Arbitraż, prowizja, kick backi czyli jak reklama i PR jeszcze nie utonęła


Tagi: , , , , ,

Skoro w branży reklamowej nie ma pieniędzy, jest słabo to dlaczego jest ona nadal pożądana i wymarzonym przez niektórych miejscem pracy?

Jest wiele aspektów tego pożądania: ekonomiczne, społecznego uznania ale też mentalne. Praca w branży nadal kojarzy się z łatwym chlebem, zerowym progiem wejścia i legendami związanymi ze „złotem leżącym na ulicach”. Można przyznać rację, że w dobie recesji gospodarczej w Eurolandzie (za chwilę prawdopodobnie też w Polsce) może być także ona swoistą „przechowalnią” dla 20-30 latków, którzy obecnie mają marne szanse na rynku pracy. Zdobywając oni tu pracę, będą ją chronić za wszelką cenę, także koloryzując otaczającą ich rzeczywistość.

Całe pokolenie ludzi kończących humanistyczne studia jest mało przygotowane do rzeczywistego rynku pracy. „Mac praca” w agencjach reklamowych, social media tworach i PR komórkach pozwala tym ludziom mieć szansę na jakiś zarobek. Dla właścicieli takich agencji, agencyjek młody człowiek jest rezerwuarem potencjalnego zysku. I powodem, dlaczego ten biznes jeszcze się opłaca. Nie zatrudni się specjalisty za 6-8 tysięcy, skoro są całe rzesze ludzi którzy mogą zrobić podobną pracę (mało ambitną np. uzupełnianie postów na Facebooku czy pisanie precli PR) za połowę tego kosztu.

Kolejna szansą na osiągniecie zysku takiej agencji jest zlecanie pracy na zewnątrz na podwykonawców. Nie trzeba wtedy inwestować w biuro, sprzęt, programy komputerowe czy social dla pracowników. Dodatkowo zawsze można opóźnić przelew lub go nie zapłacić. Nagminna praktyka stosowana przez firmy względem freelancerów – np. na rynku DTP czy projektowania graficznego.

Prowizje od podwykonawców, to rzecz normalna i oczywista. Nie ma co tu doszukiwać się sensacji. Jeśli to jest 10-25% można uznać to za układ partnerski. Natomiast gdy zdarzając się wypadki narzucania prowizji 100-200 czy więcej procent (kupić np. za 10 tys a sprzedać za 30 tys i nic się nie napracować), można zapytać o jakim partnerstwie tu mowa lub… czy końcowy klient nie jest „walony w rogi”. Z partnerstwem nie ma nic wspólnego to jeśli takiego typu agencje chcą kupować od innych firm lub freelancerów wysoko przetworzone usługi np. konsulting, strategie czy gotowe projekty logotypów, reklam za cenę przysłowiowego złomu. Jawna to kpina.

Kolejną formą prowizyjną pozwalającą utrzymać się na powierzchni jest cały system „kick backów” czyli najprościej mówiąc kupowania w imieniu klienta usług, mediów za cenę X oraz później refakturowania jakiejś części tych kosztów tych zakupów poprzez faktury. Nie byłoby w tym nic złego, ale nosi to znamiona nieuczciwej konkurencji w branży np. mediowej gdzie domy mediowie biorąc udział w przetargach deklarują (przez co wygrywają) oprócz swojej wiedzy, zespołu jak najniższy poziom prowizji. Nikt naiwny na rynku chyba nie sądzi że z prowizji rzędu 1-1,5% da się utrzymać kilkuosobowy zespół i przynieść zyski firmie. Ot, taka tajemnica poliszynela.

Arbitaż (przyp. skup tanio – sprzedaż drogo) ostateczny powód utrzymania się branży reklamowej przy życiu. Gdyby nie możliwość zarabiania na działalności dodatkowej, outsourcingu już dawno powinna ona przestać istnieć w polskich warunkach. A jakoś cały czas funkcjonuje, pojawiają się kolejne agencje, butiki, huby czy jak to tam jest teraz nazywane. Pytanie tylko, czy w tej buchalterii jest jeszcze miejsce na kreatywność, opiniotwórczość branży reklamowej czy bardziej przypomina to przerzucanie setek ton węgla z kopalni do statków pełnomorskich. Czy polska reklama, media zarabiają jeszcze na swojej działalności podstawowej. Patrząc na zestawienia wyników spółek reklamowych, mediowych czy też w Monitor B zadać można sobie łatwo odpowiedzieć, dlaczego praca w sklepie z koszulkami, posiadanie burgerowni lub warzywniaka, restauracji jest tak porządane w branży reklamowej.

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 1501 dni temu dnia ·
  • Onion Underwear

    Brzmi jak poradnik, jak otworzyć pseudo-agencję :D

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1312291719 Tomasz Sowa

    Jacek, jest jeszcze druga strona medalu. Klienci. Ich działy marketingu i o coraz większym znaczeniu w marketingu, działy zakupów. Szukający jak najniższych „kosztów”, kosztem jakości, strategii i innowacyjnych rozwiązań. Patrzący w perspektywie jednego kwartału, ewentualnie dłuższej – od stycznia do grudnia. Bojący się zainwestować 1% budżetu w badania, które potencjalnie mogą poprawić ich efektywność działań. Wykorzystujący każdą możliwość, żeby „obniżyć” koszty. Przykładów można by mnożyć bez liku. I niestety, jest to obecnie dominujący trend na rynku (mówię o swoim mediowym podwórku).

    • Jacek Gadzinowski

      Tomak , masz racje. W ten sposob tez następuje dewaluacja usług. Niestety wiele działów zakupów kupuje ołówki i media, tak tworza się stereotypy. Ale tak jest… bez wiedzy i umiejętności.

  • http://10tysiecy.pl/ Paweł Montwiłł

    Bo Ci młodzi kreatywni gdzieś chcą się otrzaskać po studiach albo w ich trakcie. Może i przerzucają węgiel z jednej strony na drugą, ale przynajmniej poznają świat internetowych promocji. Może któryś coś zrozumie, złapie, znajdzie niszę, kiedyś coś swojego otworzy…

    W książce Freakonomics jest ciekawy fragment dotyczący tego dlaczego handlarze narkotyków biorą się za słabo płatną pracę, w której mają większą szansę zginąć niż ktoś z wyrokiem śmierci czekający na egzekucję. Podobnie jak młodzi kreatywni, umuzykalnieni czy zachwyceni światem mody – Ci wszyscy podążający za karierą marzą, że któregoś dnia wejdą dostatecznie wysoko w strukturze piramidy by dobrze zarabiać. Od czegoś trzeba zacząć.

  • http://twitter.com/BartekJuszczyk Bartek Juszczyk

    Napiszę truizm, ale przecież na Boga, kto teraz mądry, znając realia, bierze udział w przetargach gdzie jedynym kryterium jest w 100% – cena? Mamy niemalże podobne 100% szans, że zostaniemy zrobieni w konia przez poszukiwaczy referencji robiących po kosztach, czy też dziwacznych machinacjach przy przetargu „wiedzących”, w końcu pozostaje nam rywalizacja wiedzy i kreatywności z małą agencyjką idącą na „jakoś to będzie”.


Więcej wpisów