Budyń Oetkera i wizerunkowy Czarnobyl

Budyń Dr. Oetkera i blog Kominka. Wulgaryzmy, 4 lata ciszy na blogu i wypozycjonowanie się wpisu na pierwszej stronie w wyszukiwarce Google (na frazę Dr. Oetker). Rozmowy o cenzurze, wolności wypowiedzi i kryzys wizerunkowy. Burza w szklance wody czy szerszy problem?

Znowu będzie o Kominku, pewnie już macie dość. Ale proszę o cierpliwość, dzisiaj podejmę dość ważne zagadnienie. Otóż mamy kolejny przykład że:  firmy, marki lub osoby prywatne niekoniecznie są w pełni gotowe na komunikację z otoczeniem w transparentny sposób, traktując konsumentów czy też „producentów informacji” w sposób normalny (nawet jeśli ten konsument jest specyficzny i charakterny jak Kominek). Epoka monopolu informacji, tradycyjnych mediów skończyła się bezpowrotnie. Teraz to klient/konsument/osoba korzystająca z narzędzi takich jak blog, mikroblog, fora internetowe czy komunikatory jest równorzędnym partnerem dla mediów, firm PR czy też marek i firm. Mocno podkreślę – klienta, konsumenta nie można już traktować jako kogoś gorszego. Gdy wyczuje on ściemę, nie zapomni o tym i podzieli się swoimi wrażeniami z otoczeniem.

czarnobyl

Błaha sprawa, a urasta do rangi promieniotwórczego public relations”

Przykładem „na czasie” może być sprawa Kominka i budyniu Dr. Oetker. Sprawa stara, swojego czasu przesyłana sobie linkiem via mail jako żart. Cztery lata „wisi” sobie na blogu i nagle ktoś (?) zauważa, że ten wpis jest wysoko wypozycjonowany w google. Co obmyśla firma PR? Zmieńmy ten wpis, „ocenzurujmy”, zamażmy… zupełnie nie przeprowadzając wcześniej reaserchu kim jest ten bloger, jakiego jest charakteru i jak używa  sformułowań do komunikacji ze swoim otoczeniem. Zamiast podstaw, mamy zupełnie bezsensowne rozgrzebywanie, czegoś co już dawno straciło swój blask. Kompletny brak zrozumienia istoty komunikacji w Internecie i cudowna improwizacja.

Założeniem blogera nie było niszczenie marki, ale wypowiedzenie swojego zdania na temat nostalgii za starymi „dobrymi czasami” oraz produktami które mógł wtedy kupić, przy użyciu słów które są „mocne” (czyt. wulgarne) jako element ekspresji słownej. Zamiast obrócić cała sytuację w żart np. wysyłając wagon budyniu i kilka książek kucharskich, zapraszając na degustację budyniu u producenta w siedzibie, wybrano wariant siłowy. Robiąc z błahej sprawy, poważny kryzys wizerunkowy marki i producenta, przyczyniając się do powstania swoistego Czarnobyla, który zaczyna negatywnie promieniować i wpływać na postrzeganie marki. W tym momencie jakiekolwiek straszenie blogera sądem, sankcjami zakończyłoby się poważnymi stratami wizerunkowymi (tzw. efekt Streisand). Dla pełnej świadomości – te straty już zaistniały, gdy prowadzono korespondencję z blogerem sugerującą m.in zmiany we wpisie, gdy opis sytuacji znalazł się na wykopie i blogach. Powstał buzz… rozmawiamy o cenzurze, swobodzie wypowiedzi (tu zabrałem głos), porównujemy sprawę do przypadków nagrań z Durczokiem, Lisem, kryzysów wizerunkowych innych marek etc. Jeśli wybrany zostanie wariant „cała naprzód na zderzenie z blogerem”, marka Dr. Oetker może niedługo zmierzyć się ze sporą niechęcią internautów i czytelników bloga Kominka. „Wątek czarnobylski” może długo w Google promieniować i skutecznie truć markę i produkt.

Czy można z twarzą wyjść z tej sytuacji?
Sprawa trudna, trzeba przyznać. Ale z każdej, można znaleźć wyjście stosując się do zasad komunikacji kryzysowej. Zrobić „nowe otwarcie”: zrezygnować z nieskutecznych PR’owców, dalej – właściciel marki bezpośrednio kontaktuje się z blogerem, z otwartą przyłbicą by zakończyć ten konflikt. Bez straszenia sądami i pozwami. Pojawia się symbol pokoju… cokolwiek co rozluźni atmosferę i obniży narastające emocje. Może być duża torba kisielu, talony na produkty Dr. Otkera, wycieczka do fabryki, wspólny konkurs na nowy produkt lub przepis z kisielem w tle. Później wspólne zdjęcie, uścisk dłoni i rozejście się w spokoju. Oby starczyło rozsądku i konstruktywnego podejścia, czego obu stronom życzę.

BONUS dla wytrwałych
By dać czytelnikom bloga pełniejszy obraz,  zadałem Kominkowi kilka pytań, które zrodziły mi się w głowie w odniesieniu do sprawy budyniu.

Jacek : Podobno robisz „wodę z mózgu” ludziom i manipulujesz faktami, generujesz skuteczny buzz wokół siebie?

Kominek: Tak twierdzą ci, którzy pamiętają Kominka sprzed lat – kontrowersyjnego blogera, lubującego się w prowokacjach. Ostatnią bardzo mocną prowokację przeprowadziłem na swoim blogu 2 lata temu. Na nowym blogu, na którym wybuchła afera Dr. Oetkera piszę wyłącznie o faktach.

Jacek: Co twoim zdaniem jest esencją i wyzwaniem w sprawie tzw. Kominek vs.  budyń?

Kominek: Udowodnić innym blogerom, że można skutecznie bronić własnej niezależności. Nie bądźmy naiwni – dzisiaj straszono mnie, jutro kto inny przyjdzie do Ciebie. To będzie narastało i póki się da, brońmy blogów, jako ostatniego bastionu szeroko pojętej wolności wyrażania poglądów. Nie zmieniajmy ani świata, ani samych siebie w politycznie poprawnych robotów.

Jacek: Kominek – samozwańczo kreujący się bojownik o wolność słowa, a może zwykły człowiek i świadomy konsument, ironiczny obserwator otaczającej nas rzeczywistości?

Kominek: Najprościej przypiąć komuś łatkę, znacznie trudniej zrozumieć, że czasami nie trzeba tego robić. Ani ze mnie bojownik, ani jakiś wnikliwy obserwator. Jestem zwyczajnym, skromnym blogerem.

Jacek: Czy firmy, agencje PR i producenci rozumieją znaczenie Internetu, blogów i osób je czytających?

Kominek: Nie wiem. Wydaje mi się, że jeszcze nie muszą. 99 proc. blogerów nie ma żadnego wpływu na rzeczywistość. Modnie jest mówić o nas, jak o rosnącej sile, z którą wszyscy muszą zacząć się liczyć, ale to tylko takie wasze marketingowe ględzenie, niemające przełożenia na rzeczywistość.

Jacek: Czy jesteś otwarty na zakończenie sprawy budyniu? Jeśli tak to na jakich warunkach?

Kominek: Na początek popatrzę, w jaki sposób zechcą sie z tego wylizać. Właściwie mogą to zrobić tylko poprzez sprowadzenie się do roli mojej ofiary, co zresztą próbowano już czynić na moim blogu w komentarzach. Nie gdybam, co przyniesie przyszłość. Tę sprawę od początku należało załatwić najpierw ze mną przy wódce, a potem przy udziale moich czytelników. Ale skoro firma wolała pójść na czołowe zderzenie z prostym blogerem, który nie rozumie, że wszyscy muszą kochać Dr. Oetkera, to z ich budyniu wyszedł wielki pasztet.

  • zdenekblaha

    Ciekawy bonus ;) Zgadzam z Kominkiem co do tego, że blogi nie są jeszcze tym czym chcemy żeby były… Ale takie afery jak te na pewno ożywią blogsferę. Mam teorię, że Kominek pozazdrościł Katarynie afery i chciał mieć własną, ale jeszcze nie wiem jak to udowodnić ;0

  • Liryk

    Olewaja klientow firmy to niech sie nie dziwia, ze mozna sie wkurwic. Dac sie robic w bambuko ciagle, kiedy naciagane jest prawo, wykorzystywane sztuczki w przepisach by zanizyc jakosc produktow. Jak w Polsce dba sie o klientow, czy rozmawia sie z nimi i traktuje jak powinno? Ile razy gdy chcialem wymienic zepsuta zywnosc, albo naciagnieto mnie w markecie pokazano mi drzwi. Chamstwo, chamstwo i jeszcze raz chamstwo. Niech zdychaja w swoim sosie!

  • Kataryniarz

    Kominek i Kataryna? Sorry ale tam chodzilo o zagrywki polityczne i personalne, to była potyczka wyzszej klasy społecznej. Tutaj idzie o blogera z plebsu, z niewyparzona geba. Sam sie prosił o wpierdol, to niech go do wiezienia wsadza. Moze wtedy te blogerskie szczekajace pieski zamkna sie i zrozumieja gdzie ich miejsce, ssac panska reke ktora czasem rzuci kilka bannerow lub kupi ich szmaciarzy za kilka nedznych konkursikow z telefonami lub stanikami.

  • Aska

    Nie rozumiem fenomenu tego bloga, nie rozumiem tego jezyka i wielbicieli talentu Kominka. Brzydze sie nim, po tym jak poczytalam co pisze, nie odpowiada mi ten jezyk. Ale przynac musze ze firmy w Polsce nie traktuja blogerow czy Internetu powaznie. Tomasz Kominek paradoksalnie ma racje, ze 99% a nawet 100%blogerow nie ma zadnego wplywu na rzeczywistosc i miec nie bedzie. Gdyby sie firma Oetker uparla, pewnie moglaby z powodztwa cywilnego pociagnac go o kilkaset tysiecy zlotych. Moze o to wlasnie mu chodzi, by zrobic z siebie meczennika? Firma ktora wysłała mu poprawki mailem, tylko ulatwia mu zadanie.

  • Pingback: Trzech Durni

  • Alien1989

    Muszę przyznać że również nie pojmuję fenomenu tego bloga. Każda wypowiedź Kominka sprawia, że mnie odrzuca dalej i dalej od pkt LUBIĘ w stronę pkt NIE ZNOSZĘ. Próbowałem zmienić to pierwsze wrażenie czytając jego teksty (bo jakoby stał się sympatyczniejszy) co tylko pogorszyło jego wizerunek w moich oczach. Jednak to co powiedział w tym krótkim wywiadzie wyjątkowo mi sie spodobało. W tym jednym przypadku całkowicie się z nim zgadzam. Firma dr O. nie zachowała się ani mądrze ani logicznie. Ze wszystkich możliwości wybrała najgorszą. Nie docenić przeciwnika to największy błąd jaki można popełnić w walce.

  • http://piotr.mikolajski.net Mikołaj

    Straszenie drogą sądową to czysty idiotyzm. Raz, że nagłośni to sprawę na skalę ogólnopolską, z wiadomym rezultatem — wielka korporacja pastwi się nad Internautą. Dwa, że wpis Kominka to ostra językowo, ale jednak wciąż krytyka konsumencka. Do której Kominek ma niezbywalne prawo. Wydaje mi się, że firma miałaby spory problem z udowodnieniem, że budyń produkowany w 2005 roku miał inne właściwości, niż te opisywane przez Kominka.

    Pisałem o tym u Maćka Budzicha — wystarczyło wysłać do Kominka prezent w postaci 30 kg budyniu i kucharza, który pokaże, jak prawidłowo przyrządzać produkty firmy Dr.Oetker. Pokazałoby to dystans firmy do krytyku, umiejętność wzniesienia się ponad oburzenie oraz zdolność do nieszablonowych zachowań — same plusy.

    Ciekaw jestem, jak sprawa się zakończy. Na miejscu Oetkera zdystansowałbym się od działań firmy PR i oficjalnie przeprosił. Na jeden z szeregu rzuconych pomysłów. A może i tak po prostu zapraszając Kominka na wódkę.

  • ZX’onk

    Po co sie tak spinac, duze koncerny zawsze beda mialy w powazaniu klientow to Polska gdzie zawsze jest wyzysk i sprzedaz gorszych produktow. Niech sobie pisza na internetach, forach czy innych blogach. Popisza, popisza i przestana. Oni na to licza, zastraszajac internautow.
    To nie Ameryka, gdzie blogosfera ma realna siłe. Nie to co u nas, gdzie łasic sie trzeba o sponsoring, konkurs czy kilka reklam. Pan kominek sie lansuje na obronce ucisnionych mas wybierajac sobie niemiecki koncern. Sprytne, nie przyznam. Oby tylko nie przypominalo braci Kaczynskich straszacych Polakow ze stracimy Szczecin.

  • Antyglobalista

    Oj ludzie, ludzie. Najwyzej bedziecie paczki do wiezienia słać Kominkowi. Co racja to racja. Kapitalisci i zeigast potrzasna szabelka i wszyscy ci blogerzy podkula ogonki. Małe dzieci, wszyscy mocni w gebie za swoimi klawiaturami i monitorami, lanserzy ktorzy naogladali sie matrixa a jak przyjdzie cos to beda kolaborowac i pisac za darmo pochwalne piesni jaki to dobry jest budyn czy produkt innej firmy. To jest kapitalizm gdzie kazdy ma swoja cene, ten wielki kozak Kominek tez pewnie ma swoja cene, tylko sie licytuje. Dostalby pisemko prawnicze to by sie wystraczył i szybko skasował ten wpis.

    PRECZ Z KAPITALIZMEM I WYZYSKIEM MAS LUDOWYCH!!!!

  • http://www.dymecki.pl Bartłomiej Dymecki

    Śmieszne jest straszenie sądem/prawnikami, oczywiście. Nawet kontaktowanie się przez agencje PR jest nie na miejscu, bo bloger to nie jakaś firma, ani dziennikarz, nie chce notek ad pr-owców!

    Sytuacja powinna być rozwiązana na kilku poziomach. Z jednej strony sami pracownicy firmy (najlepiej wysoko postawieni!) powinni się skontaktować, zachęcić kominka do POMOCY w celu ulepszenia budyniu, dać zadość uczynienie i poprosić (grzecznie) o usunięcie wpisu lub usunięcie wulgaryzmów.

    Ale to nie wszystko. Można podjąć działania seo, aby w Google wysoko znajdowały się jedynie serwisy firmy i np. neutralne wpisy z blogów. To da się zrobić i nie powinno być bardzo trudne.

  • http://www.mniammniam.pl Markos

    Jacku, dobre ujęcie całej sprawy z Kominkiem. Abstrahując od tego co zrobił Kominek i jaki jest. Przykład ten pokazuje, że w czasach internetu komunikacja z konsumentami nie jest prosta. Media tradycyjne, można przyciąć ograniczeniem budgetu lub inną zawoalowaną groźbą o pogorszenie interesów. W sytuacji, gdy mamy internet nas konsumentów już nie jest tak łatwo zaszachować i przyciąć. Owszem firmy mogą grozić, pisać pisma, że z nami zwykłymi ludźmi sobie poradzą strasząc, że wsadzą nas do pudła lub pozostawią bez grosza do życie. Z drugiej strony przykład Kominka pokazuje, że zwykły człowiek może dość łatwo zagrać na nosie korporacji i wcale działania z pozycji siły lub jak kto woli wujka dobrego rady nie muszą łatwo i szybko rozwiązać problemu. Firmy muszą nauczyć się rozmawiać z nami normalnymi ludźmi. W dobie internetu człowiek ma dużo możliwości dania psztyczka w nos firmom. Cała ta budyniowa hucpa pokazuje jak oporne są firmy na naukę i zdobywanie wiedzy o kontaktach z konsumentami :) Kto to szybko zroumie i złapie w lot przetrwa a Ci co zapomną, że świat się zmienia zwiną swoje biznesy :)

  • Andrzej

    przeciez tu chodzi o wolnosc wypowiedzi i mozliwosci krytykowania. to co nie mozna juz tego robic, bo jakas wileka firma tego zabroni? zabroni uzywac liter d r o e t k e r? przestancie, bo chyba nie rozumiecie. nawet jesli kominek klnie to ma do tego prawo. nie czytam jego bloga bo nie odpowiada mi ten poziom wpisow, ale rozumiem co dzieje sie wokol. konczy sie swiat gdzie to duze firmy i media mowily zwyklym zjadaczom chleba co dla nich nawazniejsze. wiec albo zaczniemy byc bardziej aktywni, albo uwala nasza wolnosc do konca. jak bedzie trzeba zrobic skladke na prawnika dla kominka, doloze kilka swoich ciezko zarobionych zlotych

  • http://taktyczny.net slawkas

    W sprawie Dr Oetker przeciwko Kominek jest to wszystko, czego brakowało w „sprawie Kataryny”, rozdmuchanej do rozmiarów jakich nie była warta. To już nie są jakieś salonowe burze. Jest bloger z prawdziwego zdarzenia, z rzeszą własnych fanów, ale przede wszystkim wyrazisty i znany szerzej w blogosferze przynajmniej ze słyszenia. Do tego nieanonimowy i deklarujący zamiar stawienia czoła sytuacji. Z drugiej strony nastąpił atak znanej korporacji na powszechną możliwość wyrażania swoich poglądów i wolność wypowiedzi, czyli samą istotę internetu. Fakt, że ta korporacja i jej PR-przedstawiciel kompletnie nie znają i nie rozumieją internetu aż bije po oczach. To starcie to może być ta oczekiwana sytuacja, która ostatecznie przełamie niezrozumienie i medialną blokadę roli blogosfery w kształtowani opinii na wszelkie tematy. Albo ją stłamsi. Z tego powodu warto wyrazić poparcie dla Komnka, a jeśli coś leży w czyichś możliwościach. to również czynna pomoc.
    Ja zasadziełem cebulę na działce, żeby mu potem wysyłać w paczkach do więźnia ;)

  • Niedziennikarz

    Jesli blogi w Polsce maja stac sie wiarygodne, to tylko zachowujac swoja wiarygodnosc. Inaczej bedzie je mozna kupic za kilka srebnikow. Zreszta nie ma reklam na nich, wiec nie ma po co „dupy” nadstawiac i nie ma nic do stracenia. Nie cierpie Kominka i jego wpisów, jego pozerstwa i jego bloga. Ale jesli juz wzial sie za powazny temat, to niech zachowuje sie jak prawdziwy mezczyzna. Inaczej zostanie szmaciarzem i tchórzem. Ciekawe jak zachowaja sie inne blogi, czy beda sraly pod siebie czy popra walke o niezaleznosc i walke o zaistnienie w szerszej swiadomosci ludzi. Czy tez dalej beda sie amatorsko na siebie odrazały i pluły na wzajem. Wolnosc i swoboda wypowiedzi, zalezy od tego jak zdany zostanie egzamin! Sa rzeczy wielszego kalibru, tez sie dołoże do składki na prawnikow dla Kominka jakby co.

    • http://www.gadzinowski.pl Jacek Gadzinowski

      Dziekuje za Wasze wypowiedzi. Odnoszac się do nich:
      - ostrożny byłbym apropo wyrażania opinii z sugerowaniem tchórzostwa czy też „przekupnosci” blogosfery. Każdy bloger pracuje na swoją markę, tak jak kazdy człowiek i firma w kontakcie z otoczeniem. Wiarygodność to jedyna waluta, którą posiadaja blogerzy.

      - poprosiłbym o wieksza kulturę wypowiedzi, z mniejszą ilością słów wulgarnych. Czesc komentarzy niestety nie nadawała się do publikacji. Rozumiem wzburzenie na firmę czy też blogera, ale można rozmawiać w bardziej kulturalny sposób. W tym miejscu muszę o to zadbać, jako właściciel tego miejsca.

      - apropo firmy/producenta budyniu: Duza firma/korporacja to jak pływanie tankowcem. Niewiedza (?), poruszanie sie po omacku lub prowokowanie wydarzeń na miarę „wirezunkowych czarnobyli” nie jest mądrym posunięciem. Tak to niestety jest, gdy nie rozpoznamy srodowiska konsumenckiego, jego jezyka komunikacji, lidera i jego wplywu na otoczenie, możemy się „przestrzelic”. Wtedy jakiekolwiek sposoby komunikacji z konsumentami w srodowisku web 2.o spala na
      panewce. Tak wiec jesli bylyby/maja byc prowadzone (dzialania) powinny sie zajac tym eksperci z doswiadczeniem i zrozumieniem nowych sposobow komunikacji. Nie zawsze taka wiedza jest wewnatrz organizacji. Poza tym, nie ukrywajmy do tego tez niezbedna jest pewna elastycznosc.

      - będę na pewno przyglądał się sprawie Kominek & Dr. Oetker, sprawa pewnie jeszcze powróci na łamach bloga. Zgadzam się, ze jest to bardziej naturalny temat niż sztucznie kreowana „sprawa Kataryny”. Kominek to wyrazista persona, z ciekawym życiorysem blogowym. Aspekt komunikacji konsument – firma jest równiez ciekawy.

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    IMO najgorszą strategią dla marki jest ‚chowanie głowy w piasek’ – bo problem będzie narastał, a jak eksploduje to dopiero zrobi się ‚dym’

    obecnie coś takiego grozi chyba autorom ‚zabawnej’ kampanii Zupex:
    http://www.goldenline.pl/forum/reklama-marketing-marka/960000/s/1#18594170

  • Pingback: Wietnam, ale nie dla konsumentów | Jacek Gadzinowski

  • Pingback: Blogerzy , jak skutecznie się z nimi komunikować i promować marki? • Jacek Gadzinowski