Gazety i magazyny – umierają stojąc
W 2008 na konferencji Media Standard dało się usłyszeć tłum ekspertów i decydentów mediowych zadowolonych z siebie i przekrzykujących się „nigdy nie było tak dobrze, super wyniki, ekstra kasa”. Minął rok z kawałkiem, a niektóre z tych potęg (zwłaszcza w princie) są dzisiaj w mocnym korkociągu, na którego końcu jest Game Over!
Rok temu, szefowie największych mediów twierdzili, że jeszcze nigdy nie było tak dobrze, że przychody są na rekordowych poziomach i w ogóle mamy do czynienia z „erą dobrego samopoczucia”. To samopoczucie stopniało, jak alpejski śnieg w podmuchu wybuchu bomby atomowej. Ograniczenia w budżetach reklamowych najszybciej dotknęły media papierowe. Te media, które przygotowały się, zdygitalizowały, połączyły swoje newsroom’y, wykorzystują w pełni efekty i dobrodziejstwa prawdziwej synergii, są dzisiaj w miarę bezpieczne. Inne, czekają praktycznie na wyrok, który dokona się na dniach, tygodniach.
Internet jest zły, social media to samo zło…ale liczby i trendy są jednoznaczne.
Co się stało, że się tak zje…? Wszystkich uśpiło kilka lat dużego wzrostu gospodarczego który napędzał wydatki na reklamę. Nawet gdy spadały lekko nakłady, czy oglądalność nie wpływały one mocno na przychody. Gdy jednak zachowania konsumentów (zmieniające się) oraz poszukiwanie oszczędności stały się codziennością „nożyce” – zasięg i reklamy zamknęły się. Struktury nastawione na wzrost nie wytrzymały „diety”, co kończy się optymalizacją kosztów, poszukiwaniem oszczędności, odchudzaniem struktur i ich zmianą, w bardziej światłych przypadkach – digitalizacją i łączeniem redakcji online z offline. Lecz nie wszystkie stare media mogą przeżyć taką kurację wstrząsową, gdyż decyzje zajmują nieco czasu i nadal stare walczy z nowym. Obecne trendy powodują, iż to co kiedyś trwało rok lub dwa zachodzi w ciągu miesiąca. Brak zasobów i rezerw w niektórych przypadkach będzie prowadził do zawieszeń, bankructw i zwolnienień dziennikarzy.
Skąd taka nerwowość dziennikarzy, szukanie tematów zastępczych i oskarżanie Internetu o kradzież treści intelektualnych? Po prostu obrona porządków, które kształtowały się latami, ochrona znana z cechów rzemieślniczych i średniowiecznych gildii. Internet zabiera chleb, polemizuje, wymusza zmiany w modelu dystrybucji i sposobie zarabiania na treściach i wytworach intelektu. Niemniej jednak, to zarabianie na Internecie, nie jest łatwym. Dotychczas nie wymyślono i nie opatentowano jedynie słusznego modelu biznesowego który pozwala zarabiać na tyle by pozwolił na utrzymanie starych struktur i wartościowych treści.

Monokomunikacja i monopol na informacje to już odległa przeszłość
Zaraz, czy stare media muszą utrzymywać swoje struktury, a może powinny nieco ewoluować i przestawić się na inny model biznesowy? Inne nośniki materiałów i treści to kwestia kilku – kilkunastu miesięcy. Gazety, radio czy TV będą dostępne z czytników elektronicznych przenikając się wzajemnie. Do lamusa odejdzie dotychczasowy sztywny podział na dane medium, zamiast tego do ręki dostaniemy „wszystkie media w jednym meta medium”. Nisze, uatrakcyjnianie przekazu, łączenie treści i mediów, kontekstowość przekazu… to trendy które za chwilę staną się czymś normalnym i oczywistym. Ale to znowu wymaga zmian, przede wszystkim w głowach ludzi przyzwyczajonych od lat, że media jakie by nie były są czymś stałym i niezniszczalnym. Co zrobić by się przestawić na nowe czasy?
Oddzielić piony Internetu od pozostałej, „starej” części wydawnictw, radiostacji czy stacji TV. Umocować osoby odpowiedzialne za strategię internetową pod zarządem i dać im pełną autonomię. Normalnie zakrzyknąć należałoby – odkrycie stulecia! Gdyby nie to, że nie można wydzielać Internetu i spychać pozostałą część mediów w koncernach mediowych do roli skansenów starych, marginalizujących się mediów. Wszystkie media powinny razem przenikać się, jeśli mamy mówić o prawdziwych efektach i dobrodziejstwach konwergencji! Tyle szans i wyzwań, możliwości wykorzystania tego „złego Internetu” czeka…
Oczywiście nie wszystkie media stoją w tak trudnej sytuacji, na pewno najlepiej będzie się miała TV i radio. Ale i one zmienią swoje oblicze, wykorzystując możliwości Internetu. Najwięcej jednak wyzwań stoi przez mediami papierowymi – gazetami i magazynami. Ich sytuacja będzie najcięższa, ze względu na struktury przyzwyczajone do swojej pozycji w świecie medialnym. Trudno jest zrezygnować z „szklanych wież” i przekonaniu o swojej wspaniałości i nieomylności. Koniec z komunikacją jednokierunkowa i konieczność przejścia do komunikacji z czytelnikiem i odbiorcą, dialogu z nimi jest wielkim szokiem kulturowym dla niektórych dziennikarzy. Demokratyzacja i fragmentaryzacja przekazu, komunikacja między ludzmi bez pośrednictwa mediów jest zagrozeniem dla „cechu rzemiosł mediowych”. Stąd ciągłe potyczki z internautami, blogerami i wybuchające co jakiś czas „wojenki” z chamstwem i zdziczeniem obyczajów w tle, nadal jest szukanie tematów zastępczych.

„Konwergencja mediów i nowy model biznesowy albo śmierć”
Lecz przesiadka do konwergencji mediów, samego Internetu lub blogosfery dla niektórych dziennikarzy i specjalistów od mediów to tylko kwestia czasu. Nieunikniona kolej rzeczy i chichot twardej rzeczywistości biznesowej. Oczywiście takie opinie jak ten wpis można ignorować, autora tego wpisu wyśmiać i oczernić. Ale ja cierpliwie poczekam, rok lub dwa. Wtedy ocenimy kto miał rację, a kto przespał czas by zmienić to co jeszcze jest możliwym do zmiany. To koniec mediów w tym, gazetowych do jakich się przywyczailiśmi. By było jasnym – NIE MÓWIE o śmierci gazet i magazynów, raczej o śmierci tej formy którą obecnie znamy. Zastąpi ją inna, bardziej przystająca do obecnych czasów. Może będzie ona na e-czytnikach, może w telefonach… tego jeszcze nikt nie zaplanował w 100%. Jak bedzie wygladała ich dystrybucja, reklama w nich to dopiero wykuje się w boju.
Nie znam 1 słusznej recepty, genialnych modeli biznesowych, prawdy oświeconej. Wcale nie jest mi do śmiechu, czy satysfakcji gdy widzę powolne umieranie niektórych tytułów i mediów. Chciałbym, by było zupełnie inaczej!
Stąd zapraszam do dyskusji, podzielenia się z waszą wizją przyszłości old fashion media.
Chciałbym się przyczepić, uszczypnąć, dopiec, czy z czymś nie zgodzić. Kluczowe zdanie w tej publikacji to brak pomysłu na model biznesowy mediów tradycyjnych. Ale najgorsza w tej sytuacji jest stagnacja i nic-nie-robienie, przesypianie swojej szansy.
Nie zamierzam odrabiać zadania domowego za samozwańcze pseudo-autorytety, relikty słusznie minionej epoki.
Postawienie zdrowej konstrukcji z betonowego gruzu i azbestu jest niemożliwe.
Nie wiem, czy można w ogóle mówić o „przesypianiu szansy”. Bywam na branżowych wydarzeniach, słucham, czytam i ciągle odnoszę wrażenie, że tradycyjne media są pouczane, popychane i krytykowane bez głębszej refleksji. O jakiej konkretnie szansie mówimy? Media inwestują ciężką kasę w produkcję treści, która potem jest kradziona i rozdawana za darmo. To trochę tak, jakby piekarzowi kraść świeże bułki i uciekając krzyczeć: „musisz zmienić swój model biznesowy, twoje czasy mijają”. A może do przepracowania jest też postawa większości internautów, którzy muszą pogodzić się z tym, że niczego nie ma za darmo? Zgadzam się z autorem wpisu w większości jego opinii, ale jest trochę irytujące, że entuzjazmując się „nową erą” nikt nie dostrzega skali strat, którą wszyscy ponosimy z jej przyjściem. Eh..
Pingback: Sodomia iGomoria Panie ten Internet. Co dalej? | Walth’s World
Jacku, nie wiem, czy histeria związana z prasą nie jest przypadkiem w Polsce spowodowana kryzysem ekonomicznym i zaślepieniem wielu media plannerów jednym prostym dogmatem – „trzeba rezygnować z prasy”. Oczywiście rezygnować na rzecz Internetu. Zgadzam się, że nowa formuła gazet jest niezbędna. Już dzisiaj widać, że funkcje gazet się zmieniają. Pełnią one rolę coraz częściej komentujących wydarzenia. Tygodniki przesuwają się w stronę magazynów, etc. Jednak ciągle w Polsce, to gazeta jest gównym dostarczycielem „conetentu” zarówno dla Internetu (mówię o głownych portalach agregatorach) jak i dla innych dziennikarzy. To od gazet zaczyna się dzien pracy dziennikarza telewizyjnego i radiowego. Z tego punktu widzenia opiniotwórczość gazet jest ogromna. I nie jest doceniana przez wielu planujących kampanie reklamowe. Poza tym radykalne/rewolucyjne odchodzenie od gazet (powtarzam się, ale trudno) jest ucinaniem gałęzi, na której siedzimy, bo prasa jest nośnikiem komunikacji racjonalnej. Jakbyśmy na nią źle nie patrzyli, to jednak jest (nie mówię o tabloidach). Rzecz jasna potencjał do jej kontynuacji posiada Internet. Jak sam jednak słusznie zauważyłeś „Dotychczas nie wymyślono i nie opatentowano jedynie słusznego modelu biznesowego który pozwala zarabiać na tyle by pozwolił na utrzymanie starych struktur i wartościowych treści”. Do tego wszystkiego dodać należy argument rozwoju internetu w Polsce i wolno rozwijającej się e-administracji, która jest kwiobiegiem społ.informacyjnego. Nie będzie można mówić o społ.informacyjnym do momentu, kiedy ludzie będą korzystali z Internetu głównie dla rozrywki. To samo dotyczy terenów tzw.Polski B, niezurbanizowanych. Bez Internetu tam, umiejętności i potrzeby korzystania z niego w codziennych czynnościach ciężko będzie traktować ten kanał jako powszechny (choć z punktu widzena reklamodawcy nie są to grupy atrakcyjne. Przynajmniej dzisiaj, bo jednak dzięki Internetowi nisze stają się masowe, żeby wspomnieć Wikinomię). Tak więc zakończę pytaniem postawionym na początku: czy przypadkiem nie jest tak, że „dramatyzm rewolucyjny” w odniesieniu do gazet i histeria z tym związana nie jest wypadkową kryzysu ekonomicznego, a po nim powrócimy do normalnego biegu spraw. W tym normalnym biegu spraw oczywiście prasa będzie musiała się przedefiniowywać, jednak może bez tej rewolucyjnej gorączki.
@Konrad
Histeria zaczyna sie wtedy, gdy jest zastanowienie:
- dlaczego kolejny tytuł „zawiesza działania, wydawanie”
- dlaczego kolejni dziennikarze są „optymalizowani w zwiazku z przychodami” (mówiać brutalnie – zwalniani)
- dlaczego spadają nakłady i przychody reklamowe bez odpowiadania sobie
- dlaczego ludzie zmieniaja zachowania konsumenckie
- jaki poziom informacji mozna znalezc w mediach
- czy zmieniaja sie gusta, na ktore byc moze media nie do konca sa w stanie sprostac
- jak znalezc model pozyskiwania tresci na tyle skalowalny i optymalny kosztowo
- czy media to jeszcze misja (czy tylko?) czy jeszcze albo juz biznes
- czy już czy jeszcze zmienia sie „łańcuch” pokarmowy o którym piszesz
- czy zarzady mediow sa odwazne czy nie, czy tez realizuja biznes plany (jak najdluzej z papieru zarabiac)
- czy sa szukane modele przychodowe, zarobku
- czy restrykcje, płatności za content to jedyny model biznes, czy sa inne realne formy przychodu?
Pytania retoryczne, a może bardziej praktyczne.
@all
Sprawa nie jest prosta i jednoznaczna. Wcale nie widze aż tak dużej niechęci mediaplanerów, nie widze tez sytuacji że pieniadze z reklamy przechodzą w duzej cześci do Internetu. Raczej środki nie wydawane na reklamę prasową pozostają w firmach i wspieraja sprzedaż w innych miejscach lub też są inaczej alokowane, dla restrukturyzacji i dostosowania się do obecnego poziomu popytu na towary.
Każdy przedsiębiorca obecnie zastanawia się jaka forma reklamy jest dla niego najkorzystniejsza, najefektywniejsza. Dla jednego będzie to prasa, radia, dla innego lokalne wsparcie sprzedazy czy Internet. Po lokalnych zachowaniach small biznesu widzę, że potrafi on doskonale wyczuć czy opłaca mu się alokować pieniądze w prasie czy też czukać innych sposobów promocji (niekoniecznie w Internecie). Polska B, może nie korzystać z Internetu, ale i to sie zmnienia. Penetracja Internetu rośnie… Poza tym zwłaszcza tam oglada się każdą złotówkę bardzo dokładnie. Czy wydać ją na gazetę, magazyn lub reklamę w niej – czy też nie.
Jakoś też nie widze, az tak duzej „rewolucyjnej gorączki” ale raczej pełzajacy kryzys (na którym jest tak duzo strat, albo inaczej… kosztów ewolucji). OK, mogę wyolbrzymiać – ale statystyki, zestawienia i informacje rynkowe są jednoznaczne. Nie mozemy tego składać tylko i wyłacznie na karby kryzysu gospodarki, ale raczej zastanowic sie jak bardzo fundamentalne są obecnie zmiany, czy jesteśmy do nich w pełni przygotowani. Nie tylko dotyczy to mediow, ale przedsiebiorców, klientów i konsumentów.
Dzisiejsza forma mediów, rozpowszechniania contentu i forma reklamy to już przeszłość. Im szybciej przeszłe porzadki bedzie sie próbowało zaszczepiać w przyszłości, tym gorzej dla sprawy. Poniekąd szkoda mi kapitału wypracowanego przez lata, wiedzy która znajduje się w głowach dziennikarzy. Wielka stratą byłoby to zaprzepaścić. Pytanie czy moga sie oni przestawic skutecznie na nowe nosniki, zmienić formę „produkcji” kontentu?
@Norbert – nie twierdzę, że wszystkie gazety przesypiają obecnie swoją szansę. Dużo z nich tę szansę po prostu już przespało. Teraz obserwujemy duże poruszenie, pytanie czy nie jest za późno.
Gazety walczą, by ich treści były płatne w internecie. Popieram ideę całym sercem, bo z jakiej racji oddawać za darmo coś, czego wyprodukowanie kosztuje. Ale kto mi odpowie na pytanie, dlaczego gazety w ogóle oddały swój content za free? Na tak długo? Financial Times, Wall Street Journal zdążyły się w porę zorientować, że nie tędy droga. Nie pokazały czytelnikom, że ich treści są nic nie warte i że można je mieć za darmo. Większość, niestety, objęła przeciwną strategię. Dlaczego? Bo chcieli za wszelką cenę nadrobić straty w czytelnikach papierowych, licząc że przychody z reklamy online zrekompensują ewentualne straty w przychodach z reklamy papierowej. Nie udało się.
Wciąż się zastanawiam (i tu częściowy ukłon w stronę refleksji Konrada), czy ta rewolucyjna gorączka internetu rzeczywiście nie minie za jakiś czas. Gazety muszą być obecne w necie, to pewne. Jednak chociażby doświadczenie eksperymentalnych personalizowanych gazet (ostatnia moda – individuated newspaper, czyli coś na zasadzie wydrukuj sobie najważniejsze informacje z czytnika RSS) pokazuje, że papier jest nadal niesamowicie silnym nośnikiem. Mimo dostępnej wersji online takiej spersonalizowanej gazety, reklamodawcy są skłonni płacić 40 razy więcej za reklamę w druku niż online. To nie dziwi, bo taka reklama dłużej żyje, jest namacalna itp. Może rzeczywiście receptą jest robienie tego co dotąd plus obecność na wszystkich platformach internetowych. Może po spadku nakładów do bezwzględnego minimum (żelaznego poziomu czytelnictwa, czyli osób, które kupią papier niezależnie od wszystkiego) resztą będzie ustanowienie odpowiednich cen za reklamę w druku. Ot takie luźne przemyślenia.
Stawiam tezę, że przyczyną obecnego kryzysu mediów może być też skrajny konserwatyzm niektórych zarządów i podległych im menedżerów. Media, opisując rzeczywistość, w sposób niejednokrotnie ostry i stanowczy domagają się zmian. Być może to – choć brzmi jak paradoks – jest przyczyną tego, że kształtują swój wewnętrzny obraz jako firm dobrze zorganizowanych i działających nowocześnie, co automatycznie wyłącza potrzebę podejmowania ryzykownych o kosztownych procesów redefiniowania produktów. Podobny wpływ może mieć ugruntowana społecznie pozycja mediów (tradycyjnych) jako „przewodników” odbiorców, tłumaczących świat i prowadzących za rękę. To poczucie misji może upośledzać zdrowe postrzeganie rzeczywistości. Misja utrudnia też podejmowanie decyzji w oparciu o rachunek ekonomiczny – „skoro mamy misję, to nikt nam nie będzie mówić czym mamy zajmować się w naszej pracy; są sprawy, których wyceniać nie wolno”, itp. Trzecia sprawa zaś to brak wystarczających zasobów. Zamożność mediów jest mitem, bo koszty produkcji i pozyskiwania treści stanowią zwykle bardzo znaczną pozycję w budżetach.
IMO kłania się brak spojrzenia strategicznego – długoterminowego – dla odmiany polecam mediom drukowanym przeanalizować strategię miesięcznika CHIP i serwisu online http://www.chip.pl/
choć podczas ostatniej wizyty w Empiq nabyłem 3 pisma drukowane – jedno w dużej mierze z powodu dołączonej ‚łapówki’;)
@ Norbert
Problem z wydarzeniami branżowymi polega na tym, że wszyscy na nich mówią jednym głosem i mają podobną wizję świata. To oznacza brak wymiany poglądów, a i nie sprzyja nowym pomysłom. Tymczasem wszystko ewoluuje, więc i tradycyjne media (TM) podlegają temu procesowi.
TM są często pouczane i krytykowane po bardzo głębokiej refleksji. Problem polega na tym, że bardzo często najłatwiej krzyczeć „okradają nas”, niż spojrzeć prawdzie w oczy i zmierzyć się z własnymi błędami, słabościami i niedociągnięciami.
Pędząc za popularnością, kliknięciami, odsłonami i pozycją w Megapanelu TM stworzyły serwisy, w których całą treść dzisiejszych wydań gazet można przeczytać dzień wcześniej, a najmarniej dziś rano. Skąd zatem oczekiwania, że ludzie ruszą tyłek do kiosku, skoro część newsów przeczytali po wczorajszej kolacji, a uzupełnili je dziś przy porannej kawie? Owszem, z papieru wygodniej się czyta, ale monitory mamy coraz lepsze…
TM są również pouczane za to, o czym napisał wyżej Michał Bonarowski i Mirek Połyniak — brak trzeźwej oceny sytuacji, brak sensownych planów strategicznych (i ich realizacji), bezwład decyzyjny, braki w zarządach mierzone nieznajomością trendów, działania pozorowane i tak dalej, i tak dalej…
To temat rzeka i chyba rozwinę go dziś wieczorem u siebie. Zacząłem nawet tutaj, ale zaczęło być zbyt długie…
PS. Nikt TM nie bronił pójść w stronę, w którą poszła część pism specjalistycznych na Zachodzie. Spójrzcie na Jane’s.com i ceny tam podane. To wysoka specjalizacja, ale Jane’s działa w niej od dekad i wyciska maksimum tego, co się wycisnąć da.
W dyskusjach przewija się wątek kradzieży treści. To złapmy złodzieja za rękę i mu dokopmy. A jeśli nigdy nikogo nie można złapać, nikt nawet nie wskazuje podejrzanych, to może nikt nie kradnie?
Bo mi się wydaje, że rzekoma kradzież treści to tylko takie zaklęcie „tradycjonalistów”. Po to się publikuje w sieci, żeby było dostepne. Każdy tytuł starych mediów obecny w sieci nawet zamieszcza kanał RSS, który wszyscy mogą zasubskrybować. Gdzie tu miejsce na kradzież?
Powiem więcej, duża liczba subskrybentów jest marzeniem każdego, kto działa w Inernecie, a ja mam wrażenie, że tradycyjne media mają przeciwny problem – zainteresowanych jest śmiesznie mało. Poprawcie mnie, bo ja nie wiem jak to sprawdzić dokładnie, ale to co podają moje czytniki to będzie kilkudziesięciu do góra kilkuset abonentów w skali kraju dla najważniejszych i największych tytułów czy redakcji. Nawet jeśli dodamy, że jakaś liczba czytelników ma te media w zakładkach albo jako strony główne, to i tak daje niewiele. Jeśli tak jest rzeczywiście, to tym mniej jest prawdopodobne, że ktoś tradycyjnym mediom kradnie treści – może być nawet tak, że ich produkcja mało kogo obchodzi.
A jeśli jeszcze porównamy to z liczbą subskrybentów kanałów RSS dla blogów w Polsce, która dla tych kilkudziesięciu najważniejszych idzie w setki i tysiące abonentów, plus rozległa pajęczyna powiązań przez wzajemne linkowania i social media, to… ?! ;)
Świetny artykuł. Zgadzam się z postawionymi tezami i z komentarzami powyżej. Dodam jedno: wszystkiemu winna jest fetyszyzacja reklamy. Zjawisko to opisał Kapuściński w „Lapidariach” (lata 90-te). Zauważył on, że media są na usługach biznesu, co jest gorsze niż cenzura w systemach totalitarnych. Wg mnie fetyszyzacja reklamy doprowadziła do tego, że ludzie od reklamy i marketingu zaczęli stanowić o formie i treści zarówno papieru i mediów elektronicznych. Jednak media nie tworzą produktów jak gwoździe i proszek do prania, nie da się układać strategii, kompanii marketingowych, nie da się stosować wobec gazet i czasopism modeli matematycznych i chwytów niczym z podręcznika domokrążcy. Wydawcy przestali słuchać się redaktorów, zaufali elegancikom z ustami pełnymi biznesowego bełkotu, którzy dopiero co skończyli staże w fabrykach chipsów. Kryzys pokazał jaki sens miała ta droga. I odsłonił prawdę – złote lata wcale nie były zasługą marketingowców. Oni tworzyli swój własny PR, mijający się z prawdą. Smutne jest to, że dziennikarze lądują na bruku a marketingowcy poradzą sobie wyśmienicie, dla nich bez różnicy czy wydawnictwo padnie, przejdą do drugiego, albo zaczną sprzedawać pastę do zębów.
Prosze spójrzcie na ten artykuł i to zestawienie…
http://www.cjr.org/the_audit/newspaper_industry_ad_revenue.php
przychody reklamowe w princie US cofneły sie , do roku 1965 (uwzgledniajac inflacje). Czy z takim trendem mozna polemizować?
Predykcje na przyszle lata – rynek tej reklamy nie odbije się!
Pingback: Nie będziemy płacić za zdjęcia : Blog.Mediafun.pl
a na gruzach starego powstanie nowy lepszy świat…
Może i prasa umiera, ale internet nie jest żadną alternatywą. Reklama internetowa też spada, może za wyjątkiem wyszukiwarek. Przychód na jednego czytelnika w internecie jest 1/100 mniejszy niż w prasie. Ceny reklam banerowych są śmieszne, a popyta na nie maleje z powodu nadpodaży. Poziomy kliknięć są znikome. Wraz ze spadkiem udziału IE w rynku przeglądarek, coraz więcej reklam jest całkowicie blokowanych i ignorowanych przez internautów.
Prasa musi zrezygnować z darmowego publikowania treści na swoich, pożal się Boże, portalach, i skupić na core businessie: dostarczaniu treści i komentarzy typu premium dla wyselekcjonowanej grupy odbiorców. I na tym cały czas można zarobić.
1)Dla mnie jest oczywiste, że Internet jednak zmienia wszystko. Stawianie alternatywy prasa-Internet jest fałszywe, bo definicje mediów zmieniają się na naszych oczach. Czym innym była gazeta 10 lat temu, czym innym jest dzisiaj i inna będzie za 5 lat. To samo dotyczy TV. Obawiam się tylko rewolucyjnych głosów, które potępiają wszystko, co związane z „tradycyjnymi mediami” i wieszczą pilną potrzebę natychmiastowego zastąpienia jednych drugimi (a propos budowy lepsze nowego Świata). Tak, jakby Internet był jednym z rodzajów mediów, według tradycyjnych definicji. Tymczasem zmiany są kwestią naturalnej ewolucji i trzeba to przyjąć. Marek Miller pisał o przyszłości dla gazet papierowych opartej na specjalizacji i niszowości http://em-jak-media.blogspot.com/2009/07/niszowosc-gupcze-czyli-kilka-porad-jak.html. Poza tym wydawnictwa prasowe przekształcać będą się silnie w multimedia, czego przykładem jest Agora, ale także inne wydawnictwa.
Swoją drogą wczoraj miałem interesującą rozmowę ze znajomym, który jest jednym z VIPów w zarządzaniu mediami w Polsce. Stwierdził on, że nie wierzy już w to, by ktokolwiek zainwestował już w Polsce w gazety papierowe po kryzysie.
2)Tak długo jak najbardziej opiniotwórcze nazwiska będą dyskutować o Internecie przez pryzmat kilkuset anonimowych i knajackich wpisów na kilku dużych portalach, tak długo Internet nie stanie się numerem 1 :))) Stawianie w dyskusji o nowych mediach w centrum zjawiska, które jest marginesem, świadczy o tym, że nie rozumieją, czym nowe media są i na czym polega ich mechanizm. To ciekawe, bo eksperci debatują u futurystycznych wizjach, a najbardziej wpływowi dziennikarze skupiają się na kilku forach z anonimami. Ale zjawiska takiego jak postrzeganie nowych mediów przez pryzmat forów nie wolno lekceważyć, bo jest on jednak faktem społecznym. Tak prawdopodobnie czyta je wielu ludzi.
Media (nie tylko drukowane) uderza rewolucja internetowa. Nie żeby jakieś głowy się toczyły i sztandary powiewały, ale świat się zmienia nie tak całkiem po cichu. Płaczą wydawcy muzyki, bo nikt nie chce kupować całego albumu słabych piosenek żeby posłuchać jednej dobrej. Płaczą telekomy, bo już się nie da czardżować za długodystansowe rozmowy jak za zboże. I płaczą wydawcy, bo nikt nie chce już płacić 2 zł za newsy z wczoraj, do tego na… papierze?
Jacku, tylko to wszystko już wiemy i to nie od wczoraj. Rynki finansowe od kilku lat dyskontują osłabienie się sektora – wystarczy popatrzeć na kursy akcji. Moje pytanie jest takie: czy będziemy płakać po dziennikarzach, żeby daleko nie szukać, Dziennika? Wyborczej? Rzepy? Faktu? (choć ten akurat utrzyma się jeszcze długo). Ci co mają coś do powiedzenia oraz POTRAFIĄ się zmierzyć ze swoim czytelnikiem oko w oko, od dawna prowadzą blogi. Bo tak jak za newsy z wczoraj, nikt nie chce płacić za pouczanie, prawdy objawione, a tym bardziej za wciskanie ciemnoty, pisanie na zamówienie partii czy też – częściej niż rzadziej – teksty powierzchowne i z błędami merytorycznymi. Nie gloryfikujmy prasy, bo tam wiele treści nigdy nie było.
Pingback: OneStep – zakupy via SMS | E-Komers Polska 4.0.
Pingback: Aktualności i dalsze plany · KrakIT blog