Gadzinowski.pl sprzedany?


Tagi: , , , ,

Załóżmy hipotetycznie że gdy czytacie te słowa autor bloga „jest w trakcie podjęcia procesu rozmów lub rozważa pojęcie takich kroków a proces rozmów jest obiecujący”  o związanie się ze sponsorem. Czy sponsoring bloga jest to naturalna kolej rzeczy, dopełnienie działalności czy też kolejny mały krok w rozwoju blogosfery w Polsce?

Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy firma lub marka zewnętrzna podjęłaby współpracę z blogerem. Na polskim podwórku, takie działanie przetestowałem z Maćkiem Budzichem (Mediafan.pl) jako marka Agito.pl . Warunki i zasady były przejrzyste, obie strony na tym tylko zyskały a Maciek pozyskał środki do rozwoju swojego bloga, opartego coraz bardziej na materiałach video. Przeczytać dokładniej możecie o tym we wcześniejszym wpisie przestawiającym sponsoring bloga.

Sponsorowanie bloga, współpraca z blogerem może opierać się na przyjaznych i nie inwazyjnych formach reklamowych. Marka, produkt nie muszą w 100% oblepiać swoja reklamą miejsca z którym się związały. Wszystko zależy od tego, na jakich zasadach się strony umówią i czy tego przestrzegają. Zależy to też od samego blogera, jego zasad i wartości które wyznaje. Jeśli dba on o swoich czytelników, treści które prezentuje i swoją wiarygodność z pewnością zadba by rozgraniczyć obie kwestie. Jak to w życiu, i tutaj w tego typu działaniach liczy się rozsądek.

Czasem go brakuje, gdy firma, marka oraz bloger poszukuje docelowego „złotego środka”. Weźmy na ten przykład informacje prasowe czy wręcz gotowe artykuły. Jeśli bloger dba o wiarygodność swojej marki niekoniecznie będzie zainteresowany kopiowaniem tego co dostanie (eufemistycznie to ujmując). Może z punktu wiedzenia agencji PR, takie działania jest efektywne (wyślę 200 informacji prasowych, może w co 20 miejscu się ukaże – mam 10% skuteczności, rozliczę się za „wycinki mediowie”). Ale w ten sposób, po pewnym czasie buduje się śmietnik a nie relacje. Są też przypadki, gdy proponuje się „stawkę za artykuł” np. 50 PLN lub 10 euro, jakby blog był tablicą ogłoszeniową. I pewnie w wielu przypadkach blogerzy (potrzebując środków finansowych), korzystają z takich okazji. Pytanie znowu, czy w ten sposób budują swoją markę, czy też ją trwonią. Każdy tutaj jest kowalem swojego losu. Pytanie jaką wartość mają takie „notatki prasowe” poza pasywnym „odbębnianiem wycinków prasowych”. Rzeczywistego zasięgu ani korzyści dla marki to w ogóle nie generuje.

Sponsoring , dobrze przemyślany – formą dotarcia do konsumenta

Próbuje się działać z testami sprzętu, wypożyczeniem go do opisów. Działanie ciekawe, przydałoby się tylko w takich testach opisywać tylko albo aż źródło pozyskania materiałów. A to nie zawsze następuje, czytelnik nie zawsze jest pewny czy czyta lub ogląda recenzję czy tekst reklamowy. Nie to że totalnie krytykuje ją formę działań komunikacyjnych, raczej odwołuję się do oznaczenia materiałów redakcyjnych powstałych na skutek współpracy firma – bloger. Są też przypadki, że blogerzy zapraszani są na konferencje prasowe lub imprezy branżowe. Kierunek właściwy, ciekawy. Inna sprawa co później z tego powstaje, na blogach. Jestem zdania że wszystkie te wymienione działania, jeśli są dobrze określone z poszanowanie czasu i wynagrodzenia „wprost” za pracę blogera są jak najbardziej na miejscu. Ale jeśli od początku jasno obie strony wyklarują sobie, czego od siebie oczekują i jak to komunikują odbiorcy danego bloga. Bloger ani tym bardziej firma, marka, agencja ją reprezentująca nie gryzie, nie szkodzi z założenia.

Firmy, marki i blogerzy zastanawiają się , czy i kiedy podjąć ze sobą „romans”. Rozmawiałem z wieloma firmami, agencjami PR czy interaktywnymi – zastanawiają się jak wejść w blogosferę, by miało to sens (część z nich obawia się niepotrzebnie „tych złych i okrutnych dla marek blogerów”). To nieunikniona tendencja która będzie się nasilać w kolejnych miesiącach (jest tego świadomość po obu stronach), przypadki działań z blogerami będą coraz częstsze, nie z mody a konieczności. Mimo różnej opinii na temat jakości pracy agencji PR, interaktywnych czy domów mediowych coraz bardziej są one świadome, że nie tylko tradycyjne formy marketingu internetowego działają (blogi stają się uzupełnieniem tradycyjnych mediów, często przejmując ich dotychczasową rolę). By dotrzeć do określonych grup odbiorców, będzie trzeba nawiązać współprace z tzw. influencers. I to nie tylko z branży typu komunikacja, marketing czy social media. Ale całego spektrum blogów samochodowych, modowych, żywnościowych, zajmujących się sprzętem komputerowym czy też szeroko pojętego lifestyle. Fakt tylko, czy obie strony (blogerzy i agencje/firmy) będą potrafiły znaleźć złoty środek. Na ile zrozumieją że zbytni przechył w stronę starych form reklamy przeniesionej tutaj niewiele zyskają. Tutaj największą i najważniejszą walutą jest wiarygodność i osoba z która podejmuje się ew. współpracę. To ona jest ew. przewodnikiem do świata osób, dla których jest jakimś tam autorytetem, wskazówką.

Wracając do mojej „sprzedaży”, możecie być pewni że jeśli nastąpi będzie ona w pełni z poszanowaniem obu stron. Mam przekonanie, że może stać się kolejnym małym krokiem, pozytywnym przykładem jak można wejść w relacje bloger – firma, marka i być w sytuacji WIN-WIN (zysk zarówno dla blogera jak i marki, produktu). Nie trzeba uciekać się do stosowania oblepiania, spamowania, marketingu szeptanego… można działać w sposób bardziej wysmakowany a przede wszystkim transparentnym. Bloger jak każda inna osoba, jeśli uzna za stosowne może pozyskać taką formę reklamy, od jego „kręgosłupa” zależy tylko czy z niej skorzysta czy też straci czytelników, swoją reputację. Jeśli dzięki sponsoringowi, rozwinie to miejsce i da coś konkretnego odbiorcom, rozwinie swoją pasję, zamieni swój czas na pieniądze… nie zazdrośćcie mu.   Spróbujcie wtedy i zobaczcie że blogowanie to nie jest taka łatwa rzecz jak się wydaje. To nie jest zabawa typu kopiuj-wklej.

Zatem, stay tuned.

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 2357 dni temu dnia ·
  • http://like-a-geek.jogger.pl Marcin Kosedowski

    Moim zdaniem sponsoring albo brandowanie blogów raczej się nie przyjmą z powodu pieniędzy.

    Miałem propozycję przeniesienia własnego blogu pod skrzydła znanego serwisu. Miałem pisać tak jak teraz, bez tekstów sponsorowanych, czasem zorganizować konkurs itp., a serwis wrzucałby własne reklamy.

    Niestety z rozmów wyszło, że zupełnie rozminęliśmy się z oczekiwaniami finansowymi. Serwis chciał płacić jak za kolejne parę tysięcy użytkowników, podczas gdy ja oczekiwałem raczej większej kwoty niż strona zarabia sama z siebie – jest przecież ryzyko, że część użytkowników odejdzie albo serwis wycofa się ze współpracy i zostanę bez bloga.

    Już pomijam fakt, że z dostępem do reklamodawców jaki ma serwis albo z możliwością przekierowania ruchu między różnymi witrynami blog zarabiałby więcej niż samodzielnie działająca strona.

    Niestety cena za obrandowanie ustalona na zasadzie „co najmniej tyle, ile blog zarabia sam z siebie” nie została zaakceptowana. Przedstawiciel serwisu chyba myślał, że samo umieszczenie znaczka „sponsorowany przez XX.pl” sprawi, że będę miał mokro w majtkach ;). No cóż, co by nie mówić blogi to dalej pamiętniczki.

  • http://www.brzoskowski.pl Bartek

    Cytując pewnych kabareciarzy „ja wiedziałem, że tak będzie – ja wiedziałem, że tak będzie” :) Wydaje się, że w Polsce robi się pogoda dla blogerów a wszyscy mają już dość omawiania „kejsu Agito” :) To bardzo dobre posunięcie, szczególnie w przypadku takiego blogu jak Twój – przyciągającego wyspecjalizowaną grupę osób. A że Gadzinowski się sprzedaje – no, jak mawia Dziennik Internautów, każdy bloger lubi być traktowany jak VIP, a przecież wiadomo, że VIP musi mieć kasę :)

  • http://www.kotarbinski.com Jacek Kotarbinski

    Bloger blogerowi nierówny :) I ( jak widać z powyższego) oczekiwania obu stron ( finansujacy/bloger) – rowniez. IMHO dla wielu reklamodawców, bloger może stać się swoistą „twarzą” marki, niekoniecznie będąc zaangażowanym w agresywną promocję. Jednak wymaga to hm.. „dojrzałości marketingowej” obu stron. To może sprawdzać się idealnie, gdy bloger jest fanem/specjalistą w danej kategorii produktu – „świadomy użytkownikiem”. A nie kimś przypadkowym, któremu stronę okleją reklamami … Dopasowywanie blogerów i ich potencjalnych sponsorów – to jest dopiero sztuka. Wszak w sieci jest mnóstwo stron tworzonych przez pasjonatów, które umierają bo nagle z pasją wygrywa czas, jaki poswieca sie jej zarządzaniu :)
    IMHO blogerzy stawać się będą trendsetterami swoich kategorii, ale z zastrzeżeniem ich prawa do niezależności i konstruktywnego krycytyzmu. Niestety, dla niektórych marketerów, całkowita niezależność blogera połączona z finansowaniem jego strony, może się okazać pigułką nie do przełknięcia:)

  • Paweł D.

    Życze Ci Jacku jak najlepiej, ale wiesz patrzy się przez duże liczby. Domy mediowe i agencje mają w tym interes by klienci i firmy nie widziały innych możliwości działań. Nie zarobia na Tobie tyle ile zarobią na kickbacku czy wycieczce fundnietą przez portal czy TV.

    Jeśli chcesz się przebić musisz uderzać bezpośrednio do takich firm i pokazać im właśnie to co piszesz. Że masz jakościowo 1000 razy lepsze dotarcie niż setki tysiecy wyświetlonych reklam graficznych. Masz dobry content, sporo ludzi Cię zna, jesteś cytowany poza blogosfera. Masz markę i działaj po prostu. Nie oglądaj się na narzekaczy. Ci zawsze będą Ci zazrościć. Twój blog jest sporo wart, jesli przeliczasz to na wartość finansowa i niefinansowa.

    Zyczyłbym sobie też, by agencje te od bannerków i video, vortali, www i innych świecidełek sprzedawanych klientom 3-5 razy drożej niż powinny zastanowiły się że jest inny sposób robienia dobrego marketingu w siecie. Może np. w taki sposob, jak sponsorowanie blogów. Ale to już wymaga, ściagniecia klapek z oczu i zaprzestania tracenia czasu na Facebooku na wklejanie zdjęć i komentarzy we własnym środowisku.

  • http://paweltkaczyk.midea.pl Paweł Tkaczyk

    Myślę, że kluczem do sukcesu jest tu rozróżnienie, czy marka sponsoruje blog, czy blogera. Wbrew pozorom, to nie jest to samo. Sponsorowanie blogu to oblepienie go reklamami, jakieś wymagania itp. Sponsorowanie blogera to, tak jak napisałeś w przypadku Maćka Budzicha, danie mu pieniędzy na rozwój i zaufanie w kwestii realizacji kontraktu reklamowego. Jak ze sportowcem – przecież nikt od nich nie wymaga wygrywania zawodów. Ale kiedy wygrywają, pojawiają się reklamodawcy. Tak samo powinno być z blogerami. Dostaje pieniądze na rozwój i jeśli je dobrze wykorzystuje (zdobywa Czytelników, a nie zraża ich, sponsor jest widoczny), wszystko działa. Jeśli nie, sponsor się wycofuje. I tyle :)

    Analogii do sponsorowania sportowców przy sponsorowaniu blogerów można przytoczyć więcej. I to reklamodawcy powinni poczuć.

  • http://www.stempniak.com Paweł Stempniak

    Kilkakrotnie przygotowywałem akcje polegające na współpracy z bloggerami i oto kilka moich spostrzeżeń:

    1. Rozpoczęcie takich działań wymaga odpowiednich priorytetów jeśli chodzi o cele działań. Nie liczy się zasięg. Liczy się wpływ. Dlatego kluczowy jest dobór odpowiednich osób (bloggerów) do marki/produktu.

    2. Relacje z bloggerem należy rozpocząć tak, jak nową znajomość z każdym innym człowiekiem ;) Banał? W świecie korpo/markom/pr niekoniecznie. Patrz pkt 1 – blogger to nie liczba wskazująca zasięg jaki uzyska nasz komunikat!

    3. Trzeba szukać korzyści w obszarach marka+blogger+czytelnicy – jeśli nie znajdziemy „wartości dodanej” dla każdej z tych grup to trzeba jeszcze raz przemyśleć czy współpraca z bloggerem to dobry pomysł.

    4. Należy pamiętać, że na blogu jego właściciel jest „in charge” – jeśli nasz produkt jest „suck big time”, to nie możemy mieć pretensji do bloggera jeśli podzieli się tym ze swoimi czytelnikami. Współpraca z bloggerem nie sprawi, że produkt/akcja nagle stanie się cool! ;)

    5. Wzajemne relacje i oczekiwania najlepiej spisać w punktach wspólnie z bloggerem. Lista powinna sprawić, że obie strony czują się swobodnie i wiedzą jaka jest ich rola w działaniach.

    A wracając do zasięgu – myślę, że przy relatywnie niewielkich nakładach można dotrzeć do dużej grupy super fajnych ludzi właśnie dzięki współpracy z odpowiednimi bloggerami. O wiele efektywniej niż „tradycyjnymi” kanałami.
    Smuteczek blogosfery polega jednak na tym, że nie w każdym temacie znajdzie się bloggerów odpowiednio wpływowych i budujących silne relacje ze swoimi czytelnikami. Dla mnie benchmarkiem takich relacji zawsze są polskie (i nie tylko) „szafiarki” :D

  • http://www.agencjasocialmedia.pl Kamil Niemira

    Paweł ma rację,

    Myślenie o tego typu sprawach trzeba zacząć od tego gdzie krążą pieniądze. A one, w skrócie, nie krążą wokół blogerów. Poza jednym Kominkiem (o którego rzeczywistej kondycji finansowej też w sumie nic nie wiemy) i który przede wszystkim nie jest blogerem „fachowym”.

    Warto jednak zwrócić uwagę na to co napisał Paweł D. – bo on jasno pokazał, gdzie tu jest pies pogrzebany.

    Idziemy ścieżkami bardziej rozwiniętych krajów. I tam – gros blogów podobnych do Twojego czy też mojego służy do wyrażania poglądów i opinii ich autorów, którzy dzięki temu budują swoją pozycję (Owyang, Godin) i ją monetyzują jako autorzy książek, publicyści, konsultanci. Na zachodzie niektórzy z nich mają tam wprawdzie jakieś reklamy i to pewnie o wiele lepiej płatne niż te u nas (i zasięgi inne i kraje większe i bogatsze) ale prawdziwą kasę tłuką gdzie indziej.

    U nas też się pojawiają blogi fachowe próbujące być takim polskim TechCrunchem. I to droga w fajnym kierunku, ale rynek bidny strasznie. W jedną czy też pięć osób, bez kapitału tego się nie da zrobić. Albo inaczej – da się, ale zanim kupi to Agora po drodze czeka ich wylanie wielu łez, potu i krwi :)

    Pozostaje jedna kwestia, która dla mnie, jako byłego dziennikarza jest niezwykle ważne. Wiarygodność.

    Pracując w gazecie koleżeństwo z działu reklamy znałem z korytarza. Nawet jeśli pojechałem po jakiejś firmie jak po łysej kobyle, w wyniku czego ona się obrażała i wycofywała z tytułu reklamy, to miałem to gdzieś. Ba! Nawet o tym nie wiedziałem! A naczelny, który przecież odpowiadał też za wynik finansowy – jedyne co robił, to klepał mnie po plecach mówiąc – OK, dobry tekst.

    Bo porządne media zdają sobie sprawę z tego, co jest ich największą wartością – wiarygodność dla czytelnika/widza/słuchacza.

    Czy na to może pozwolić sobie bloger będący dziennikarzem/działem reklamy/właścicielem medium?

    Siłą rzeczy – nie. Zawsze będzie omijał tematy „śliskie”, które mogą go pozbawić dochodów. To nie jest kwestia jego braku etyki, tylko piramidy Maslova.

    A czytelnicy, prędzej czy później, to wyczują.

    Reasumując; to ryzykowne „sprzedawać bloga”. Sprzedawać na nim reklamy – jak najbardziej. Tylko, że w życiu za nie, nie otrzyma się tyle, co za jedną stronę w miesięczniku. Niekoniecznie okładkową.

  • http://jacekjankowski.pl Jacek Jankowski

    Paweł idealnie podsumował zadania jakie musi najpierw wykonać Marketer i uświadomić sobie bloger

    Trzeba też pamiętać, że nie jest ważny zasięg bloga (jako strony www), tylko wpływ bloggera i jego treści. Treści mogą przecież opublikować się, zostać przeczytane po za blogiem.

  • http://www.blog.kurasinski.com Artur Kurasinski

    Kilka lat temu wybuchla „afera” w polskiej blogosferze zwiazana z Mackiem Budzichem i sponsorowaniem przez Agito jego bloga. Wszyscy negatywnie komentujacy liczyli zyski, wysmiewali stosunek koszt / efekt, drwili z firmy i z Macka. Minelo kilka lat i dzis Kominek dostaje 100k na podroz do US, Maciek Budzich, Natalia Hatalska reklamuje soft MS na billboardach a blogerzy przepytuja kandydatkow na urzad Prezydenta na rowni z dziennikarzami mainstreamowymi.

    Czasy sie zmieniaja i wszystko wskazuje na to, ze oczywiscie zasieg, liczby RU i PV zaprzataja glowy marketerow ale na szczescie nie wszystkich. Bardzo sie ciesze, ze blog Jacka bedzie mial patrona bo to oznacza kolejny kamyczek w przełamywaniu stereotypów w branży.

  • http://www.socialguru.pl Przemek Staroszczyk

    Zadziwiające jak bardzo nadal temat współpracy z blogerami jest niezbadanym lądem dla marketerów. Przecież da się znakomicie wypracować relacje i poziom współpracy między marką (firmą), a blogerami. Ale…
    Należy pamiętać, że bloger to człowiek który poświęca się swojej pasji. Często robi to kosztem rodziny, wolnego czasu. Jeśli marce zależy na dobrych relacjach musi coś od siebie dać. Czy będą to pieniądze, czy dostęp do informacji lub produktów to już sprawa do uzgodnienia. Jeśli chcemy stworzyć pozytwne relacje z grupą blogerów trzeba poświęcić im swój czas. Oraz wiedzieć z kim się rozmawia. Inaczej będę traktował blogera mającego swoją markę, inaczej blogera mającego to coś, co może stać się zaczątkiem jego marki.

    Kolejna sprawa, to komunikacja. Rozmawiamy, uczymy się siebie i dogadujemy szczegóły współpracy w taki sposób by obie strony były zadowolone. To że jest to możliwe pokazują case Agito, Kominka i…

    Sam współpracowałem z blogerami i uważam, że z każdym można się dogadać. Trzeba tylko wiedzieć czego chcemy, co możemy im zaoferować i czy dla nich ma to wartość.

    Ale znów, w dobie w której dotarcie do niewielkiej, ale mającej siłę oddziaływania grupy jest IMO większą wartością niż tysiące fanów których aktywność ogranicza się do „lajkowania” i bycia fanem, współpraca z blogerami powinna być jednym z ważniejszych działań marketingu społecznościowego. Tworzenie liczących tysiące fanów stron marki to świetne działania, ale jeśli chcemy dotrzeć z informacją, czy produktem do osób które puszczą informację dalej, nie obędzie się bez współpracy z blogerami.

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    Przede wszystkim mnie cieszy „pogoda dla blogerów” ;) bo przecież nie tak dawno jeszcze niektórzy za bardzo oszołomieni uważali, iż blogosfera jest już martwa – a to raczej brakowało dobrych pomysłów jak można blogerów i blogi zaangażować do działań marketingowych marek
    Patrząc przez pryzmat własnych doświadczeń, jako e-marketer uważam blogosferę i media społecznościowe za bardzo ciekawy kanał komunikacji, który daje niespotykane gdzie indziej możliwości dialogu odbiorców z marką, czy budowania zaangażowania – to ciekawy przykład tryvertisingu
    Warto oczywiście zrobić to „z głową”, czyli w przemyślany sposób, poszukując naturalnych punktów stycznych między marką a blogerem
    Ciekawym polecam wywiad z marketerem BK nt. akcji Kominek w USA
    a Jackowi życzę gorąco sukcesu w negocjacjach z potencjalnym sponsorem :D

  • http://www.ventureadventure.pl Marcin Osman

    Moje zdanie na temat komercjalizacji bloga jest następujące:

    1. blog jest własnością autora i może na nim współpracować z każdym z kim tylko mu się zamarzy, pod warunkiem iż tą działalnością nie robi nikomu szkody/krzywdy (szczególnie swoim czytelnikom)

    2. fakt komercjalizacji powinien być zakomunikowany czytelnikom, dzięki temu wszyscy wiedzą na czym stoją

    3. w sieci są przykłady blogerów, którzy żyją właśnie dzięki temu, że ich blogi pozwalają im „związać koniec z końcem” a jednocześnie nie tracą na swojej jakości

    4. firmy z całą pewnością przełamią się i będą częściej zapraszać blogerów do współpracy, pod warunkiem, że…. będzie kogo zaprosić ;)

    5. Jeśli jako bloger „się skomercjalizuję” i to pozwoli mi rozwinąć skrzydła to super, bo właśnie o to chodzi.

    A jeśli czytelnicy odejdą za powód podając to, że na blogu jest więcej „logotypów”, to czy będzie to faktem, czy tylko wymówką mającą na celu zamanifestowanie, że poziom postów obniżył swoją wartość/jakość?

  • http://www.aleksander22.wordpress.com Adam Przeździęk

    Przyłączę się do większości, która wskazuje kciuk uniesiony w górę. Przykłady Maćka z Agito i teraz również Niego i Natalii w totalnym mainstreamie są zjawiskiem, do którego warto się przyzwyczaić. Ludziom znudzili się troszkę ciągle Ci sami ludzie promujący różne produkty, często bez żadnej z nimi więzi, ot tak dla siana. Wiadomo że jest to podstawa takiej współpracy, ale co jeśli dodamy do tego przekonanie do produktu osoby która go reklamuje? nie jest to wartość dodana?

    Niech się dzieje takich akcji jak najwięcej bo jesteśmy mocno w tyle jeśli chodzi o inne kraje. Jacek, nie zastanawiaj się, dobrze wiesz że rozwój to podstawa. Kominka też tylu ‚znawców’ krytykowało. Gdy akcja się rozpoczęła i przynosiła efekty nagle ich nie było. Trzeba patrzeć ciut dalej niż oni. Podoba mi się, co napisał Artur „Bardzo sie ciesze, ze blog Jacka bedzie mial patrona bo to oznacza kolejny kamyczek w przełamywaniu stereotypów w branży”. Jaką tą branże sobie stworzymy, taką ją będziemy mieli.

  • https://www.gadzinowski.pl Jacek Gadzinowski

    Tak na marginesie….

    „niektórzy” mowili ze branding i blogowanie nie ma sensu… przykład z dnia dzisiejszego: ciezka praca nad wiarygodnoscia poplaca – TVN24, Bankier, Puls Biznesu, IDG i dwa zaproszenia na płatne konferencje. Urobek z 1 dnia, na ktory nie ma czasu. Sponsoring traktuje jako kolejny krok, i cieszy mnie ze w komentarzach do wpisu jest zdrowy rozsadek. Na pewno wyważe wszystkie za i przeciw.

  • http://JestemBlogerem.pl Arek Cempura

    Dlaczego nie? Można. Kwestia celu, który ktoś chce osiągnąć dzięki sponsorowaniu blogu/bloggera. Jak już wcześniej przytoczono, to trochę jak sponsorowanie sportowca/aktora.

    Trzeba mieć jednak świadomość, iż to przekłada się na niebezpieczeństwo dla blogu/bloggera, gdyż on po tym „celu” może być niewiarygodny, może stracić swoją wartość.

    Ta decyzja dla blogu/bloggera musi być korzystna: wizerunkowo, finansowo.

    Dygresja: mnie bloggerzy w reklamie Windy Siódmej nie przekonują, ale może to dlatego, że to … Windows :)

  • http://bonarowski.wordpress.com Michal Bonarowski

    Jako osoba od dawna obserwujaca, rzadziej komentujaca i conieco doswiadczona w praktyce mediowej moge zakladac, ze zachowam obiektywizm ;-).
    A powaznie:
    1. Blog jako narzedzie zasiegowe nie ma znaczenia w porownaniu do pierwszej lepszej sieci reklamowej.
    2. Bloger jako narzedzie wywierania wplywu ma wieksze znaczenie, chociaz nie sadze, zeby model biznesowy blogera-influencera-trendsettera sponsorowanego dal sie zastosowac w skali masowej.
    3. Jakkolwiek znamy przypadki sponsorowania blogow/blogerow, to jednak przypuszczam, ze takie dzialanie z perspektywy marketerow to dlubanina, ktora w wiekszej skali okaze sie malo efektywna.
    4. A propos Kominka to prosze zauwazcie, ze wartosc tego sponsoringu dla wielu sprzedawcow w wysokozasiegowych mediach internetowych jest do osiagniecia w kilka dni. W tej branzy coraz mniej jest czasu na koronkowa robote.
    5. Blogerom, ktorzy otrzymuja obecnie oferty sponsoringowe radzilbym przyjac je i odlozyc na czarna godzine. Zlote czasy sponsoringu blogerow to wedlug mnie przejsciowa fanaberia marketerow.
    6. Co do etycznej strony tej sprawy, to o ile tresci sponsorowane sa oznaczone w sposob zrozumialy i czytelny dla odbiorcow, wszystko jest ok.
    7. W blogach, jak w zyciu, liczy sie jakosc trzech skladnikow: kontentu, kontekstu i emocji. Jesli one sa ok, to nie przeszkodzi i choinka boksów. Ich brak jest prosta droga do zapomnienia.
    Pozdrawiam.
    Mb

  • Radek Kuleszewicz

    Moim skromnym zdaniem:

    1. Blog funkcjonuje dla czytelników. Gdy nie ma czytelników – nie ma bloga. A z punktu widzenia czytelników najważniejsza jest jasna, czytelna relacja między blogerem a sponsorem.

    2. Jasna relacja to prosta relacja. Idealna (klasyczna) sytuacja wygląda więc tak, że bloger robi swoje, a marka grzeje się w świetle jego wpływu i tym samym buduje swój pozytywny wizerunek wśród czytelników. I nic więcej.

    3. Dobrze, gdy wzajemne relacje i oczekiwania marki oraz blogera znają również czytelnicy. Wówczas wszystkie 3 strony czują się równie swobodnie i wiedzą jaka jest ich rola.

    4. Ciekawy model mógłby wyglądać tak, że marka = uprzywilejowany czytelnik. Myślę, że na takiej relacji marka mogłaby wiele zyskać. Jak tę strategię wdrożyć w praktyce? To już kwestia taktyki oraz egzekucji…

  • http://jacekzawadzki.com Jacek Zawadzki

    Po pierwsze niewłaściwa jest retoryka. Mówienie o „sprzedawaniu” bloga lub siebie od razu narzuca określony tok myślenia o sprawie. Nie sądzę, żeby Jacek chciał komuś oddać bloga, by jakikolwiek prawdziwy bloger chciał to zrobić.

    Nie tylko marketerzy muszą zmienić swoje podejście do blogosfery, mediów społecznościowych, ale również sami blogerzy muszę zacząć myśleć o sobie w kategoriach uczestników rynku medialnego. Mówienie o sprzedawaniu się od razu wznosi mur.

    A rynek medialny zmienia się radykalnie. Któryś z przedmówców argumentował, że redakcje tradycyjnych mediów mogą sobie pozwolić, żeby nie zginać karku przed reklamodawcami. Kiedyś tak było. Przez kilka lat pracy w mediach obserwowałem gwałtowne osłabienie wspomnianego karku. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że w wielu redakcjach, także tych dużych, znanych, ogólnopolskich, dział reklamy lub marketingu ma bardzo istotny wpływ na linię redakcyjną. Nie wspominając już o mediach branżowych, gdzie dział reklamy wręcz programuje cały numer. Dlatego dzisiaj dobry bloger może być lepszym gwarantem niezależności, rzetelności niż duża redakcja.

    Wyrabianie marki wymaga jednak pracy i konsekwencji. Tak, żeby bloger potocznie nie kojarzył się z pryszczatym nastolatkiem i wybrykami gimnazjalistów utrwalanymi telefonem komórkowym. Na szczęście wizerunek się zmienia. Zanim jednak zrozumieją to koncerny, właściciele marek, ogromna praca jest do wykonania po stronie agencji PR, interaktywnych. To one muszą przekonać klienta, że na liście osób zaproszonych na konferencje nie muszą być tylko nazwiska zblazowanych dziennikarzy z ogólnopolskich tytułów, ale media to także blogerzy-fachowcy. Pamiętam, kiedy na konferencji przed wprowadzeniem do sprzedaży czytnika eClicto na konferencji był obecny Paweł Wimmer. Był aktywniejszym uczestnikiem konferencji niż zblazowani dziennikarze. Został dostrzeżony i jako jeden z pierwszych testował urządzenie w praktyce. Ale on sam wykonał pewien wysiłek, tak jak dziennikarz, który szuka tematów. Jeśli bloger, nawet najbardziej profesjonalny, będzie tylko siedział za biurkiem i czekał… Blogerzy muszą zrozumieć swoją rolę na rynku i aktywnie uczestniczyć w życiu, np. branży o której piszą. Inaczej pozostaną tylko „pamiętnikarzami”.

  • http://enjoywroclaw.wordpress.com Michał Strzępek

    Dlaczego nie? Nie wielu blogerów ma szansę na to, że jakaś marką się nimi zainteresuje i zechce nawiązać współpracę. Przede wszystkim najważniejsze jest określenie zasad i oczekiwań stron. Wszystko powinno być przejrzyste. Choć mnie trudno byłoby uwierzyć, że ‚bloger’ taki jak np. Jacek, który swoją renomę i markę buduje od dłuższego czasu, zacznie pisać artykuły pod sponsora i mówiąc kolokwialnie „sprzeda się”. To przecież droga donikąd. I bardzo krótkowzroczne. Produkty same mogą się bronić i nie potrzebują fałszywej reklamy. Blog jest po to tylko, żeby łatwiej trafić z ofertą do potencjalnych klientów, którzy będą zainteresowani produktem. Prosta zasada ma tu zastosowanie: win-win. Niczego więcej nie trzeba. Bloger ma środki na rozwój, a sponosor szansę na dotarcie ze swoją ofertą do nowych klientów i wzmocnienie wizerunku. Należy tylko podchodzić do tematu uczciwie i na początku określić zasady współpracy. Sponsor musi rozumieć, że blog to nie tablica ogłoszeń, a wpisy na blogu to nie artykuł sponsorowane. Recenzje produktów są zdecydowanie lepszym rozwiązaniem:)

  • szymon_symanski_bf@op.pl

    Pomysl ze sprzedarza bloga wydaje mi sie bardzo ciekawy, zwlaszcza w ukladzie win-win (bloger-firma). Ciekawe tylko, na ile czytelnicy dolacza do tego „win”… Czy bycie transparentnym bedzie oznaczalo, ze fakt sponsoringu bedzie jawny i wiadomy wszystkim czytajacym?


Więcej wpisów