać, bardziej stonowane i wielowątkowe spojrzenia, próby analizy: Gazeta

- temat wraca falami, między sprawą wypadku w Szczekocinach, transferu miedzy PO-Palikotem etc. I pewnie będzie tak jeszcze kilka, kilkanaście dni. Do czasu jak będzie atrakcyjny dla mediów i ludzi.

To się nazywa „cykl życia produktu” albo newsa (njusa), który przez pewną chwilę ucichł, gdy pojawił się tragiczny wypadek w Szczekocinach, którym media „żyły” przez dwa dni. Było zainteresowanie mediów (budowa wizerunku), był „hype” (cudowne ocalenie), po czym przyszła kapitulacja i desperacja (obecny moment burzenia wizerunku bohatera). Trzeba jasno powiedzieć, że informacja żyje w odcinkach, tzw. „setka”, czyli krótka wypowiedź na dowolny temat, w dowolnym kontekście danego artykułu czy reportażu. Dzisiaj głośna, jutro o niej wszyscy nie pamiętają, zwłaszcza tzw. opinia publiczna. Która często zachowuje się jak „stada lemingów”, bez żadnych refleksji.

Zapomina się o tym, gdy agencja typu PAP [info],  czy Reuters [info] umieści w swoim serwisie depesze… wtedy wiadomości rozchodzą się na wszystkie praktycznie media, które bez refleksji robią często „copy – paste”. Historia Janka i rekinów, tak teraz obśmiewana i wyszydzana, została skopiowana w setkach (największych) i tysiącach mediów światowych mediów. Bez żadnej refleksji i komentarza redakcyjnego. Wystarczy poszukać wyniki wyszukiwania w Google. 

Mechanizm „bańki zawsze jest ten sam”: od stanu zainteresowania, poprzez euforię do totalnego odwrotu i kapitulacji… niezależnie jakiej dziedziny naszego życia dotyczy. (na potrzeby tego artykułu zestawiłem wykres „baniek spekulacyjnych” z obecną sytuacją/postrzegania informacji).

Patrząc już po przylocie kitesurfera do kraju, na szum medialny…

Moim zdaniem bezwarunkowo powinien powstać obszerny OBIEKTYWNY, WIELOWĄTKOWY artykuł podsumowujący to co się działo (na dzień dzisiejszy nie widziałem takiego!!!) – z wypowiedziami osób rożnie patrzących na to co się stało, świadków wydarzeń, osób zaangażowanych, ale także obiektywnie patrzących mało przychylnie na Janka, lub które pokażą konkretne błędy które zostały popełnione. Nie wiem, czy będą osoby zdolne się podjąć tego wyzwania, gdy pojawią się już artykuły czy informacje, które częściowo zaczynają pokazywać obraz wydarzeń ostatnich dni. Nie jestem w stanie się do nich odnieść, ponieważ nie jestem ekspertem w sprawach bezpieczeństwa, systemów, czy też ratownictwa morskiego. Nie podejmuje się także, oceny „kalkulowanego ryzyka” i „stanu przygotowań”, które poczynił polski kitesurfer i skutków które mu ta kalkulacja przyniosła. To sam zainteresowany może stawić sytuacji czoła i dążyć do wyjaśnienia.

Obyśmy wszyscy z historii Janka i medialnego szumu, potrafili wyciągnąć właściwe wnioski. Powinniśmy zastanowić się przez chwilę jak „konsumujemy informacje” i jak szybko ulegamy zbiorowym halucynacjom. A Janek… nieświadom (?) został skonsumowany i przeżuty. Jako chwilowa atrakcja. Niestety bijąc w wiele postronnych osób, które działały w dobrej wierze lub w „stanie wyższej konieczności”. Bijąc w sposób oceny kitesurfingu przez postronnych, bijąc w możliwości zawodników w poszukiwaniu sponsorów…

PS. Jeśli pojawi się artykuł, o którym powyżej wspomniałem, dokonam update tego materiału.

Z góry przepraszam, jeśli ten artykuł nie zadowolił, wszystkich tych biegających z „pochodniami” i szukającymi linczu w komentarzach pod artykułami i newsami na portalach czy gazetach. Czy też tych, którzy zadają NAPRAWDĘ sensowne pytania i publikują informacje na temat wydarzeń które miały miejsce. Mam nadzieje, że niedługo zobaczymy obszerniejsze spektrum sytuacji, która miała miejsce na wodach Morza Czerwonego. Gdy piszę ten artykuł ciągle pojawiają się nowe szczegóły i nowe wypowiedzi.

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 1876 dni temu dnia ·
  • Joanna

    Jacku – znakomity tekst, dziękuję.
    Oby ludzie faktycznie nabrali dystansu do sieczki podawanej w mediach i zaczęli myśleć SAMODZIELNIE .
    „Telewizja, mój kolego, to antychryst i ośmielam się twierdzić, że wystarczą trzy lub cztery pokolenia, a ludzie nie będą wiedzieć, jak się samemu bąka puszcza, człowiek wróci do jaskiń, do średniowiecznego barbarzyństwa i do stanu zidiocenia, z którego pierwotniak pantofelek wyrósł już w okresie plejstocenu.”
    — Carlos Ruíz Zafón
    Cień wiatru

  • meme

    artykul sponsorowany – tak w skrocie moglbym podsumowac powyzszy tekst. niby obiektywny ale „racja i tak musi byc po naszej stronie” czyli po stronie tych ktorym mozna napluc twarz a oni twierdza ze deszcz pada.. tak tak, tych po stronie nieudolnego lisewskiego ! widze ze apel o pocisniecie w mediach (o co czyli marketing szeptany, apelowano na k-f) i wybielenie nieodpowiedzialnej wyprawy tego kit-surfera niektorzy podchwycili, jak np. autor powyzszego artykulu.

    • Jacek Gadzinowski

      @Meme
      1.Najwyraźniej inaczej rozumiemy komunikację w języku polskim. Nigdzie w txt nie znajdziesz pkt. o których piszesz. Są linki i odnośniki do różnych mediów i artykułów, forum/wpisów. Często bardzo krytycznych i jednoznacznych. Nie jest to obraz, 1 tylko strony medalu.

      Nie oceniam osoby kitesurfera, artykuł dotyczy mediów i do tego się odnośmy.

      2. Jak widzisz publikuje tez komentarz nieprzychylny by właśnie pokazać że sprawa jest wielowątkowa, a osąd różny.

  • meme

    szanowny autorze, laik (albo zapatrzony w siebie kitesurfer) zauwazy z pewnoscia ze to wszystko jest napisane prawie obiektywnie, ale niestety tak nie jest. intonacja i tak skupia sie na usprawiedliwianiu wyczunu janka, ot takie koncowe poklepanie po plecach… przyznam nie zadowolił mnie ten materiał, nie zadowalają mnie także prasowe krytyczne materiały ktore sa tendencyjne tak samo jak prezentowany schemat banki medialnej (po co to zamieszczasz ? taki psychologiczny trik aby czytelnik jednak zaprzeczyl negatywnej stronie oceny janka i swojej podatnosci na wplyw mediow ?), aczkolwiek czlowiek myslacy i odpowiedzialny sam wyciagnie wnioski jak interpretowac ten medialny szum jak rowniez poczynania lisewskiego przed i po całej tej akcji. j jeszcze na koniec to podsumowanie, ze janek zostal przezuty… no coz na wlasne zyczenie i dobrze ze tylko przez media a nie przez rekiny.

    • Jacek Gadzinowski

      @Meme –
      Powtórzę jeszcze raz. Nie oceniam osoby Janka Lisewskiego oraz jego wyczynu., nie ma i nie będzie tutaj ( w tym artykule) wybielania ani krytyki. Ten artykuł odnosi się do innych aspektów oraz mechanizmów.

      Są inne miejsca w sieci, które zostały zlinkowane w artykule – tam można się wypowiedzieć w tematach, o których wspominasz. Szkoda że często anonimowo, co znacznie wpływa na obniżenie poziomu dyskusji. Wolałbym by dyskusja jednak do czegoś pożytecznego doprowadziła a z tego wydarzenia wyciągnięto właściwe wnioski.

  • march_in

    no tak to raczej tekst o mediach i nas jako ich konsumentach.
    ciekawy wykres. moge prosic o linka do szczgolow tego wykresu?

  • meme

    ok, to faktycznie nie miejsce na dysputy. reasumując: mimo wszystko uważam, że to i tak najbardziej wszechstronny artykuł (i poniekąd analityczny) na temat wyprawy lisewskiego za morze :)

  • Grzgrz

    Sieczka sieczką – sam surfer mnie ani ziębi ani grzeje i tak długo jak wydaje swoje pieniądze krzyż mu na drogę. Natomiast szlag mnie trafia gdy słyszę, że dostaje kasę publiczną. Niezależnie od oceny przygotowań tudzież ego surfera – czy ktoś do jasnej anieli mógłby mi wytłumaczyć jaką to promocję otrzymać miało miasto Gdańsk (moje miasto) dzięki przepłynięciu gościa na desce z latawcem przez Morze Czerwone? Czy ja też dostanę 4 dyszki jak zdecyduję się pojechac na ostrym z Gdańska do Szczecina? Tego zdaje się też nikt do tej pory nie dokonał a rzecz jest równie niszowa… .

  • dn
  • gdereck

    Niestety, media już dawno uległy tabloidyzacji i tak funkcjonują jak funkcjonują. To samo dotyczy polityki i w zasadzie całego życia publicznego. Niestety mało kto rozumie te zależności i najchętniej zwala winę na dziennikarzy i ogólnie kogo popadnie. A ja powtarzam, że mamy takie media i takich polityków, na jakich sami zasługujemy.

  • Iła

    Podsyłam inny materiał . Już w Gdańsku miarkują się co to za gagatek. „Kolos na glinianych nóżkach” i do tego w japonkach!

    http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/527687,sami-sobie-lepimy-kolosa-w-japonkach,id,t.html

  • Wkurzony wodniak

    Ten kajciarz teraz chce wszystkich pozywac dookoła?
    http://www.tvn24.pl/28377,1737776,0,1,awantura-o-nadajnik,fakty_wiadomosc.html
    i o jakim embargu na TVN ten człowiek mówi?

    Sam sobie kopie medialna trumne, zamiast się pohamowac.
    PISem to pachnie, wszedzie widzi spiski.

    • Jacek Gadzinowski

      Do komentujących trafiających tu z różnych miejsc:

      Kilkadziesiąt komentarzy zostało skasowanych.

      Anonimowość nie oznacza chamskich wypowiedzi czy też używania bluzgów, insynuacji, rozpowszechniania plotek i domniemań. Takie komentarze są kasowane / blog jest w pełni moderowany – każda wypowiedz trafia do moderacji. Prosiłbym o kulturę wypowiedzi, i wypowiedzi merytoryczne.

  • http://es-blog.pl es

    Bardzo fajny tekst. Trafna analiza tego jak rozwijała się ta historia. Zgadzam się też z tym, że przydałby się zbiorczy tekst, który całościowo podsumuje tą sprawę. Bo zrobił się lekki chaos informacyjny.

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    Nie znam się na kitesurfingu, osobiście bohatera też nie znam więc nie będę zabierał głosu w temacie JL.
    Ale jeśli chodzi o współczesny model funkcjonowania mediów, a także SM, polecam rzucić okiem na pouczającą reklamę Guardiana, która świetnie pokazuje obecny model obiegu informacji http://www.youtube.com/watch?v=vDGrfhJH1P4
    „the whole picture” jest bardzo rozczłonkowany i trzeba odrobinę dystansu, zdrowego rozsądku i wysiłku by sobie wyrobić własne zdanie

  • Kladek

    W wproscie napisali, dlaczego nie mogli go szybko znalezc
    – Pan Lisewski wziął z sobą urządzenie do ustalania pozycji na lądzie. Dane, które otrzymywali ratownicy, były niekompatybilne z mapami nawigacyjnymi – tłumaczy Janusz Maziarz, kierownik Morskiego Ratowniczego Centrum Koordynacyjnego w Gdyni, który podczas poszukiwania Polaka na Morzu Czerwonym był w kontakcie z Saudyjczykami. System, którym posługiwał się Polak, był nieznany ratownikom zarówno stamtąd, jak i stąd. – Amerykański, będący poza globalnym systemem ratowniczym, płatny – mówi Maziarz. – Musieliśmy najpierw uzyskać zgodę na otrzymywanie danych, a później jeszcze je przeliczać.

  • http://jestKultura.pl Andrzej

    Świetny, wyczerpujący tekst. Ale też trochę straszny. Silne się stały te nasze media:)

  • aventura

    Zapewne gro kitesurferow, to ogarnięci fajni ludzie ale gdyby taka szopkę odstawił pełnokrwisty marynarz/żeglarz (nie mylić z weekendowymi rekreacyjnymi), to nikt by go już nigdy na łajbę nie wziął ani w żadnym porcie sympatią darzony nie byłby. Szczególnie mam na myśli zwrot kosztów akcji ratunkowej. Nie mam czasu teraz czytać SARowskiej konwencji ale gościa powinien obowiązywać jakiś kodeks honorowy. Pomijając konwencje międzynarodowe w polskim kodeksie morskim zawsze stało, że za ocalenie życia nie można rościć wynagrodzenia ale należy się zwrot kosztów akcji. Można się natomiast domagać wynagrodzenia za uratowane mienie. Wstyd jak stąd do Kapsztadu.

  • Tradycjonalista racjonalista

    Wytłumaczycie mi, dlaczego ten temat jest tak długo wałkowany? Co jest takiego interesującego w tym temacie?

    PS. W sobotę w Pcimiu Dolnym syn rolnika jechał polonezem bez prawa jazdy i wpadł do rowu. Uczył się obsługi poloneza dopiero w czasie jazdy … Interesujące prawda? :-)

    Poczytajcie tutaj co ten pan zrobil, uczył się dopiero GPS! http://niebezpiecznik.pl/post/kitesurfer-jan-lisiecki-uczyl-sie-obslugi-lokalizatora-gps-dopiero-w-wodzie/

  • alf

    Media jak media szukają sensacji, standardowo. Janek no cóż chciał wyprawę bez zabezpieczeń to niech ma, a później prosi o pomoc. Powinien zapłacić za ta akcje ratunkową, na która podobno narzekał.

  • Pablo_Wawa

    Jeśli chodzi o ten nadajnik SPOT, to zapewne ktoś mu (Lisewskiemu) go polecił (zapewne koledzy). A jak widać to urządzenie to raczej gadżet na „dzieci neostrady”, służący do pokazywania bieżącej pozycji osoby go posiadającej połączony z pokazywaniem tego na mapie (Google Maps). Nic więc dziwnego, że jest to amerykańskie rozwiązanie i pracuje w innym systemie (odczyt położenia), niż systemy ratunkowe (morskie). W SPOT dodatkiem jest system powiadamiania „ratunkowego”, w dodatku system niczego nie gwarantujący – do tego służą inne urządzenia. Które podobno Lisewski miał ze sobą (boję radiową), ale nie wiedzieć czemu nie użył (nie potrafił?). Jak dla mnie to totalny amator.

  • Hercules

    Kiedyś, w erze bez internetu, gpsu i komórek, za to z jedynym słusznym ustrojem, jeden z Wielkich Alpinistów „popełnił” artykuł pt. KAŻDY MA PRAWO ZABIĆ SIĘ W GÓRACH. I Jan Lisewski ma też do tego prawo. Ma prawo założyć trampki, polar i pójść zimą bez tlenu nie tylko na K2 ale i na Rysy.
    Jeśli mu się uda – gratuluję. Ale jeśli zamarznie – nie będę żałować. Jeśli zadzwoni na GOPR/TOPR – niech zapłaci za akcję ratunkową. I nie będzie miał prawa mieć pretensji o odmrożone nogi do producenta trampek, ani do Toprowców o długie czekanie.
    Ma prawo mieć fun, dokonywać wyczynów, ale musi za to sam płacić. Pieniędzmi, zdrowiem … i życiem. Swoimi (sponsorów) – nie cudzymi (ratowników, podatników).
    Jeszcze wcześniej polski Żeglarz spełniał marzenia swojego życia. Płynął samotnie dookoła świata. Gdy nie uzyskał zgody na zawinięcie do „wrogiego” portu popłynął dalej.
    Janowi Lisewskiemu proponuję prawdziwy wyczyn – przepłynięcie (bez zgód, zgłoszeń i ochrony) z Abchazji do Gruzji, albo z jednej do drugiej Korei. Mam jednak nadzieję, że to już nie będzie „njus” dla mediów.


Więcej wpisów