Archiwum

Archiwa podzielone na miesiące:

 

Social Media to melanż!

Social media to rozmowa, dialog… a może nieustanna impreza, wszystkich ze wszystkimi? Tam zatem obowiązują zasady… jakie? (przemyślenia po lekturze „Social Media is a Cocktail Party”)


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 2
 

Animacja, moderacja czy cenzura w social media?

Władza dla ludzu, prosumenci u bram, a może czarny PR i szkalowanie marek, trollerstwo i anarchia? Co jest lepsze, czy można to w ogóle rozdzielić? Może jesteśmy skazani na życie w nieuchronnym strachu przed „social media linczami”. Na pewno nie wrzucajmy chamstwa i trollowania oraz netykiety i dobrych obyczajów do 1 worka.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 10
 

Social media cokolwiek sprzedają (?) – pytanie co

Wielki run na social media w tym Facebook nastał ostatnimi czasy. Gorączka złota opanowała agencje, domy mediowie i firmy, marki, firmy. Może warto zatem w tym ferworze walki zastanowić się czy social media sprzedają, a jeśli tak – to co? Sprzedaż w social media to nie złoty (święty) graal.

Uleganie manii social media (a w zasadzie facebook-o-manii) staje się coraz bardziej zaraźliwe. O ile jeszcze byłoby poparte liczbami, sukcesami przekuwającymi się na powszechną korzyść dla marek, produktów wszystko byłoby ok. Tylko w wielu przypadkach takie działania (wejdźmy do social media) są prowadzone w oderwaniu od aktualnej sytuacji w firmie czy też produktu marki. Jest to fajna moda, jak wcześniej „załóżmy stronę WWW” czy też „Web 2.0”. Modne „buzz wordy”, które niekoniecznie są później efektywne i skuteczne biznesowo. Tysiące fanów, a sprzedaż pojedynczych produktów – jeśli w ogóle…

Czy social media, facebook marketing jest dla każdego? Nie, ponieważ nie każda firma i marka powinna tu wchodzić w obecnej swojej sytuacji (inaczej mamy do czynienia ze „sprzedażą powietrza”. Być może najpierw powinna wrócić do korzeni, prześledzić swoje procesy biznesowe, zastanowić się jak przebiega komunikacja wewnętrzne i z konsumentami. Na tej podstawie być może po uporządkowaniu i zrozumieniu tych spraw, dopiero warto ustalić „social media Policy” i zastanowić się kto, takie działania w firmie powinien rozpocząć. Nie zawsze zewnętrzni specjaliści, być może wewnątrz organizacji czy firmy są już pasjonaci, „insider’zy” którzy najlepiej w takiej pracy się sprawdzą – jest to praca i czasem bardzo ciężka. Tak, jak warto jasno powiedzieć „social media” nie są darmowe, tutaj ich koszt to, czas który im poświęcamy i kontent, treść, materiał który musi być wytworzony by komunikacja lub sprzedaż była wiarygodna.

Podobnie ma się rzecz ze specjalistami, ekspertami czy ludźmi wolnych zawodów. Nie zawsze nasze produkty są atrakcyjne dla otoczenia, nie zawsze potrafimy o nich opowiadać czy też wypracować „narrację”, opowieść o marce, produkcie. Nie zawsze też szeroki rynek jest gotowy na te produkty. Ale właśnie pojedynczym jednostkom będzie łatwiej tutaj sprzedawać, ponieważ są bardziej elastyczne i szybsze od dużych organizacji, firm czy też pośredników w postaci agencji social media, interaktywnych. To one mogą na bieżąco podjąć dialog, rozmowę, zmienić produkt i dostosować go do potrzeb użytkownika w ciągu ułamku minut. Mogą wytworzyć dowolny poziom emocji i zaangażowania w świat marki, produktu, usługi.

Co zatem sprzedają social media? Na pewno usługi, produkty krótkich serii – ze względu na skalę działań i konieczność budowania zasięgu odłożone w czasie, lepiej tutaj się sprzedają. Kupujący mogą związać się personalnie czy emocjonalnie z produktem. Przypomina to trochę kupowanie w dawniejszych czasach na straganie czy też rynku miasta. Do momentu gdy nie ma tłumu, ubiegających się o ten sam towar… Dobrze można tutaj też sprzedać swoją wiedzę, porady, ekspertyzy. Wypracowując markę, dając „bonusy” i trial’e /próbki swoich towarów, usług/.

Na pewno też całkiem dobrze sprzedaje się turystyka, wycieczki, sporty ekstremalne i te nie za bardzo masowe, sprzęt sportowy. Można na bieżąco przeczytać opinie innych użytkowników, zapoznać się z recenzjami, poradzić innych uprawiających dany sport czy też tych którzy już byli w danym ośrodku wypoczynkowym czy spocie. Podobnie ma się rzecz z restauracjami, kawiarniami, klubami. Radzą sobie one bardzo dobrze w „wirtualnej rzeczywistości”. Na przecięciu tych miejsc funkcjonuje cała rzesza dj’ów, twórców muzyki, performerów i artystów. Działając bez pośredników, sprawdzając na co jest miejsce w danym momencie, korzystając w sposób elastyczny z narzędzi social media docierają oni do nowych rzecz odbiorców. Analogicznie działają autorzy książek /coraz bardziej e-booków, twórcy niszowych gier komputerowych i programów użytkowych, aplikacji na telefony komórkowe etc. Tak stworzył się całkiem wydajny ekosystem. W którym także poradzą sobie osoby, organizacje charytatywne czy społeczne. Tutaj mogą one dotrzeć bezpośrednio, w relatywnie niskim koszcie do altruistów.

Co do agencji reklamowych, ekspertów komunikacji, dziennikarzy… mam mieszane uczucia czy social media sprzedają ich usługi. Raczej z obserwacji można powiedzieć, że pośrednio – poprzez prezentację portfolio, usług, dokonań. Na pewno usług nie sprzeda się poprzez „przeglądy mediów”, czy też „wklejanie anglojęzycznych linków do innych serwisów”. Tylko informowanie o własnych produktach i własnych usługach może prowadzić do sprzedaży. Fakt, że dużo w takim przypadku trzeba poświecić czasu na budowę wiarygodnego wizerunku. Wiec, social media sprzedają tu bardziej wizerunek, a dopiero później sam produkt, usługę.

A co z dużymi markami, co one mogą tutaj sprzedać, czy w ogóle mogą sprzedać? Oczywiście sprzedają, ale nie tak że jest to w sposób bezpośredni czy też od razu staje się znaczącym kanałem sprzedaży bezpośredniej. Sklepy na Facebooku, linki na Twitterze? Fajnie, tylko na razie są to jeszcze ułamkowe, niewielkie części sprzedaży. Sytuacja może się zmienić, jeśli poprzez te narzędzia zaproponuje się sprzedaż produktów dedykowanych, custom’izowanych i współtworzonych przez internautów (przez niektórych nazywanych prosumentami). Wymaga to oczywiście pewnego otwarcia marki, produktu przez firmy. Niektórym całkiem dobrze się to udaje – producenci napojów / soft drinków, obuwia sportowego czy ubrań typu casual. Na pewno jest to trend któremu warto się przyjrzeć i być może zacząć z nim eksperymentować.

Bo to nie produkcja masowa, będzie sprzedawała się w social media. Jeśli już – sprzedawać można tutaj to, co w danym momencie jest modne, o tym się mówi i jest wiarygodne dla konsumentów. Takie mody oczywiście można wykreować, tworzyć (trudne), można się do nich podłączyć lub zaadaptować (np. Forfitter). Nie ma mowy tutaj o planach sprzedaży, kwartał do kwartału, ze względu że ta sprzedaż będzie bardzo chimeryczna. Co wymaga jeszcze większej elastyczności i jeszcze większego zauważania potrzeb konsumenta, jego bieżącej obsługi w codziennym kontakcie. Tak więc jeśli dana firma, marka czy osoba nie czuje tego tematu, lepiej by nie próbowała tutaj sprzedać czegokolwiek. Szkoda po prostu jej czasu.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 15
 

Jak szukać ambasadora marki wśród blogerów

Swojego blogera (czy jak kto woli – ambasadora marki) i skuteczny social media marketing chcą mieć mniejsi i więksi.  Tyle tylko, że w tym poszukiwaniu potrafią całkowicie zignorować pewne zasady, jak chociażby odpowiednie targetowanie i  znalezienie blogera, którego wizerunek –  „mniej-więcej” – będzie zgodny z wartościami, jakimi kieruje się marka. Dlatego warto przypomnieć ogólną klasyfikację poziomu wpływowości użytkowników  oraz doboru narzędzi.  To bardzo przydatne „reguły” (dość młode, ale jednak), które warto stosować w pracy ze społecznościami – jakie by one nie były.

Najbardziej klarowne zobrazowanie „potencjału” poszczególnych grup społeczności zawdzięczamy Forrester Research. Warto jednak dodać, że przyjęta przez badaczy struktura wyraźnie nawiązuje do podziału  przedstawionego w „The Tipping Point” Malcolma Gladwella. Oczywiście mowa tu o podziale connectors, mavens, salesmans.  Pierwsi to grupa posiadająca szerokie kontakty, ale nie mająca wpływu, drudzy – to grupa posiadająca wiedzę w danym temacie i chętnie się nią dzieląca. Natomiast trzeci po prostu usiłują na sieci zarobić. Najlepsze efekty w rozsiewaniu informacji daje połączenie sił pierwszych i  drugich. Dzięki temu mavens (po naszemu „eksperci”) uzyskują zasięg niezbędny do wygenerowania wpływu.  Podział Forrestera w gruncie rzeczy odnosi się do tego samego zagadnienia, czyli generowania wpływu. Chociaż operuje innymi określeniami.

Piramida wpływowości (swoją drogą Forrester uwielbia piramidy i drabiny ) pozwala podzielić użytkowników sieci na 3 grupy. Pierwsza i najliczniejsza to potencjalni ambasadorzy marki (czy jak to woli – adwokaci marek). Potencja ma to do siebie, że w  niewielkiej ilości przypadków przekształca się w działanie, niemniej jednak potencjalni ambasadorzy są ważnym kanałem rozprzestrzeniania informacji. Szczególnie jeśli otrzymają stosowne narzędzia.  Przykładami takowych są wszelkiego rodzaju aplikacje umożliwiające personalizację treści (fotomontaże, customizacja profili w serwisach społecznościowych) oraz narzędzia ułatwiające dzielenie się treścią (wysyłanie linków do znajomych, lubienie, dodawanie do Wykopu i wiele innych), Wniosek – nie wolno zapominać o podstawach bo to… podstawy.

Drugą grupę stanowią użytkownicy o większym potencjale oddziaływania – tzw. mass influencers. Grupa ta zawiera w sobie2 podgrupy – mass mavensmass connectors, stanowi więc odzwierciedlenie podziału opisanego przez Gladwella. Jest ich dużo i właśnie w ilości tkwi ich siła, ponieważ każdy z osobna charakteryzuje się niewielkim zasięgiem. Funkcji poszczególnych grup nie trzeba opisywać, ponieważ nie różni się od tych zawartych w „The tipping point”.  Warto natomiast powiedzieć, że – według Forrester Research – w przypadku mass influencers  stosuje się nieco inne metody angażowania internautów.  Dużą efektywnością cieszą się tu wszelkiej maści zaproszenia oraz umożliwianie wyrażania swojej opinii (coś do Gladwell nazywa maven trap – pułapką na specjalistów). Powód wchodzenia w tego rodzaju interakcje jest prosty – to chęć zdobycia unikalnych doświadczeń, wiedzy tylko dla niektórych, możliwości zdobycia uznania w grupie i podbudowania opinii specjalisty. Proste, ale skuteczne.

Grupą do której dotrzeć najtrudniej, która wymaga największego nakładu pracy są tzw. social broadsacters. Niewielka „kasta” najbardziej wpływowych blogerów, specjalistów, członków społeczności. Wisienka na torcie. W tym przypadku najbardziej efektywne są metody kontaktu 1-to-1 czyli twarzą w twarz. A co przyciąga ta grupę? Chociażby zaproszenia na konferencję, możliwość testowana produktów, spełnienie życiowego marzenia czy dostęp do znanych osób. Jak widać nakłady na osiągnięcie sukcesu w danej grupie są odpowiednio duże spodziewanych zysków.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Przede wszystkim dlatego, żeby pokazać, że odpowiednie narzędzia należy stosować w odniesieniu do odpowiednich grup. Czynnik „lepkości” danej informacji na pewno ma tutaj duże znaczenie (czyli „lepka” informacja ma dużą siłę nośną nawet bez pośrednictwa social broadcasterów), ale trzeba pamiętać o odpowiedniej „nadbudowie” – każdemu według potrzeb i na pewno nie mniej.

Autorem artykułu jest Bartek Brzoskowski


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 5
 

Gadzinowski.pl sprzedany?

Załóżmy hipotetycznie że gdy czytacie te słowa autor bloga „jest w trakcie podjęcia procesu rozmów lub rozważa pojęcie takich kroków a proces rozmów jest obiecujący”  o związanie się ze sponsorem. Czy sponsoring bloga jest to naturalna kolej rzeczy, dopełnienie działalności czy też kolejny mały krok w rozwoju blogosfery w Polsce?


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 20
 
  1. Strony:
  2. 1
  3. 2