Ja tu widzę niezły kite Wietnam!


Tagi: , , , , ,

Ciepło, wietrznie, miła atmosfera i tanie jedzenie? Tym razem w moich kite podróżach wybór padł na Wietnam wraz Victor Borsuk Pro Camp.

Postanowiłem że w lutym odwiedzę zakątek świata o którym tyle słyszałem. Różne rzeczy, ale i tak wolałem sam zweryfikować na miejscu (m.in. nie jedz tam bo tam jest mega trudno pływać czy uczyć się czegoś więcej na wodzie). Wybrałem się na camp Victora Borsuka – 6 krotnego Mistrza Polski w Kitesurfingu. Campy to obozy dla młodych, którzy chcą stanąć w zawodach kitesurfingowych i osiągać sukcesy. Ale też dla starszych, którzy nie czuja potrzeby punktowanej rywalizacji, a chcą dla samych siebie robić postępy, udoskonalać sie i cieszyć kitesurfingiem w towarzystwie ludzi, którzy czują podobnie zajawki ;) W Wietnamie, zebrała się fajna ekipa, zatem mogliśmy skupić się na tym co najważniejsze czyli efektywnym treningu (jak na obóz sportowy przystało). Sport nie melanże!

Sama podróż nie jest mega uciążliwa, do Wietnamu leci się przez Dubaj – w moim przypadku liniami Emirates. Fuksem lub nie (?), do Dubaju leciałem biznes klasa. Pełen komfort i leżąca pozycja, 5h mija jak nic. Później szybkie wypożyczenie samochodu z ekipą i wybraliśmy się do Dubaju. Dziesiątki kilometrów autostrad, dróg, budynków mniejszych i wysokościowców. Trochę budowane bez ładu i składu. Przypomina to trochę bogatszy Egipt, a w centrum lepszy przepych. Na dłuższą metę chyba byłbym zmęczony mieszkając tam, za duże odległości jak dla mnie.

Dość już o samej podróży, pora powiedzieć coś więcej o samym Wietnamie. Przede wszystkim ilość ludzi: nie wiedziałem że jest ich tam aż 88 mln. Co widać na ulicach, po ilości skuterów i budynków, miast i wsi które ciągną się całymi kilometrami na trasie z Ho Shi Minh City do Mui Ne (gdzie mieszkaliśmy i pływaliśmy). Ta ilość warsztatów naprawy skuterów, stacje benzynowe na posesjach i w domach, mniejsze lub większe sklepy, sklepiki, restauracje, tekstylia, targowiska jest naprawdę ogromna i stanowi specyficzny klimat. Jest on też na tyle ciekawy że wszyscy mieszkający tam ludzie są bardzo przyjaźnie nastawieni, otwarci, z chęcią pomogą, wytłumaczą czy wskażą drogę, warsztat naprawy czy restaurację. Na migi, ale to uniwersalny język którym można się porozumieć na całym świecie.

Ceny jedzenia, żywność, podróży, paliwa do skuterów, wypożyczenia ich, spania i zakwaterowania są naprawdę niskie w porównaniu z europejskimi czy polskimi standardami. Trzeba się naprawdę postarać by wydać więcej niż 1500 PLN za 2 tygodni pobytu. Niczego nie trzeba sobie żałować, jeść można na „mieście” i wcale się nie zatruć. Mimo iż warunki czasem są „specyficzne”, można do tego przywyknąć o ile ktoś nie jest „francuski piesek”. Lokalne jedzenie naprawdę „rządzi” i testowaliśmy wszystko co się dało, codziennie praktycznie w różnych miejscach.

Skoro część lifestyle była OK., tym lepiej się człowiek nastawiał na pływanie. Przetestowałem dwa miejsca do pływania – samo Mui Ne (trochę „zupa”, z dużą ilością ludzi i szkółek z kursantami którzy nie zawsze ogarniali się na głębokiej wodzie) oraz Malibu Beach. To drugie miejsce wymagało przejechania kilkunastu kilometrów na skuterkach wraz z deskami i latawcami, co miało swój urok, zwłaszcza gdy był mocniejszy wiatr mogło zwiać ze skutera. A że nogę mam „ciężką” to nie raz zamykałem zegar na skuterze, tak z prędkością 90-100 km/h. Nie wiem czy wtedy pomaga kask, ale czasem była to prędkość „nadgwiezdna” ;) Raz i tak zrobiłem wiraż skuterem, co skończyło się żużlową ewolucją na lewą nogę i większym obiciem się oraz pokiereszowaniem skutera.

Pływanie nie było w komfortowych warunkach (idealne warunki wiatrowe – na 11 dni, 10 dni -wiało!), zwłaszcza jak ktoś jest przyzwyczajony do „płaskiego”, bez fal lub nie potrafi wyjść poza przybój. Spotkałem na miejscu kilku ziomków z Polski, którzy próbowali pływać w tych warunkach, ale szybko dali sobie spokój i zajęli się „lifestyle w Wietnamie”. Ale jak ktoś już się przekonał i wpływał w te warunki, to było już super. Sam przyznam na początku miałem tam trudność z pływaniem, nie będąc przyzwyczajony do pływania w warunkach on-shore (wiatr do brzegu) i przebijania się przez fale o krótkich okresach (następujące zaraz po sobie). Wymagało to dość dużego wysiłku i zrozumienia fal, jak to się już miało – przyjemność z pływania była większa.

Po opanowaniu warunków z falą i on-shore, przyszedł czas na postępu na wodzie. Po to pojechałem do Wietnamu by zacząć coś więcej robić na wodzie, niż pływanie rekreacyjne. Po pierwsze zacząłem skakać na „lewym halsie” – czyli to do czego nie byłem przyzwyczajony. Popracowałem nad „krawędzią” tak by skakać jeszcze wyżej i dalej, skoki z fal (często przeskakiwałem następną). Później przyszedł czas na backrolle (na obie strony) i podejście do railay. I to nie w komfortowych warunkach płaskiej wody, tylko krótkich fal które często miały spokojnie do 2-2,5 metra.

Pomógł mi z tym Victor Borsuk, który zorganizował camp (obóz) dla ludzi, którzy chcą coś więcej zrobić w kitesurfingu niż pływać rekreacyjnie. Zarówno dla tych którzy są na początku, jak i robią bardziej skomplikowane ewolucje. Niewielu dobrych zawodników jakiegokolwiek sportu, z takimi sukcesami (od 6 lat niepokonany w zawodach w Polsce), umie w ogóle przekazać swa wiedze i uczyć. Umieć samemu, to nie to samo, co wiedzieć, jak to zrobić i powiedzieć innym jak to zrobić. Victor potrafi uczyć, a nawet to lubi. Cieszy się najmniejszymi sukcesami swoich uczniów. Jara się, jak im się coś się udaje. Jest skoncentrowany na swoim zadaniu. Poza tym jest spoko gość, dobrze że jest z nim „chemia”. A jak to jest, to wszystko inne idzie dobrze. U mnie, sporo podpowiedział, skorygował kilka rzeczy. Ja jestem zadowolony z tego czego się nauczyłem, wiem że sporo jeszcze rzeczy przede mną do zrobienia i mam swój plan do realizacji.

Najważniejsze że nie odczuwam już kontuzji, z którą poradziłem sobie ostatecznie przed wyjazdem. Skończyłem wreszcie rehabilitację, w czym pomógł mi Łukasz Ceran, polecając dobrego rehabilitanta Bartka z Renortu. Podpowiedział też sporo ćwiczeń na beretach, z taśmami czy na kiteroomingu oraz właściwej metodyki, podejścia do ćwiczeń. Także Victor pokazał kilka ćwiczeń, mocno też dbał na campie by każdy trening poprzedzony był właściwą rozgrzewką. Coś na co wcześniej niekoniecznie zwracałem aż tak dużą uwagę.

Sprzętowo: pływałem w dość trudnych warunkach na falach, tak więc moje klubowe latawce Ozone (z nowego rocznika) dostały ekstremalny wycisk (sprawdziły się), gdzie potrzebowałem więcej mocy na latawcu jak to jest na falach i onshore (wiatr do brzegu). Testowałem też moje nowe deski – Nobile 50/fifty i NHP. Sporo na nich skakałem, zwłaszcza na NHP. Kop dobry jest ;) Z ciekawostek, miałem możliwość też pływania na Naish Park – wypadły bardzo dobrze: łatwo sterowalne, stabilne i szybko startowały z wody, po „glebach”.

Teraz czas na przygotowania na kolejny wyjazd… mocniej przygotuje się na siłowni, z kiteroomingiem czy ćwiczeniami rozciągającymi. Im dalej w las, tym bardziej trzeba dbać o formę. Czytajcie zatem kolejne relację.

Aloha,

Słowniczek dla czytelników „nie-kite’owych”
Kiterooming – coś jak „siłownia” dla kitesurfera, drążek podwieszony na sznurkach do sufitu.
On shore – wiatr do brzegu
Camp – obóz sportowy
Przybój – wahadłowy ruch wody od brzegu i do brzegu, wywołany załamaniem się fali na płytkiej wodzie przybrzeżnej
Raley – http://www.youtube.com/watch?v=avcjwp8KuTQ
Backroll – http://www.youtube.com/watch?v=PonsTD24StE
Hals – Kierunek wiatru w stosunku do kierunku deski. Płynąć lewym halsem oznacza mieć wiatr z lewej strony.

Podobne wpisy


jesli podobal ci sie wpis podziel się nim:
Permalink Dodano 1514 dni temu dnia ·
  • http://copowiemolly.blogspot.com/ Molly

    jesteś moim największym lafstajlowym idolem po tej stronie wszechświata!

  • http://outletszop.pl/ OUTLETSZOP.PL

    Owocna wyprawa, pozazdrościć :)

  • http://www.youcanwake.com/ YOUCANWAKE

    Raley – powinno być :)

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000363676983 Jacek Gadzinowski

      ;)) ah ten youtube i opisy

  • Tomasz

    Kitesurfing to naprawdę super sport, ale dla ludzi o mocnych nerwach, co widać na powyższych zdjęciach :D Nie raz byłem świadkiem jak osoby nie były w stanie kompletnie zapanować zarówno nad deską jak i latawcem przy małym wietrze, a co dopiero w takich miejscach jak to :D

    http://kitetrips.pl

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000363676983 Jacek Gadzinowski

    jakem „publicysta”


Więcej wpisów