Snowboard reLaax


Tagi: , , , , ,

Zima w tym roku nie rozpieszczała bo śniegu było mało lub wcale. Nowa świecka tradycja nakazuje udać się do Szwajcarii, celem odzyskania straconego sezonu ;). Bo wybór Laax, to zawsze dobry wybór. Wybrałem się z ekipą Kite.pl /LoveSnow.pl

Ok. 20h podróży autostradami, prostymi jak stół i jest się już na miejscu, czyli w  Rock Resort. Dość charakterystyczne budynki z betonu i kamienia, w środku dopracowane w szczegółach apartamenty. Ma to swój klimat, ale nie każdemu może odpowiadać jeśli lubi swojskie klimaty znane np. z Austrii.


Na warunki, nie można było nic narzekać. Na dole metr śniegu, na Crap Sogn Gion – ponad dwa metry, na lodowcu ponad 3 metry śniegu suchego, zmrożonego i przewianego. Pogoda codziennie mroziła fest, w najlepszych dniach było poniżej 20 stopni, co przy dłuższych zjazdach na krechę nieco zamrażało twarz ;) Deska 77 Project BOB Black na której jeździłem – prawdziwy ogień! Na trasy czy park.

Trasy bajka, przygotowane profesjonalnie – nieco były sfatygowane 2 połowie dnia jeśli pojawiło się za dużo „stonki” na stokach. Ale wystarczyło pojechać na mniej uczęszczane, trudniejsze trasy i tłoku nie było. Np. trasa 35, to jest to – polecam zjazd z lodowca, wcześniej wjeżdżając dłuuugim orczykiem. Wręcz pustka… co zastanawiające, bo przecież jest środek sezonu a mega tłoku nie zauważyłem.


Freeride też wchodził, po lesie czy stokach… tylko nie było świeżego puchu, trochę już był zmrożony więc nie było takiej frajdy jak po świeżym ;) Czasem trzeba było uważać na kamienie czy lód, słońce i wiatr już zrobiło swoje. Na park, nowe triki i boxy się nie spinałem jakoś bardzo mocno (plan minimum zrobiony), oszczędzając nogę przed pozbyciem się 8 śrubek, blachy i docisku (już niedługo, nareszcie!).  Chociaż kilka grubszych gleb i spotkanie z drzewem już zaliczyłem, w trakcie wyjazdu. z trawersu wylot też zaliczony w mgle ;)


Sprzęt do snowkite wziąłem, ale warunków wcale nie było… jednego dnia trochę przywiało na chwile, ale szkwały i temperatura odczuwalna, dużo przyjemności by nie dała.

Trzeba było poszukać zamiennika adrenaliny (heh)… bardzo dobrze nadaje się na to Freestyle Academy. Miejsce gdzie mamy trampoliny, skocznie, box, rampy. W sam raz by potrenować swoje umiejętności przed wyjściem na stok czy ulicę. Skocznia, to było dobre wyzwanie… dopiero za 3 razem mi podeszła /wcześniej przywitałem się z igelitem/. Ale później, bajka… trzeba powtórzyć tą nieśmiertelność ;)

Nie samym śniegiem i jazdą człowiek żyje: „manewry na ośrodku” były, operacja „paszczur down”, w godzinach wieczornych i nocnych. Zwiedzone okoliczne pokoje, winda czy inne przyjemne miejsca. Ekipa OK ;) i to najważniejsze.


Wyjazd bez spiny, wyjeżdżone tyle ile się chciało na „chillu”.  Dzień jak co dzień – śniadanie, wyciąg, jazda, obiadek, jazda, wyciąg, manewry wieczorno-nocne. Z extra muzą via Konrad [polecam zaciągnąć] ;) Czego chcieć więcej ! . Pewnie za rok powtórkę trzeba zaliczyć.


PS. Film z wyjazdu, powinien ukazać się tak w ciągu miesiąca. Soon.

Foty: z kamery Go Pro HD Hero 2.

Testowana deska SNB: 77 project BOB Black

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 1897 dni temu dnia ·

Więcej wpisów