Before Facebook was cool – lekcje dla przyszłości


Tagi: , , ,

Marketing w social media nie zaczął się z chwilą pojawienia się Facebooka, mikroblogów – funkcjonował już na początku stulecia. Tylko nikt go tak nie nazywał. Jakie możemy z przeszłości wyciągnąć wnioski, dla przyszłości?

To, że Facebook nie jest wieczny chyba nikt nie wątpliwości. Wieczne, mogą być co najwyżej diamenty! Zwiększająca się ilość użytkowników, marek obecnych na serwisie oraz ilość komunikatów coraz bardziej zakłóciła obieg informacji. Na pewno też użytkownicy zaczęli podchodzić bardziej selektywnie do informacji, jak i też zaczyna spadać ich aktywność.

Stoi to totalnie w opozycji do tego co miało miejsce 10-12 lat temu, gdy popularny w Polsce był Usenet. To tam miały miejsce prawdziwie gorące dyskusje i początki marketingu relacji lub relacji z liderami opinii. Na początku dość przypadkowe oczywiście. Powiecie, jak to możliwym? Na przykładzie branży gier komputerowych powiem, że niczym dziwnym nie było to, że ze „zwykłymi graczami” czy w swoim gronie – publicznie rozmawiali przedstawiciele mediów (recenzenci gier), redaktorzy naczelni tychże gazet czy serwisów dedykowanych tematyce, czy też wreszcie zarządzający firmami wydawniczymi gier (zwanymi dystrybutorami) z Michałem Kicińskim z CD Projekt na czele. Nie rzadko te dyskusje były płomienne, dochodziło do kłótni. Niemniej jednak bezpośrednie podejście pozwalało zadać pytanie i mieć możliwość uzyskania odpowiedzi na nie. Informowano o premierach, recenzowano gry, prezentowano ekskluzywne materiały. Oczywiście wtedy, wielu mówiło że dyskusje były mało merytoryczne ale patrząc z perspektywy czasu były one dość pouczające, bo laikowi pozwalały szybko zrozumieć wiele niuansów związanych z tą branżą. Zanim powstał Twitter czy Facebook, funkcjonowały miejsca z szeroką dyskusją, wielostronną! Nie spłyconą obrazkiem czy memem.

Kolejnym etapem rozwoju relacji z liderami opinii, budowy wizerunku czy też wręcz sprzedaży w mediach społecznościowych (nie nazywanych wciąż w ten sposób) były fora dyskusyjne. W 2004 czy 2005, nikt nie myślał na masową skalę że jest to możliwym. Jednak były już osoby, firmy które były prekursorami takich działań. CD Projekt (z branży gier komputerowych) posiadał już wtedy community managera, czyli osobę oddelegowaną do komunikacji z graczami oraz mediami internetowymi. Serwis gram.pl, wraz ze swoim dobrze zarządzanym forum dyskusyjnym wydatnie pomagał informowaniu o nowościach wydawniczych, dbaniu o customer care, generowaniu sprzedaży oraz budowy długofalowego dobrego wizerunku firmy. Innej niż pozostałe firmy z branży na rynku. Co do dzisiaj procentuje i było wykorzystywane przy budowie komunikacji do konsumenta na przestrzeni lat. Drugim ciekawym przykładem budowy rozpoznawalności firmy, utrzymywania kontaktów z potencjalnymi klientami, sprzedaży produktów i usług był właściciel szkółki kite Wake.pl (Darek Ziomek). Przez wszystkie lata, od początku swojej bytności na kiteforum.pl wykorzystał on maksymalnie to miejsce do marketingu swojej firmy (później także serwis grono.net). Wielu zarzucało mu megalomanie, spam, nachalne reklamowanie, wojny podjazdowe (blisko 10 tysięcy postów od 2004). Jednak po latach okazało się, że mimo tej krytyki działania były skuteczne a szkoła kitesurfingu Wake.pl jest ścisłej czołówce w ilości przeprowadzonych szkoleń. Sprzedaje także istotną ilość sprzętu kite’owego, dzięki poradom sprzętowym i recenzjom. Czy się to komuś podoba, czy nie. Relacje ze szkółki, artykuły połączone ze zdjęciami – czyli to wszystko co teraz widzimy w Facebooku w otoczeniu marek i produktów, funkcjonowało już znacznie wcześniej.

Powyższe przykłady są kompletnie podane przypadkowo ale pokazują wyraźnie, że działania które dzisiaj nazwalibyśmy „social media marketingiem” prowadzone były z sukcesem wiele lat temu. Co najważniejsze, przekładały się bezpośrednio i pośrednio na to, co jest najważniejsze w biznesie czyli sprzedaż. Nie zawsze też były w 100% zaplanowane i wielokrotnie dostosowywane do zmieniającej się rzeczywistości. Jakie są lekcje dla przyszłości?

Że nie zawsze szumne nazwy działają (Web 2.0, social media marketing, facebook marketing, f-commerce). Duże liczby także, nie przekładają się na siłę relacji bezpośredniej. W obu podanych przypadkach najważniejszy był marketing relacji, który wiązał potencjalnych konsumentów z liderami opinii. Liderem opinii był w tym przypadku przedsiębiorca, który zbudował percepcję firmy i produktu. Nie ważne czy była to szkoła kitesurfingu czy też lider na rynku gier komputerowych w Polsce. Liderami opinii byli też i są „heavy userzy” – konsumenci z danej branży, to oni dostarczają dużej ilości informacji, stają się opiniotwórczy i wręcz kreują trendy. Nie brzmi to znajomo, jeśli porównać ich np. do blogerów?

Za kilka/kilkanaście miesięcy – gdy osłabnie siła oddziaływania Facebooka w Polsce, zacznie się poszukiwanie alternatyw. Czy będzie nim Youtube, blogosfera, fora dyskusyjne, WOMM czy też liderzy opinii? Na pewno nie będzie to tak proste działanie jak miało miejsce dotychczas w Facebooku. Tutaj ważna będzie autentyczność i pomysł, a nie doraźne pompowanie statystyk i głupawe obrazki. Marketing „szemrany”? Jego renesansu nie będzie.

W każdym z tych miejsc, koniecznym będzie budowanie długofalowych relacji, budowanie społeczności lub włączenie się w już istniejące społeczności. Nie będzie i nie ma tam dróg na skróty – typu farmy fanów czy reklama „na kliki”. Wystarczy popatrzeć jak długo zdobywa się reputację na forach dyskusyjnych (tych moderowanych), ile czasu zdobywa się np. 100 tysięcy subskrybentów na kanale w Youtube, utrzymuje relacje z „liderami opinii” czy buduje rozpoznawalny blog z reputacją. Nie łatwa to perspektywa, ale na pewno bardziej kreatywna i realnie wpływająca na to co zaczyna być nazywane nowym buzz wordem – „inbound marketing”. Agencje, specjaliści i firmy poważnie myślący o marketingu tego typu już dzisiaj powinni myśleć „co robić, jak zacznie uciekać powoli powietrze z balonika pt. Facebook”.

Czas pomyśleć o przyszłości marketingu internetowego. Gdzie także przyjdzie się przeprosić z e-mail marketingiem, display w modelu efektywnościowym uzupełnionym o reklamę video czy SEM/SEO. Renesans? Niekoniecznie, te wszystkie wymienione formy marketingu w sieci maja się dobrze i przy całym szumie wokół social media w ciągu ostatnich kilku latach, nadal rosły w siłę. I „jakoś” sobie poradzą w przyszłości. Oczywiście poniższe zestawienie jest tylko „trendem”, „estymacją z odległego rynku”, ale…

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 1701 dni temu dnia ·
  • http://www.creneo.pl/ Hubert Bernaciak

    Aż tak szybko „prorokujesz” koniec facebooka… A może już masz jakieś gotowe pomysły na przyszłość?

    • Jacek Gadzinowski

      Nigdzie nie pisze „o końcu”, raczej o”uchodzeniu powietrza z balonu”.
      Kto znajdzie zamienniki, ten pewnie wygra na komunikacji.

      I nie sądze by już dzisiaj sie tym ktoś chwalił, za dużo niewiadomych i zmiennych.

    • Marzena Laren

      Hubert, ależ to nie jest prorokowanie. To nieuniknione. Przekonasz się. Niech po prostu ktoś wymyśli coś nowego, a że wymyśli, to raczej oczywiste. To się nazywa rozwój, zmiany. Tak jak nie potrzebne są statystki, żeby zauważyć względną bezwartościowość lajków. Nie neguj. Obserwuj, a najlepiej kreuj wizje tego, co będzie następne ;-)

  • Urban Grzegorz

    Kilka przykładów takich udanych społecznościowych działań marktingowych sprzed facebooka dorzuciłem do dyskusji na grupie Sprzedaż i Marketing w Polsce na Linkedin. 

    http://lnkd.in/VbcYYT
    sprawdźcie i dołączcie do dyskusji. Warto byłoby to zebrać dla potomnych i jednocześnie jako argumenty dla klientów.
     


Więcej wpisów