Gadzinowski.pl sprzedany?
Załóżmy hipotetycznie że gdy czytacie te słowa autor bloga „jest w trakcie podjęcia procesu rozmów lub rozważa pojęcie takich kroków a proces rozmów jest obiecujący” o związanie się ze sponsorem. Czy sponsoring bloga jest to naturalna kolej rzeczy, dopełnienie działalności czy też kolejny mały krok w rozwoju blogosfery w Polsce?
Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy firma lub marka zewnętrzna podjęłaby współpracę z blogerem. Na polskim podwórku, takie działanie przetestowałem z Maćkiem Budzichem (Mediafan.pl) jako marka Agito.pl . Warunki i zasady były przejrzyste, obie strony na tym tylko zyskały a Maciek pozyskał środki do rozwoju swojego bloga, opartego coraz bardziej na materiałach video. Przeczytać dokładniej możecie o tym we wcześniejszym wpisie przestawiającym sponsoring bloga.
Sponsorowanie bloga, współpraca z blogerem może opierać się na przyjaznych i nie inwazyjnych formach reklamowych. Marka, produkt nie muszą w 100% oblepiać swoja reklamą miejsca z którym się związały. Wszystko zależy od tego, na jakich zasadach się strony umówią i czy tego przestrzegają. Zależy to też od samego blogera, jego zasad i wartości które wyznaje. Jeśli dba on o swoich czytelników, treści które prezentuje i swoją wiarygodność z pewnością zadba by rozgraniczyć obie kwestie. Jak to w życiu, i tutaj w tego typu działaniach liczy się rozsądek.
Czasem go brakuje, gdy firma, marka oraz bloger poszukuje docelowego „złotego środka”. Weźmy na ten przykład informacje prasowe czy wręcz gotowe artykuły. Jeśli bloger dba o wiarygodność swojej marki niekoniecznie będzie zainteresowany kopiowaniem tego co dostanie (eufemistycznie to ujmując). Może z punktu wiedzenia agencji PR, takie działania jest efektywne (wyślę 200 informacji prasowych, może w co 20 miejscu się ukaże – mam 10% skuteczności, rozliczę się za „wycinki mediowie”). Ale w ten sposób, po pewnym czasie buduje się śmietnik a nie relacje. Są też przypadki, gdy proponuje się „stawkę za artykuł” np. 50 PLN lub 10 euro, jakby blog był tablicą ogłoszeniową. I pewnie w wielu przypadkach blogerzy (potrzebując środków finansowych), korzystają z takich okazji. Pytanie znowu, czy w ten sposób budują swoją markę, czy też ją trwonią. Każdy tutaj jest kowalem swojego losu. Pytanie jaką wartość mają takie „notatki prasowe” poza pasywnym „odbębnianiem wycinków prasowych”. Rzeczywistego zasięgu ani korzyści dla marki to w ogóle nie generuje.
Sponsoring , dobrze przemyślany – formą dotarcia do konsumenta
Próbuje się działać z testami sprzętu, wypożyczeniem go do opisów. Działanie ciekawe, przydałoby się tylko w takich testach opisywać tylko albo aż źródło pozyskania materiałów. A to nie zawsze następuje, czytelnik nie zawsze jest pewny czy czyta lub ogląda recenzję czy tekst reklamowy. Nie to że totalnie krytykuje ją formę działań komunikacyjnych, raczej odwołuję się do oznaczenia materiałów redakcyjnych powstałych na skutek współpracy firma – bloger. Są też przypadki, że blogerzy zapraszani są na konferencje prasowe lub imprezy branżowe. Kierunek właściwy, ciekawy. Inna sprawa co później z tego powstaje, na blogach. Jestem zdania że wszystkie te wymienione działania, jeśli są dobrze określone z poszanowanie czasu i wynagrodzenia „wprost” za pracę blogera są jak najbardziej na miejscu. Ale jeśli od początku jasno obie strony wyklarują sobie, czego od siebie oczekują i jak to komunikują odbiorcy danego bloga. Bloger ani tym bardziej firma, marka, agencja ją reprezentująca nie gryzie, nie szkodzi z założenia.
Firmy, marki i blogerzy zastanawiają się , czy i kiedy podjąć ze sobą „romans”. Rozmawiałem z wieloma firmami, agencjami PR czy interaktywnymi – zastanawiają się jak wejść w blogosferę, by miało to sens (część z nich obawia się niepotrzebnie „tych złych i okrutnych dla marek blogerów”). To nieunikniona tendencja która będzie się nasilać w kolejnych miesiącach (jest tego świadomość po obu stronach), przypadki działań z blogerami będą coraz częstsze, nie z mody a konieczności. Mimo różnej opinii na temat jakości pracy agencji PR, interaktywnych czy domów mediowych coraz bardziej są one świadome, że nie tylko tradycyjne formy marketingu internetowego działają (blogi stają się uzupełnieniem tradycyjnych mediów, często przejmując ich dotychczasową rolę). By dotrzeć do określonych grup odbiorców, będzie trzeba nawiązać współprace z tzw. influencers. I to nie tylko z branży typu komunikacja, marketing czy social media. Ale całego spektrum blogów samochodowych, modowych, żywnościowych, zajmujących się sprzętem komputerowym czy też szeroko pojętego lifestyle. Fakt tylko, czy obie strony (blogerzy i agencje/firmy) będą potrafiły znaleźć złoty środek. Na ile zrozumieją że zbytni przechył w stronę starych form reklamy przeniesionej tutaj niewiele zyskają. Tutaj największą i najważniejszą walutą jest wiarygodność i osoba z która podejmuje się ew. współpracę. To ona jest ew. przewodnikiem do świata osób, dla których jest jakimś tam autorytetem, wskazówką.
Wracając do mojej „sprzedaży”, możecie być pewni że jeśli nastąpi będzie ona w pełni z poszanowaniem obu stron. Mam przekonanie, że może stać się kolejnym małym krokiem, pozytywnym przykładem jak można wejść w relacje bloger – firma, marka i być w sytuacji WIN-WIN (zysk zarówno dla blogera jak i marki, produktu). Nie trzeba uciekać się do stosowania oblepiania, spamowania, marketingu szeptanego… można działać w sposób bardziej wysmakowany a przede wszystkim transparentnym. Bloger jak każda inna osoba, jeśli uzna za stosowne może pozyskać taką formę reklamy, od jego „kręgosłupa” zależy tylko czy z niej skorzysta czy też straci czytelników, swoją reputację. Jeśli dzięki sponsoringowi, rozwinie to miejsce i da coś konkretnego odbiorcom, rozwinie swoją pasję, zamieni swój czas na pieniądze… nie zazdrośćcie mu. Spróbujcie wtedy i zobaczcie że blogowanie to nie jest taka łatwa rzecz jak się wydaje. To nie jest zabawa typu kopiuj-wklej.
Zatem, stay tuned.
