Fakty o Grono.net i polskim social media


Tagi: , , , , ,

Mikołaj Nowak – wieloletni pracownik Grono.net  opowiada o szczegółach pracy w pierwszym polskim serwisie społecznościowym oraz sytuacji w branży Social Media w Polsce i dziennikarstwie.

Przedstaw się i powiedz skąd wziąłeś się w Grono.net?

Mikołaj Nowak – miałem przyjemność być jedną z pierwszych osób w Polsce, która pełniła funkcję dzisiejszego Community Managera (osoby odpowiedzialnej za społeczność). Byłem pierwszym specjalistą tego typu w Grono.net – „internetowej społeczności przyjaciół” należącej wtedy do firmy Brandlay.

Założeniem Brandlay była realizacja projektów specjalnych – takich jak ten serwis.  Jednak skala była tak ogromna, że Grono pochłaniało całość zasobów firmy, więc została ona przekształcona w Grono.net Sp. z o. o., a następnie Grono.net S.A.

Skąd się wziąłem w Grono.net? To proste – z… grona.  Byłem tzw. „heavy user”, często udzielałem się na gronie administracyjnym stworzonym przez jednego z założycieli serwisu. Niestety, nie mieli oni czasu na zaawansowane komunikowanie się ze społecznością, co budziło frustrację i rodziło konflikty na forum.

W pewnym momencie zacząłem po odpowiadać za nich innym użytkownikom. I tak – po nitce do kłębka – zaproszono mnie do siedziby firmy przy ul. Opaczewskiej. W ten sposób zostałem tam na kolejne 4 lata. Nie było wtedy na rynku Community Managerów, Content Designerów i tych innych – często pompatycznie brzmiących – stanowisk. Był to 2005 rok.

2005-2009, dlaczego Grono.net nie udało się zostać polskim Facebookiem? Możesz o tym opowiedzieć więcej?

Jasne. Można to zrzucić na niefart, bo serwis nad którym pracowaliśmy, miał wszelkie predyspozycje do tego, żeby osiągnąć międzynarodowy sukces.  W pewnych aspektach taki osiągnął – głównie IT. Grono miało doskonałych programistów, którzy przepisali je z Javy na Pythona – aby w ten sposób je zoptymalizować i dopasować do nowoczesnej technologii. Był to wyczyn na skalę światową.  Zarząd inwestował w najlepszych ludzi; możliwości te przyszły zaraz po pozyskaniu inwestora i to nie byle jakiego, bo Grono.net zwróciło uwagę samego Intel Investments.. Bez wątpienia właśnie ten polski serwis miał jeden z najlepszych działów IT w Polsce, a może nawet w całej Europie.
Ogromne szczęście miała ówczesna Nasza-Klasa.pl (2006+) – dziś NK.pl. Na niej której swoją  uwagę skoncentrowała telewizja, ale także inne – tradycyjne – media. Niemniej zadziałała  „magia TV” i poszło lawinowo. „NK” powstało po Gronie, ale prześcignęło je dzięki nagłośnieniu i konkretnemu USP. Zauważ, że przysłowiowe „5 minut” tego serwisu skończyło się wtedy, gdy ten cel został masowo zrealizowany – znalezienie znajomych, umówienie się na piwo, retrospekcje, przekazanie kontaktu, utrzymanie kontaktu bez udziału serwisu społecznościowego. Ale NK działa dalej i nikt jej w  serwis hostingowy nie przemienił.

Pamiętam dokładnie, kiedy powstała Nasza-Klasa.pl – można powiedzieć, że jej błyskawiczny rozwój potrząsnął nami. Piszę o niej sporo, bo był to pierwszy poważny rywal Grona, który mu zagroził.
Za to Grono miało międzynarodowe plany, więcej o tym opowiem później i gwarantuję Ci już teraz,
że świadomość tego faktu na polskim rynku społeczności (zwanym dziś Social Media) jest tak nikła, że może to być szok. Jest nikła, ale taka jest cena konsekwentnych planów Grono.net z tamtego okresu.

Przeszkodą, jaką ten świetny produkt napotykał  zawsze byli ludzie oraz ich wizje. Zmienności wizji, zmienność ludzi, zmienność w ogóle. A to właśnie Grono.net miało doskonałych specjalistów, od których nauczyłem się najwięcej, z którymi kontakt utrzymuję do dziś.  Był taki czas, że „garażowe” na starcie Grono liczyło sobie – po niecałych trzech latach obecności – ponad 70 pracowników w kilku działach i zaczynało przypominać początek korporacji.  Powstawały procedury, schematy, cykle… To długo się nie utrzymało – nastąpił niespodziewany odwrót sytuacji i zespół został zredukowany, a wraz z nim – plany rozwojowe. Ufano w to, że sieć obroni się sama, że eventy nie są potrzebne, aby promować serwis; patronaty także stały się nagle zbędne. Tak samo jak wszelkie działania marketingowe wychodzące poza sieć, ale sprowadzające się do niej.  Grono przejął Xevin i postawiło na nim pierwszą literę swojej nazwy – krzyżyk.  Najpewniej przyczyną śmierci Grona, jako serwisu społecznościowego była nierentowność oraz nieatrakcyjność produktowa i brak konkretnych planów. Prawda jest też taka, że dochodzisz do momentu, w którym stwierdzasz, że nie ma sensu się z koniem kopać. W tym przypadku jest to bezsprzecznie Facebook.

Może grono.net było skażone grzechem pierworodnym (właściciele i założyciele, afery)?

Zapewne chodzi Ci o protoplastów Grono.net, a raczej antenatów jego koncepcji.  Protoplaści byli przedstawiani w mediach – było ich dwóch. Kontrowersje wzbudził ten artykuł:
http://www.internetstandard.pl/news/94434/Grononet.Chcemy.odkryc.nowe.horyzonty.internetu.html  Antenatów było trzech. Te opinie przeplatały się i były niespójne dla branży. To wzbudzało kontrowersje, ale nie mogło być inaczej.

Zatem filary fenomenu Grona były ustawione na nieczystej karcie.  Grzech? Może tak, może nie, ale w aspektach religijnych ta sytuacja święta by nie była. Pamiętaj – ryba się psuje od głowy. Był to niesamowity startup, bo skoncentrowany w 100% na ludziach i budowany przez ludzi – dla ludzi.

Żaden startup nie rodzi się przegrany. Serwis rozwijał się jak w zegarku do pewnego momentu. Napotkał barierę i nie byli nią ludzie na zewnątrz, ale wewnątrz. Powiem Ci to ja i potwierdzi to wielu innych pracowników. W Gronie przeżyłem prawie wszystkie zmiany struktur oraz wiele innych sytuacji, których byłem świadkiem. Były i konflikty, ale nawet po tak wielu latach nie ma sensu do tego wracać, a już na pewno nie w formie detali do wywiadu na blogu, wybacz.

Często wspominasz o kompetencjach w branży Social Media – możesz to teraz rozszerzyć?

Wspominałem, gdyż znam tę branżę z nieco innej perspektywy. Ja nie dołączyłem do działki Social Media w Polsce tylko obserwowałem jej narodziny tu. Ty też pamiętasz, czasy, gdy dzisiejsze Social Media było ówczesnym ‘User Generated Content’, a raczej budowaniem możliwości ku temu.  WEB 2.0 – lepsze nawigacje, pastelowe kolory i UGC.

Ciężko mnie zaskoczyć, ale łatwo zirytować wnioskami formowanymi bez znajomości genezy zjawiska. Obecni specjaliści ds. społeczności koncentrują się głównie na facebooku, nie znają motywów, które kierują społecznością, a co gorsza – motywy te ich nie interesują.  Chodzi złudne przekonanie, że absolutnie każdy, kto jest komunikatywny może być osobą odpowiedzialną za społeczność, strategie komunikacji i dotarcia, przekazywanie informacji.

Nie, nie może. Wiedza z zakresu psychologii i socjologii też  jest passe. To błąd. Nieznajomość podstawowych procesów społecznych szkodzi w tej działce. Znajomość interfejsów nie wystarczy. A często właśnie znajomość interfejsów jest jedyną barierą wejścia.
Sprzedam Ci też anegdotę – niedawno zapytałem kilkunastu specjalistów ds. społeczności
o to, czy znają teorię Milgrama „six degrees of separation”, która była inspiracją do budowy kodu dla pierwszego serwisu społecznosciowego na świecie. Tylko jedna osoba zapoznała się z tym procesem, ale też niedokładnie. Reszta w swojej niewiedzy nie widziała nic złego. Nie wymagam wiedzy akademickiej, ale według mnie wstydem jest brak znajomości podstaw.

Wspominałeś też że grono.net było prekursorem wielu trendów, rozwiązań które teraz widzimy w innych miejscach.… możesz je wymienić, przybliżyć?

Bardzo wiele udoskonaleń, które sekwencyjnie wprowadza facebook było już wcześniej w Grono.net.
Pamiętasz projekt niefortunnie nazwany „Glog”? Miał to być „gronowy blog”, ale my na to mówiliśmy po prostu autoblog. Jeżeli mnie pamięć nie myli to jego koncepcja została wdrożona i opracowana przed wersją news feeda facebooka. Gronowa wersja zakładała pokazanie znajomym aktywności, które wykonywaliśmy w serwisie – w formie panelu z aktywnościami. Co dziś masz na facebooku?
Aktywności w jednym miejscu.  Dodatkowo zaawansowane ustawienia prywatności ukazały się
w Gronie także wcześniej. Były bardzo rozbudowane – Użytkownik był w stanie zarządzać tym, co chce pokazać. Dokładaliśmy ustawienia prywatności w razie potrzeb – dział Architektury Portalu, którym zarządzał fenomenalny lider Andrzej Sienkiewicz (były główny projektant Onet.pl, pomysłodawca, założyciel i red. Naczelny „Machiny”) uważanie słuchał opinii Gronowiczów i wdrażane opcje były nie raz modelowane, gdyż grupa Beta Testerów nie zawsze była w stanie wyłapać niuanse.

Tak, Grono miało własną grupę beta testerów zewnętrznych i wewnętrznych na prywatnych gronach tematycznych. (Pamiętasz, kiedy fejs dodał grupy i możliwość nadawania im statusów? ;)
Tam dział IT koordynował komunikację z testerami, aby wszelkie nowe opcje były dodawane w formie jak najbardziej stabilnej.

Galerie zdjęć – Grono zaoferowało doskonałe galerie zdjęć z niesamowicie powiększonym transferem. Dodatkowym atutem była możliwość przeglądania zdjęć na pokazie slajdów. I znów – pamiętasz, kiedy to pojawiło się w facebooku? Dwa lata temu? Dopiero?

Dodaniu każdej większej nowej funkcjonalności w serwisie zawsze towarzyszyły emocje. Ale chyba nic nie wzbudziło ich tyle, co BLIMP. Była to prosta funkcjonalność „piszesz krótki status i klik” – już leci do sieci oraz informuje Twoich przyjaciół. Grono posiadało szerokie spektrum opcji kontaktowych, ale właśnie Blimp sprawił, że zostało posądzone o plagiat – kilka tygodni później został uruchomiony serwis Blip.pl (Bardzo Lubię Informować Przyjaciół), którego core było właśnie to, co Grono już zaoferowało swoim użytkownikom. Oczywiście Grono.net plagiatu się wyparło; Serwis zaoferował mikroblogowanie, a jak to już jest w branży interaktywnej, newsowej, czy każdej innej – największe laury zbiera pierwszy. Kolejne lata pokazały, że Blimp wcale z Grona króla internetu nie uczynił, a trend w Polsce na mikroblogging jest słaby.

Interakcje były projektowane pod ludzi, a moim – i później moich kolegów, koleżanek – „po fachu” zadaniem było tak poprowadzić komunikację w serwisie, aby zebrać jak najwięcej opinii i przekazać do odpowiednich działów. Proces ten był bardzo ważny w formowaniu społecznościowego charakteru Grono.net, w którym – co oczywiste – kluczową rolę odgrywali użytkownicy.

Kto wyznaczał wtedy trendy a może przesypiano je, bo …

Bo kreowano trendy? Grono.net mogło pochwalić się rozwiązaniami autorskimi. Wielokrotnie dodawałem na „SG” notki zaczynające się od „Pierwsi na świecie udostępniamy Wam…”, ale także podpatrywaliśmy  trendy – jasne. Potem maksymalny nacisk był kierowany na to, aby podać je w formie jak najatrakcyjniejszej, a nie nachalnie skopiowanej i bez przemyślenia wdrożonej. Prezesem firmy był wizjoner.

Dopóki działała machina wieloosobowa i wielozadaniowa to takie działanie miało mniejszy/większy sens. Potem – 2009 – Grono.net przypominało już tonącego, który chwyta się brzytwy; zaczęto nachalnie kopiować facebooka z nadzieją, że to jakkolwiek uratuje odpływ Gronowiczów zapewne stających się Fejsowiczami. Niestety , ale to wywołało skutek odwrotny do zamierzonego – ludzie nie chcieli korzystać z podróbki skoro tak niedaleko było do oryginału. To oczywiście paradoks, bo oryginałem tym powinno być Grono.net. Gdyby tylko plany zdobycia rynku brytyjskiego się powiodły to najprawdopodobniej dziś rozmawialibyśmy inaczej.
Z kolei do mnie docierały opinie, że z serwisu dalej chętnie korzystają studenci i właśnie tam mają swoje dyskusje nt wielu kluczowych dla nich aspektów. Być może należało ten kierunek obrać i zachować?

Retrospekacja:

W 2007 roku Grono.net obudziło się ze stale odwlekanym projektem „Szkoły”, czując oddech „Naszej-Klasy.pl” na plecach. Co ciekawe koncepcja tego projektu była nam znana już PRZED powstaniem „nk.pl”! Bacznie obserwowaliśmy inne rynki i analizowaliśmy ich fenomeny.  Ale jakoś „Szkoły” były odwlekaną nakładką, zawsze było coś ważniejszego do wdrożenia na cito. Priorytety zmieniły się całkowicie, gdy Nasza-Klasa.pl rosła w siłę, a jej formuła okazała się w Polsce strzałem w 10-kę. Grono przystąpiło do kontrataku. Niestety za późno, z miernym skutkiem.

Był to ostatni – z dziesiątek wstecz – projektów w Gronie, w którym brałem udział. Później serwis zaczął wręcz niesmacznie przypominać facebooka oraz niegdyś infantylnego ePulsa.pl – pojawiła się jakaś gronowa waluta i sporo opcji powodujących, że serwis ten stał się przeładowany funkcjonalnościami, a Użytkownikowi przypominał labirynt.

Dlaczego grono.net zarabiało tak mało, albo prawie wcale?  /problem z użytkownikami, przerost formy nad treścią, brak formatów reklamowych/

Posiadam wiedzę na temat monetyzacji serwisów społecznościowych. Ale nie mam tej bazowej – dotyczącej stricte Grono.net – aby udzielić konkretnej odpowiedzi na to pytanie. W przeciwieństwie do polskich polityków – tu się nie znam i nie wypowiem. W tamtym okresie nie byłem odpowiedzialny za przychody Grona.net.

Ale coś w biznesie reklamowym się działo…

Warto wspomnieć, że ciekawym rozwiązaniem, nad którym pracowano kilka lat, miał być program partnerski nazwany „Strefą Grono.net”. W porozumieniu z Bankiem BZ WBK powstały specjalne Gronokarty płatnicze. Plany były jeszcze szersze, obejmowały wykorzystanie geolokalizacji i koncentrowały się na Użytkowniku poza siecią. (Geolokalizacja w Gronie działała doskonale i była opcją stale udoskonalaną)

Na szybach sklepów partnerskich znajdowały się naklejki „Strefa Grono.net” – to miało informować ludzi, że jeżeli należą do programu to mogą kupić taniej. Tak miały się przeplatać dwa światy relacji – hybryda świata wirtualnego z realnym i wymierne korzyści dla Gronowiczów.  Powstały też karty Strefy Grono.net i akcja promocyjna:

Ale cofnijmy zegar o kilka lat – atutem dla reklamodawców miała być reklama kontekstowa, która niczym się nie różni od tego, co dzisiaj widzimy w prawej kolumnie na facebooku. I to wszystko od 2005 roku – wtedy została opracowana jej formuła. Pamiętam, że koncepcja tego systemu została opracowana jeszcze w biurze przy ul. Opaczewskiej w Warszawie. To był 2005 rok. Teraz mamy 2013, a dochody facebooka z tej formy stanową potężny procent w torcie przychodów. Pozostają jeszcze Gronowładni i wpływy z abonamentów / pakietów. Ale z tego co wiem były znikome wartości.

Dział sprzedaży Grono.net – w porozumieniu z działem marketingu i nami – „działem moderacji” przygotował ofertę na komercyjne grona tematyczne. Jeżeli pamięć mnie nie myli to pierwsze należało do marki Under Twenty (Dr. Irena Eris), jednak zainteresowanie było znikome pomimo aktywnej promocji na stronie głównej serwisu. Produkt ten nie miał tak silnej identyfikacji emocjonalnej, jak dziś na facebooku. Ale mówimy o latach  minionych . Ludzie logowali się do Grona po to, żeby nawiązać / utrzymać relacje ze znajomymi – nie markami.

Bunt użytkowników grono.net w 2009 (jeśli dobrze pamiętam – „kopiowanie Facebooka”), to był początek końca czy też obudzenie się z ręką w nocniku?

 Grono.net z produktu niesamowicie wyróżniającego się na tle konkurencji stało się produktem typowym, w dodatku uzurpującym sobie wygląd większego gracza. To nie mogło się na dłuższą metę udać przy takiej skali CTRL+C >> CTRL+V.

Buntów w Gronie było kilka, ale ten obserwowałem już jako zwykły użytkownik, z serwisem rozstałem się wcześniej, natomiast w 2008 roku byłem już w szeregach Onet.pl. Pracując ze społecznością musisz być świadom tego, że prędzej czy później napotkasz jej opór.
Im więcej ludzi – tym więcej opinii i reakcji na nowości. Na początku masz bunt pewnej grupy aktywnej –  tzw. „działaczy” i „krzykaczy” – oni zawsze mają do powiedzenia. Potem ta sama grupa przekonuje się do nowego interfejsu, bo zaczyna działać przyzwyczajenie – chęć poznawania jest silniejsza od chęci odejścia w ramach buntu. Jeszcze później zaczynają dostrzegać pozytywny tej zmiany i dziękują ci za nią. Tak to działa i umiejętne sterowanie tymi zmianami daje w efekcie sterowanie pozytywne oraz zbalansowanie relacji na linii serwis – użytkownik.

Odczucia Grononowiczów były od pozytywnych przez ambiwalentne do skrajnych. Jedni kochali nas za nowe opcje, które poszerzały przede wszystkim ich możliwości w serwisie, inni twierdzili, że niepotrzebnie usprawniamy serwis, czyniąc go nazbyt wybajerowanym, wręcz lanserskim i nieużytecznym. Ale to jest norma dnia codziennego „po drugiej stronie barykady”.  Grono.net bodaj w 2009 przyjęło strategię bezwzględnego dodawania nowości nawet kosztem zadowolenia Gronowiczów. Jednak  nieugiętość inspirowana Margaret Tatcher nie opłaciła się, co widzimy dziś – legenda polskiego social networkingu jest tym: www.grono.net.pl Ale dalej należy do tego, kto ją odkupił.

Twoim zdaniem, kiedy „dorodne winogrono” stało się „denaturatem” i dlaczego?

Pytasz się z biznesowego punktu widzenia? Przecież dla większości ówczesnych „stałych bywalców” Grona jest ono dalej pięknym wspomnieniem, retrospekcją. Grono wykształciło ich pod kątem korzystania z serwisu społecznościowego, nauczyło konsumować Social Networking, nauczyło prezencji w sieci, stworzyło nowe nawyki konsumpcji mediów społecznościowych. W Gronie wypadało być jawnym, bo jakikolwiek przejaw anonimowości stawał się intruzywny. Choć początki były typowo anonimowe, istotą były nicki i avatary, czyli tożsamość często wykreowana, alter-ego w sieci. Z początku ludzie traktowali Grono, jak ich własną odmianę Biskupinu – osady, której są społecznością także odpowiedzialną za jej kształt, zasady i obyczaje. Przełom 2008 – 2009 uważam za kluczowy w kontekście odpowiedzi na Twoje pytanie.

Skąd pomysł „serwis tylko na zaproszenia”, dlaczego też zrezygnowano z tej formuły która chyba się sprawdzała i miała posmak „ekskluzywności” ?

Skąd pomysł? Tu bardziej powinni wypowiedzieć się wspomniani wcześniej antenaci: Tomek Lis, Piotr Bronowicz i Wojciech Sobczuk. A dokładniej jeden z nich, który na ten pomysł po prostu wpadł i sprawił, że reszta powiedziała magiczne „robimy”.
Elitarność zwyczajnie się przejadła. Zaproszenia były początkowym marketingowym USP Grono.net i świetnie wyróżniło serwis na tle… no właśnie – przecież nie konkurencji, bo takowej nie było! Ekipa Grona nie uznawała wtedy IRC’a, forów itp. za konkurencję. Komunikatory także nią nie były, a nawet topowy – GG podjął się próby stworzenia serwisu społecznościowego w odpowiedzi na trend.
Zatem formuła „na zaproszenie” nadała inny format i dotąd nieznany w Polsce ton. Każdy znał już logowanie do systemów dyskusji, opinii, maila, itd., ale mało osób znało wtedy logowanie do społeczności i własnego systemu relacji w sieci. To było novum, to była nowa jakość prywatności w sieci. Dostęp na zaproszenie był sexi do czasu, gdy serwis nie był mainstreamowy. Później – powiedzmy to sobie szczerze – do Grona mógł wejść każdy. Nie było żadnej bariery, a firewall „elity” został przerwany dawno temu, więc Zarząd podjął strategiczną decyzję o otwarciu Grona. Spotkało to się z lawiną krytyki społecznej, która z czasem osłabła.

Może „polska szkoła biznesu” utrudnia powstanie rozpoznawalnych marek w social media – Blip, Nasza Klasa, Grono.net. Wszystkie te serwisy miały swoje 5 minut i przespały je.

Jesteś pewny czy przespały? Nie zgodzę się z Tobą. Każdy z nich wykorzystał swoje 5 minut na tyle, na ile: chciał, mógł, umiał, ale – z definicji – „5 minut” nie może trwać wiecznie. Pamiętaj o trywialnej zasadzie cyklu życia produktu. Z czasem paliwo w formie emocji i przywiązania, jakie Internauta gwarantuje na początku – wypala się. Należy tak zarządzać formułą, aby dozować to, co generuje emocje. I tu Grono zrobiło błąd – od 2006 do 2008 mechanicznie produkowało nowości – jedna po drugiej. Co miesiąc nowy feature, czasem dwa, czasem trzy. Co chwilę paczki z samymi nowościami. Ludzie nie zdążyli jeszcze dobrze nauczyć się poprzedniej – wytworzyć nawyku korzystania z niej – a my już dawaliśmy nowe, nowe, nowe… Internauci są przyzwyczajeni do zmian layoutów, nowych funkcjonalności, ale taka intensywność sprawiła, że zaczęli się gubić. Grono miało szerokie ambicje – chciało być największym serwisem społecznościowym w Europie. Ale tempo było fabryczne. Plany były niesamowite i wychodziły daleko poza Polskę obejmując rynek Hiszpański (gdzie wówczas korzystanie z Social Networkingu – termin Social Media jeszcze wtedy nie funkcjonował…), na którym nie było podobnego produktu oraz Wielką Brytanię. Stworzono nowe nazwy, skopiowano dotychczas dobrą strukturę funkcjonalną i layout Grono.net, przetłumaczono i wdrożono. Powstały specjalne działy, m.in. dedykowane osoby do zarządzania projektem na rynku hiszpańskim – Bago.es.

Były dwie osoby po stronie polskiej i ludzie po stronie hiszpańskiej. W stałym kontakcie. Doszło do launchu Bago.es, o którym celowo było cicho w polskich mediach. Znacznie głośniej było w epicentrum zdarzeń, czyli w Madrycie. Został tam zbudowany szklany dom, w którym przez tydzień zamknięto znaną postać. Miała ona kontakt z otoczeniem TYLKO przez Bago.es. Patricia Argüelles była twarzą nowego produktu na ich rynku internetowym. Nowego produktu od Polaków… Tak, centrum dowodzenia było w Warszawie przy Szturmowej 2A, czyli tam, gdzie Grono.net miało swoją siedzibę.

Hiszpańska ekspansja a to ciekawe…

Czy słyszałeś wcześniej o czymś takim? Akcja była rewelacyjna, ale w Polsce nieimpaktowa, wielu dzisiejszych specjalistów ds. Social Media nie ma nawet o niej pojęcia. Informacje te były ukrywane i niedystrybuowane po polskich mediach w obawie o zaburzenie kondycji projektu w Hiszpanii. Obawiano się głównie tego, że polscy użytkownicy zaczną się masowo rejestrować w Bago.es i na dzień dobry zdominują nowy serwis rodzimym językiem i zwyczajami… wiesz, co mam na myśli. Miało to sens, ale Hiszpanie jak nie chcieli korzystać z serwisu społecznościowego – tak mimo zaawansowanej promocji w ‘realu’ – nie korzystali masowo.

Akcja promująca Bago.es była unikatowa. Kilka lat później Harder&Harder skopiował koncepcję akcji dla swojego Klienta LG. Szklany dom stanął w centrum Warszawy. Poniżej link do dyskusji, włączam się na drugiej stronie:
http://www.goldenline.pl/forum/1801330/kampania-lg-onlife-by-harder-harder/s/2
Ponadto zdjęcia dokumentujące akcję (jest ich bardzo mało w sieci, śladowe ilości po wpisaniu „bago.es” w grafice Google’a)

Patricia Argüelles – bohaterka akcji promującej hiszpańskojęzyczny klon Grona – Bago.es

Hiszpańska wersja to jeszcze nie wszystko. Przygotowana została wersja na rynek brytyjski i być może została dostrzeżona przez niektórych właśnie tam. To byłby dobry trop do serwisu „matki”, czyli Grona. Grapeo.co.uk było klonem polskiego serwisu dedykowanemu rynkowi brytyjskiemu.

Masz swój punkt widzenia co do dzisiejszych social media oraz „specjalistów” zajmujących się ta dziedziną. Często jest on dość krytyczny – czy to realizm, czy już zmęczenie materiału?

Realizm, bo zmęczony nie czuję się, nic a nic. Mam w sobie dużo energii do nowych wyzwań i projektów. Prawdziwym wyzwaniem była współpraca przy modelowaniu strategii komunikacyjnej dla Faktów TVN; jak to ugryźć aby stworzyć nowy charakter w ramach już dobrze znanego, ale bez szkody dla programu o 19:00? Fakty TVN udało się przystosować do epoki Social Media; aktualnie nasi reporterzy działają aktywnie m.in. na facebooku, a sam brand na FB, G+, Instagramie oraz w przyszłości na Twitterze. Takie wyzwania lubię. Standardy, schematy nie interesuję mnie, oznaczają nudę i wtórność przed którą się intuicyjnie bronię jak mogę.

Co myślisz o „klubie wzajemnej adoracji” branży internetowej, social media czy teraz blogerów?

Nieuniknione zjawisko. Wiesz Jacek, ważne jest aby po prostu dobrze ze sobą żyć. Ale czasem się nie da mimo najszczerszych chęci. Szczególnie, gdy potrafisz wyrazić statusem to, co chodzi Ci po głowie i odróżnić wartościowych specjalistów od partaczy i uzurpatorów fachu. Ja potrafię.

W każdej branży – mediowej zwłaszcza – formują się kółka wzajemnej adoracji i zawsze jedni na tym zyskują a inni tracą. Ale inne branże też tak działają, np budowlana, czy medyczna. Wzajemności, relacje, utarte ścieżki… To i tak najbardziej neutralne odpowiedniki ;) Ja nie należę do żadnego z tych kółek, staram się nie spoufalać i jestem ciężko dostępny, co pozwala mi obiektywnie oceniać sytuację.

Blogerzy to już społeczność i ważne jest, aby trzymali się razem. Ale blogowanie to jeszcze nie religia, abym wszędzie w sieci widział coraz to większe blogowe monumenty z rozpychającymi się łokciami biskupami swoich blogów. To mnie irytuje, mania wyższości i przekonania, że skoro ludzie czytają co piszę to jestem w jakimś stopniu ponad nimi.

Ja temu nie ulegam, moje opinie potrafiły nie raz sprowadzić blogera na ziemię, nie raz jego / ją zdestabilizować. Większość blogerów nie radzi sobie z krytyką, automatycznie blokuje za własne zdanie wymierzone w ocenę ich działalności twórczej. Naszą cechą narodową jest chęć tworzenia czegoś wielkiego, a w Internecie możesz zbudować coś wielkiego często małym kosztem. Do dzisiejszej branży Social Media bariera wejścia jest bardzo niska, niekiedy ktoś zapyta się o potwierdzenie Twoich umiejętności dyplomem, więc chodzi przekonanie, że może tu pracować absolutnie każdy. Dlatego wraz z branż rozwija się niebezpiecznie wysoka niekompetencja w niej, która będzie dawać o sobie znać w coraz większej ilości kryzysów i wpadek. Reasumując – mi się podoba ten narodowy dryg na monumenty, ta mania wielkości, większości. Mamy już największy na świecie pomnik Jezusa i Papieża – niebawem może szarpniemy się na zdeklasowanie piramid?

Blogerzy to materiał na gwiazdy czy raczej zakompleksione jednostki?

Zależy którzy. Gwiazdy, celebryci i tu analogia do aktorów, spójrz – są aktorzy stricte teatralni, którzy nie chcą brać udział w komercyjnych produkcjach. Nie kręci ich to i wolą zachować cień prywatności, mieć coś z życia. Nie muszą każdym gestem zwracać uwagi mediów na siebie. Ale są też tacy, którzy absorbują na siebie potężne dawki uwagi, bo zwyczajnie jej potrzebują do egzystencji. Dlatego ja wolę blogerów z tej pierwszej kategorii, który swoim stylem nie wymachują mi przed oczami i mają znacznie więcej do napisania niż inni lepiej znani autorzy. Jakości trzeba szukać – na tym to polega.

Wpadki z Twitterem, patologiczne zachowania społeczne na Faceboooku. Czy tacy jesteśmy czy to technologie wyolbrzymiają to co w nas siedzi, niekoniecznie dobrego.

Pamiętasz, co powtarzam od lat? Internet jest przełożeniem zachowań ze świata rzeczywistego na wirtualny. Nigdzie nie jest napisane „wrzuć do sieci zdjęcia cycków by być fajną”, „dodaj zdjęcie fury, żeby zdobyć respekt”. To ludzie decydują o tym, jacy są w sieci. To ludzie od początku tworzą swoją tożsamość sieciową i to jak jest ona postrzegana. Przeważnie są tacy sami jak w rzeczywistości równoległej poza łączem, ale nie zawsze – praca w Grono.net nauczyła mnie, że często w sieci uwypuklają się kontrasty nie znane nam z relacji face to face. W internecie introwertyk może być ekstrawertykiem i odwrotnie. Skoro to takie proste to wszystko wydaje się sprowadzać do możliwości. Mamy ich coraz więcej, więc wykorzystujemy je. Możemy ot tak dodać zdjęcie na TT, fejsa, itd. – robimy to. Dopiero potem się zastanawiamy, czy to miało jakiś sens i jakie mogą być konsekwencje. Przykład sprzed kilkunastu dni – zamach w Bostonie. Ludzie wracali się, aby zrobić zdjęcie na Twittera, nie mając pewności, czy za chwilę nie wybuchnie obok nich kolejna bomba. Co z instynktem samozachowawczym? Informacja stała się ważniejsza, a raczej chęć przekazania jej natychmiast, z miejsca zdarzenia. Wracając do użytego przez Ciebie słowa „patologia” – zależy dla kogo, od kogo i po co. Dla rządu egipskiego bunt ludzi przekazujący sobie wiadomość o miejscach spotkań via facebook mogła być patologiczna. Dla innej grupy taka możliwość była zbawienna. Wszystko zależy od perspektywy, ale nie każdy potrafi wyobrazić sobie inny punkt odniesienia.

Nowe media /social media zabiją „stare media”?

Internet bardzo mocno zakorzenia się w innych mediach w niektórych przypadkach już stanowi integralny element przekazu innych mediów. To nieuniknione. Chcąc, czy nie wszyscy wylądujemy w sieci.

Dlaczego media papierowe (gazety, tygodniki) tak słabo sobie radzą w starciu z social media?

Nie nazwałbym tego starciem, a ewolucją. Prasa jest jej poprzednim etapem, na naszych oczach modeluje się historia konsumpcji mediów, ale też jeszcze nie dla każdego… Są nowe – atrakcyjniejsze kanały – szczególnie dla młodego odbiorcy formy konsumowania wiedzy, rozrywki i do tego gwarantują możliwość wyrażenia siebie poprzez interakcję. A jaką interakcję masz z magazynem?
Ty chłoniesz, ale na Twoje pytanie gazeta nie odpowie. To przekaz jednostronny, nowocześni odbiorcy chcą obustronnego. Markom nadaje się tożsamość via Social Media. Istotą jest dialog, a raczej jego możliwość.

Telewizja nadal rządzi i nic nie złamie jej potęgi (nawet media społecznościowe)?

Z pewnością Ty i Twoi czytelnicy kojarzą termin „magia telewizji”. To nie wzięło się ot tak. Telewizor to integralny element naszej kultury. Telewizja to jeden z najpotężniejszych i maksymalnie rozwijanych wynalazków ludzkości. Internet formuje się i analogicznie rośnie w siłę zyskując z roku na rok więcej odbiorców i … fanów. Ja działam zawodowo pomiędzy TV a Internetem, jestem fanem i tego i tego medium. W telewizji robię „Internety” i na tę chwilę nie widzę dla siebie nic lepszego. Natomiast martwi mnie jak wielu speców mających tylko jednokierunkowe doświadczenie (Internet) neguje możliwości telewizji i uśmierca ją. Nie można myśleć tylko trybem „wielkomiejskim”, czy co gorsza – swoje subiektywne odczucia przekuwać na branżowe wnioski dla ogółu.

Skoro coraz większą rolę w ekosystemie mediowym zdobył Internet, jest miejscem tworzenia się gwiazd i osób rozpoznawalnych, to czym wytłumaczysz że wszystkie te osoby „ślinią się na możliwość funkcjonowania w TV”? Czy nie jest tak nadal że to TV tworzy gwiazdy?

I jeszcze raz – magia TV. I zasięg. Są celebryci stricte internetowi, ale gdy zapytasz się o nich ludzi na ulicy, a już szczególnie ludzi np. 35l + to rozpoznawalność będzie praktycznie zerowa. W młodszej grupie, która z Internetem jest za pan brat rozpoznawalność podskoczy. Można powiedzieć, że to telewizja formuje prawdziwą sławę i poszerza jej spektrum, które zapoczątkował Internet. Jako przykłady musiałbym nawiązać do tych dalej raptem kilku przykładów osób wałkowanych wszędzie. Oszczędźmy sobie tego chociaż tutaj.

Jeżeli mowa o celebrycie stworzonym przez telewizję – i na potrzeby telewizji – to rozpoznawalność jest nieporównywalnie większa. Jak to wytłumaczysz? Pomyśl – najprościej. Zasięg. I ta wspominana już przeze mnie po raz trzeci w ciągu tej rozmowy „magia TV”. Internauci mają sentyment do telewizji. Dzisiejsi studenci to pokolenie wychowane na niej; wychowane na bajkach w Cartoon Network, Wieczorynkach w TVP, czy teleturniejach. Telewizja ma ogromny wpływ na odbiorców, ale w dobie Internetu społecznościowego to odbiorcy mają ogromny wpływ na Internet.

Uściślając i wracając do pytania – wg mnie dalej termin „celebryta” jest wyłącznie zarezerwowany na potrzeby TV. W świecie internetowym nie widzę synonimu choć czasem martwi mnie, że takim synonimem po woli staje się słowo „Bloger”. Wg mnie blogosfera jest internetowym synonimem tego, co w TV nazywamy show businessem – występuje wiele analogii w zachowaniach jej reprezentantów. Też co chwilę imprezki branżowe (ścianki), tyle że oni zdjęcia robią sobie sami, bo sieć nie ma swojego odpowiednika papparazzi. I Bogu dzięki. Za to polska sieć ma swój odpowiednik swojego Kubę Wojewódzkiego, Natalii Siwiec oraz wielu innych. Ale to już mediowe naśladownictwo mniejszego za większym.

Pytanie zadawane wielokrotnie, ale – na moje oko – nigdy nie było konkretnej odpowiedzi: Czy Internet jest zagrożeniem dla tradycyjnego dziennikarstwa na przykład w telewizji?

Nie wiem, czy to będzie odpowiedź zadowalająca, ale na pewno będzie trywialna i dość logiczna: dopóki ludzie oglądają programy informacyjne w TV – a tym nie spada oglądalność – nie wolno nam uśmiercać tradycyjnego dziennikarstwa. A ludzie zasiadają punktualnie przed wieczornymi dziennikami, więc jest dla kogo pracować. Na razie mówienie o zagrożeniu jest przesadzone, a realne zagrożenie to dwie różne rzeczy i warto je rozdzielać.

Czy dziennikarz powinien rozgraniczyć życie „medialne” od prywatnego, jak ma się to do „kodeksu postępowania” który wdrożono w TVN (Social Media Policy).

Jak pamiętasz wdrożenie Social Media Policy do TVN spotkało się z oporem dziennikarza TVN24, który głośno wyraził swój sprzeciw. Nie chodziło absolutnie o to, aby cenzurować dziennikarzy.

Tu chodzi o odbiorców – subiektywne zdanie dziennikarza poza godzinami pracy może zaburzyć to, co obiektywnie musi on przekazać społeczeństwu. To może być niespójne, więc konsekwencje mogą być negatywne – utrata autentyczności i wiarygodności.
Prywatne opinie osób znanych zawsze będą utożsamiane z pełnioną przez nich funkcją. Nie ma szans, aby działało to inaczej, przeczy to prawom logiki w tym biznesie. Zobacz na profil Radka Sikorskiego na Twitterze. Lub nie – najpierw zobacz pole „kontakt” na stronie www.msz.gov.pl Zostało uzupełnione o rozróżnienie profilu oficjalnego i prywatnego profilu pana ministra. Ale dalej ministra.
I tu zachodzę w myśl, czy jeżeli Radek Sikorski palnie bzdurę (hipotetycznie) to palnie ją jako Radek Sikorski czy Minister Radek Sikorski? Wg mnie niestety to drugie, bo ludzie identyfikują nas po funkcjach publicznych zwłaszcza. Media społecznościowe to jednak media. Należy korzystać z ich atutów, ale też nauczyć się respektować je.

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 1447 dni temu dnia ·
  • Tomek

    Rewelacyjny wywiad, szacun Mikołaj!

  • Marcin Bajda

    bardzo fajny, ciekawy wywiad. Więcej takich rozmówców.

  • sdfsdfds

    Grono umarło, bo utyło, było paskudne i z wyglądu, i z funkcjonalności, którymi obrastał w tak szybkim tempie, że zanim ktoś zdążył się zapoznać z jedną funkcją pojawiały się 3 inne. Raka się wycina, a nie żywi, a to co się działo na gronie to był rak porastający ten serwis. Ciągłe zmiany wyglądu na co raz paskudniejsze. Nachalna próba monetyzacji. Powrót do korzeni to by uratowało ten serwis, ale ktoś zapomniał w pewnym momencie po co grono powstało.

    • Pola

      Bingo!

  • http://twitter.com/bibliotekarz Niedoszły

    Fajny wywiad choć niektóre stwierdzenia co do telewizji są śmieszne.
    Co prawda moja szklana kula w naprawie, ale na podstawie zachowań młodzieży
    śmiało stwierdzę że to tylko kwestia czasu jak telewizja w dzisiejszym
    rozumieniu padnie. No sorry dostęp do sieci staje się coraz łatwiejszy i
    tańszy, telewizory to już tak naprawdę komputery a i tak wszystko przed urządzeniami przenośnymi. Telewizje które nie zaczną nadawać audycji w internecie znikną, następne będą te które nie będą dawały możliwości doboru newsów i programów na żądanie tkwiąc przy sztywnej ramówce.

    Już nawet ludzie z mojego pokolenia zaczynają odpuszczać newsy z telewizora dostępne tylko o określonej godzinie, po co odrywać się od jedzenia skoro można wziąć tablet po kolacji i też się z nimi zapoznać.

    Proponuję nie lekceważyć tych zmian i nie rozciągać radosnych wizji nad telewizją (przynajmniej w obecnej formie). Media już się łączą i przenikają. To tylko kwestia czasu jak tradycyjna telewizja zostanie sprowadzona do niszy jak radio, kino, czy prasa.

    • Mikołaj Nowak

      Jestem daleki od formowania spekulacji w trend i wygłaszanie ich w tonie „tak będzie”. Nie raz tak miało być i nie było. Przypomnę nieskromnie, że co roku mamy „rok mobile”.

  • Piotr Bronek Bronowicz

    Mikołaju, zaskakujesz mnie bardzo pozytywnie – gratsy :)

    • Mikołaj Nowak

      Dziękuję Tobie i Tomkowi :)

  • Grzegorz

    Pamiętam Mikołaja Nowaka z grona administracyjnego. Na początku Cię lubiłem i uważałem za najfajniejszego z adminów. Często się udzielałem na gronie administracyjnym, proponowałem różne zmiany. Raz nawet dałeś mi 1 miesiąc gronowładnego za free za jakiś mój post na tym gronie. Pewnego razu zrobiłem ankietę o gronie (1 pytaniową) już nie pamiętam dokładnie jakie to było pytanie, ale dotyczyło zmian na gronie. Miałem dobre intencje i chciałem pomóc. Stworzyłem ankietę na jakieś stronie z ankietami (bo wtedy nie było tej funkcji w gronie). A Mikołaj dał mi za to długiego bana na grono administracyjne. Napisałem zaraz po zbanowaniu oraz później po około 2-4 miesiącach z prośbą do Ciebie o odblokowanie mnie, jednak nic mi nie odpisałeś. Dopiero po pół roku jak zainterweniowałem do innego admina, to zostałem odbanowany. Wiem, że fajna z Ciebie osoba i dużo zrobiłeś dla grona ale jakoś zawsze jak widzę Twoje imię i nazwisko w internecie to kojarzysz mi się z tą nieprzyjemną sytuacją…

    • Mikołaj Nowak

      Grzegorzu, nie pamiętam już tej sytuacji – przykro mi. Natomiast znam swój styl pracy i nigdy za tak trywialny powód nie używałem narzędzia ostateczności:
      „Miałem dobre intencje i chciałem pomóc. Stworzyłem ankietę na jakieś
      stronie z ankietami (bo wtedy nie było tej funkcji w gronie). A Mikołaj
      dał mi za to długiego bana na grono administracyjne”

  • Sztun

    Czy tylko ja nie jestem zachwycony tym wywiadem? Tzn. może nie wywiadem, a rozmówcą. Przyznam się, że nie znam historii Pana Mikołaja Nowaka ani nie wiem jakim człowiekiem jest, ale poglądy prezentowane tu nie przekonały mnie do niego. Prezentuje typ osoby, która uczestniczyła w zalążkach ‚czegoś dużego’ i przez to wie najlepiej wszystko o wszystkim, co jest z tym związane. Mówi że blogerzy czasami traktują ludzi z wyższością, a sam przez swój staż w branży z wyższością traktuje owych blogerów. Nie należy do ‚kółek’, ‚sprowadza blogerów na ziemię’, jednostka wybitna! Rozumiem, że Pan Nowak może być autorytetem, ale według mnie za bardzo sam to unaocznia, być może nawet nieświadomie.

    • Atom

      Podzielam opinię. Oczywiście ładnie ze strony rozmówcy, że przywołuje historię założycieli itp, ale wywiad brzmi tak, jakby Pan Mikołaj osobiście nadzorował wszystkie projekty, o których wspomina, a skądinąd wiadomo, że tak wcale nie było. Oczywiście, był jedną z pierwszych osób na pokładzie i na pewno jedną z bardziej zaangażowanych, jednak natura manipulanta spowodowała, że po dłuższym czasie część osób nie chciała już z nim pracować. Tak więc nie jest to jedyna wyrocznia w zakresie tego serwisu, co do którego upadku można dywagować, ale rzeczywiście – na pewno miało na niego wpływ wiele różnych czynników, które zbiegły się w czasie.

      • Mikołaj Nowak

        Panowie, podpiszcie się proszę z imienia i nazwiska – niech będzie to równy dialog :)

        Brałem udział przy wszystkich projektach w serwisie – w czasie mojej pracy tam. Jeżeli wydźwięk jest inny to błędny. Chodziło mi oczywiście o współpracę, a nie zarządzanie. Na to jeszcze przyjdzie czas.

        Pozdrawiam i liczę na dialog nieanonimowy.
        Myśle, że inni czytelnicy także.

        • Judyta Stępień

          Zgadzam się w zupełności. Wywiad chaotyczny, pełen truizmów (zwłaszcza tych dotyczących social media i blogowania), które mógłby wygłosić każdy przeciętny użytkownik internetu. Od specjalisty oczekiwałabym więcej.

          I proszę mi wyjaśnić – co znaczy „intruzywny”? :) To tylko jeden z przykładów dziwnego słownictwa i niezdarnej składni.

          • http://www.facebook.com/mikolajnowak Mikołaj Nowak

            Justyno, przyznaję się bez bicia do tego, że szyk mógłby być lepszy. Nie mam tutaj zamiaru bronić się brakiem czasu, czy pominięciem – wiedziałem o tym, ale nie było to założeniem. Redagowałem odpowiedzi kilkukrotnie, zgłupiałbym. Wysłałem jak jest.

            Czy Bago.es oraz uświaodmienie branzy interaktywnej o wiedzę, której dotychczas nie mieli jest truizmem? Śmiem wątpić znając definicję truizmu.

            Używanie tego słowa tutaj jest intruzywne ;-)
            Ten wywiad nawiązuje do pionierstwa Grona.

            Pozdrawiam i dziękuję za opinię.

          • Judyta Stępień

            ► intruzywny

            1. związany z wejściem wgłąb innych struktur;
            2. skała intruzywna – skała powstała w wyniku krzepnięcia magmy we wcześniej istniejących strukturach skalnych;
            3. intruzywny wzrost komórek – wrastanie komórek pomiędzy istniejące wcześniej, poprzez ich rozpuszczanie i rozpychanie

            Nijak się ma do intruza :)

    • Mikołaj Nowak

      Bardzo dziękuję za krytykę!

  • Tomasz Smykowski / Websoul

    Miałem przyjemność poznać lepiej Grono w momencie gdy udostępniło API do robienia aplikacji. Wtedy jeszcze Facebook nie był po polsku, jego API było w powijakach, a Nasza Klasa dopiero powstawała, API do dzisiaj jest zamknięte i dostępne tylko dla wybranych partnerów. API Grono było niezwykle dopracowane i otwarte dla każdego. Wtedy to powstały pierwsze na polski rynek aplikacje społecznościowe. To były 3-4 osoby, z których o ile wiem, jedna jeszcze chyba coś robi w tym kierunku. Grono miało wiele innowacji wobec innych serwisów. M.in. do dzisiaj nikt inny nie zrobił sensownego interfejsu dla aplikacji mobilnych. A na Grono przecież to było kilka lat temu i tysiące osób z tych aplikacji korzystały. Jeśli żałuję któregoś serwisu internetowego, który upadł to właśnie Grono. Miał wszystko co było potrzebne, żeby odnieść sukces. Nie będę wyrokował co było powodem, bo to pewnie jest złożone nawet dla osób z wewnątrz. Ale jeśli miałbym okazję kiedyś współpracować z osobami, które stały za rozwojem Grona, to bym się nie wahał ani chwili. Ci ludzie są, dalej pracują nad projektami i jeszcze pewnie nie raz nas czymś zaskoczą.

    • http://www.facebook.com/qbolec Jakub Łopuszański

      Tak tylko naprostuję, żę API nk nie jest już zamknięte. Można się integrować do woli:

      http://developers.nk.pl/pl/documentation/website-developers/

      To co jest „zamknięte”, to możliwość stworzenia gry, która będzie w katalogu nk. Nie jest to jednak duże utrudnienie — wystarczy pogadać z przedstawicielami NK (co jest proste, bo są w Polsce i mówią po polsku).

  • Cube-K

    Miałem nie komentować, wg zasady ze ignorancja jest najlepsza metoda. Ale nie da się przejść obojętnie wobec tej mega autopromocji na trupie grona.

    1) „Ja nie należę do żadnego z tych kółek, staram się nie spoufalać i jestem ciężko dostępny, co pozwala mi obiektywnie oceniać sytuację.”

    Napisał osobnik, którego celem nadrzędnym egzystencji jest włażenie wszystkim w d… Gość który dla znajomości z dowolna „znana osoba z branży” zrobi dosłownie wszystko. A numery ze powoływałeś się na znajomość ze mną, by tylko pogadać z kimś ważnym.. dno, dna metr mułu. Tak, tak, ludzie potem dzwonią i pytają o co chodzi, bo we łbie im się nie mieściło ze możemy być znajomi.

    2) „Ja temu nie ulegam, moje opinie potrafiły nie raz sprowadzić blogera na ziemię, nie raz jego / ją zdestabilizować. Większość blogerów nie radzi sobie z krytyką, automatycznie blokuje za własne zdanie wymierzone w ocenę ich działalności twórczej”

    Napisal osobnik, który za krytykę jego osoby (nie grona jako grona) wywalał ludzi z forum administracyjnego, czy tez ich banował na całym serwisie. Aby admini (społeczni) żyli z nim w zgodzie musieli mu przyklaskiwać i uświadamiać go w jego boskości każdego dnia (1 komentarz tu nawet do tego nawiązuje)

    3) Ja, ja ja, robiliśmy, zrobiliśmy…. Bla bla bla.
    Osobniku, byleś sobie drobnym moderatorem, skupionym głównie na swoim jestestwie. Faktów nie zmienisz poprzez przypisywanie sobie jakiegoś mega udziału
    w projektach. Nikt cię o zdanie nie pytał, bo i nie taka rola Twa była. Pomijam, ze na palcach jednej ręki można wyliczyć osoby które miałyby prawo napisać „robiliśmy,
    zrobiliśmy”, a tych którzy by pomyśleli by tak napisać to jeszcze mniej by było.
    Ja bym się nie odważył. To ze przeginasz już 2 zupełnie nieznające ciebie i faktów
    osoby tu też zauważyły.

    4) Jesteś socjotechnikiem, niestety genialnym z urodzenia, bo nie z wyksztalcenia.
    Potrafisz zbierać informacje, wyciągać je od ludzi, przeinaczać je i wykorzystywać
    przeciw współpracownikom/znajomym etc. I na tym schodziło ci 90% czasu w
    gronie.

    5) Jesteś osobnikiem, który wszedłszy w posiadanie wiedzy o tym, ze twój kolega z pracy ma dostać podwyżkę, poszedłeś do niego i rzekłeś:
    „wiesz ja mam dobry układ z szefem, załatwię Ci podwyżkę, ale pamiętaj Ty mi będziesz leciał przysługę” – w moich kategoriach moralnych jest to niżej prostytucji.

    Czemu marnuje czas na pisanie tego. Z prostej przyczyny. Jest szansa ze komuś kto się natknie na twoje jestestwo na swej drodze, zaoszczędzi to masę przykrych doświadczeń. Ludzie z natury są ufni wobec otaczających ich osób, i nie każdy jest na tyle dobrym psychologiem by się wystarczająco szybko połapać.

    A to już do Pana Jacka – nie wiem jak dal się Pan wkręcić w ten wpis, to już nieważne, natomiast fajnie by było jakby nie uległ Pan naciskom by go skasować. Komuś naprawdę to może uratować skore. Podpisuje się bardzo rozpoznawalnym nickiem, gwarantuje ze wszyscy będący w temacie wiedza kim jestem. To tak by nie zostać posadzonym o anonimowe hejtowanie.

    • Tomek

      Idioci zawsze nimi pozostaną. Jesteś jak słoń w składzie porcelany, jak nawalony szeregowiec dla którego licza się tylko doraźne emocje i za cholerę nie widzi szerszej perspektywy. Znam Cię tylko z wypowiedzi netowych na temat tego serwisu i chyba większej kukułki nie poznałem. Jesteś doskonałym przykładem dlaczego ten serwis umarł szanowny Cube-k.

      • Mikołaj Nowak

        Tomku, daj spokój. Oczywiście, że ten pan nie musi się podpisywać imieniem i nazwiskiem. Wywiad w większości odnosi się do wydarzeń, o których jednostka ta pojęcia nie ma, gdyż po prostu jeszcze wtedy w Grono.net nie pracowała. Natomiast rozumiem gorycz; 2009-ty, który krytykuję to właśnie „jestestwo” tego pana w Grono.net na pozycji „zarządzającego”.

        Zero umiejętności managerskich,
        Zero kultury osobistej.

        Całe szczęście, ze moje późniejsze „jestestwo” w organizacjach znacznie większych od Grono.net perfekcyjnie zaprzecza opinii tego osobnika. Kalkulowaliśmy z Jackiem obecność – wręcz konieczność – pewnych prób dissu tu.

  • macgreg

    Z gronem byłem od końca 2004 roku wtedy to dostałem zaproszenie i stałem się członkiem tej zacnej zamkniętej(jeszcze) społeczności, Od początku byłem aktywnym użytkownikiem, z biegiem czasu starałem się pomagać ludziom na powstałym mniej więcej w 2006 r gronie administracyjnym – nowe funkcje i skomplikowane tutoriale, lub ich brak, powodowały wiele pytań i problemów, z którymi wraz z garstką zapaleńców staraliśmy się zmagać. Za naszą aktywność zostaliśmy zaproszeni do betatestów nowego grona – było to ciekawe zadanie, gdyż mieliśmy dostęp do nowej szaty graficznej, funkcji oraz trybów niedostępnych zwykłym użytkownikom – kilka miesięcy opisów problemów, usprawniania funkcji, layoutu i wdrażania nowinek zostało wrzuconych do kosza gdyż w pewnym momencie wypuszczono zupełnie inny produkt, o innym wyglądzie, funkcjach i z masą reklam – to było chyba powodem pierwszego buntu. Aktywni działacze zostali po prostu oszukani a ich wielogodzinna praca (za którą nie otrzymywali przecież wynagrodzenia) poszła do kosza. Część betatesterów chcąc opisać sytuację została bezpodstawnie zbanowana na gronie administracyjnym(które wcześniej tworzyli), lub po prostu usunięta z serwisu! U mnie skończyło się skasowaniem grona które stworzyłem i w którym rozmawialiśmy o tym co nam się nie podoba oraz na upomnieniu i groźbach stwierdzających, że mogę zostać usunięty za działania sprzeczne z regulaminem, który zresztą kilkakrotnie bez wiedzy użytkowników był zmieniany! Co najciekawsze nie potrafiono mi wytłumaczyć który punkt regulaminu łamałem…

  • Fixl

    Ten ton nieomylnośći <3

  • TomaszJaroszek

    Ciekawa historia. Dobra treść zawsze się obroni, nawet w czasach „maks. 4 tys. znaków, bo nie będzie klikalności” Super! I wielki plus za dyskusję nie pod pseudonimem. Ja się wszędzie w sieci podpisuję nazwiskiem i zawsze największą krytykę zbieram od xyz123, a jak odpiszę, to jest cisza albo kilka wyzwisk na dobranoc ;) Dyskutowaliśmy kiedyś z Mikołajem pod jednym z wpisów, jak zobaczyłem w TVN mamę Madzi po raz setny i napisałem coś złośliwego. Jakie było moje zdziwienie, że w kadzi internetowego jadu/pochwał za negatywny wpis o TVN, dostałem merytoryczną odpowiedź od żywego człowieka pod nazwiskiem. I to z TVN! Tak z definicji powinna wyglądać komunikacja.

  • MPJ 78

    Ja z pozycji usera a potem moderatora kilku gron tematycznych a na koniec moderatora serwisu zapamiętałem to inaczej. Pamiętam jak dano ludziom możliwości kreacji własnego profilu czy profilu grona tematycznego a potem przy starcie V3 zabrano wszystko i zastąpiono jakimś fioletowa paskudną grafiką. Zanim to odkręcono na forach zostali nieliczni. Pamiętam jak mi się wydawało niedotestowane rozwiązania wdrażane na siłę. Kiedy zostałem moderatorem serwisu okazało się że nikt nie reagował na informacje z grona testowego o tym, że coś nie działa. Pamiętam jak błagano czynniki wyższe o wprowadzenie dedykowanych dla grona gierek. Na NK i fejsie wtedy pojawiały się pierwsze gierki o sadzeniu marchewki itp a grono odstawało. Pamiętam jak pod koniec wykupienie abonamentu tzw gromowładnego przestało blokować reklamy i płacenie stało się bezcelowe. Owszem po wprowadzeniu V3 zaliczono bunt userów. Nie oszukujmy się jednak ten bunt nie miałby takiej skali i nie opustoszałyby po nim grona tematyczne gdyby userom zaoferowano dotestowane sprawnie działające rozwiązania. Nie wiem kto tam w gronie był od marketingu ale w momencie wchodzenia fejsa potraktowanie userów grona tym V3 było proszeniem się o katastrofę.

  • http://twitter.com/BartekJuszczyk Bartek Juszczyk

    Fajnie, że długi tekst – może niepotrzebnie wchodziliście w temat telewizji czy prasy, bo nijak się toto ma do Grona a wywołuje istotnie komentarze o „wszechwiedzy” Mikołaja, aaale – tekst zacny, dziękuję.

  • AMBIwalencja Stosowana

    Grono! myślałam, że już o nim dziś nikt nie pamięta! a tu proszę :)

  • m

    w gronie najbardziej podobały mi się grona. dziś już nie ma takiego miejsca w sieci, a fejsowi jest do tego baaardzo daleko… i te jego grupy to mnie tylko denerwują i się zastanawiam, jak można używać takiego niefunkcjonalnego badziewia jak fejsbukowa grupa? (zawsze jak o tym myślę przychodzi mi do głowy też frustracja ludźmi, którzy zamiast stworzyć listę mailingową współdzielą 1 majla… )

  • Alicja26

    Kiedy dzis chcialam zajrzec na grono.net aby zciagnac moje stare zdjecia ( przez zepsuty komputer bylo to ostatnie miejsce gdzie moglam je odnalezc) jednak wpisalam adres wcale nie pokazala mi sie znana ikonka grona lecz jakas inna strona. Ciekawa powodu tej usterki zaczelam poszukiwanie w Google na ten temat. Lzy mi w oczach stanely jak przeczytalam, ze grono juz poprostu nie istnieje, a wraz z nim wszystkie zjecia i wiadomosci. Czy istnieje jakas szansa na odzyskanie tych plikow?

  • Michał

    Chętnie przeczytałem wywiad ale trochę pod innym kątem:) Grono trochę mnie ubiegło jako że pisałem społecznościówkę dla swojego LO ale bardziej pod kątem NK (z planami startu ogólnopolskiego jak by w LO się przyjęło) . Nawet miałem wtedy pinezkowanie zdjęć klasowych oraz dwa Shoutboxy- mniejszy klasowy i większy całoszkolny. Fajnie powspominać te chwile że mogłem być pierwszym;] Wszystko przez to że za długo zwlekałem.


Więcej wpisów