Branża Internetów na rozdrożu + konkurs z wejściówką na forum IAB

Quo vadis branżo Internetu i marketingu interaktywnego? 2009 jest rokiem, gdy znalazłaś się na rozdrożu. W którą stronę pójdziesz i gdzie są wyzwania, krótko dzisiaj opiszę w przykładowych segmentach.

„Jest super, jest super więc o ci chodzi?” W końcu jest tak dobrze, branża się znakomicie trzyma, rosną statystyki. Spośród mediów, jedynie wydatki „na Internet” rosną w tempie dwucyfrowym. Jak będzie w tym roku dowiemy się z nowego badania… obstawiam wzrost „rok do roku” na poziomie 10-15%. Czy to dużo? Relatywnie tak, jeśli popatrzeć na to co dzieje się z prasą, outdoorem czy radiem.
Blednie jednak w porównaniu z wciąż mocną pozycją TV. Relatywnie mało, jeśli popatrzy się że po prostu więcej firm jest ujmowanych co rok w badaniu. Tak czy inaczej, to dobrze że próbuje się zmierzyć i zważyć wartość rynku.

rozwiazania i pomysły
Wzrost rynku jest nadzwyczaj stabilny…

Rynek ten w swojej strukturze ulega dużym zmianom, ponieważ nie jest tak jednorodny jak się wydaje. Największą hossę w związku z recesją i kryzysem gospodarki przeżywają formy reklamy i działań nastawionych na efekt lub optymalizację kosztów. Liczy się także precyzyjne dotarcie do odbiorcy komunikatu i zaangażowanie użytkownika. Czyli: Google, afiliacja, e-mailing, marketing w społecznościach (też nie wszystkich), działania marketingu zintegrowanego z BTL i promocjami.

Nie jest już tak wesoło w reklamie typu display, „wypasionych” produkcji WWW czy też formach video. Z jednej strony mamy do czynienia z dewaluacją i „śmieciowieniem” kampanii zasięgowych, z drugiej strony relatywnie mało skutecznymi działaniami wizerunkowymi (słabo jest ze strategią i projekt managment’em). W czasach gdy liczy się mierzalność, efektywność i sprzedaż – nie patrzy się tak przychylnie na te formy działań. Display z tygodnia na tydzień staje się coraz mniej efektywną formą reklamy, którą kupuje się z miesiąca na miesiąc taniej, w pakietach na set tysięcy czy miliony. Ale, ale… jeśli mamy skuteczność tej formy reklamy na poziomie „klik co 5.000, 10.000 czy 20.000 użytkownik”, to zaraz się okaże że taniej jest dotrzeć do konsumenta wynajmując taksówkę i wysyłając mu tradycyjną ulotkę czy kopertę z ofertą handlową, gift’em. Nie wspominając o event’ach, samplingach czy promocjach w sklepie, które bardziej napędzają bezpośrednia sprzedaż. Porozmawiajcie z dyrektorem sprzedaży lub osobą zajmującą się trade marketingiem, jakie są koszty i co jest bardziej efektywne.

rekla_display
1 mln odsłon bannera? A ja mam większą skuteczność!

Stąd zatem tak wielkie parcie na kampanie w modelu „płać za efekt” lub co najmniej modelu „hybryda”. Zasięgowy display, tak bardzo stracił na swojej wartości, że zwiększające się wydatki na reklamę znajdują ujście także w kampaniach SEM (Google) czy też działaniach optymalizujących SEO. Do tego tandemu dokładane są targetowane mailingi i mamy cały obraz sytuacji. Jeśli „wydawcy” reklam display nie przemyślą jak dopracować nowe formaty albo jak się samoograniczyć, nie długo dewaluacja obecnych form reklamy będzie jeszcze bardziej znacząca. Być może osiągnąć 0,75-1-1,5 gr w hurcie za odsłonę, to będzie znaczący sukces. I to w miejscach gdzie jest jakiś wartościowy ruch, a nie śmieciowaty kontent lub pompowane wyniki wzajemnym linkowanie stron i odsyłaczy.

Podejmowane są próby działania na social networks, na razie nie na tak masową skalę jak w Europie czy USA ale cieszy to co jest. Są to najprostsze formy działań, często kończące się na prowadzeniu konta marki, budowie „klanu” lub „szkoły”. W związku z tym, że nasze polskie „społecznościówki” grodza się i nie uwalniają, nie inwestują w API nie ma możliwości na bardziej zaawansowane formy działań marketingowych. Reklama w tych społecznościach w dużej mierze kopiuje model znany z portali, czyli display, display i jeszcze raz display. Co jest bardzo krótkowzroczną polityką biznesową. Gdzieś obok, rośnie potęga Facebooka który za 1-2 lata będzie także rozdawał karty na tym rynku w Polsce. Dla small biznesu, prywatnych ludzi, niezależnych przedsiębiorców: API i jego możliwości, fan page na Facebooku to najlepsza rzecz jaka mogła się zdarzyć. Można dalej mówić, że nic się nie stało… ale moim zdaniem, dla niektórych podmiotów (znane marki social networks) które jeszcze rok temu świętowały swój sukces w wielkich liczbach niedługo przyjdzie twarda rzeczywistość. Nie pomoże „wkładanie aplikacji na pół ekranu” i denerwowanie użytkowników. Nie pomoże 5-10 reklam które tracą na wartości reklamowej. Adapt or die.

Facebook Lawsuit
Śledzie, spinacze, blipy, flakery, fotki? Zwycięzca jest tylko jeden!

„Sociale”, fora dyskusyjne, blogosfera i mikroblogi owszem rosną dynamicznie, ale ich wykorzystanie w Polsce jest najprostsze z możliwych. Brak tutaj długofalowych strategii dla marek, działań wykraczających poza Internet. Nie ma praktycznie żadnych aplikacji wspierających biznes czy sprzedaż. Nie ma uregulowań etycznych, kodeksów postępowania reklamowego. To co dzieje się na rynku tzw. „marketingu szeptanego” woła o pomstę do nieba – spam, czarny PR, fake’owe opinie o produktach etc. Bez ustawowych uregulowań, dobrych obyczajów i samoograniczenia, za chwilę wszelkie rekomendacje i rozmowy o markach stracą swój pozytywny aspekt. Jak wielka będzie to strata dla marek czy dla możliwości biznesowych, nie muszę tutaj pisać. To są w końcu potencjalnie „utracone korzyści”. Opiniotwórczość liderów opinii? Tak na razie jest duża, do pierwszego większego skandalu gdy okaże się, że przekaz reklamowy nie był oznaczony a towar reklamowany okazał się zupełnie inny. To nie kwestia kodeksu takiego czy innego, postępowania PR’owców czy marketerów, to kwestia dobrego smaku i wyczucia. Tak jak mikroblogi i blogi nie zastąpią też tradycyjnego PR i tradycyjnego marketingu BTL. Bo, pora wyjść ze sztywnych ram a połączyć działania offline z online.

Sklepy internetowe co roku w Polsce notują dynamiczny przyrost, tylko że poza tą statystyką okaże się: im większy sklep tym mniejsza rentowność. Pompowanie wyników sprzedaży kampaniami w Google czy wyszukiwarkach, bez budowania silnej marki czy też należytej obsługi klienta, dobrej logistyki i systemu księgowemu to najprostsza droga do bankructwa. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia na przełomie roku, ciekaw jestem ile kolejnych sklepów internetowych po świętach „zawiesi swoją działalność”. Jak to wpłynie na postrzeganie tej formy sprzedaży? Okazuje się, jednak że obok dużych sklepów coraz lepiej radzą sobie małe sklepy, które znajdują swoją niszę i sposoby porozumiewania się z klientami. Właśnie na poziomie relacji na blogach czy mikrologach. Można się śmiać, że jest to „mikro e-commerce” ale z tego można także wyciągnąć dobrą lekcję dla dużych podmiotów na rynku, które boją się klientów wyrażających swoje opinie. Dlaczego model Amazon (oceń i skomentuj) w Polsce, na stronie www sklepu nie jest tak powszechny. Ponieważ, nadal wierzy się powszechnie w moc wyszukiwarek cenowych, coraz częściej nazywanych w tej branży „wyniszczarkami sklepów”.

ekomers
Prawie jak handel, prawie robi wielką różnicę.

Młodzi przedsiębiorcy, start-up’y, fundusze BA i VC. Tu widać niestety dwa ekstrema, albo ludzi bardzo zaradnych i radzących sobie z otoczeniem bez finansowania. Albo takich którzy rozbiją się o mur w funduszach. Czy to przez kiepską jakość pomysłów, „kopierstwo” czy też lenistwo i podejście „funduszy emerytalnych spokojna starość” nie mnie tutaj rozstrzygając. Widać natomiast gołym okiem kompletny rozziew, miedzy Internetami a rzeczywiście powstającymi przedsięwzięciami. Kwestia edukacji, dostępności kapitału… nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Mamy zapaść na rynku pracy, następuje fluktuacja, restrukturyzacja i optymalizacja kosztów. W agencjach i domach mediowych różnie, tak jak z modelem biznesowym – czasem krótko (taka rzeczywistość biznesu). W agencjach, z merytoryką i strategią także można powiedzieć różnie – poziom nierówny. Za chwile wiele cennej wiedzy z rynku odejdzie… pytanie czy w dzisiejszych działaniach firm, kalkuluje się ssanie które nastąpi za 2-3 lata. Kto będzie wtedy planował, wdrażał strategie, budował firmy w oparciu o model interactive i i e-commerce? Powstanie niezła luka popytowa, której nie jest w stanie zasypać żadna edukacja na uczelniach czy też firmach z rynku. Czy wtedy nastąpi zadławienie się branży, bo skończą się rezerwy proste wzrostu rynku?

Opisane przeze mnie zagadnienia, to tylko przyczynek do dalszej dyskusji. Praktycznie w każdym sektorze tego rynku, sytuacja jest na przysłowiowym rozdrożu. Nie starczyłoby miejsca by dokładnie zająć się tym. Nie potępiam sytuacji, pokazuje jej złożoność. Był i jest wciąż szybki wzrost rynku, ale pojawiły się pewne rysy na tym monolicie. Branża młoda, więc nie trudno by miała spektrum dobrych wzorców i metod postępowania. Sytuacja tak dynamicznie się zmienia, tak że rok czasu to tutaj cała epoka. Dlatego…

Na końcu tego wpisu, chciałbym zaproponować małą dyskusję na moim blogu: „Quo vadis branżo internetowa i marketingu interaktywnego”, jakie czekają nas trendy i kierunki rozwoju sytuacji?

Najciekawsza wypowiedz, wpis zostanie przeze mnie nagrodzony w konkursie, darmową wejściówką na IAB forum, które odbędzie się 4-5 listopada 2009. Szczegóły i program znajdziecie pod tym linkiem: http://www.forumiab.pl Moim zdaniem warto wdepnąć, by wiedzieć co w „trawie piszczy”.

Zapraszam zatem do merytorycznej dyskusji! Pełna dowolność, w ramach wolności wypowiedzi. Konkurs trwa do 2 listopada 2009.

Możecie też spróbować sił w konkursie: na antyweb.pl o raz kurasinski.com Do wyboru – do koloru! 1000 peelen piechotą nie chodzi…

  • http://www.ventras.blox.pl Ventras

    Kierunkiem będą blogi. Myślę, że rozwój postąpi na mikroblogach i forach.

  • http://rafi.pl RAFi

    Dotychczas sądziłem, że mamy jeden internet. Wg Ciebie jest ich więcej.

    • http://www.gadzinowski.pl Jacek Gadzinowski

      @Rafi – to celowy, humorystyczny zabieg po obejrzeniu obrazka „wór internetów” ;)) Generalnie, kłębi się w nim (Internecie) mnóstwo sprzeczności.

  • Maciejbe

    Zupełnie inną siłę oddziaływania mają największe portale, inną wortale, serwisy społecznościowe czy blogi. I tak samo zupełnie inne podejście należy znaleźć w stosunku do każdej kategorii.
    Ale adrem. W przypadku szeroko pojętego mainstreamu problem widzę jeden i – co gorsze – od kilku lat niezmienny. Agencje reklamowe.
    W założeniu twór rewelacyjny, z jednej strony profesjonalny doradca klienta chcącego coś wypromować, mający siłę przebicia, by móc kupować media hurtowo, po okazyjnych cenach, a dodatkowo potrafiącego wypracować najbardziej skuteczny sposób prezentacji produktu. I co? I nic.
    Agencje stały się najbardziej skostniałym elementem tego łańcucha pokarmowego. Z jednej strony od klientów żądają opłat maksymalnych, media kupują z 90% (lub większym) upustem, a sprzedają… chłam. Ten chłam, który sam opisałeś.
    W czasie swojej kilkuletniej pracy dla pewnego dużego portalu wymyślaliśmy różne cuda, atrakcyjne i dla nas i dla potencjalnych klientów. Każdy niestandardowy pomysł był udupiany właśnie przez agencje. No chyba, że nastąpił cud i udało nam się dogadać bezpośrednio z klientem (a agencja pełniła jedynie funkcję książeczki czekowej). Ale i w takich przypadkach agencja była nie tylko kulą u nogi, ale przede wszystkim wrogiem #1.
    Tak samo jest w prasie, to samo jest w telewizji, o outdoorze nie mówię, bo tego nie znam, choć założyłbym się, że sytuacja jest tam bliźniacza.

  • Pingback: gadzinowski: "Branża Internetów na rozdrożu" - zapraszam do dyskusji i konkursu | flaker.pl

  • Pingback: Forum IAB – oddam darmową wejściówkę! | AK74 - blog Artura Kurasińskiego (cc) 2007

  • http://blomedia.pl Mirek

    Cześć,

    Problemem naczelnym polskiego rynku, nie tylko internetowego jest niedorozwój i prymitywizm.

    Niedouczeni i mało wyrafinowani sa klienci, którzy kupują np. wielkie pudła proszku do prania, zamiast stosować odpowiednio dozowane koncentraty, co ekonomicznie na jedno wychodzi a pozwoli nawet zaoszczędzić, jeśli używa się dobrze wyracjonowanych dawek. Na Zachodzie sie juz o tym wie i kupuje (pozornie) droższe koncentraty.

    Podobnie mało wyrobieni są reklamodawcy, którzy kupują odsłonowe kampanie na portalach.

    Kupują wielkie pudło, które może i da jakiś efekt, ale niekoniecznie, gdyż produkt może być podrobiony.

  • http://www.plutecki.net Łukasz Plutecki

    Zapytałeś ‚Quo vadis branżo internetowa…..” . Może to być więć pytanie o nasze podwórko jak i w ujęciu globalnym.

    Myśle, że na świecie (mowa raczej o zachodzie, niż o wschodzie – bo tego znam słabo) widać wyraźnie znaczne ograniczenie form dokuczliwych. Jeśli wejdzie się na Times’a, CNN, itd. ilość reklamy bannerowej i upierdliwych divów jest wręcz niepokojąco niska.
    Dla człowieka przyzwyczajonego do ciągłego uczenia adblocke’ra, wydaje się, że coś nie działa ;)

    Jest to efekt coraz większej dywersyfikacji metod dostępu do sieci (mobile, telewizory, konsole itd). To ogranicza formaty reklamowe. Dodatkowo moda na użyteczność i kontekstowość sprawa, iż firmy zaczynają myśleć o dobrze własnym przez dobro użytkownika.

    Generalnie wszyscy dojrzeli do tego, żeby stwierdzić – CPM umiera. Jednak nikt nie potrafi zaproponować narzędzia, które zastąpi CPM i będzie równie wygodne w użyciu z perspektywy media planneru…

    Trochę o tym pisałem tu:
    http://plutecki.net/2009/09/kampanie-bannerowe-czyli-cepem-w-uzytkownika/

    Najbliższe lata to będzie szarpanina między podejściem Cepemowym, a efektywnościowym. Między bannerem a pomysłem na reklamę zaangażowaną.

    Natomiast u nas? Wchodzi się na Onet, Wp czy Gazetę i bannery atakują ze wszystkich stron. Zastanawiałem się ostatnio czy to efekt tego, iż kryzys u nas widoczny jest słabiej, czy też raczej życzenie reklamodawców.
    Skłaniam się bardziej w przekonaniu, iż reklamodawcy w Polsce są mniej ‚trendy’. Po prostu wolą bannery, a źe bannery są teraz tańsze :O

    Ponoć na początku XX wieku wielu Rosjan jadąc do Paryża zatrzymywali się w Warszawie i zostawali – bo dla nich to już był zachód. Natomiast wielu Paryżan wysiadało z pociągów na dworcu w Warszawie i stwierdzali iż są już na wschodzie.

    Tak teraz chyba jest i z branżą interaktywną. Niby już jesteśmy na zachodzie (użyteczność, web 2.0, efektywność, facebook), ale nadal dużo u nas wschodu (cpm). Taki urok życia w „centrum” :)

  • http://www.makjuzer.pl Przemysław Staroszczyk

    Patrząc na to co się dzieje, może nie u nas jeszcze;) Ale rzeczywiście powinniśmy przestać dzielić media, a raczej wyodrębniać zachowania konsumenckie jakie można wywołać dzięki skierowaniu przekazu do grupy celowej. Impreza plenerowa, wsparta reklamą blogową, akcją mobilnego marketingu z billbordami na każdym skrzyżowaniu…
    Plus ambasadorzy marki, mikroblogowanie, facebook itepe, itepe…
    Tylko po co?
    Skoro łatwiej kupić display, pokazać ładny zrzut ekranowy z kampanii i kolejny słupek pokazujący „potencjalne dotarcie” do grupy celowej.
    Jak długo będziemy atakowali tego typu przekazami reklamowymi? Długo, skoro czeka na nas kolejna grupa użytkowników interntetu, nieobeznanych w zawiłościach przeglądarek, niewyedukowanych w formach reklamy… Oni będą oglądali, część będzie nawet klikać…
    Co z tego że wartościowy, wykształony użytkownik będzie spędzać czas nie na portalu tylko na serwisie społecznościowym?
    Skoro i tak znajdzie się reklamodawca który kupi pakiet milionów odsłon w megadrażniącym formacje zasłaniającym wszystko…

    Szczerze wolę zająć się nowymi formami dotarcia do konsumenta dzięki API udostępnionym przez serwisy społecznościowe, lub zaproponuję klientow rozwiązanie wykorzystujące Facebook Connect.
    Jest tyle ciekawych tematów ktore pozwalają twórczo się realizować, że niech titanic płynie dalej:)
    Chciaż nawet dinozaury zaczynają czuć nadlatujący asteroid, który przyniesie zagładę.
    Tylko kto dziś myśli u nas o dniu jutrzejszym i usługach/produktach które będzie proponował swoim konsumentom.

  • Obywatel

    Moim zdaniem, powyższa dyskusja cały czas toczy się wokół starych problemów. Które formy są opłacalne, jaki model emisji, czy portal jest w stanie zaproponować niestandardowe działania online i czy głupia Agencja jest w stanie to kupić. To już nie ma znaczenia. Nie jest kwestią opracowania nowych modeli emisji, czy nowych form reklamowych. Reklamy jako takiej nikt nie będzie już nigdy klikał. Flash’e były dobre, w czasach kiedy strony internetowe były statyczne, tekstowe, taki baner wtedy się wyróżniał. W czasach, kiedy w internecie coraz więcej treści rusza się, mamy video a co druga strona jest oparta o AS, SWF itd. reklama nie wyróżni się, choćby była na pół strony. Ludzie nauczyli się nie widzieć ich i już.
    W tej chwili pytanie jest jedno, czy klient i głupia agencja reklamowa zrozumie, że efektywność będzie opierać się na kreacji i pomyśle na zaangażowanie internauty do komunikacji z marką.
    Formy i miejsca, w których będziemy prowadzić te komunikację również powinny być wolne od standardu. Należy skończyć z formatami, typu 750×200, 250×250 itd. i zacząć myśleć o przestrzeni jaką daje serwis na potrzeby reklamy w sposób niekonwencjonalny. To co robią portale społecznościowe typu FB (otwarte API) jest w porządku, tą drogą powinny pójść portale, tworzyć fragmenty stron i udostępniać je na potrzeby Agencji. Co Agencja z tym zrobi, już jej broszka. Nie należy zachłystywać się samą ideą otwartości (API na FB itp.),jak i samą obecnością na profilach społecznościowych. Tyle zamieszania w branży (vivat social media, pfff), a ja pytam, o co?? Wystarczy spojrzeć na blipa i zobaczyć, jak największy bonzo blipowy Kominek ma tylko 1000 userów, którzy go śledzą. Co to jest w porównaniu z jedną emisją reklamy, choćby w radio, którego słucha kilka tysięcy słuchaczy, nie wspominając już o telewizji. Fan page na FB to może mieć znaczenie w USA, gdzie cokolwiek byś nie zrobił zawsze osiągasz sukces, ponieważ działa efekt skali. W Polsce to można tylko sobie pomarzyć o liczbie kilkudziesięciu tysięcy UU/RU na profilu społecznościowym. Wiele hałasu o nic.
    Google, to samo, ile firm może zmieścić się an pierwszej stronie wyszukiwania??? Kiedy mamy świadomość, że 3/4 uu klika tylko pierwsze linki, nie muszę chyba już kończyć.
    Wracając, liczy się tylko pomysł na zaangażowanie, np. jak tu Jacek podawał przykład demotywatorów. To jest przyszłość skutecznych reklam w internecie. Angażujące interaktywne kreacje, które można umieszczać w dobrze dopasowanych do tg placementach, bez standaryzowanej formy komunikowania tejże kreacji. Advertainmenty, eventy online, gry, wiki, serwisy wiedzowe, aplikacje, wszelkiego rodzaju conecty, coś co sprawiać będzie, iż użytkownik będzie otrzymywał wartość, potrzebną mu na co dzień,do pracy, rozrywki, poszukiwań, edukacji, w ciekawej formie. Dlaczego, ponieważ internet to przede wszystkim źródło informacji. Ludzie tu siedzą i szukają informacji. Treść komunikatu promocyjnego, musi być użyteczna, dopasowana do potrzeb tg i przede wszystkim, FAJNA. Kiedyś mówiło się cool.
    Tyle ode mnie, w telegraficznym skrócie

  • http://ja.rafi.pl RAFi

    A to ja nie w temacie, Jacku.

  • Aleksander Ślązak

    Po co się rozpisywać:

    A to reklama w internecie różni się czymś od pozostałej? ;>
    Tak samo czy e-biznes różni się czymś od „realnego”?

    Wątpię.

  • http://lastsecond.ad Agnieszka Stelmaszczyk

    Jacku, bardzo dziekuję za ten artykuł. Bardzo mi trudno wypowiadać się w sprawie branży internetowej, bo nie uznaję się za specjalistkę w tym zakresie. Natomiast zajmuję się od wielu lat mediami jako media planner, handlowiec, ba nawet audytor;) Te problemy branżowe, które przywołujesz są w sumie tymi samymi, które są aktualne dla całej reklamy i komunikacji. i Można zapytać quo vadis reklamo i marketingu…AD 2009?

    Zacznę od przytoczenia wpisu z bloga mojego ‘guru’ nowego marketingu Setha Godina w tym temacie.
    “Magic beans, TV and the web
    New media isn’t the perfect marketing medium, and it won’t be until we find the magic beans.
    TV had magic beans for forty years. For forty years, anyone, even a complete moron, could make a lot of money using TV ads. Buy enough ads, don’t screw up, you’re rich.
    The hard part was buying enough ads, but once you did that, victory could be declared.
    On the web, there are countless marketers just standing around waiting for someone to hand them the magic beans. And that’s the problem.
    Marketing online takes too much measurement, patience, creativity, technical knowledge, flexibility, speed and authenticity. It requires too much thinking and not enough going out for dinner with clients.
    Perhaps there will never be magic beans again. Perhaps marketing is about to transition to a new kind of profession, one that requires insight, dedication and smarts.
    Or maybe someone will find some magic beans.”

    To chyba wiele mówi w tym temacie. Nauczyliśmy się myślenia o komunikacji i reklamie w kategoriach “budżetu”, niespecjalnie dążąc do mierzenia efektów tej działalności. Planowanie i zakup mediów to jakaś optymalizacja budżetu w kategoriach standardowych wytycznych i standardowych badań (“niebadani” nie mają wstępu do klubu). W tym podejściu nie ma wiele miejsca do testowania rozwiązań, uczenia się co działa a co nie działa.

    Reklama w internecie obiecywała to samo co reklama “tradycyjna” tylko lepiej bo dając pomiar skuteczności w postaci CTR. Tylko… ludzie przestali klikać. I to nawet gorzej niż w tv, prasie etc, bo tutaj cała żenująca sytuacja kilku… klików w wyniku kampanii za kilkadziesiąt tysięcy jest podana na tacy. Nie ma monitoringu wydatków, więc nawet nie ma łatwego uzasadnienia dla wydawania pieniędzy bo nasz konkurent wydaje tu i tu, tyle a tyle.

    Na razie w dalszym ciągu “rządzi” koncepcja wydania pewnej sumy pieniędzy, co przyniesie zamierzony efekt. Średnia długość funkcjonowania dyrektora marketingu na swoim stanowisku wynosi jakieś 2 lata (nie pamiętam dokładnie, gdzieś czytałam), ile acconta w agencji/ dm “na” danym kliencie? Jak tu wypracować “działające” rozwiązania w trudzie, znoju i testowaniu? Szukamy “magic beans”, które w łatwy, przewidywalny i bezpieczny sposób pozwolą na osiągnięcie jakiś rezultatów. Z naciskiem na jakiś.

    Zmiana chyba rzeczywiście wymaga przemodelowania koncepcji komunikacji oraz miejsca i roli marketingu w procesie sprzedaży. Idąc za myślą z cytowanego powyżej wpisu- przyszłość jest w takim podejściu testingowym- szukaniu różnych opcji, kreacji, pomysłów i sprawdzaniu jak coś działa dla naszego biznesu. Załóżmy, że nie ma już patentu na efektywną komunikację, reklamę i model biznesowy. Trzeba próbować, a w próbowaniu i testowaniu duża siła internetu i przewaga nad innymi mediami.

    Tu bardzo fajny artykuł rozwijający tę myśl i generalnie “w temacie” http://johnbell.typepad.com/weblog/2009/08/the-future-of-advertising-pr-and-social-media-two-directions-.html#at

    pozdrawiam, a

  • Pingback: Polecam: Quo vadis branżo Internetu i marketingu interaktywnego? | Giełda mediowa - blog

  • http://ciesiolkiewicz.blogspot.com/ Konrad Ciesiołkiewicz

    Jacku, wejściówkę już mam, więc nie będę się rozpisywał :)) Może trochę obok,ale bardzo celne wydaje mi się Twoje stwierdzenie, że komunikację trzeba traktować całościowo. Tak jak irytuje mnie, kiedy dzieli się PR na oofline i online. Wizerunku nie buduje się przecież tylko w sieci lub tylko w offlinie, jedno z drugim jest nierozerwalnie związane. Tak samo jest jest z każdym aspektem komunikacji, a przede wszystkim komunikacją marketingową.

    Twoją diagnozę stanu rynku przyjmuję jako bardzo ciekawy głos w dyskusji, uczący. Na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji mogę powiedzieć, że firmy i inne organizacje, które wydaje się, np. spółki giełdowe, doskonale powinny rozumieć specyfikę współczesnej komunikacji, w rzeczywistości okazują się często zbyt pasywne lub kopiujące to, co gdzie indziej już 1000 razy się sprawdziło. Kiedy porównuję niektóre aktywności, które wykonuję w pracy i wydaje się, że nie są one aż takim „odkrywaniem Ameryki” (choć czasami i to nam się udaje), w praktyce okazuje się,że inni są daleko za tym. I sam nie wiem z czego to wynika, bo z pewnością nie z braku środków w przypadku wielu firm giełowych różnych sektorów. Ostatnio porównywałem pewien aspekt komunikacji interkatywnej i okazało się, że firma, w której pracuję jest w elitarnym gronie jednej z czterech firm stosująych porównywalne narzędzia, spośród 136 spólek.

  • http://elpanda.blox.pl elpanda

    sadze, ze to co zmieni sie, lub w mojej opinii powinno, to nie tyle sposob reklamy – a sposob reprezentowania marki i calosciowe podejscie do obecnosci w sieci.
    powoli wkraczamy w czasy, gdy reklama jako taka nie jest potrzebne – potrzebne jest konkretne zrodlo solidnie przygotowanych informacji. konsumenci coraz czesciej wyszukuja informacji w sieci i robia maly research na wlasny uzytek – nie wierzac specjalnie reklamom. hurraoptymizm ‚ale my mamy social media/mikroblogging’ zapewnie wkrotce zostnie ukarany, gdyz nie nalezy traktowac tych mediow jako nowego miejsca w ktorym mozemy zaganiac klientow do siebie, tudziez obrzucac go papka informacyjna – nalezy raczej dostarczyc informacji ktore moze wykorzystac do wybrania marki/produktu.
    przykladem moga byc porownywarki cen, ktore mialy znaczny wplyw na rynek – konkurowanie cena jednak nie zawsze jest najlepsza strategia, gdyz wiadomo – klient ktory z nich korzysta, zapewne wierny nie bedzie – nalezy jednak sie zatroszczyc o to, zeby porownujac nas z konkurencja – wybral wlasnie nas, mimo iz cena moze byc wieksza. ( rzecz jasna mowie tu z perspektywy producenta, niz sklepu – ktory w tym miejscu juz ma problem.)w moim przekonaniu strategie powinny skupiac sie nie na reklamie, a na dostarczaniu informacji o produktach (a to niestety roznica).

    Co do calosciowego podejscia – nalezy uswiadomic sobie, ze istnieje roznica miedzy PRem, marketingiem/reklama, a zwyklym sprzedawaniem i obsluga klienta. W przypadku gdy chcemy wejsc do social media/mikrobloggingu nalezaloby zastanowic sie, ktore obszary naszej dzialanosci beda je wykorzystywac i w jaki sposob.

    Uwazam, ze wieksze zmiany potrzebne sa nie w internecie, a w swiadomosci tego co oferuje i co chcemy dzieki niemu osiagnac.

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    Moje prognozy ale też i życzenia:
    1) agencje i domy mediowe w szczególności przestaną klientom wciskać kity typu kampanie zasięgowe
    http://mirekpolyniak.wordpress.com/2009/02/23/kampania-zasiegowe-w-internecie-to-mit/
    2) o skuteczności kampanii online nikt nie będzie nikogo przekonywał przy pomocy CTR
    http://mirekpolyniak.wordpress.com/2009/02/25/skuteczna-kampania-internetowa-wysoki-ctr/
    3) media planerzy a także właściciele mediów internetowych zaczną czytać ze zrozumieniem raporty dot. reklamy online
    http://mirekpolyniak.wordpress.com/2009/08/27/po-trzecie-nie-irytuj/
    i co ważniejsze: wnioski z nich płynące zaczną w końcu wdrażać w praktyce
    4) coraz częściej zaczną się pojawiać reklamy i całe kampanie wykorzystujące specyfikę medium, czyli model pull
    http://mirekpolyniak.wordpress.com/2009/03/02/internet-to-medium-pull/
    5) SEM czyli marketing w wyszukiwarkach zyska właściwe miejsce w media planach, czyli IMO stanie się ważnym elementem każdej dobrze zaplanowanej kampanii online
    AMEN :)

  • http://somedayinteractive.pl Bartłomiej Rak

    Rozwijamy się! Yes, yes, yes(t) super ;))
    Bardzo mnie cieszy, że rynek internetowy rozwija się tak szybko. Co roku pojawiają się nowe możliwości. Mamy coraz większe pole do popisu, a i konkurencja też coraz mocniejsza. Niestety rozwojowi rynku nie towarzyszy rozwój wiedzy klientów. Przepaść pomiędzy nami, a klientami jest coraz większa. My, śledzimy casy z zagranicy, spotykamy się na konferencja, campach, spotach, itd., a marketerom (i innym) coraz trudniej przychodzi zrozumienie naszych pomysłów. Myślę, że jako przedstawiciele branży powinniśmy położyć dużo większy nacisk na kształcenie klientów niż do tej pory. To nasz obowiązek (szczególnie ze względu na przyspieszenie rynku).

    Jeśli już mowa o kształceniu to tak samo powinniśmy się zastanowić nad kształceniem kadr, które w przyszłości będą miały zasilić naszą branżę. Mamy już dwie takie inicjatywy – SGH (Marketing Internetowy) oraz RAII, ale to ciągle za mało. Na szczęście plany IAB w tym zakresie są bardzo ambitne, a jaka będzie ich realizacja?

    Napiszę to trochę przekornie, ale cieszę się z kryzysu – po pierwsze ma właściwości ‘oczyszczające’ – przetrwają go najsilniejsi. Mniejszym i nowym daje zaś szansę dogonienia czołówki. Tak samo będzie z narzędziami – display już nigdy nie osiągnie swojej wcześniejszej pozycji (a inne mocno się rozwiną).

    Społeczności ciągle się musimy uczyć – ile jest takich agencji, które mogą pochwalić się kampaniami zorganizowanymi właśnie tam? Niewiele. Co do Facebooka to jak już osiągnie w Polsce 5-6 mln użytkowników będzie najmocniejszy w segmencie (jakość/możliwości). Polskie społecznościówki przesypiają właśnie swoją szansę. Wśród moich znajomych coraz popularniejszy jest trend rezygnowania z NK i np. GG (nie wspominam nawet o innych). To wiele mówi…

    Pozycja blogów i mikroblogów będzie stale rosnąć – ale bardzo powoli. Tutaj znowu w opozycji staje Facebook (szczególnie do mikroblogów), a idee integrowania różnych narzędzi mało kto stosuje.

    Co do marketingu szeptanego to strach się wypowiadać. Szkoda, bo narzędzie samo w sobie jest bardzo fajne. Osoby, które zajmują się teraz tym tematem i nie przestrzegają zasad zdrowego rozsądku same sobie odbierają chleb w perspektywie dłuższego okresu.

    Upadki sklepów internetowych zdarzają się na tyle rzadko, że nikt nie zwraca na nie uwagi. Sklep internetowy jest synonimem najniższej ceny na rynku i tylko to się liczy. Wydaje mi się, że nawet same komentarze o poszczególnych sklepach nie mają większego znaczenia. Wiele osób dokonujących zakupów za pośrednictwem internetu przyzwyczaiło się akceptować ryzyko (głównie za sprawą Allegro) i nikt się teraz z nim nie liczy (przecież kupujemy od firmy, a nie osoby prywatnej!).

    BA i VC – wszyscy wiemy jak jest, ale w tym segmencie poruszyłbym jeszcze temat dofinansowań w ramach PO IG 8.1. Patrząc na wcześniejsze nabory i ich wyniki można spokojnie powiedzieć, że PARP ocenia tylko poprawność wniosków. Mam wrażenie, że chodzi o wtłoczenie odpowiedniej ilości euro do gospodarki. Wiadomo, że dużo na tym korzystamy jako branża, ale poziom nowych tworów jest zatrważający. Bycie właścicielem serwisu kiedyś do czegoś zobowiązywało, a teraz? I nikt mi nie powie, że problemem jest to, że kasa jest refundowana.

    Tutaj muszę się z Tobą nie zgodzić. Odejścia z agencji i domów mediowych są zdrową oznaką kryzysu. Ile jest takich firm, które sztucznie utrzymują zatrudnienie? Gdzie w 8 godzinnym dniu pracy pracuje się tylko 5-6h? Reszta to plotkowanie, społecznościówki i czytanie branżowych niusów (wiele osób uważa to za pracę?!). Przepraszam bardzo, ale nie zauważyłem żeby zwolnienia spowodowały zmianę jakości usług tudzież ograniczenie możliwości (a rentowność rośnie).

    Pisząc o marketingu szeptanym użyłeś stwierdzenia, „że pora wyjść ze sztywnych ram i połączyć działania offline z online”. Tu moim zdaniem leży przyszłość branży. Kiedyś internauta był bierny – teraz jest aktywną częścią internetu, dlatego najlepsze kampanie to takie, które będą wykorzystywały zaangażowanie odbiorcy. Kampanie przyjmą formę dialogu, a nie jak dotychczas monologu. Nie tak dawno wyznaczając w firmie cele postawiliśmy właśnie na łączenie reala z wirtualem – granica pomiędzy tymi światami zaciera się coraz bardziej. Mamy internet w komórce, coraz więcej osób korzysta z małych netbooków, hotspoty są już bardzo popularne. Internet wychodzi z zacisza pokoju, biura, itd. Za niedługo będzie nam towarzyszył na każdym kroku. Jakie kampanie wtedy będą najlepsze?

    Nie ukrywam, że bardzo zależy mi na wejściówce!
    Pozdrawiam, Bartek.

  • http://szaradowski.bblog.pl/ Pawel

    Właśnie oglądałem urywki maratonu nowojorskiego. Przyszła mi do głowy pewna analogia do branży internetowej. Biegnących ten „królewski” dystans można podzielić na klika grup, podobnie jak społeczność internetową.

    Faworyci oraz mniej znani, ale szybcy zawodnicy. Biegają zawodowo. Utrzymują się z tego. Znają się między sobą, bo biegają na tych samych imprezach.

    Mocni półprofesjonaliści – nawet jeśli początkowo biegną w tempie faworytów, to z czasem brakuje im sił.

    Ekscentrycy – biegają, bo to jest modne i zdrowe. Kupują drogie rzeczy, żeby wyróżnić się z masy biegaczy wyglądem, a nie formą.

    Pozostała większość – biegają, bo to ich hobby, dla zdrowia, dla siebie.

    Jest też publiczność:
    - żywo zainteresowana przebiegiem i wynikami.
    - zainteresowana tylko tym, kto wygrał
    - przyjmująca do wiadomości, że maraton w Nowym Jorku się odbył
    - mająca całą imprezę gdzieś.

    Przykład W 100 tys mieście stowarzyszenie, napisało na swoim blogu, blipe, że 3 osoby, które zostaną fanem stowarzyszenia na facebooku dostaną wejściówki na basen. Efekt. Nikt nie został fanem.

    Coż. To, co dla liderów branży ( liderów, którzy się znają, bo spotykają się na konferencjach), jest oczywiste, jest standardem, dla większości nie jest ani oczywiste, ani standardem.

    To, dokąd branża podąża i w jakim stylu większości internautów niezbyt interesuje. Dlaczego? Dlatego, że żeby podążać za trendami trzeba mieć ze 30 loginów i haseł, to różnych portali i siedzieć z 6-8 godzin dziennie, żeby być na bieżąco. Samo czytanie subskrybowanych RSS-ów to za mało.

    Podczas biegu maratońskiego jest wielu, którzy biegną szybko, (ruszą z kopyta) bo są na początku dystansu, mają siły. Te siły większości kończą się.

    Podobnie w web 2.0. Założyć sobie konta w portalach społecznościowych, wrzucić 3-8 wpisów na bloga może prawie każdy. Niewielu jednak wytrwale aktualizuje dane.

    Śmiem stwierdzić, że 20% społeczności generuje 80% treści.

    Jedyna różnica między maratonem a branżą internetową to nieznany dystans. Trzeba mądrze rozłożyć siły.
    Według mnie należy się zastanowić, czy nie warto poczekać na biegnących z tyłu.
    Bieganie w małej grupce jest może fascynujące i prestiżowe, ale z czasem może się znudzić.

    • http://www.gadzinowski.pl Jacek Gadzinowski

      roztrzygniecie konkursu:

      Wejscie na IAB
      Bartłomiej Rak

      Nagrody pocieszenia: ksiażki (tytuły wieczorem lub jurto rano)
      Mirek Połyniak
      Przemysław Staroszczyk
      Łukasz Plutecki

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    Jaki miły akcent na koniec pracy w dniu dzisiejszym :) gratulacje dla Bartka, Przemka i Łukasza oraz oczywiście podziękowania dla ‚Sponsora’;)

    • http://www.gadzinowski.pl Jacek Gadzinowski

      Nagrody pocieszenia: ksiażki
      Mirek Połyniak: Wielkie marki – wielki kłopot
      Przemysław Staroszczyk: Powiekszanie bogactwa, nowe reguły w gospodarce opartej na wiedzy
      Łukasz Plutecki: Ekonomia życia

      Zwyciezców prosze o kontakt, z danymi, do wysyłki.

      jeszcze raz, gratulacje!

  • http://www.e-cyfrowy.pl Cyfrowy

    a szkoda ze ja nie stałem żadnej nagrody :D

  • Pingback: Someday Interactive » Archiwum » Krótka relacja z Forum IAB

  • Pingback: Prywatne podsumowanie 2010 - Socjomania