Inflacja? Nie ma czegoś takiego jak inflacja

Ciągle za mało pieniędzy w portfelu. Rosnące z dnia na dzień podatki, opłaty i czynsze. Ale przecież mówi się nam, że inflacja spada, produkty tanieją – bo nadprodukcja, umasowienie, spowolnienie gospodarek lub krach.

Bullshit.

Jest kłamstwo, wielkie kłamstwo… i statystyka. Powiedzmy, że mieszkam z psem w domu. To co powie nasza kochana statystyka? Że przeciętny mieszkaniec gospodarstwa domowego ma – 3 nogi.  W tym samym klimacie… co chwilę uspakają się nas, że inflacja spada, że dług względem PKB spada, że stajemy się bogatsi i w ogóle nigdy nie było tak dobrze. Ale, ale… Wczoraj ogłoszono, że spłacono ostatnią transzę długu względem Klubu Paryskiego (długów zaciągniętych za czasów  Gierka). Fajnie… kolega górnik upadł w 1980, bo Polska miała 20 kilka mld USD długów. Ale po 30 latach mamy ponad 200 mld USD długów. Wszyscy czuja się ok. Jest super, zależy tylko z której strony się patrzy. Kilka miesiecy temu twierdzono, ze PKB wzrośnie w tym roku o 4,8%… teraz mówi się 0,5%. Statystyka?

zbieram-na-kielbase

Przecież jesteśmy bogatsi, więcej zarabiamy i więcej konsumujemy. Złudzenie optyczne? Pewnie… jak z inflacją. Wyrzuca się ze statystyki produkty, które generują jej wysoki przyrost i w ten sposób ją stopujemy. Nie widząc, że realna inflacja jest 2-3-4 krotnie wyższa od tej rzeczywistej.

Co dzień lub dwa ogłaszane są kolejne plany „pompowania” miliardów dolarów/euro/wstaw-jakąkolwiek-inną-walutę-kraju, które tak w zasadzie są uruchomieniem prasy drukarskiej na bezprecedensową skalę. Teraz łatwiejsze, bo wystarczy kliknąć „enter” – produkując liczby z dziesiatkami zer a nie jak kiedyś drukować  setki  i tysiące ton śmieciowego, papierowego pieniądza. Powiecie, a co nas obchodzą kłopoty pana Obamy, czy jakiejś Japonii czy Chin.  Bardzo dużo, bo w dobie światowej ekonomii, cały ten „shit” w ciągu kilku tygodni/miesięcy dotrze do nas.

Kiedy zapłacimy za radosną twórczość? Już niedługo, gdy z „teoretycznej” inflacji, przejdziemy do „hiperinflacji”. Nierealne? Tak samo nierealne, jak wirtualna ekonomia z którą mamy do czynienia od około roku czasu. Zabawiamy się w bardzo niebezpieczny sposób, stawiając coraz wyższe stawki, zupełnie jak w kasynie lub w World of Warcraft. To pokłosie New Deal 2.0 z roku 2009, w wykrzywionym i spaczonym stylu. Gdzie te czasy, starej konserwatywnej ekonomii? Minęły niestety bezpowrotnie.

dolary z zimbabwe

 

Dziękuje Ci serdecznie Panie Keynes! Super, bo może zostanę miliarderem, a może nawet bilionerem? Normalnie szansa na  Zimbabwe

  • http://startupy.org ruiz

    Hiperinflacja nam nie grozi.

    W Polsce mechanizm kreacji pieniądza nie jest mocny. Mocny jest, co zauważasz, mechanizm kreacji długu publicznego. Ale i o to byłbym spokojny, póki nie bombardują nas telewizyjne reklamy obligacji skarbowych.

    Może nas dotknąć zachodnia kreacja pieniądza, ale także w ograniczonym zakresie. To nie jest tak, że podczas kryzysu nagle budzi się potwór zdolny zamienić dolar z 2008 r. na osiem dolarów z 2009 r. Rynki walutowe są powiązane. Nawet jeśli ktoś nadprodukuje pieniądz, to rozłoży się to na wszystkich.

    Kreacja pieniądza jest czymś stałym. Przyspiesza nieco w obliczu spowolnienia gospodarczego, ale nie aż tak, by w krótkim okresie dramatycznie zaszkodzić stabilności waluty.

    Hiperinflacja generalnie nie bierze się z nadprodukcji pieniądza, a z braku zaufania doń, tzn. pojawia się wtedy, gdy o wiele lepiej posiadać kurę, niż jej równowartość w pieniądzu fiducjarnym, bo jutro ta równowartość będzie warta pół kury. To taka lawina, którą trudno spowodować i trudno zatrzymać.

    Hiperinflacja, ostatecznie, nie jest takim ostatnim złem. Przechodzi się po prostu na barter, bo pieniądz jest nic niewarty. Pojawia się strata związana z dewaluacja pracy zdeponowanej w pieniądzu, ale np. w Polsce pieniądz obiegowy jest warty ze sto razy mniej, niż majątek obywateli, więc można tę stratę przełknąć.

    • http://www.gadzinowski.pl Jacek Gadzinowski

      Nas nie bombarduja reklamy… ale szanowne banki wolą 100 razy radziej kupować i handlować obligacjami, niż udzielać np. kredytów obrotowych czy inwestycyjnych dla przedsiębiorstw. Ok, można powiedzieć że to kwestia ryzyka… ale w ten sposób kreci się kolejna „bańka spekulacyjna”.

      Nie bedzie hiperinflacji? No nie wiem. Czy wzrost bazy monetarnej o 100 i wiecej procent w ciągu roku w USA lub niektórych krajach Europy nie odbije sie na wzroscie inflacji? Gdzieś te pieniądze stworzone za pomocą „enter” wypłyną. A wtedy trudno bedzie już to zatrzymać.

      Pierwszym znakiem bedzie pewnie hossa na rynku surowców. Która dotknie też żywność. Nas to nie dotknie? Nie jesteśmy samotną wyspą „szczęśliwości” jak np. Północna Korea.

  • http://startupy.org ruiz

    Skąd masz dane o 100% i więcej? Bo jeżeli byłoby tak faktycznie, to mielibyśmy do czynienia z inflacja galopującą, ale jeszcze nie z hiperinflacją. I znów, pieniądz rozchodzi się po wszystkich. Ameryka dodrukowuje, Chiny nie, więc Chiny łagodzą skutki. Akurat nasza wymiana towarowa ze Stanami jest niewielka. Bardziej martwiłbym się o wymianę z Niemcami. Ale nie wierzę, żeby dodruk był na poziomie kilkudziesięciu procent w skali roku.

    Co do hossy na rynku surowców – zgoda.

  • http://startupy.org ruiz

    Wow. Z tego nie zdawałem sobie sprawy. Aż wrzucę na Wykop.

    Ale trzymam się jednak zdania, że dodrukowanie takiej sumy to jeszcze nie koniec świata, a najwyżej USA. Dopiero gdy każdy bank centralny & przyjaciele będą chcieli mieć swoje 100%, to kaplica.

    • http://www.gadzinowski.pl Jacek Gadzinowski

      No przyjaciele juz działają i wciskają ten „enter” lub nacjonalizują długi.. UK, Francja, Japonia, Australia… Niemcy już też wymiekły.

      Dodatkowo, rosnie obieg pieniadza papierowego. Na którymś z blogów była mowa o 500-550% r/r. Niby ma to pobudzać bezpośrednie wydatki czyt. konsumpcje. Ale na jak długo?

      Wczoraj Obama ogłosił „odpalenie” 2000 „projektów publicznych”. Z powietrza za to zapłacą?

  • http://startupy.org ruiz

    Heh, dodrukowanie pieniędzy nie pobudzi niczego na dłuższą metę. Wiadomo nie od dziś.

    Rozumiem, że te projekty publiczne to w ramach tworzenia miejsc pracy? Będzie zabawnie. Jedni będą kładli asfalt, a drudzy skuwali.

    A serio, to wcale nie jest śmieszne…