Soma Bay 2012 – long & kite.pl


Tagi: , , ,

Blisko 50 kilo bagażu czyli sprzęt , „artykuły konsumpcyjne” w sam raz pozwalające przeżyć tydzień czasu. Powrót na wodę w pełni udany, kostka – rozpływana a miejscówka odhaczona, na wyjeździe z ekipą kite.pl . Najważniejsze, że wróciłem w TO miejsce, które rok temu opuszczałem w nieco innych okolicznościach. I zmierzyłem się z nim, dokładnie w rocznicę ;)

Muszę uważać, by nie pisać „zbyt hermetycznie”, bo już takie miałem sygnały przy poprzednich relacjach z kitesurfing wyjazdów. Postaram się uważać. Heh.

Półroczna przerwa w pływaniu na kite ma to do siebie, że wypada się z rytmu. Ale przylatując do Egiptu szybko łapie się odpowiedni „flow”, gdzie jest beżowy czas i wszystko płynie 10 razy wolniej. Po co się spieszyć, skoro wszystko pod nosem, rano się rozwieje lub nie rozwieje, prognoza sprawdzi lub nie. Pojeździ się na longbordzie, odwiedzi nurków w okolicznej bazie, a później może popływa. A jak nie zawieje? Basen, chill, konsumpcja… hotel Intercontinental, zapewnia odpowiedni poziom lux wypoczynku. Gdzie do piwa i wina, przygrywa pani grająca na fortepianie, w otoczeniu strumyków oraz złotych rybek. Lubie takie wyjazdy, gdzie nigdzie nie trzeba się spieszyć, a sprzęt można na spocie rozkładać pół godziny, bo wiatr nigdzie nie ucieknie. Wszystko zlewa się w jeden ciąg, nie zauważa się czy dzisiaj jest poniedziałek, a może środa?

Większym wyzwaniem jest raczej to jak „obejść” system „all inclusive” – co jest w cenie pobytu a za co trzeba ekstra płacić. Nie jeden miał „rozkminkę”… albo bliskie spotkania z kierownikiem restauracji. Not allowed chodzić na boso, bez koszulki, wynosić piwo czy jedzenie poza restaurację. Zanieść soft drinki do pokoju? Niewybaczalne.

Wieczorne manewry imprezowe dają się mocno we znaki, tak więc jak się człowiek nie przypilnuje to poranne pływanie na kite mu wypada. Przyjdzie odpływ i trzeba czekać sporo czasu. Ten spot tak ma, że jest to ok. 4 h czekania, by bezpiecznie pływać na płytkiej lagunie. Chyba że trafi się tak z fazami księżyca, że te odpływy są zupełnie w innych godzinach. Na pewno trzeba uważać na poziom wody, skoki na płyciźnie to nie jest dobry pomysł. Albo już płynie się na głębie i tam działa.

Samo pływanie jest OK., jeśli nie trafi się nierównego wiatru. Zdarza się on popołudniami, zwłaszcza jak zmienia się kierunek wiatru. Najczęściej z północy lub północnego zachodu. Woda jest wtedy dość pofalowana, chop może dać się we znaki. Mieliśmy dość dobre warunki wiatrowe (na 7 dni pobytu – 5 dni było pływania), na latawcach Ozone 9-12 m w moim przypadku. Były dni że na 9m było zbyt mocny wiatr, ale to wyczekało się moment gdy wiatr już zdychał i można było śmigać.

Pływałem na moich nowych latawcach Ozone C4, ostatecznie przestawiając się z Bandit F’one. Chwilę małą adaptacja zajęła… zupełnie inny komfort pływania, stabilności, prowadzenia latawca /zwłaszcza na szkwałach/, zwrotności czy też reagowania na zwroty, skoki. Jestem bardzo zadowolony ze zmiany latawców i czuje że sporo na nich będę mógł osiągnąć, skupiając się na progressie. Szczerze polecam stestować Ozone, przy wyborze latawców pod siebie. Może wam podejdzie?

Miałem kilka przygód na wodzie, począwszy od „odczarowania spotu” (dwa dni było „miękko w nogach”) – na którym rok temu dokładnie w tym samym miejscu miałem kontuzję i dokładnie w tym samym miejscu pływałem na „przepałowanym” latawcu, po kilka efektownych gleb i dłuższy lot nad cyplem z wodą o głębokości 2-5 cm na odpływie morza. Oj, grubo wtedy było w głowie.

Baza sama w sobie też jest przygodą – na wskroś niemiecka. Czyli porządek musi być – strefy dla winsurferów i kite, rygorystyczne godziny pływania 9-18, trąbienie z wieży bazy na tych którzy odważą się przekroczyć strefę dla WS ;) Naprawdę specyficznie… ale można tego nie zauważyć, jak już wpadnie się w swój rytm pływania i jest się z dobra ekipą.

Miałem ambicję zrobić „edit”. Coś tam nagrywałem na Go Pro 2 HD, ale oczywiście nie ułożyłem scenariusza, złapałem beżowy timing, źle podłączyłem kamerę pod linki i wiele z tego nie wyszło ;) Sorry folks. Film /edit/ raczej skleję z dwóch wyjazdów do Egiptu w tym roku i puszczę w świat. Nie mam na to spinki teraz. Na razie musi Wam wystarczyć film z Brazylii /którą pewnie też odwiedzę jesienią/ lub jak coś zrobię z Helu lub wake.

Podsumowując, dobre pływanie, zwalczona trauma, poprawiona stylówa, dobra ekipa, chill, puste drogi dla longa… tydzień dobrze spędzonego czasu. I zajawka na ciąg dalszy w sezonie 2012.

Na końcu powrót do rzeczywistości i dwa dni „pozdrowienia od faraona”. Weekend spędzony blisko WC ;) Ale przeszło i już myślami jestem przy planowaniu kolejnych wypadów na kite m.in. do Rasudr, na prognozę na Hel czy wake, który stanie się chyba moją zajawką. O czym w kolejnych wpisach na blogu.

Partnerzy pasji: Ozone, Go Pro, Kite.pl

Zdjęcia: Go Pro 2 HD

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 1800 dni temu dnia ·
  • http://Antyweb.pl Grzegorz Marczak

    bez filmu się nie liczy :)

  • Tommi

    A ja myślałem że w Cumbuco mielismy rygor w hotelu ^^ 

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000363676983 Jacek Gadzinowski

    dla chcącego nic trudnego, dało się przeżyć i zakamuflować ;)


Więcej wpisów