Facebook marketing do społeczności i sporty niszowe.


Tagi: , , ,

Środowisko Facebooka daje znakomite możliwości marketingowe dla sportów niszowych, społeczności wokół sportów, które nie mają szansy przebić się w konwencjonalny sposób (lub nie są „extra medialne’). Jak to się robi, na podstawie kilku przykładów dobrych i tych niekoniecznie dobrych.

Zacznijmy od tego, że coraz więcej i dłużej „konsumowany” jest Facebook przez grupę docelową wszystkich sportów mniej lub bardziej ekstremalnych. Pozwala on na szybką publikację i re-publikację materiałów filmowych i zdjęciowych, informacji z zawodów czy też spontanicznych „ustawek”. Jest też dobrym narzędziem do komunikacji wzajemnej, między fanatykami danej dyscypliny sportowej – można szybciej się grupować czy też informować mimo iż w danym momencie jest się w innej stronie świata /np. pływając w Brazylii lub Egipcie, jeżdżąc na snb w Aplach.

Patrząc na marki związane z surfingiem, kitesurfingiem czy snowboardem bazują one właśnie na materiałach filmowych, które są później przesyłane wirusowe i widoczne w tysiącach miejsc z ich brandingiem. Ilości „editów” czyli krótkich form przedstawiających wyjazdy lub daną ekipę, zawodników, czy tez ludzi amatorsko zajmujących się sportem są ogromne ilości. One również pojawiają się na Facebooku czy też stronach, serwisach które embed’ują te filmy czy zdjęcia. Marki z tych branż znakomicie to rozumieją. Zrozumiały to maski masowe obecne w sporcie od lat – np. Red Bull. A w Polsce? Jakoś odważnych nie widać… lepiej pchać kasę w kopaczy lub przeliczać kolejny raz Excel.

Go Pro. Jakiś czas temu mało kto słyszał o tej marce, kamer które pozwalają w łatwy sposób „skręcić” wszystko co robimy w sporcie, czy na wodzie , na ziemii czy w powietrzu. Teraz dziesiątki filmów tego typu, znajdują się nie tylko na Facebooku, Youtube.  Dlaczego? Bo są autentyczne, swojskie. A na samym początku ktoś wpadł na pomysł „dajmy kilka kamer” ludziom, zawodnikom którzy pochwalą się filmami. Reszta zobaczy jakie to jest „wporzo” i kula śniegowa się toczy.

Energetyki, napoje typu Red Bull czy Burn. Bazują na ścisłej relacji ze społecznościami fanów danej dyscypliny sportowej. Są autentyczne, bo dają coś konkretnego jej, ulepszają ją i rozwijają się razem z nią. Te relacje marka = społeczność są długofalowe i nie są obliczone na krótkofalowe działania słabego publicity. W Polsce? Był przykład Burna, który chciał zaistnieć poprzez kite… ale szybko zakończył swoje działania. Przyznam, ze nie były one ani oszałamiające ani przemyślane. Tak to jest, jak prowadzi się marketing do społeczności, nie za bardzo mając pojęcie jak ona funkcjonuje lub przez pośrednika który ma brie do wykonania, a nie pasję działania.

Deski, odzież, inne sprzęty sportowe. Branding na każdym kroku. Ale jakoś to nikomu nie przeszkadza, bo większość lubi się obnosić z markami i utożsamia się z wizją „lepszego ja” które daje zakup marki Y lub Y. Nie ma co się dziwić, że zaczyna działać marketing szeptany – im więcej pojawia się wpisów w social media z nazwami marek czy też zdjęciami na których dumnie obnosimy się z markami. Tak to już jest, a marki próbują kreować swój świat w którzy mimowolnie chcemy wnikać. Sami zaczynamy więcej mówić o danym sprzęcie, robić sobie fotos i rozmawiać na ten temat. Normalność. Ile zdjęć naszych znajomych, zawodników jest obrandowanych od góry do dołu. Paradowanie z ciuchami, deskami, innymi sprzętami. Branding bije w oczy, jakoś to nikomu nie przeszkadza, w niektórych przypadkach jest pewną nobilitacją w środowisku.

Facebook , następna granica. Którą przekroczyły firmy – szkółki, producenci i dystrybutorzy sprzętu, instruktorzy, zawodnicy czy amatorzy. Czy mają na to pomysł? Niekiedy jest to całkiem z głową, innym razem… wbrew wszelkim regułom które obowiązują w tym serwisie. Ostatnimi razy, wymienić można akcje dwóch znaczących marek – Quicksilver PL i Nobile. Głosowanie na like’i i konkurs bez aplikacji? Przecież to prosta droga do proszenia się o kłopoty, łamiąc regulamin. Wcześniej nagminne było tagowanie zdjęć i spamowanie użytkowników. Ale i to powoli też się kończy – na całe szczęście.

Wyścig o ilość fanów? Jaki to ma sens. Jeśli nie są oni aktywni i zainteresowani daną marką to po co nam oni? By tylko pochwalić się lub pokazać „kto ma dłuższego? Znamy to z marek masowych, widać że teraz każdy chciałby mieć więcej fanów. Ale… nawet jak ich się pozyska. Czy nie jest to zjadanie własnego ogona. Trzeba wyjść poza hermetyczne środowiska sportowe… do zwykłego zjadacza chleba, ale to już opowieść na inny wpis. Wychodzi na to, że niektórzy zawodnicy czy amatorzy sportów potrafią działać skuteczniej w social media, czy też instruktorzy, szkółki. Poprzez sprzedawanie stylu życia, jakiejś wizji która przyświeca ludziom chętnym do wejścia w dany sport.

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 2138 dni temu dnia ·
  • http://worldgames2017.pl/ L.K

    A jak przedstawia się sytuacja odnośnie marketingu wydarzeń sportowych, szczególnie tych multi sportowych (wakeboard, narty wodne a z drugiej strony przeciąganie liny i taniec). Jak najskuteczniej połączyć i zmobilizować fanów tak różnych dyscyplin? Można prosić o konsultacje? http://www.facebook.com/The.World.Games.2017.Wroclaw


Więcej wpisów