Snowboard w gruzińskim stylu


Tagi: , ,

W Alpy pojechać można zawsze, mieć wszystko pod nosem albo mieszkań w „betonioku”. Więc tym razem padło, że trzeba zobaczyć coś innego.

Gruzja, Kaukaz, trochę dziczy to całkiem dobry mix. Ci którzy oczekują luksusów, granitów, win z kartonu i francuskich bułek to lepiej niech poszukają gdzie indziej. Gruzja jest raczej miejscem dla szukających odmiany. Najpierw trzeba się przyzwyczaić, że leci się mały LOT’owskim samolotem który równie dobre mógłby latać na liniach krajowych a nie tak długą drogę. Ale to taki koloryt ;)

Mając do wyboru czas i koszt przemieszczenia się do stolicy Tbilisi vs. Alpy wiadomo co sie wybiera – Gruzję. Zanim pojechałem w góry, miałem dwa dni na zwiedzanie stolicy. Pomieszanie komunizmu, rozpadających się budynków, szklanych domów, dziur w drogach i całego kolorytu ludzi jest fascynujące. Wszędzie można się porozumieć – albo po rosyjsku albo po angielsku. Transport? Za naprawdę niewielkie pieniądze można wynająć taksówkę i cały dzień jeździć po mieście albo po okolicach i oglądać mniejsze lub większe zabytki, ciekawe miejsca czy restauracje. Dodatkowo Pan kierowca puści lokalną muzykę albo poopowiada o ciekawych rzeczach. Lub zawiezie tam gdzie jest najlepsza lokalna kuchnia i przysmaki! Tego nie zobaczy się na co dzień.

Po dwóch dniach oglądania monastyrów, kamienic, obiektów kulturalnych, mostów, dróg, wierzy TV etc. Wystarczyło mi to by jechać po co tam przyjechałem. Kilka godzin krętymi drogami i dojechaliśmy do Gudauri. Chata w której mieszkaliśmy było dość blisko stoku, tak więc szybko można było się na niego wbić lub zjechać przy końcu dnia.

Śniegu było dość dużo, 2 lub 3 dnia sporo go napadało. Czasem był tylko zbyt ciężki jak temperatura potrafiła podnieść się o 10 stopni od poranka. Na same trasy nie było co narzekać, były w lepszym stanie niż we Francji (hah), tylko gdy spadło więcej śniegu ratraki i służby porządkowe nie były w stanie podołać. Był taki dzień gdy spadło tak z 60-80 cm i nawet po trasach było ciężko jechać, a co dopiero wyjechać z twardego śniegu gdy wpadło się w większą dziurę.

Trasy trasami, ale gdy pojechało się wyżej na góry można było nieco pojeździć poza trasami na freeride. Tylko też raczej rankiem, gdy śnieg jeszcze nadawał się do jazdy albo nie było za dużo ludzi. Wszyscy chyba polowali na luźniejszy śnieg. Po 5 dniach intensywnej jazdy, miałem już sporo „w kościach”, tak więc zadowolony wyjechałem z Gruzji. Miły przerywnik, po wietnamskich ciepłych klimatach. Krajobrazy, klimat, przestrzeń – super sprawa.

Wyjazd zorganizował Cuba Cubano ;) z Opera Hostel w Tbillisi.

BTW. w Gruzji można też popływać na kitesurfingu, więc pewnie niedługo odwiedzę ponownie Gruzję. Zobaczcie ten LINK

 

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 1465 dni temu dnia ·
  • http://twitter.com/BartekJuszczyk Bartek Juszczyk

    najsss… szkoda że w Kaukaz wszyscy jeżdżą do Gruzji, choć będąc od strony rosyjskiej, nie dziwie się szczególnie :)

    • http://www.facebook.com/kiclaw Jan Dzban

      Łatwiej jechać od strony Gruzji, niż Czeczenii, Inguszetii czy Osetii, szczególnie gdy są niemal codziennie bezpośrednie loty z PL, można wjechać na dowód osobisty i nie trzeba wizy, jak w przypadku wyjazdów do Rosji

      • http://twitter.com/BartekJuszczyk Bartek Juszczyk

        do Mineralnych Wód loty również są z Wawy przez Moskwę, ale ad wiz – racja…

  • http://www.marcinjanusz.pl/ Marcin Janusz

    Super! Rozumiem, że ta ostatnia fota już nie za Twojego pobytu Jacku? Zapytam jednak z ciekawości: co to do diaska za event??? :-) Wyższa liga morsów, którzy zamiast włazić po prostu ładują z deską do wody?

    • http://www.facebook.com/kiclaw Jan Dzban

      Red Bull Jump & Freeze

    • Jacek Gadzinowski

      to z ostatniego dnia pobytu – zawody Redka.


Więcej wpisów