Archiwum

Archiwa podzielone na miesiące:

 

QR kody, fotokody z czym to jeść?

Był już czas zachwytów nad geolokalizacją, teraz czas zachwytów nad kodami QR (quick response). Teksty w stylu „Och, QR kody fofokody to przyszłość, są fajne i każdy powinien z nich korzystać”. OK, QR kody są interesującym rozwiązaniem, przyspieszającym dzielenie się treścią czy dostęp do materiałów – trzeba jednak pamiętać również o ich ograniczeniach.

Autor artykułu: Bartek Brzoskowski

Kody QR – bariery wejścia

Zgadzam się z autorem opinii, na którą jakiś czas temu trafiłem w Internecie:

QR kody to otwarta technologia, nikt nie posiada na nią patentu, więc nikomu nie zależy na tym, żeby ją rozpowszechnić.

Ograniczony zasięg to jedna z barier qr codów. Wąska grupka zapaleńców i early adopterów działających w branży to za mało, żeby taką wiedzę rozpowszechnić, a nikomu więcej na tym jakoś nie zależy. Kolejne dwie bariery to: konieczność posiadania odpowiedniego sprzętu oraz stosownego oprogramowania. Nie wiem, jak to wygląda w innych modelach, ale ani Sony Ericsson, ani HTC nie posiadają fabrycznie zainstalowanego oprogramowania do dekodowania tak zapisanej informacji. A skoro nie posiadają, to część użytkowników nie będzie go pobierać, bo i po co?  Właśnie z tego powodu Facebook i Foursquare zabiegają o to, aby poszczególne firmy instalowały ich aplikacje w swoich modelach.

Czwartą  barierą jest brak wiedzy. Ludzie po prostu nie mają zielonego pojęcia o co chodzi.  Jeśli nie wiem co to jest, jak z  tego korzystać i PO CO to jest, to chyba jasne jest, że nie będę tego robił. Na razie QR kody to przedmiot gorącej dyskusji w branży – kiedy jednak wychodzimy poza „światek” większość nie ma pojęcia z czym je się to danie. Podobnie jest z geolokalizacją.

Kody QR – planowo i w ekosystemie

Czy to oznacza, że QR kody to „zuo”? Skąd! Oznacza to tyle, że trzeba je stosować z głową. Innymi słowy – uważam, że wrzucanie QR kodów na plakaty reklamujące lody mija się z celem, ale dodawanie QR kodów jako „furtki” do pobrania dodatkowych treści to inna sprawa. O ile fanowanie lodów na Facebooku mnie nie zachęca, to zobaczenie teledysku promującego nowy krążek GreenDay jak najbardziej. W promocji z maja 2009 zespół przygotował również branded content, który – w tym przypadku – okazał się wysokiej jakości tapetą tematycznie zawiązaną z okładką płyty.

Przykład zespołu, to również doskonały dowód na to, że podobne działanie nie zawsze się sprawdza. O ile mobilna strona akcji GreenDay zarejestrowała 1800 wizyt, z czego ponad 920  przez QR kody, o tyleich wykorzystanie  Dolores O’Riordan (The Cranberies) okazało się kompletną klapą. A szkoda.

Muzyka, to nie jedyny  sposób dobrego wykorzystania QR kodów. Inna to gry i swoisty rekord, który padł, po umieszczeniu  w grze Homefront kodów uwierających dostęp do materiałów wideo oraz tapet. W ciągu dwóch dni gracze zeskanowali kody 30 tysięcy razy, pobrali 30 tysięcy tapet oraz 18 tysięcy razy obejrzeli materiały wideo. Prawda, że niezły wynik? Z czego wynika? Moim zdaniem z zaadresowania akcji do istniejącej, zgranej społeczności - fanatycznych graczy i zaangażowanych użytkowników, których QR kody zaangażują jeszcze bardziej – zresztą nie tylko graczy. Mogą coś o tym powiedzieć fani Starbucks, dla których marka przygotowała grę SRCH. Skanując kody w lokalach sieci, użytkownik wchodzi do gry, w której musi rozszyfrować kilka zagadek. Szczególnie atrakcyjne nagrody przygotowano dla fanów Lady Gagi – zresztą piosenkarka firmuje akcję swoją twarzą, co chyba automatycznie oznacza sukces.

Wydaje mi się, że właśnie adresowanie kampanii do wąskich grup, sprawia, że kampania z QR kodami odniesie sukces – zwiększy zaangażowanie już istniejącej społeczności  i pomoże w zdobyciu kolejnych fanów. Pomijając ograniczenia takie jak technologia, zasięg i wiedza, QR kody są dość tanim narzędziem (pomijam tu kwestie tworzenia stron mobilnych oraz branded contentu), ale czy są efektywne? W Polsce traktujemy je raczej jak interesujący dodatek świadczący o innowacyjności.

Ciekawym przypadkiem jest również wykorzystanie kodu QR w programie telewizyjnym Odd Future’s Performance on Late Night with Jimmy Fallon, którego nagranie pojawiło się również na You Tube (już zostało usunięte z serwisu). Kod, prowadzący do strony oddfuture.com w ciągu 3 tygodni został zeskanowany prawie 14 tysięcy razy. Czy to dużo? Z jednej strony tak, z drugiej niekoniecznie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że średnia liczba odsłon odcinka programu na You Tube waha się między pół miliona a 600 tysięcy.

Powyższe przykłady pokazują, że QR kody można ciekawie wykorzystać, o  ile wie się po co. Jestem w stanie wyobrazić sobie katalog sukien ślubnych z QR kodami, które pozwalają na zobaczenie sukien „w ruchu”, czy też kierujące do reklamy  wideo. W pierwszym przypadku podobne rozwiązanie zastosował Diesel, wprowadzając QR kody do swoich sklepów. Przykładem tego drugiego są – u nas wyjątkowo niszowe – Microsoft Tagi, zastosowane między innymi we włoskiej PAGINE Si! – naszym odpowiedniku Panoramy Firm.

Podsumowując – tak jak nie interesuje mnie odpowiadanie poprzez QR kody na pytania w stylu „jak się dziś czujesz” (to akurat pomysł Best Buy na zbadanie popularności tego typu działań), tak samo nie będę lubił lodów, tylko dlatego, że ktoś wrzucił tam QR kod. Ale jeśli QR kod kierowałby do reklamy czy pozwalałby pobrać grę, która uprawniałaby do uczestnictwa w konkursie – to co innego.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 9
 

Facebook marketing do społeczności i sporty niszowe.

Środowisko Facebooka daje znakomite możliwości marketingowe dla sportów niszowych, społeczności wokół sportów, które nie mają szansy przebić się w konwencjonalny sposób (lub nie są „extra medialne’). Jak to się robi, na podstawie kilku przykładów dobrych i tych niekoniecznie dobrych.

Zacznijmy od tego, że coraz więcej i dłużej „konsumowany” jest Facebook przez grupę docelową wszystkich sportów mniej lub bardziej ekstremalnych. Pozwala on na szybką publikację i re-publikację materiałów filmowych i zdjęciowych, informacji z zawodów czy też spontanicznych „ustawek”. Jest też dobrym narzędziem do komunikacji wzajemnej, między fanatykami danej dyscypliny sportowej – można szybciej się grupować czy też informować mimo iż w danym momencie jest się w innej stronie świata /np. pływając w Brazylii lub Egipcie, jeżdżąc na snb w Aplach.

Patrząc na marki związane z surfingiem, kitesurfingiem czy snowboardem bazują one właśnie na materiałach filmowych, które są później przesyłane wirusowe i widoczne w tysiącach miejsc z ich brandingiem. Ilości „editów” czyli krótkich form przedstawiających wyjazdy lub daną ekipę, zawodników, czy tez ludzi amatorsko zajmujących się sportem są ogromne ilości. One również pojawiają się na Facebooku czy też stronach, serwisach które embed’ują te filmy czy zdjęcia. Marki z tych branż znakomicie to rozumieją. Zrozumiały to maski masowe obecne w sporcie od lat – np. Red Bull. A w Polsce? Jakoś odważnych nie widać… lepiej pchać kasę w kopaczy lub przeliczać kolejny raz Excel.

Go Pro. Jakiś czas temu mało kto słyszał o tej marce, kamer które pozwalają w łatwy sposób „skręcić” wszystko co robimy w sporcie, czy na wodzie , na ziemii czy w powietrzu. Teraz dziesiątki filmów tego typu, znajdują się nie tylko na Facebooku, Youtube.  Dlaczego? Bo są autentyczne, swojskie. A na samym początku ktoś wpadł na pomysł „dajmy kilka kamer” ludziom, zawodnikom którzy pochwalą się filmami. Reszta zobaczy jakie to jest „wporzo” i kula śniegowa się toczy.

Energetyki, napoje typu Red Bull czy Burn. Bazują na ścisłej relacji ze społecznościami fanów danej dyscypliny sportowej. Są autentyczne, bo dają coś konkretnego jej, ulepszają ją i rozwijają się razem z nią. Te relacje marka = społeczność są długofalowe i nie są obliczone na krótkofalowe działania słabego publicity. W Polsce? Był przykład Burna, który chciał zaistnieć poprzez kite… ale szybko zakończył swoje działania. Przyznam, ze nie były one ani oszałamiające ani przemyślane. Tak to jest, jak prowadzi się marketing do społeczności, nie za bardzo mając pojęcie jak ona funkcjonuje lub przez pośrednika który ma brie do wykonania, a nie pasję działania.

Deski, odzież, inne sprzęty sportowe. Branding na każdym kroku. Ale jakoś to nikomu nie przeszkadza, bo większość lubi się obnosić z markami i utożsamia się z wizją „lepszego ja” które daje zakup marki Y lub Y. Nie ma co się dziwić, że zaczyna działać marketing szeptany – im więcej pojawia się wpisów w social media z nazwami marek czy też zdjęciami na których dumnie obnosimy się z markami. Tak to już jest, a marki próbują kreować swój świat w którzy mimowolnie chcemy wnikać. Sami zaczynamy więcej mówić o danym sprzęcie, robić sobie fotos i rozmawiać na ten temat. Normalność. Ile zdjęć naszych znajomych, zawodników jest obrandowanych od góry do dołu. Paradowanie z ciuchami, deskami, innymi sprzętami. Branding bije w oczy, jakoś to nikomu nie przeszkadza, w niektórych przypadkach jest pewną nobilitacją w środowisku.

Facebook , następna granica. Którą przekroczyły firmy – szkółki, producenci i dystrybutorzy sprzętu, instruktorzy, zawodnicy czy amatorzy. Czy mają na to pomysł? Niekiedy jest to całkiem z głową, innym razem… wbrew wszelkim regułom które obowiązują w tym serwisie. Ostatnimi razy, wymienić można akcje dwóch znaczących marek – Quicksilver PL i Nobile. Głosowanie na like’i i konkurs bez aplikacji? Przecież to prosta droga do proszenia się o kłopoty, łamiąc regulamin. Wcześniej nagminne było tagowanie zdjęć i spamowanie użytkowników. Ale i to powoli też się kończy – na całe szczęście.

Wyścig o ilość fanów? Jaki to ma sens. Jeśli nie są oni aktywni i zainteresowani daną marką to po co nam oni? By tylko pochwalić się lub pokazać „kto ma dłuższego? Znamy to z marek masowych, widać że teraz każdy chciałby mieć więcej fanów. Ale… nawet jak ich się pozyska. Czy nie jest to zjadanie własnego ogona. Trzeba wyjść poza hermetyczne środowiska sportowe… do zwykłego zjadacza chleba, ale to już opowieść na inny wpis. Wychodzi na to, że niektórzy zawodnicy czy amatorzy sportów potrafią działać skuteczniej w social media, czy też instruktorzy, szkółki. Poprzez sprzedawanie stylu życia, jakiejś wizji która przyświeca ludziom chętnym do wejścia w dany sport.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 1
 

Fan jakościowy, czyli prawdziwy F-Factor

Tajemnicą Poliszynela jest fakt, że marketerzy przedkładają liczbę fanów nad ich odzew. To błąd. Tak naprawdę należy skupić się głównie na budowaniu długofalowej relacji z userami w mediach społecznościowych. Dopiero wtedy alokowany w nich budżet przyniesie wymierne efekty.

Autor artykułu: Magda Jędrusiak

Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Fan Page jest doskonałym miejscem dla marketingu szeptanego. Jednak “szeptaczami” nie są już wynajęte przez agencje interaktywne osoby, którym płaci się 10 gr od posta. Są nimi konsumenci, nad którymi nie ma żadnej kontroli. WoMM zawsze był niezywkle ryzykowny. Taka forma komunikacji posiada jednak ogromną siłę przebicia i zostawia wyraźny ślad w  świadomości konsumenckiej.

Jeśli zyskujemy pozytywny odzew na nasze działania strategiczne i kreatywne, możemy liczyć na jeszcze ściślejsze związanie fana z brandem (a przecież o to chodzi). Dobra komunikacja na fan page’u, zarówno adminów z fanami, jak i samych fanów podnosi engagement rate. Taka społeczność to prawdziwy skarb i każdy brand powinien słuchać jej głosu. Jest naprawdę dobrze, gdy Fan Page osiągnie magiczną liczbę 1,000 wiernych, prawdziwych fanów.

Oczywiście nie chodzi o liczbę po lewej stronie, ta może być niebotycznie większa. Chodzi raczej o pozyskanie prawdziwych ambasadorów marki. Nawet w czasach kryzysu możemy być pewni, że właśnie ci ludzie zostaną na stronie, będą jej drugim oddechem, a nawet staną się siłą napędową kolejnych projektów, przy okazji wciąż kupując produkty. Motywacja grupy fanów uskrzydla admina, pozytywnie doładowuje akumulatory. Przy okazji warto zwrócić uwagę na stronę fanowską “Frugo Wróć” i wziąć sobie do serca nastroje konsumenckie, szczególnie w dobie mediów społecznościowych, którzy połączeni sentymentem wywalczyli jej obecność na rynku.

Głównym zadaniem dla marketerów będzie zadbanie właśnie o to środowisko. Fan Jakościowy może być Prawdziwym fanem, ale nie oczekujmy od niego bezkrytycznego podejścia do marki czy kontentu strony. Podstawowym błędem jaki popełniają administratorzy jest uznanie takiego fana (szczególnie po jego krytycznym poście) za wroga marki, chociaż bardzo często intencje takich userów są dobre. Trzeba wyciągać wnioski i starać się naprawdę słuchać ludzi, oczywiście bez naiwnego podejścia do tematu.

Fan jakościowy często się odzywa, jest dobrym duchem strony, chętnie współpracuje z adminem, da się wyczuć między nimi “nić sympatii”. Nie należy zapominać, że w większości Facebook trzyma w rękach grupa młodych userów. Często są to idealiści, oddani sprawie – warto wyłuskać takie jednostki, ponieważ ich optymizm może zdziałać wiele dobrego. Komunikatywność takich użytkowników tworzy dodatkowe wątki w tematach, napędza kolejne komentarze.

Ponieważ ludzie lubią ze sobą rozmawiać i dzielić się informacjami, trzeba liczyć się z sytuacjami alarmowymi –  kiedy na Wall trafia informacja wizerunkowo zła dla brandu. Nie należy wtedy chować głowy w piasek, lecz pozostać w klimacie dialogu. Bardzo dużo agresji czy napięcia można zniwelować poczuciem humoru, zapewnieniem użytkownika, że jego problem będzie przeanalizowany. Social media dla marketerów to marketing szeptany w turbo wydaniu. Co to właściwie oznacza? To, że użytkownicy wykorzystają wszystkie dostępne narzędzia jakie daje im fb. W związku z tym palące dyskusje mogą mieć miejsce zarówno w komentarzach, jak i na Wallu, a czasami może powstać nawet “grupa wsparcia” dla fanowskiego pomysłu.

Także Status Updates może nagle stać się narzędziem crowdsourcingowym (szczególnie wtedy, gdy występuje flame) Właśnie wtedy Fan Jakościowy może stać się obrońcą marki, sam z siebie wytykając błędy osób, które (czasami za sprawą konkurencji) atakują Fan Page. Jest userem zaangażowanym, ale nie zaangażowanym ślepo, jego zaletą jest selektywność, ale też obiektywizm. Stanowi doskonały bufor dla fanów, którzy są niecierpliwi lub zbyt ekspresyjnie podchodzą do tematu.

W zasadzie można przedstawić Piramidę Jakości Fanów, wyglądałaby mniej więcej tak:

a) Szczyt – najaktywniejsi, jest ich najmniej (bardzo cenni dla marki)

b) Trzon – odzywający się od czasu do czasu, wierni userzy (cenni dla marki)

c) Podstawa – rzesza biernych fanów, którzy nawet nie zaglądają na stronę, nieświadomi “klikacze”, których nazywam ClickFreak’s  (cenni dla statystyki;))

Co się dzieje z taką “Górą” po wprowadzeniu aplikacji konkursowej, wspartej reklamowo? Nagle następuje przyrost “nowych i aktywnych”. Jest to tzw. Twarda Grupa, należy do kategorii “szczególnie trudne”. Jakie typy użytkowników możemy tam spotkać?

1.„Bohaterka tragiczna uwikłana w dylemat” np.

 

 

 

 

2. „Altruista”

 

 

 

3.„Błyskotliwy mieszczanin”

 

 

4.„Poeta katastroficzny”

 

 

 

5.„Obłudna filisterka”

 

 

 

6.„Ironiczny prześmiewca”

 

 

 

 

Pamiętajmy, że działania social-media to praca na żywym organizmie.  Żaden bodziec nie może pozostać bez reakcji, dlatego nawet “Poeta katastroficzny” powinien otrzymać kilka słów otuchy. Trzeba mieć jednak świadomość, że często są to fani z pułapu “reklam”. Z pewnością można stwierdzić, że przyszli po gadżet i po akcji konkursowej albo odlajkują stronę, albo spadną do poziomu “biernych użytkowników” w Piramidzie Jakości Fanów. Z badań przeprowadzonych przez ExactTarget wynika, że aż dla 40 % userów Facebooka główną motywacją by kliknąć w przycisk “Like” jest otrzymanie gadżetu, czy skorzystanie z promocji. Jak wykorzystać tak pozyskany kapitał społeczny?

Trudna sprawa, trzeba zatrzymać i zainteresować nowych, nie tracąc z oczu starszych fanów (którzy z czasami zdają się usuwać w cień, lecz to tylko pozór). W telewizji szukają X- Factora, a w necie rządzi F-factor. Niektórzy z fanów jakościowych polecają swoim znajomym dany produkt. Czasami nawet nie muszą tego robić, wystarczy, że znajomi prześledzą sobie ostatnią aktywności na ich Wall’u. Obserwacja to kolejny czynnik, który nieinwazyjnie sprowadza znajomych Fana Jakościowego. Zwykła wzmianka o tym, że ktoś wygrał np. koszulkę Żołądkowej może sprawić, że ciekawski znajomy zajrzy na Fan Page.  Zresztą sam fakt rozmowy z “wódką” dla niektórych jest jakimś realizmem magicznym. Są to dla konsumentów wciąż nowe doznania obcowania z marką. Dodatkowo cała obrandowana statusfera, gdzie można otagować stronę działa jak żywa rekomendacja.

 

 

 

Wg najnowszego Trend Briefingu możemy dostrzec jak F-Factor rozprzestrzenia się na przeróżne zachowania konsumenckie, mamy zatem:

  1. F-DISCOVERY:  Konsument odkrywa marki poprzez social media.

2.            F-RATED:   konsument  błyskawicznie otrzymuje informacje o promocjach, rekomendacjach i opiniach na temat danych produktów z social mediów.

3.            F-FEEDBACK:  Pytania konsumenckie, na które użytkownik otrzymuje porady znajomych (lub innych fanów danego Fan Page’a) i podejmuje decyzje, który produkt kupić/wybrać.

4.            F-TOGETHER:  Jak kupowanie dzięki boomowi w social mediach stało się totalnie social (uzyskiwanie rabatów, przykład: Groupona, etc.)

5.            F-ME: Jak social media zmieniają się w system działań produktów i usług.

Wg badań przeprowadzonych na userach social mediów w Stanach Zjednoczonych wciąż najsilniejszy wpływ na decyzje użytkowników mają rekomendacje od:

rodziny – 63 %

przyjaciół -31%

Warto dodać, że aż 81 % konsumentów dodatkowo przeszukuje sieć, 55% szuka opinii innych użytkowników, 10 % prosi o porady w kanałach social mediów. Jednak w grupie wiekowej 25-34 procent ten wzrósł do 23% (Źródło: Cone, Inc, Czerwiec 2010)

90% użytkowników ufa rekomendacjom znajomych na Facebooku

(Źródło: ExactTarget, sierpień, 2010)

(Po więcej liczb zachęcam sięgnąć do artykułu eMarketera )

Lajki fanów z facebooka zostały także wykorzystane w wyszukiwarce bing (luty 2011), dzięki nim użytkownicy widzą, który z ich znajomych polubił daną stronę, co pozycjonuje ją wyżej w algorytmie wyszukiwania. Na podobnej zasadzie działa innowacja od Google’a “Google +1”  (z marca 2011), która ma pomagać użytkownikom lepiej wyłuskać wartościową stronę. Zrodziło to kilka sporów na temat nadużyć (wynajęte grupy ludzi podbijające wyniki pozycjonowania).

Jak widać F-factor zagarnia coraz więcej kanałów, dlatego nie można lekceważyć platformy Facebook w swoich działaniach w sieci. Trzeba się jednak zastanowić czy jesteśmy przygotowani na starcie ze swoim konsumentem.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 4
 

Sesja zdjeciowa vol.2 „Kite pasja”

Ile można żyć tylko poważnymi zagadnieniami: social media, facebook marketing i komunikacja. Dzisiaj trochę rozrywki, czyli rezultat kolejnej ustawki na sesję zdjęciową. Dla polepszenia humoru w rekonwalescencji.

Ostatnia sesja zdjęciowa, była całkiem udana. Humor, dystans i o to właściwie chodziło. Jeśli chcecie ją zobaczyć znajduje się pod tym linkiem: http://gadzinowski.pl/nie-dawno-temu-na-sesji-zdjeciowej/

Teraz wyzwanie było trudniejsze. Jak człowiekowi w gipsie, z kostką, zrobić kite zdjęcia w środku miasta? Jak widać jest to możliwe, co było na myśli to już zostawiam wam do interpretacji zdjęć.

Work & passion, albo passion & work ?

Śmiechu i humoru na sesji było max. Trzeba było wstać o 4.00 i wybrać się na dworzec, wchodzić na zwał z szynami (do dzisiaj nie mogę doprać board shortów) na przystanku autobusowym ludzie patrzeli jak na UFO (a co nie można chodzić w piance w środku miasta?!), lub też wmieszać się w tłum garniturowców obok szklanych domów. Czasem noga już „odpadała” i trudno było skupić się na luźnym ustawieniu się do zdjęć. W garniaku tyle godzin, ledwo co wytrzymać w upale. No i nie odkręciłem raczki od deski (by było bardziej PRO), bo nie miałbym jej jak nosić, chodząc o kulach ;) A przy okazji było kilka pytań, po co chodzę z deską do prasowania o mieście – kitesurfing widać wciąż nieznany jest w narodzie.

 

 

 

 

Sesję zorganizował i przygotował finalne efekty Rafał Meszka, którego zdjęcia niejednokrotnie możecie spotkać w prasie papierowej. Polecam jako fachowca i głowę pełną pomysłów.

Następna sesja już na wodzie (I hope so).

Życzę dobrego odbioru! Over and out.

PS. Gips zdjęty w poniedziałek. Od 2 tygodni jeżdżę samochodem, tydzień temu atakowałem już basen. Za  dwa , trzy tygodnie – czas na rower lub longa. Woda, jak dobrze pójdzie w sierpniu lub wrześniu. Zajawka musi być! O dalszych planach na jesień i zimę, dam niedługo znać. Jestem w trakcie poszukiwania, firmy – sponsora na wyprawy kite, wake, surf w zamian za co-promo.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 2
 

Skuteczny e-marketing sportowy, case KKS Lech Poznań /cyfry!

Sport i skuteczny e-marketing, brzmi jak „misja niemożliwa”? A do tego w Polsce… przecież tutaj nie da się nic zrobić. Na przykładzie Lecha Poznań wskaże że może być wprost przeciwnie.

Autor wpisu – Jacek Gadzinowski, był doradcą zarządu KKS Lech Poznań ds. e-commerce, social media i Internetu. Realizował omawiany w artykule zakres projektowy, wraz działem marketingu KKS Lecha Poznań oraz firmami współpracującymi przy realizacji aktywności marketingowych i sprzedażowych.

Zainteresowanych współpracą zapraszam: informacje o mnie oraz oferta

Budowa fundamentów

 

Podstawą jak w każdym tego typu projekcie było nakreślenie jasnej i spójnej strategii, określenie celów cząstkowych i długofalowych oraz oszacowanie potrzebnych do realizacji zasobów wewnątrz i na zewnątrz. Wraz z zarządem ustaliliśmy zakres prac i stopień elastyczności. Elastyczność: muszę przyznać, że ten zleceniodawca był bardzo otwarty na wszelkie projekty i propozycje, co nie zawsze jest normą przy projektach marketingowych czy sprzedażowych. Pozwoliło to na szybszą realizację projektów i dynamiczniejsze reagowanie na potrzeby społeczności fanów, kibiców. Stworzyliśmy wspólnie docelowy ekosystem, gdzie wszystkie elementy muszą współgrać: www, materiały video i zdjęcia, content tekstowy, e-sklep, social media w tym Facebook.

Przebudowa i remont

E- sklep Kolejorza zastany, nie odpowiadał ani asortymentowo ani UX potrzebom nowoczesnej sprzedaży, nie pozwalał też dokonywać szybkich i automatycznych zmian. Nie było też spójności komunikacyjnej w materiałach, sposób prezentacji produktów też był dyskusyjny. Podstawą zatem było zawężenie asortymentu i skupienie się na mechanizmach aktywnej promocji sprzedaży, marketingu. Począwszy od nowej sesji zdjęciowej produktów, prostych opisów produktów i mechanizmów sprzedażowych, promocyjnych. Wybrano także elastyczną platformę e-commerce, która jest prosta i tania w obsłudze – Magento. Nie zapomniano o optymalizacji sklepu i późniejszych działań pod kątem SEO i SEM.


Pozwoliła ona w dalszym etapie, bez-kosztowo „postawić” sklep na Facebooku oraz zintegrować ofertę ze sklepem dostępnym w wersji na telefony komórkowe.

Nie było dobrego powiązania sklepu z ekosystemem internetowym Lecha – stroną WWW, profilem na Facebooku, TV Lech. Ten stan przy projekcie, został zmieniony a wszystkie te elementy zostały ze sobą powiązane. Opracowano docelowy ekosystem i sposób komunikacji, częstotliwość i wydźwięk komunikacji. Zaowocowało to w dalszym etapie, jeszcze większą ekspozycją medialną Lecha Poznań w mediach internetowych i tradycyjnych, wzmocniło efekt wywołany dobrym publicity związanym z rozgrywkami pucharowymi,.

Społeczność kibiców i waga komunikacji

Na główne miejsce komunikacji (prócz strony WWW – z materiałami filmowymi i zdjęciami) wybrano profil na Facebooku.

Cele uruchomienia oficjalnego fanpage?

1) bezpośrednia komunikacja z kibolami Lecha Poznań , zarówno z Poznania, Wielkopolski – ale również z reszty kraju i zagranicy (uściślając „kibol” to regionalizm oznaczający kibica KKS Lech Poznań)

2) budowa mocnej więzi z kibicami – aktualna informacja oraz tworzenie atmosfery „przedłużenia” stadionu i klubu KKS Lech Poznań na Facebooku

Ciekawostka, klub przed czerwcem 2010 nie miał oficjalnego profilu ale miejsce które stworzył kibic Lecha Poznań. Pozyskanie tego profilu, też było ciekawą operacją i pokazało jak istotny jest właściwy sposób wzajemnej komunikacji i zaufania. W pozyskaniu tego profilu pomogła Wiara Lecha, co być może niektórym umknęło w dalszej komunikacji. Profil na początku był skromny – liczbowo ok. 8 tysięcy, mało aktywny i zaspamowany reklamami, linkami i często chamskimi wpisami. Opracowano zatem plan komunikacji, częstotliwość i wydźwięk materiałów. Na potrzeby tego kanału komunikacji opracowywano okolicznościowe grafiki, starannie dobrane copy i sposób animacji aktywności (zrozumiały dla grupy docelowej), awatary czy też materiały filmowe. Z najważniejszych meczy piłkarzy Lecha Poznań przeprowadzano relacje tekstowe, okraszane zdjęciami z telefonów komórkowych. Nie raz i nie dwa, komunikacja przeprowadzana była w godzinach nocnych czy porannych, zwłaszcza gdy występowały nasilone okresy aktywności fanów. Ilość komentarzy i ich wydźwięk często poddawał mocnemu testowi umiejętności pracy moderatorów profilu (to stwierdzenie dedykuje tym, którzy uważają, że prowadzenie działań marketingowych w tym przypadku było spacerkiem). Istotne było i jest także, że wydarzenia związane z meczami są odpowiednio komunikowane. To nie tylko prosta relacja tekstowa, ale cały proces „przed” i „po” utrzymania emocji związanej z meczem. Z humorem, werwą i czasem niestandardowo, odnosząc się do bieżących wydarzeń także poza sportem.

Zdjęcie warte ponad 4 tyś like’ów

Czy to miało sens? Dzisiaj profil Lecha Poznań jest żywotnym i naturalnym kanałem komunikacji wzajemnej, tak pojemnym (140.000 fanów) jak wszystkie pozostałe kluby Ekstraklasy Polskiej. Są momenty, gdy 1 zdjęcie może mieć i 4000 like’ów, ponad tysiąc komentarzy a linki klikane są tak, że potrafią zawiesić serwer na którym znajduje się strona WWW czy sklep Lecha!

Wielowątkowość narzędzi komunikacji z fanami

 

Żeby nie było, że sam Facebook ogarnia całą komunikację, opracowaliśmy docelowy ekosystem komunikacji, który składał się z następujących aktywności:

- animacja/relacje z fanami na fanpage klubu/Facebook

- e-mailing do użytkowników strony klubu (profilowany i z czasem zawężany kontekstowo)

- informacje i reklamy na stronie KKS Lech Poznań

- informacje prasowe do mediów sportowych, portali lokalnych i stron o tematyce piłkarskiej

- aplikacja „Mój Kolejorz” – znakowanie avatarów, typowanie wyników meczy, głosowanie na piłkarza  meczu/miesiąca. Na uruchomienie oczekuje aplikacja „zakupów grupowych” oraz „zaproszeń do wspólnego kibicowania”

- integracja sklepu internetowego z Facebookiem i telefonem komórkowym (Ipad + Android)

Nie pompowaliśmy komunikacji, nie skupialiśmy się na ludziach którzy nie są zainteresowani prawdziwą więzią z klubem i wydarzeniami z nim związanymi. Zatem postawiliśmy jasno, że stosujemy taktykę „zero reklamy płatnej na Facebooku, stronie WWW i konkursów służących akwizycji fanów”. Stawialiśmy na lojalność, która jest najważniejszą z wartości więzi konsumenta/kibica z klubem. Tak jak i na wzrost organiczny, z elementami lojalizującymi, podtrzymującymi i stymulującymi zainteresowanie.

Co osiągnięto komunikując się w ten sposób?

Wypracowano:

- wizerunek „komunikacji na europejskim poziomie” w piłce nożnej

- bezpośredni kontakt z fanami w środowisku, gdzie chętnie i często przebywają (najbardziej aktywny kanał komunikacji w przeliczeniu per tysiąc osób)

- autentyczność komunikacji, rozmowę językiem kibiców i sympatyków klubu

- szybką informację o aktualnych i ważnych tematach związanych z klubem

- możliwość reagowania na istotne wydarzenia (sprzedaż biletów, postawa piłkarzy, atmosfera na trybunach)

- sprzedaż klubowych gadżetów i biletów na mecze.

Liczby i efekty

- wzrost odwiedzalności strony www.lechpoznan.pl o 26% Y/Y

- wzrost „cytowalności” mediów poprzez zwiększenie obecności w social media (Lech był liderem w tej kategorii)

- sprzedaż w sklepie internetowym wzrosła Y/Y 220%. Sprzedaż gadgetów stanowi już całkiem ciekawą część budżetu Kolejorza.

- Facebook i mobile stanowi 5,6 do 7,2 % wolumenu sprzedaży

- szybsza i sprawniejsza dystrybucja biletów na mecze (informacje w kanale social media), zwiększenie frekwencji na stadionie (do 10%)

- budowa aktywnej bazy e-mail (80 tyś osób)  i szybkiego kontaktu z kibicami

Czy warto było? Jednym słowem – TAK!

 

Firmy i osoby współpracujące przy projekcie:

Deep Sense – Aplikacje na Facebook

Maroonpoint – animacja aktywności na Facebook

Snowdog – sklepy: faceebook, mobile i tradycyjne e-commerce

MaxROY – SEO/SEM

Zero2- materiały brandingowe

Dział marketingu KKS Lech – działania marketingowe


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 5
 
  1. Strony:
  2. 1
  3. 2