Internety na wakacjach i węgierski urlop

Kiedyś mówiło się „Kartagina musi upaść”, teraz sznytem w niektórych środowiskach jest powiedzieć „Internet to samo ZUO”. Wszystko jednak jest dla ludzi, zależy tylko do czego jest on używany. Dzisiaj mała lekcja jego użyteczności na własnym przykładzie urlopu i wyjazdu na Węgry.

W zamierzchłych czasach, gdy nie było telefonów komórkowych czy Internetu, wiedza na temat najlepszych miejsc do wypoczynku czy też „turystyki handlowej” wymagała nie lada filtrowania czy też zdolności poszukiwawczych. Owszem trzeba było polegać na „marketingu szeptanym” ale nie zawsze on spełniał nasze oczekiwania, możliwości znalezienia adekwatnych informacji czy też ich ilości. Materiały drukowane, pozostawiały wiele do życzenia a wiedza w nich zawarta zazwyczaj była przeterminowana lub wyssana z palca. Wtedy nauczyłem się na własnej skórze, przewodniki turystyczne (dot. zagranicy) lub artykuły w prasie to jeden wielki „shit”, strata pieniędzy na nie wydane. Zwłaszcza w obecnym świecie erzaców, gdzie rok lub dwa jest całą epoką a zmiany następują coraz szybciej i szybciej.

tokaj rulez
Roczniki, szczepy, ceny Tokaja, też sprawdzone już w Internecie

Czas i środki które trzeba było poświecić by dobrze przygotować się do podróży, ustalić trasę przejazdu, znaleźć miejsca pobytu, zwiedzania czy też lokalnych atrakcji to był cały rytuał który trwał dobre kilka tygodni. Teraz został on sprowadzony do planów, realizowanych w obrębie google i wyników wyszukiwania. Kursy walut, ceny paliwa czy hoteli, budowane drogi lub autostrady… ukazują się naszym oczom w ułamkach sekund. Następne kilka minut to ocena wyników, porównanie z kilkoma innymi, zapoznanie się z opiniami z forów czy stron porównujących, opisujących dane zagadnienie (hotel, region, jezioro, miejscowość, wino, jedzenie, natężenie ruchu turystycznego etc) a na końcu rezerwacje hoteli czy innych miejscówek. Dodatek, kolejna zmiana – mapy stały się przeżytkiem. GPS’y i update’y wdarły się do rzeczywistości. Ok., może jestem spaczony i nie jestem reprezentatywnym użytkownikiem Internetu i technologii (zwykły Kowalski), ale przyznam, że to narzędzie pozwoliło znacznie przyspieszyć, ułatwić i lepiej podejmować decyzje związane z planowaniem urlopów. Nie wspominając już o oszczędności pieniędzy dzięki temu osiąganemu. Wszystko jest teraz transparentne, żadna zła pogoda czy drogie wakacje mnie już nie zaskoczą. Jeśli, coś nie będzie spełniało oczekiwań, zawsze mogę o tym napisać i podzielić się z innymi, mi podobnymi.

Tak jak zmieniło się planowanie i przygotowywanie, zmienia się też to wszystko co związane z wakacjami. Telefony komórkowe pozwalają online dzielić się przeżyciami, pokazać ciekawe miejsca, czy też zapytać – jeśli czegoś nie jesteśmy pewni. Ot znowu w pogotowiu może być zbiorowa mądrość/wymiennie głupota sieci i ludzi się na niej znajdujących. Bardziej zaawansowani mogą na żywo zdać relację na mikroblogu, co teraz u nich się dzieje czy też sprawdzić reakcję otoczenia. A nóż trafi się jakaś perełka, ciekawe zdjęcie lub sytuacja. 5 minut sławy gwarantowane.

Tej wpis potraktowałem nieco na luzie, ot tak dla rozrywki. Nie musimy się tak bardzo napinać a propos tego narzędzia (Internetu), przejmować się chamstwem, sprawami typu #bułka lub głośnymi retuszami zdjęć. Nawet testy śledzika (Nasza Klasa) z oddali, jak bardzo nie będą ważne, przełomowe dla rynku (?) i rozgrzane pocztą WOM, nie zrobią wrażenia. Życie płynie dalej i gdzieś trzeba akumulatory naładować. Na kolejne miesiące pracy „aby marketing/komunikacja zintegrowana rosła w siłę”. ;)

forint wegierski
„za komuny” za taką kasę to byłby niezły rozkusz… a teraz?

Wiele razy nad tym myślałem, że ludzie zawodowo zajmujący się komunikacją, marketingiem, PR czy szeroko pojętym Internetem – zbyt hermetycznie o pewnych sprawach mówią. Komunikujemy się ze sobą, dziwiąc się że „przeciętny Kowalski” ni w ząb nie rozumie o co nam właściwie chodzi. Podniecamy się blogami, mikroblogami, marketingiem zintegrowanym, social media, startupami, projektami, serwisami, programami etc, ale czasem zapominamy jakie to tak naprawdę ma przełożenie na zwykłe życie, poza ekranem komputera, pocztą e-mail czy aplikacjami w telefonie komórkowym. Prywatnie …postanowiłem złapać trochę od tego dystansu, mimo iż część spraw i tak będę online/fon kontrolował.  Taki już świat, niestety.

Jacek Gadzinowski

Jacek Gadzinowski. Konsultant komunikacji zintegrowanej, specjalista od internetowych społeczności , z zajawką na snb i kite

Komentarze

  1. Aleksander Ślązak

    Witam,

    Konkluzja mi się podoba. Czasem jak rozmawiam ze znajomymi, którzy nie fascynują się internetem, czuję się jak z Marsa. Czasem taka rozmowa z kimś „spoza” potrafi wiele uświadomić.

    Udanego urlopu życzę;)

  2. Blogi mikroblogi i cały internet, to raczej narzędzie, z którego stworzyliśmy sobie rzeczywistość. Zgadzam się, że warto pamiętać, co jest „realne” – nawet jeśli nasza cała kariera zawodowa opiera się na wirtualnej rzeczywistości ;)

Dodaj komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>