Dlaczego gry na Facebooku są dziadowskie?


Tagi: , , , ,

Napisałem tę (przydługą) notkę aby wyrzucić z siebie myśl, która dręczy mnie od dłuższego czasu, a  mianowicie od czasu gdy doszedłem do wniosku że gry na Facebooku są do niczego :) A było to już dobry rok, półtora roku temu. Myśl na nie dawała mi spokoju, a jako wieloletni, wytrawny Gracz przez duże G zachodziłem co chwilę w głowę dlaczego tak jest. I chyba mam odpowiedź. Ale po kolei.

Gościnny wpis autorstwa Michała Góreckiego

Social Gaming nie jest niczym nowym. Towarzyszył mi właściwie od samego początku mojej fascynacji grami i historii bycia uzależnionym od gier (powiedzmy sobie to wreszcie jasno :). Oczywiście na początku, z  racji ograniczeń technologicznych granie towarzyskie działo się w  świecie rzeczywistym. Najpierw gry planszowe – tutaj granie z kimś było nie tyle opcją, co koniecznością. Chińczyk, Magia i Miecz, Monopol. Im więcej ludzi – tym lepiej. Interakcje były zazwyczaj dość podobne – wszyscy grali przeciwko wszystkim, czasami w teamach.

Później nadeszła era gier terenowych w które to zagrywałem się w  harcerstwie. Najczęściej dwa teamy, ustalone zasady i ognia! Sam wymyślałem trochę gier, albo adoptowałem te już istniejące. Capture the flag i różne tego typu zabawy znałem zanim pojawiły się gry FPP ;)

Gry komputerowe? Oczywiście tez lepiej było grać social niż samemu. Na C64 całkiem sporo gier miało możliwość grania na dwa joysticki – przeciwko sobie lub ramię w ramię. A każda większa impreza rodziców na którą goście przychodzili z dziećmi, kończyła się odpaleniem Summer lub Winter Games w które można było grać jeden po drugim, nawet w 10 osób.

Nie będę się zbytnio nad tym rozwodził, bo nie o historii miałem pisać, ale później nadeszła era gier na wdzwanianych BBSach (Legend Of The Red Dragon),

następnie przyszły tekstowe MMORPG, równolegle ciągle istniał świat RPG (całe liceum zagrywałem się w AD&D). Pierwsze LAN parties, granie w Duke Nukem i Half Life w 4, czy 6 osób. To wszystko sprawiało że granie stawało się o wiele fajniejsze.

I kiedy tak patrzę na rozwój social gamingu, a następnie zerkam na gry Facebookowe, mam chęć zacytować klasyka: “Co się stało się?”. Przyjrzyjmy się im trochę.  Najpierw chciałbym pokazać dlaczego według mnie te gry sa krokiem wstecz, a później dlaczego wcale nie są social. A na końcu – niespodzianka – wyjaśnię czemu :)

Wielkie Klikando

Znakomita większość gier na Facebooku to klony, lub wyewoluowane klony oparte o dwa mechanizmy – Mafia Wars i Farmville (Notabene będące klonami 1:1 Mob Wars i Farm Town o czym lubię przypominać he he). Na czym polegaję te mechanizmy?

Kiedy odpalam nową grę i widzę u góry ekranu 3 liczniki energii, zdrowia czy czegoś tam, poniżej “jobsy” do wykonania, ewentualnie paski doświadczenia w danym jobsie, to automatycznie zamykam i blokuję grę. Bo dokładnie wiem jak będzie wyglądała. Przyznam się – grałem w MW chyba rok, doszedłem do 600 poziomu i stwierdziłem (o dziwo, jak późno) że to nie ma sensu… All you need is click. Pampararapam. Ta gra po prostu nie challenguje. Nie można w niej zrobić czegoś lepiej, czy gorzej. Owszem, można w niej spieprzyć ścieżkę rozwoju gracza i źle inwestowac punkty, ale to tylko opóźni twój awans na wyższe poziomy. Gra jest przewidywalna. Odsłaniają się nowe hasła, ale wiesz, że na następnym ekranie będa kolejne jobsy do wykonania, potem boss, potem to samo i to samo… Masakra.

I naprawdę nieważne czy to mafia, czy rycerstwo, czy piraci, czy moda, wyścigi samochodowe czy cokolwiek innego. Przecież te gry to jak zmiana skórki w Winampie. Zmieniają się nazwy, pozostaje ta sama… gówniana mechanika gry. Budowa farmy jest bardziej skomplikowana. Po pierwsze gra jest flashowa, rusza się, żyje. Są w niej elementy graficzne które możemy dowolnie układać. Jako fan SimFarm od Maxis…

…od razu rzuciłem się na tę grę i trochę w nią grałem. Trochę, to znaczy o wiele krócej niż w Mafia Wars. Czemu? Ano MW choć proste do bólu, angażowało mnie raz dziennie (później kończy się energia). Truskawki w FV trzeba było zbierać szybko, inaczej usychają. A jeśli masz ich bardzo dużo to w pewnym momencie łapiesz się na tym, że wchodzisz do gry tylko po to, żeby mechanicznie, centymetr po centymetrze klikać w ekran! Nic więcej. Klik, klik, klik. Bezmyślnie, mogłaby to właściwie robić małpa…

W porządku, pojawiają się elementy wyboru. Realnego. Decydujesz co i  gdzie posadzić. To spowodowało nawet że odpaliłem excela i zacząłem wyliczać co najbardziej opłaca się posadzić. Każde warzywo ma określony czas dojrzewania, koszt, a także cenę sprzedaży.

Ok, gra miała i ma jedną fajną rzecz, a mianowicie możliwość tuningowania swojej farmy. To ty decydujesz gdzie stoją twoje kury czy świnie, możesz projektować swoją farmę w sposób który przewidzieli autorzy lub w swój autorski (układanie flag państw z kolorowych snopków). Ale… ile można?

Klony? Tutaj są bardziej wyszukane. Zmienia się dość dużo, ale mechanizm nadal pozostaje ten sam.

- obiekty które trzeba zebrać po określonym czasie, ale przed upłynięciem innego czasu bo się zepsują (warzywa w farmville, produkty z farbyk w Social City)

- obiekty które trzeba zebrać po określonym czasie bez “terminu przydatności” (drzewa w Farmville, budynki w Social City). Przyjrzyjcie się wielu innym grom na Facebooku i zobaczycie że bazują one w znakomitej większości na tych dwóch typach obiektów. Czy to rybki które trzeba nakarmić, czy cokolwiek innego. Zasadź, czekaj, zbierz. A teraz coś z  zupełnie innej beczki. Zasadź, czekaj, zbierz :)

Czy to są gry?

Dlaczego gry te balansują według mnie na krawędzi bycia grą?

W książce którą właśnie czytam, Jesper Juul wyodrębnił sześć zasadniczych cech gry (zasady gry, zmienny i wymierny rezultat gry, wartości definiujące co uznawane jest za pozytywny wynik gry, wysiłki gracza, przywiązanie gracza do wyniku gry, negocjowalne konsekwencje gry).

Dla mnie, jeśli klasyczne gry (komputerowe, konsolowe, komórkowe, planszowe, terenowe, rpg, czy karciane) można porównać do dania, to gry facebookowe będą przekąską. Niezdrowymi chipsami, czy ciastkami. Do gier tych nie “zasiadamy” aby w nie pograć. Odpalamy je mimochodem, będąc już na Facebooku (który odpalamy mimochodem będąc już przy kompie :P). Owszem, niektórzy zasiadają, ale niektórzy też zasiadają to ciastek i traktują je jako główne pożywienie :)

W te gry nie gramy, my w nie pogrywamy :) Odpalamy, klikamy i  patrzymy co się dzieje. Zbieramy skaczące gwiazdki i cieszymy się jak dzieci. Gdy odpalam CityVille (który jest dość zaawansowaną – nie powiem – ewolucją Farmville) nie mam określonego planu rozbudowy miasta, jak w  Sim City, czy sieci transportowej, jak w Transport Tycoon. Po prostu klikam i klikam i obserwuję co będzie dalej. Co się pojawi, jakie będą tego konsekwencje. Pewnie będę miał nowe budynki, pewnie pojawią się nowe mini questy (click questy). Ale gra mnie raczej nie zaskoczy niczym nowym… Ot, w chwili wolnej w pracy odpalę grę, poklikam, zamknę. Click2harvest®.

Cechy gry wg Juula trochę trzeszczą… Tym bardziej, że gry te nie mają końca (ale tu można przyczepić się do tego że wg jego definicji żaden sandbox nie jest grą…).

A co z towarzyskością? Co z SOCIAL GAMING? Nie oszukujmy się, ta też jest nędzna. Czy my rzeczywiście gramy w te gry ze swoimi znajomymi? Not remotely. Klikamy w znajomych, “zatrudniamy ich” w naszych miastach czy na farmach, czasem im pomagamy klikając w ich plony (np w Frontier Ville). Ale nie odczuwamy specjalnie gry z nimi. Nie mają oni większego wpływu na to co dzieje się u nas. Prawdę mówiąc o wiele większą więź z  innymi graczami czułem 25 lat temu grając w Summer Games gdzie rywalizowałem o wynik, czy też w Wizball grając ramię w ramię (a raczej kulka w kulkę ;).

Co poza Facebookiem?

Ale spójrzmy obok.  Jadę strasznie po facebookowych grach, ale chciałbym odnieść się do gier spoza niego. Pod kątem zarówno grywalności jak i towarzyskości.

Grywalność? To chyba jasne że chyba WSZYSTKO jest bardziej grywalne. Już stare gry na C64 miały bardziej skomplikowane zasady i zmuszały do większego myślenia, czy choćby zręczności. O grach komputerowych pisać nie będę, spójrzmy na dopiero co rozwijający się segment rynku, czyli geo-gaming. Posłużę się oczywiście dopiero co przeze mnie opisywanym My Kingdom.

Gra opiera się na starym jak gry mechanizmie surowców. Kombinowanie – olbrzymie. Wybór dobrego miejsca na postawienie tartaku czy kopalni jest komplikowany tym, że trzeba przemieszczać się po mieście fizycznie. Wybór produkcji, odpowiednie kupowanie i sprzedawanie surowców – to rzeczywiście wciąga.

Elementy social? Na razie trudne do oceny w działaniu, bo gra w nią mało osób, ale i to zostało przewidziane. Rywalizacja o tytuły rycerza danego obszaru, paladyna regionu, czy księcia danego kraju, walka między zawodnikami, czy wreszcie kształtowanie cen na lokalnych ryneczkach przez popyt i podaż – to prawdziwe elementy społeczne! Do tego możliwość doglądania wiosek przez znajomych (w przypadku wyjazdu). A gdy w danym regionie gra mało graczy? System ich emuluje wprowadzając NPCów. Gra nowa, gatunek gier nowy, a jednak wydaje się ona wiele mil z przodu, już na starcie.

Werdykt

I wreszcie werdykt. Dlaczego tak jest? Odpowiedź jest bardzo prosta. Czytaliście newsy sprzed kilku dni? Zynga jest teraz więcej warta niż Electronic Arts. Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze rzecz jasna.

Jaki jest model sprzedaży tradycyjnych gier? Prosty. Ja płacę, gra zapewnia mi świetną rozrywkę. Gier jest tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli komuś nie odpowiada strategia to kupi sobie symulator ubierania lalek. Albo wyścigi samochodowe. Ja już zapłaciłem, więc autor nie musi już kombinować jakby tu mnie oskubać. Oczywiście może, sprzedając dodatkowe packi, ale nie to jest sednem gry.

A jak wygląda model ekonomiczny gier facebookowych? Cena? Są darmowe. In game ads? Nie za bardzo. Pozostaje więc wplecenie kupowania za  prawdziwe $ w mechanikę gry i wymuszanie zapraszania kolejnych osób. Taki trochę Amway.

Dlaczego gry te są podobne? Dlatego że opłaca się skopiować działającą mechanikę gry i dorobić do tego nowy skin. Największy złodziej – Zynga – dobrze na tym wyszedł, więc czemu tego nie robić?

Dlaczego nie ma prawdziwego elementu social? Bo po co? Wazne jest to, aby gra jak najbardziej rozniosła się po facebooku. Ważne jest więc wysyłanie zaproszeń do wszystkich znajomych, ważne jest wrzucanie innym na walla o tym że krowa właśnie się ocieliła, albo że potrzebujesz pomocy w zabiciu 36543 Bossa na 237 poziomie. Ważne jest “zatrudnianie” innych, czyli de facto wciąganie ich do gry. Ważne jest, by nie eksperymentować zbytnio z nowymi elementami mechaniki które mogą się nie sprawdzić. Bo po co kombinować, skoro i tak działa?

A brak realnych wyzwań intelektualnych w grach? No cóż, masówka. Nie oszukujmy się, pewnie znakomita większość graczy woli sobie po prostu poklikać w wyskakujące kolorowe gwiazdki niż podejmować decyzje strategiczne. Jak pisałem – takie podżeranie przekąsek.

I choć mechanizmy te stały się dla mnie jasne, to nadal niestety patrzę i załamuję ręcę. Bo nadal nie widzę ani jednej, naprawdę challengującej gry na Facebooku. A jeśli taka się pojawi, to… staje się nudna lub nie jest rozwijana z powodu braku masy krytycznej graczy.

Dlatego też w wolnej chwili zamiast budować kolejny budynek w City Ville i zbierać z niego kasę/ludzi/cokolwiek, wolę wyskoczyć z domu i  przejść się z psem do mojej pobliskiej kopalni rudy miedzi :) Pożytek z  tego taki, że od kompa się oderwę. A w pracy? Prędzej zagram w mniej lub bardziej klasyczną łamigłówkę typu Zuma, Bejeweled czy w Tower Defence. Bo grając w kolejne bezmózgie klikando mam wrażenie intelektualnej degrengolady. I myślę sobie, że w tym zakresie świat poszedł kilka kroków wstecz. Oby to był tylko rozbieg do dużego skoku naprzód :)

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 2303 dni temu dnia ·
  • http://www.topmenedzer.pl Michał Ksiądzyna

    Pełna zgoda – gry na FB są słabe. Sam próbowałem obydwu modeli i dłużej niż tydzień nie byłem w stanie tego wytrzymać. W pewnym momencie dochodzisz do wniosku: fajne to klikanie, ale tak faktycznie to po co mi to? Szachy albo chociażby Chińskie Go biją wszystkie gry Facebookowe razem wzięte na głowę, mimo dużo większej prostoty mechaniki gry.

    Mimo tego wydaje mi się, że targetem w przypadku Farm Ville i Mafia Wars nie są starzy wyjadacze, którzy rzucali kostkami w ubiegłym tysiącleciu, tylko ludzie którzy z grami praktycznie nigdy nie mieli do czynienia i stawiają dzięki tym Facebookowym pierwsze kroki. Zupełnie inna grupa.

  • http://www.bognabialecka.pl Bogna

    „Uwielbiam” analizy dokonywane na podstawie powierzchownej znajomości tematu. Ja się przyczepię tylko do farmville, w które gram. Gra bardzo przyjemnie ewoluowała od czasu gdy autor do niej zaglądał (patrząc na screenshota – było to może z rok temu. W tej chwili daje mnóstwo alternatywnych sposobów rozwoju, prowadzenia farmy. Oczywiście może być to tylko klik klik klik dla osób o małej wyobraźni. Pierwsza gra strategiczna, która nie jest masakrycznie nudna, w mojej ocenie. Uczy planowania, zarządzania zasobami, priorytetyzacji, kreatywności a nawet delegacji zadań i negocjacji.

  • iber

    No nie zgodzę się z tym do końca :) jest kilka gier które swoim poziomem odbiegają od klikadełek.

    facebook.com/crazyplanets – gra biorąca dużo z Wormsów, trzeba nie raz się troszkę natrudzić by zdobyć achievementy czyli przejść daną misję określoną bronią czy w określony sposób.
    facebook.com/geochallenge – wiedza z geografii którą można zaszpanować na fejsie.
    facebook.com/apps/application.php?id=132198320144325 – gra giełdowa, można sprawdzić swoje typy i porównywać je z innymi, super że ktoś coś takiego zrobił dla polskiej giełdy
    facebook.com/playbola – prosty zręcznościowy ‚menadżer’ piłkarski, tworzysz swoją drużynę i grasz z innymi, bardzo wzrastający poziom trudności wymaga od Ciebie kombinowania

    Jeszcze był z ciekawszych gier menadżer piłkarski z prawdziwego zdarzenia w którym twoja drużyna składała się z twoich znajomych których trenowałeś :) ale niestety nie pamiętam nazwy…

    Pozdrawiam.

  • http://on.fb.me/dMGmeh Cholawo

    Wg mnie postęp technologiczny sprawił, że komputery czy konsole zjadają własne ogony. Gry na nie są po prostu zbyt skomplikowane i zaangażowanie się wymaga albo chłonności nastoletniej głowy, albo – w przypadku starszego gracza – freaka mającego odpowiednią ilość czasu. Facebook zaspokaja bardziej masowe potrzeby. A czy nam się to podoba, to już zupełnie inna sprawa.

  • http://blog.piotrnalepa.pl Sun Pietro

    wg mnie na FB jest tylko jedna gierka warta odnotowania „Guitar God”, a reszta mnie nie interesuje. Wolę normalne gry na kompa, które wymagają ode mnie czegoś więcej niż bezmyślnego zapraszania znajomych do gry, aby zebrać jakieś durne warzywko.
    I nie zgodzę się z cholawo, że nowe gry wymagają chłonności nastoletniego umysłu, bo wg mnie nowe gry zaczyna się robić coraz bardziej dla osób nie chcących myśleć i wymyślać rozwiązania.

  • http://www.jarekjarecki.pl Jarek Jarecki

    Te gry nie są dziadowskie, tylko Gadzinowskie ;)

    Pozdrowienia Jacku.

  • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

    Artykuł wymaga przeredagowania, a nie samego copy -> paste.
    Tego się nie daje czytać :(

    Co do treści – świat zawsze kręcił się w kółko.
    Już 3 tys. lat temu zauważono, że historie są te same, zmieniają się tylko scenografie. :)
    Tak jest z powieściami, filmami i tak samo z grami.
    Jednych pociąga ciekawa grafika, rozwiązywanie zagadek itd. a inni chcą tępo i bezmyślnie patrzyć w telewizor lub monitor, równie mechanicznie klikając przy tym po przyciskach pilota lub myszki.
    Ja np. lubię grę Tzar , choć grafika jest jak na dzisiejsze czasy bardzo „płaska”, a zupełnie nie wciągnęły mnie tego typu gry pełne 3D.

    Może dopiero kontrolery typu kinect czy move dla PC otworzą nową erę rozrywki komputerowej choć ciągle w starych schematach i tylko nowych scenografiach :)

    pozdrawiam
    Arek

  • http://wiecejdokieszeni.blogspot.com/ Grzegorz Działa

    Rzeczywiście długa notka. Przyznam, że stare gry na Amigę to bylo rzeczywiście coś. Nawet długie ładowanie się dyskietek [hehe] wspominam z sentymentem. Nie gram w żadne gówno z FB tylko czasem sobie pyknę w imperia online. Zresztą ostatnio nie mam czasu na granie.

    Biznes to najbardziej emocjonująca gra.

  • http://netgeeks.pl Michał Górecki

    Na początku dziękuję za komentarz dotyczący redagowania tekstu w wykonaniu samego Pana Prezydenta. Obiecuję, że popracuję nad stylem.

    Co do Farmville. Autor co jakiś czas zaglda na Farmville, autor posłużył się starym zrzutem ekranu. Autor grał nawet w o wiele bardziej rozbudowane FrontierVille i CityVille.

    Niestety, gry te nadal są klikadłami. Rozbudowanymi bardziej klikadłami. Tam się nie da stracić. Tam nie ma bezpośredniej rywalizacji czy ryzyka. Jedyna kombinacja to obczajenie co najlepiej sadzić, ale to się oblicza w excelu, w 15 minut.

    Wiem, wiem, mają trafić do masowego odbiorcy. I ma się na nich zarabiać. To takie disco-polo w branży gier. Ono tez jest masowe. I też się na nim najlepiej zarabia.

    Choć owszem, od czasu napisania oryginalnej notki doszło do mnie sporo linków z ciekawymi grami na fb – rzeczywiście jest ich trochę. Ale nadal żadna nie urzekła mnie, nawet do klikania po kilka (naście) minut dziennie.

    Trochę wcześniej napisałem o My Kingdom na iPhone. Gra jest z innej kategorii (mobile + geo) ale jest dość prosta w mechanice za to bardzo, bardzo dopracowana.

  • Wawrzek

    Jako starego fana gier komputerowych generalnie przeraża mnie trend, który w nich zapanował, bo ja nie tylko na FB mam problem ze znalezieniem gier równie „miodnych” i grywalnych, jak Winter czy Summer Olympics. Grafika jest prawie wszędzie fantastyczna, ale wszystko niesamowicie szybko się nudzi z braku challengów właśnie. Praktycznie jedyna gra, w którą teraz gram i gorąco polecam to League of Legends z Riot Games.

  • http://www.diving-world.pl nurkowanie

    Myślę że system FB nie pozwala jeszcze na wrzucenie gier bardzo dobrej jakości, i to właśnie dlatego gry są tak marnej jakości. Jednak czas jaki potrafią spędzać użytkownicy przy tych grach przeraża mnie…

  • http://www.mazurek.it Paweł Mazurek

    Ale przecież nie chodzi o to, żeby gry na Facebooka były super.
    Chodzi tylko o to, zeby gry na Faebooku sprzedawały, sprzedawały produkt, usługę, itd…

  • Olek Kuś

    Wszystkim ‚dziadkom’ chciałbym przypomnieć że era summer i winter olympics skończyła się jakieś 20 lat temu, świat poszedł do przodu a przeciętny gracz ma do dyspozycji naprawdę wiele bardzo bardzo dobrych gier (nie mówie tu o grach z FB)…

    IMO gry na portalach nie mają tego, czym dobra powinna się charakteryzować: immersji. Nie ma się z kim identyfikować, nie ma celu, do którego można dążyć, nie ma wyzwań, które zachęcałyby do wchodzenia głębiej w świat gry. Naprawdę, klikanie ‚nakarm buhaja Aleksieja’ to nawet nie jest zalążek prawdziwego co-opa. Social gaming to już bardziej sieć PSN/XBLA czy Steam na PC.

    PS. Do zbierania marchewki polecam zatrudnić ślimaka z ‚Plants vs. Zombies’ (polecam – rewelacja :) gra, nie ślimak, oczywiście).

  • http://www.tourdelans.pl Dolii

    Powyżej Olek nawiązał do bardzo ważnego pojęcia IMERSJA. Zdecydowanie się z tym zgodzę, że „to zjawisko” w przypadku gierek jakimi są MW czy FV w ogóle nie występuje… ale dlaczego? Jest tego bardzo racjonalna przyczyna? Musimy pamiętać, że to GRY PRZEGLĄDARKOWE. W jakim celu zostały stworzone? Ktoś jest w pracy, siedzi na kompie i necie i co jakiś czas odrywa się – kilka i może pracować dalej. Z natury są grami „towarzyszącymi” i symultanicznymi z innymi czynnościami. Jak ja sobie sto lat temu kupiłam „Theme Hospital” to nie wychodziłam z domu przez 2 tygodnie… gierki typu „Restauracja” są tego typu, że doglądamy swojego interesu co jakiś czas, klikamy, dokonujemy paru czynności – i wracamy do spraw bieżących.

    Ale NAJWAŻNIEJSZE- kocham autora za ten tekst. Czytanie go to przyjemność. Tekst ma tyle cudownych określeń: „wielkie klikando” , „All you need is click. Pampararapam”… Jestem urzeczona tym postem!


Więcej wpisów