7 mitów o Social Media – kto ma rację?


Tagi: , , ,

Od pewnego czasu przez blogosferę oraz przez różnorakie grupy dyskusyjne przewija się dysputa o tym jakie to Social Media jest złe. To całkiem naturalne – niewątpliwej fascynacji SM którą to od pewnego czasu możemy obserwować, towarzyszyć musi zjawisko przeciwne.

Materiał przygotował Michał Górecki

Notka ta krążyła mi po głowie od jakiegoś czasu. Postanowiłem zebrać największe mity i wątpliwości dotyczące marketingu w Social Media i spróbować się z nimi rozprawić. Tak, będe pisał o marketingu w SM a nie o Social Media jako takich (o tu powinienem opisać mit nr #0 – Social Media powstały po to aby uprawiać w nich marketing, ale bzdura tego punktu jest tak oczywista, że potraktuję go jako swoistą rozgrzewkę). Wiem, pewnie spora część z was korzysta z SM w zwykły sposób i nie jest związana z nim zawodowo – ale właśnie specyfiką SM jest silne powiązanie działań marketingowych z tym co w SM robimy na codzień, więc może będziecie chcieli też conieco poczytać. A więc naprzód.

1. Social Media to coś nowego

Mogłoby wydawać się, że SM to sprawa zupełnie nowa. Takie podejście mogą podtrzymywać różne świeżopowstałe – jak grzyby po deszczu – agencyjki i wszelakie kilkuosobowe firemki. To jasne, w ten sposób zdają się mówić “dopiero co powstaliśmy, ale przecież Social Media też dopiero co powstało”. Oczywiście nic bardziej błędnego.

Social Media to przecież nie tylko Facebook marketing (o tym w oddzielnym punkcie). Fora dyskusyjne, blogi i inne platformy wymiany informacji nie istnieją od wczoraj, od dwóch a nawet od pięciu lat tylko o wiele, wiele dłużej. Zmieniają się narzędzia, zmieniają się platformy, zmienia się w końcu cała sieć i dostęp do niej. Facebook zrewolucjonizował wiele rzeczy. Ale wiele rzeczy pozostaje takich samych. Przed Facebookiem był MySpace, wcześniej było wiele różnych mniejszych lub większych serwisów mających społecznościową twarz. Były małe serwisy stawiane na Joomli (wcześniej Mambo) z różnymi pluginami pozwalającymi na takie czy inne społeczne interakcje. Były rozbudowane profile, możliwości wypowiadania się na profilach, były czaty i shoutboxy. Były galerie zdjęć i dyskusje pod nimi. Były wreszcie różnego rodzaju fora dyskusyjne i grupy usenetowe.

A Social Media marketing? Ten też ewoluował. Od różnego rodzaju działań na forach dyskusyjnych (działań jawnych i niejawnych), przez akcje z blogerami czy też inne działania mniej lub bardziej partyzanckie. Z jednym mogę się zgodzić – nikt wcześniej nie dał firmom tylu narzędzi do komunikacji z fanami marki co Facebook. Ale nie mówmy że Social Media powstały wczoraj.

2. Social Media nie mają sensu

To zdanie które słyszę często od różnego rodzaju introwertyków i innych osób które osobiście nie rozumieją po co w ogóle Social Media w dzisiejszym kształcie. Po co Facebook. Po co idea dzielenia się czymkolwiek. Przecież to istny ekshibicjonizm! Rozumiem, że nie wszyscy chcą dzielić się z innymi tym co robią. Spoko. Natomiast będzie ciągle istniała spora grupa ludzi dla których to bardzo ważne. Oni istnieli od zawsze! Zupełnie jak na imprezach szkolnych – jeden gość skupiał wokół siebie uwagę towarzystwa, kilka osób stało wokół niego i śmiało się z jego dowcipów, a część osób nieśmiało sączyła drinki w kącie. Pokazywaliśmy innym zdjęcia (“widziałeś już zdjęcia z naszego wyjazdu?”) i filmy (“a może obejrzymy teraz film z naszego ślubu?”). Tagowaliśmy się (podpisy pod zdjęciami w albumach). Teraz jest lepiej – sami decydujemy co oglądać a co nie. Jedni piszą, inni komentują, a jeszcze inni tylko czytają.

Przestrzegam przed jednym – nie oceniaj możliwości SM swoją miarą. Może coś ciebie nie angażuje, ale to przecież nie znaczy że to coś nieangażującego. Mnie na przykład zupełnie nie angażuje piłka nożna (serio). Ale byłbym kompletnym idiotą gdybym twierdził że piłka nożna nie angażuje. Albo że nie można na niej zarobić.

3. Social Media to Facebook

“Zróbcie nam fanpejdża”. Takie zdanie mniej lub bardziej otwarcie pada dość często ze strony klienta. Bo przecież teraz robi się fanpejdże. Ba, część agencji próbuje ten stan rzeczy utrzymać. A przecież nic bardziej błędnego. Jak już pisałem – Social Media istniało przed erą Facebooka. I będzie istnieć po tej erze, a ta pewnie też kiedyś się skończy. I istnieje też poza Facebookiem, bo przecież to nie cały świat.

Działania w Social Media to także działania z liderami opinii (czyli choćby blogerami). Ja wiem że to działania trudne – widać to choćby po ostatnich notkach na blogach Kominka, Artura Kurasińskiego czy Antyweb, widać po prezentacji Maćka Budzicha na FacebookNOW. Agencje i firmy startują do blogerów z różnymi kuriozalnymi propozycjami, traktując ich jak przedłużenie outdooru, czy jak lepsze bannery. A to przecież nie tak. To nie model “zapłacę Ci, a ty będziesz mówił dobrze o naszym produkcie”. To jednak o wiele bardziej skomplikowane.

Social Media to także działania na forach. Wiem że to kojarzy się głównie z szemrankami, ale tu zupełnie nie o to chodzi. Są przecież akcje sponsorowane, są inne możliwości działań w imieniu marki – oficjalnie. I wiele innych jeszcze nieodkrytych możliwości – o tym napiszę szerzej w ostatnim punkcie.

Najpierw brief, założenia, budżet, analiza. Potem dobór środków. Choć dla niektórych to nie do pomyślenia, naprawdę może okazać się że dla niektórych klientów fanpage nie ma sensu. Być może tylko aplikacja lub inne działania. A najczęsciej strategia holistyczna.

4. Social Media dają kiepskie rezultaty

To zdanie z którym spotykam się często – wypowiadają je albo moi koledzy z bardziej tradycyjnych agencji digitalowych (którzy przesypiają SM he he – mspanc) albo klienci przyzwyczajeni do działań tradycyjnych. A klienci lubią oczywiście duże liczby. Czym jest więc te kilka tysięcy unikalnych użytkowników na blogu? Albo czymże jest te kilka/naście/dziesiąt tysięcy fanów? “Ja mam kilkaset tysięcy kliknięć na banner!”.

No właśnie. I co z tego. I z twoich kliknięć? Często daję przykład że to trochę jak chwalenie się, że potrąciło się dzisiaj łokciem 500 osób w metrze. A ja zaprzyjaźniłem się w tym czasie z trzema. Kto wygrał pod koniec dnia? Co po tych kilkuset szturchnięciach?

Co po tych setkach tysięcy kliknięć na banner? Co po super wynikach SEO/SEM? Czy ilość wejść na stronę jest ostatecznym celem dla klienta? Co wreszcie dadzą te wejścia na stronę? Czy każdy kto wejdzie na stronę jest automatycznie konsumentem dokonująym decyzji zakupowej? To oczywiście bzdura :)

Era jednostronnych komunikatów kończy się. Czas na dialog marki z konsumentem. Czy tego chcecie czy nie. Pisze o tym Seth Godin i ja mu wierzę – czasy “spray and pray” powoli się kończą. Wolniej niż bym chciał, ale jednak. Czasy gdy zasrywa się konsumentów bezdusznymi wymysłami copywriterskimi, Warzylionem i innym ścierwem. Swoją drogą zastanawiałem się – jak można liczyć na to, że ludzie będa chcieli wchodzić na nudne strony produktów FMCG? Kto o zdrowych zmysłach odwiedza stronę pasty do zębów czy płynu do mycia podłogi? Przecież wiadomo że wszystko co tam się znajduje to puste słowa i wymyślna grafika… I to ma przekonać do kupna? Wolne żarty.

Social Media DAJĄ rezultaty. Niekoniecznie sprzedażowe, ale o tym w punkcie o mierzeniu SM.

Tysiąc osób które przeczyta notkę blogera to tysiąc osób które moża zaufać osobie którą zna i którą szanuje. Osobie która – jak pewnie większość sądzi – nie sprzeda się w chamski sposób wbrew swoim zasadom jakiejś marce. Dwadzieścia tysięcy fanów na Facebooku to nie jakieś osoby które weszły na stronę, to osoby które dobrowolnie zgodziły się na wejście w związek z marką. Na związek działający na zasadzie “ty dasz mi content/konkurs/informacje  o produkcie/cokolwiek innego a ja dam ci swoją lojalność, dopóki jej nie spieprzysz”.

A z 500 tysięcy kliknięć na banner, połowa może okazać się niezainteresowana, spora część może kliknęła przez pomyłkę, a jeszcze inna część wejdzie, przeczyta, wyjdzie i zapomni. Tak więc nauczymy się na te liczby patrzeć inaczej. Social Media nie są od budowania wielkiego ruchu. Są od budowania głębi. Są czesto wróblem w garści, a nie wielkimi liczbami na dachu.

5. Każdy może robić Social Media

Przecież to proste. Można łatwo założyć “fun page”. I potem pisać. Skoro robię to codziennie na swoim profilu to czemu nie mogę robić tego dla marki?

W sumie… Każdy może też robić outdoory. Serio. Wystarczy Paint. Przekonuję się o tym boleśnie widząc wytwory kolejnych corelow0-plotterowych-agencji-reklamowych produkujących kolorowe szmaty na płoty. Ale jaka będzie tego jakość? Średnia.

Za dobrze prowadzonym fanpage, czy każdym innym działaniem SM stoi sztab ludzi. Stoją stratedzy i badacze którzy powinni zrobić analize rynku i konkurencji, stoi dział strategiczny który przetrawił brief i wymyślił świetną koncepcję strategiczną. Stoi dział kreacji który przygotował i przygotowuje na bieżąco fajne i angażujące kreacje. Czasem też programiści którzy tworzą fajną aplikację. I stoją wreszcie Content Managerowie, którzy tworzą angażujące treści, którzy komunikują się na codzień z fanami lub też z blogerami, czy użytkownikami for dyskusyjnych, animują wirtualne społeczności. Pewnie może to robić jedna osoba. Jednak jaką będzie to miało jakość? Średnią. Bardzo średnią.

Dlatego też w większości wypadków zatrudnianie jednej osoby która “zajmie się tym całym social media w naszej firmie” jest strategią najłagodniej to nazywając… mocno ekonomiczną. Czyli tanią. Czyli kiepską. Jeśli chcesz dobrze istnieć w Social Media to nie żałuj na to środków. Skoro nie żałujesz ich na egzotyczny plan zdjęciowy dla kampanii TV w której sprzedaje się bzdury sztuczną grą aktorów, to czemu nie chcesz jej zainwestować w prawdziwa komunikację z konsumentem? :) Tanio = kiepsko. W większości wypadków. Sorry.

6. Social Media są niemierzalne

Wszystko jest mierzalne. To tylko kwestia odpowiednich narzędzi. Zawsze fascynował mnie Eratostenes który zmierzył średnicę Ziemi jeszcze przed naszą erą! Oczywiście ideałem byłoby powiedziec klientowi “coś tam zrobimy” a następnie “coś tam zrobić”. Tylko kto na to pójdzie?

Jednym z dużych błędów dotyczących dyskusji o mierzalności efektów Social Media jest próba bezpośredniego przełożenia tego na ROI. Na sprzedaż. A większość działań w SM to działania wizerunkowe. Miękkie. Więc w ich efekcie wzrasta świadomość marki, brand awareness.

Czy komuś przyszło do głowy mierzyć działania PRowe bezpośrednim przełożeniem na sprzedaż? Wątpię. A nawet jeśli to pewnie nie był to zbyt fortunny pomysł.

Każda agencja ma (lub powinna mieć) swój własny pomysł na badanie przestrzeni społecznościowych. My w Heurece mamy nasze autorskie narzędzie pozwalające zbadać natężenie i rodzaj buzzu wywołanego w SM, rodzaj i nasilenie dyskusji o marce, to ile się o niej mówi, gdzie się mówi i jak się mówi. I porównać to do stanu przed działaniami i po działaniach. W końcu klient oczekuje zawsze jakichś wyników.

7. Social Media to bańka która niedługo pęknie

Tak, a my obudzimy się znowu w pięknej epoce przed SM. Będziemy mogli nadal tworzyć wspaniałe strony www płynów do mycia podłóg na które kierujemy wspaniałymi toplayerami z uciekającym krzyżykiem. Większość budżetu przeznaczymy na celeby mówiące z ekranu, że produkt jest zajebisty. Najlepiej w przebraniu doktora, lub w “niby-studiu-telewizyjnym”. Potem dodamy jakiś render pokazujący jak “nowe, aktywne cząsteczki inteligentnie rozbijają brud”. Do tego kilka radiówek w których głos męski i żeński przerzucają sie argumentami by na końcu chórem wychwalać nasz produkt. Za resztę budżetu kupimy połowę outdooru w stolicy, zrobimy jakiś spamerski mailing to kogo popadnie i wyprodukujemy trochę długopisów z nadrukiem.

Nie, całe szczęście nie. To dopiero byłby sen. Koszmar wręcz. Era jednostronnej komunikacji dobiega końca. Marki – czy tego chcą czy nie – będą musiały zacząć rozmawiać z konsumentem. Nie, nie ze wszystkimi. Z wybranymi “rzecznikami”, z osobai najakwtyniejszymi. Reszta będzie pewnie się przyglądać. Komunikacja stanie się bardziej ludzka, do lamusa zaczną powoli odchodzić copywriterskie masturbacje, wymyślne hasła i inne sztuczne bzdety.

Konsumenci będą mieli coraz więcej możliwości zadawania pytań i wytykania błędów.

A że na razie to wygląda jak wygląda? A pamiętacie pierwsze polskie spoty z lat 80tych? Pamiętacie pumeks “purocolor”? I “prusakolep? I “ofertę Zrembu zawsze na czasie”? Jak nie to przeszperajcie Youtube.

Zdaję sobie sprawę, że wiele, ba, większość marek idzie obecnie na łatwiznę. Jest dość łatwo wyciągnąć kasę, bo każdy chce być w Social Media. Więc każdy robi je po swojemu. Trochę po omacku. Rozdawnictwo iPadów, gadanie o “dupie Marynie” (“wkrótce weekend, a co u Was?”) i tak dalej. To pewnie po jakimś czasie się oczyści. Ale jedno jest pewne – rynek nie będzie już nigdy taki sam i marzenia że wrócimy to ery jednostronnej komunikacji sa marzeniami ściętej głowy.

Facebook pewnie kiedyś padnie. Po nim będzie coś innego, a potem coś innego. Ja już dawno nie zaglądałem na IRCa, jeszcze dawniej na ICQ. Nie pamiętam kiedy ustawiłem status na GG. Panta Rhei :] Ale idea dialogu z konsumentem została zaszczepiona. A narzędzi będzie coraz więcej. Uwaga, nadchodzimy! You have been warned.

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 2097 dni temu dnia ·
  • http://marekstankiewicz.blogspot.com/ Marek Stankiewicz

    fajny artykuł tylko jeden punkt mnie mierzi … ;) badanie, możecie badać buzz – spoko, możecie badać aktywność na FP – spoko, jest kilka dostępnych narzędzi, a Wy macie własne – też fajnie, ale opowiedz jak badasz zmianę na wskaźniku „świadomość marki” …. serio … bo wiesz, że to trochę z metodologicznego punkt niewykonalne ;) jak to było w chłopaki nie płaczą … „mamusię oszukasz, tatusia oszukasz, ale kupy nie oszukasz – kupa to życie” ;)

    • http://glogg.pl Michał Górecki

      @088db337f2ba359d3469972978a86190:disqus przecież pisałem „…pozwalające zbadać natężenie i rodzaj buzzu wywołanego w SM, rodzaj i nasilenie dyskusji o marce, to ile się o niej mówi, gdzie się mówi i jak się mówi.”

  • http://www.furgal.info Grzegorz Furgał

    pełna zgoda z ostatnim akapitem. Dziwi mnie, że znajdują się jeszcze ludzie, którzy uważają, że jak padnie Facebook (a pewnie kiedyś padnie lub się zmieni nie do poznania), to będzie spokój z mediami społecznościowymi. Tak dobrze, jak było, to już nigdy nie będzie niestety. Trzeba podkasać rękawy i się brać do pracy w SM.
    pozdrawiam
    grzegorz

  • http://www.koszla.pl Jacek Koszla

    Rzeczywiście blogerzy stają się rzecznikami jakby całej społeczności internetowej. I w ogóle blogosfera, tak silnie wchodząca w relacje z SM, się profesjonalizuje wśród tych rzeczników – wystarczy choćby spojrzeć na Kominka. Konkursy o płynie do higieny intymnej, no nie wiem… jakoś mnie to martwi. Ale nie o tym. Przepięknie porządził Stoperan swoją kampanią o nie bieganiu i zebrał na fb masę znajomych, w tym kilku moich osobistych. Ja do fanów kampanii się nie dopisałem, ale dziś jak będę miał biegunkę to pomyślę właśnie o Stoperanie, bo marka kojarzy mi się dobrze. A fan-page z kilkunastoma tysiącami fanów pozostał. A tak na koniec – dawno nie oglądałem TV, ale jak kiedyś włączę, to jestem pewien, że reklama Zrembu dalej tam będzie. I te wózki będą jeździć dookoła.

  • Obywatel

    Nuda, nuda, nuda, nic sie nie dzieje, kiepskie dialogi, wychodzę z kina.. Ile mozna czytać teksty o tym jak wszyscy nie znają sie na prowadzeniu działań w SM, napisane przez Contenta z Heureki, który naturalnie jest guru SM, Social Ninja, czy jak tam ich aktualnie nazywacie?! I to ile tego tekstu jest? Wszystko mozna zawrzeć w jednym zdaniu; agencyjki nie znają sie, marketerzy nie znają sie, ale ja to sie znam. Zrobilbys Jacek jakiś wywiad ze srategami z MEC Interaction, K2, czy puścił artykuł o social commerce, social media optymizations, może o najnowszych trendach w konstrukcji media mix’ow, hmm?

    • http://glogg.pl Michał Górecki

      O, jakiś sfrustrowany anonim. Chłopcze, nie jestem contentem z Heureki. Gdy pisałem ten tekst też nim nie byłem. Odwagi trochę w pokazywaniu twarzy życzę.

  • Pingback: Social Media to nie „pacaneum” « Skuteczny e-marketing

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    Pozwolę sobie wrzucić luźne nawiązanie do wpisu Michała- za to z optymistycznym
    morałem: „patrząc na statystyki aktywności internautów przed mediami społecznościowymi nie ma ucieczki…”
    http://mirekpolyniak.wordpress.com/2011/08/03/social-media-to-nie-pacaneum/
    @ Jacek Koszla:
    a mógłbyś sprecyzować swoje obawy, co do tego konkursu:
    http://www.kominek.in/2011/07/baifem-twoja-intymnosc-galeria-konkursowa/
    bo o ile sponsorem jest marka związana z higieną intymną, to tematem konkursu raczej sam produkt nie jest

  • Obywatel

    Oj Jacek, Jacek, co to za cenzura??? Chyba przestanę Cię lubić. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak dobrze się znamy, a to, że piszę spod innego nicku, w niczym Cie nie usprawiedliwia

    • Jacek Gadzinowski

      Drogi Obywatelu
      – a moze pomyslales o tym ze nie siedze na blogu 24h i mam swoje zycie ;)?
      - druga sprawa jest moderacja, by nie bylo szamba branżowego lub marketingu szemranego. A taki już nie raz tutaj był.
      - trzecia rzecz, blog ma otwartą formułę, więc pojawiaja się artykuły różnych autorów /by prezentować różne punkty widzenia jesli to mozliwym/

      Co do pozostałych kwestii, jesli bedzie po drodze i bedzie sensownie, to takie materiały ukarza się. Ale to zalezy 100 pro od czasu… blog nie jest moim jedynym miejscem życia. Wazniejsze sa dla mnie priv zycie, zajawki i robota którą robię.

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    @ Obywatel:
    „Nuda, nuda, nuda, nic sie nie dzieje, kiepskie dialogi, wychodzę z kina. (…) Zrobiłbyś Jacek jakiś wywiad ze srategami z MEC Interaction, K2″
    być może coś mi umknęło ale nie przypominam sobie, by MEC Interaction, czy K2 chciały się udzielać w blogosferze; zresztą rzadko która agencja interaktywna w ogóle przygotowuje ciekawe materiały do publikacji – z własnych doświadczeń mogę powiedzieć, że wyjątkiem jest Adv.pl i OS3 ostatnimi czasy
    zakończę standardowym: to może sam wziąłbyś się do napisania czegoś ciekawego, bo krytykowanie Michała Góreckiego to pójście na łatwiznę

  • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

    Internet w budowaniu czegokolwiek się nie liczy.
    Liczy się tylko telewizja.

    Ciekawe kiedy to ludzie zrozumieją?

    • http://glogg.pl Michał Górecki

      Duh

  • Obywatel

    Jacek już się tak nie tłumacz, widziałem po moim nieopublikowanym komentarzu, komentarz kolejnego usera pojawił się, pomysalem, ze Ci się nie spodobal mój komentarz ;-)
    Pisać nie mam kiedy, a i telentu mi brakuje, co o nie oznacza, że nie mam nic do powiedzenia. Ci z sieciówek też nie bawią się w blogosferze, dlatego proponuję, żeby ich pociągnąć za język i wywiad przeprowdzić.
    Pisanie o SM naprawdę już jest nudne, ile jeszcze będziemy się tym Facebook’iem i SM podniecać? Przecież to już trwa 3 rok.. Dajcie spokój, nie ma nic nadzwyczajnego w komunikacji w SM, od, kolejne miejsce, wcale nie takie rewelacyjne, dziesiątki tysięcy zł z budżetów idzie, tylko po to, żeby do 5% fanów zaangażować z tej całej masy fanów, jaką pozyskujemy. Średni procent zaangażowania fanów na FP nie przekracza kilku procent. Koszty klików reklam już dawno przekroczyły przyzwoite wskaźniki, a zaangażowanie w aplikacje też spada. Zaraz odpalą G+ dla developerów (niektórzy już mają dostęp) i co? Będziemy pisać przez kolejne 3 lata o tym jak super jest społeczności G+? To może po piszmy o Youtube chociaż, tam przynajmniej można po oglądać video ;-)

    • Jacek Gadzinowski

      wyladawales w spam Ty spamuchu ;) wiec nie dziw sie.

      dobrze, dobrze… takie komentarze też sa potrzebne.
      no ale YT, blogosfera, fora, flickry czy G+ to też SM. nie obędzie sie bez tego. ;) ot, taki jest caly ekosystem razem z www, bannerami etc.

      a czy te X % jest złe, to i tak lepiej niż 0,05% lub mniej na bannerze.

  • Pingback: PeRełki z sieci #08.08.2011 :: LewandowskiBlog.pl |

  • http://obserwacjerynku.wordpress.com Bartek Spik

    Nie wiem jak Wy, ale ja widzę pewną analogię między social media i PR jeśli chodzi o potoczne postrzeganie tych dwóch dziedzin. PiaR nagminnie utożsamiany jest kłamliwą propagandą i manipulacjami polityków, SM to „[...] Facebook i nic poza tym”. I tu i tu, czyli w PR-ze i w SM trzeba ciągle udowadniać że nie jest się wielbłądem, choć biorąc pod uwagę cykle życia obu wspominanych dziedzin (i liczę grzechów na sumieniu ;) ), SM ma chyba większe szanse aby się obronić.

  • http://www.marketingowiec.manifo.com Adam Wiatkowski

    Social Media były i będą. To się nie zmieni. I to jest pewne. Niegdyś, jeszcze erze zamierzchłej przeszłości – czyli jakieś 30 lat temu, ludzie spotykali się w domach, knajpach, u wujka Władka na strychu i dyskutowali. Dyskutowali zawzięcie o wszystkim, czym się dało. W zasadzie do dzisiaj istnieje to zjawisko – wśród starszego pokolenia, ale młodzież na dyskusje znalazła sobie bardziej wygodne miejsce – jakim jest Internet i Social Media. Także SM istnieć będzie nadal – pewnie w przyszłości w innej formie, może bardziej mobilnej, interaktywnej – tego nie wiem. Ale pamiętajmy – w przyrodzie nic się nie cofa – co najwyżej nakłada nowa myśl, jakiś pomysł, na coś, co już istnieje. Tak więc na portale społecznościowe nałoży się jakieś nowe zjawisko, dodając do obecnych trendów coś, co przyniesie przyszłość.

  • http://www.anitawojtas.pl/ Anita Wojtaś-Jakubowska

    Michał, piszesz o tym, że „zatrudnianie jednej osoby która “zajmie się tym całym social media w naszej firmie” jest strategią najłagodniej to nazywając… mocno ekonomiczną. Czyli tanią. Czyli kiepską.”

    Bardzo agencyjne to podejście. Brakuje tu spojrzenia z perspektywy klienta. „Strategia ekonomiczna” to zatrudnienie studenta, który siedząc na pół etatu ogarnie firmowego bloga i wpisy na fan page. Ale absolutnie uzasadnione jest zatrudnić osobę, która będzie całościowo ogarniała działania socialowe w firmie. Oczywiście pod warunkiem, że firma jest zdecydowana robić coś więcej niż założyć fan page.

    Nie wierzę w model współpracy z agencją od socialu, gdy po stronie klienta nie koordynatora SM – przeszkolonego, rozumiejącego o co w tym wszystkim chodzi, orientującego się w trendach. I przede wszystkim – znającego cele biznesowe firmy, plany PR, komunikacji wewnętrznej itp. Taka osoba może myśleć o mechanizmach socialowych szerzej – nie tylko przez pryzmat wpisu na Facebooku, ale także w kontekście biznesowym (obsługi klienta, sprzedaży, employer branding itp.).

    W PL to nadal rzadkość, ale w Stanach standardem są rekrutacje na stanowiska Social Media Managerów do firm, a nie agencji. W ich zakresie obowiązków nie ma pisania tekstów na fan page ;) Są za to zadania związane z tworzeniem social media policy, pozyskiwaniem wewnętrznych ambasadorów, wdrażaniem mechanizmów socialowych do procesów biznesowych. Czekam z utęsknieniem i ciekawością na pierwszą taką ofertę na naszym rynku.Cheers!

    • http://glogg.pl Michał Górecki

      No proszę, Jacek przypomnił mi tę notkę :) A nie widziałem komentarza. Anito, ja wierzę w taki model. Ba, nie musze wierzyć – większość naszych klientów nie ma takiego managera. Owszem, może go mieć, ale większość nie ma. To działa.

      Dobry SM Manager oczywiście mógłby to jakoś ułatwić. Ale… zazwyczaj tak nie jest. Miota się gdzieś między działem PR a marketingiem, czasem i sprzedaż się wtrąci. Co gorsza, czesto taki człowiek niestety nie ma zbytnio dużego pojęcia o komunikacji z rynkiem, o brandingu – a to też bardzo ważne. Nam całkiem dobrze gada się z brand managerami, serio :)

  • http://twitter.com/MNieweglowski Marcin Nieweglowski

    Moje subiektywne uzupełnienie. Co do 1. pierwszego – zgadza się. Dodam jeszcze, że przed Myspace był np. Discogs.com, który dalej działa i rozwija się. Dużo osób zapomina, że social media to także blogi. Co do punktu 2. to wiesz dużo ludzi/ firm nie docenia internetu, więc co dopiero mówić o jego bardziej „zaawansowanej” formie, czym są media społecznościowe. W kwesti punktu 3. to także mnie razi utożsamianie social media z działaniami na Facebooku. Ale to z uwagi na to, że dużo się o nim po prostu mówi. Co do punktu 4. to zależy, jak do tego podejdzie się. Także social media jest miejscem, gdzie przepala się mnóstwo siana. Dużo osób ma manię liczb, odsłonowy efekt, który w tym wypadku jest w formie jak-największej-liczbnie-fanów-na-fanpage’u. Co do istoty sprzedaży, to social media robią to pośrednio. Najlepszym przykładem tego działań jest to, co robi Ford. Osoby, które nie doceniają istoty sieci często wypowiadają właśnie punkt 5. Podobnie jak w podejściu do social media (w sensie prowadzenia fanpage’a), podobnie jest w przypadku prowadzenia i rozwijania bloga firmowego. Moją odpowiedź na 6. to ROI, ale nie to tradycyjne, „inwestycyjne” tylko Return on Influence. Zresztą wszystko i tak zależy od celów firmy, jaka ona sobie stawia będąc w mediach społecznościowych. Z tych podejść jest co najmniej 5-6. Social media nie są bańką, bo w przeciwnym wypadku ten rynek by nie ewoluował, jak na przestrzeni ostatnich kilku lat.


Więcej wpisów