Archiwum

Archiwa podzielone na miesiące:

 

„Język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale ją tworzy” – rozmowa z profesorem Jerzym Bralczykiem

Z okazji Ogólnopolskiego Dyktanda 2009 (brali w nim udział także internauci), przeprowadziłem z profesorem Jerzym Bralczykiem rozmowę na temat zmieniającego się języka i naszej komunikacji.

Profesor Jerzy Bralczyk: językoznawca, specjalista w zakresie języka mediów, polityki i reklamy. Wykłada w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego oraz w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Zbiera wydania „Pana Tadeusza”, a także stare podręczniki dobrego zachowania i mówienia. Jest autorem wielu publikacji książkowych i artykułów.

Jacek Gadzinowski
Panie profesorze, jak mocno Pana zdaniem Internet i komunikacja przez takie kanały jak SMS, Twitter czy Blip wpływają na nasz język, zarówno ten wykorzystywany w sieci, jak i poza nią? Spotykam coraz więcej przykładów, gdy zarówno młodsze pokolenia, jak i nieco starsze osoby, choćby z branży komunikacji i marketingu, praktycznie kaleczą ortografię.

Prof. Jerzy Bralczyk
Ze względu na to, iż zadaje Pan pytanie w kontekście ortografii, odniosę się do problemu również w tym ujęciu. Internet powoduje istotne zmiany. Z jednej strony zwalnia nas z obowiązku uważania, kiedy piszemy większe teksty, ponieważ programy najczęściej nas poprawiają. Z drugiej strony w korespondencji bieżącej, internetowej, która przypomina nam raczej rozmowę, często stosujemy – niepewni swojej ortografii – jawnie manifestowaną swobodę wobec reguł ortograficznych. Sprawia to, że piszemy jakkolwiek i manifestujemy tę „jakkolwiekowatosć”. Przy takim podejściu błędy pojawiają się zarówno tam, gdzie i tak byśmy je popełnili, bo nie znamy reguł, jak i tam, gdzie swobodnie moglibyśmy ich uniknąć. Postępujemy tak, bo uważamy, że nasze błędy lepiej jest ukryć pośród masy innych. Tak jak grzech lepiej ukryć wśród wielu innych grzechów.

Jacek Gadzinowski
Czy zauważa Pan niemal zachłyśnięcie się kalkami językowymi, zwłaszcza tymi angielskojęzycznymi i coraz powszechniejsze użycie skrótowców szczególnie w komunikatorach typu Twitter, Blip, GG czy blogi? Nie chodzi tu przy tym o obawę przed zapożyczaniem wyrazów obcojęzycznych, wszak wiele elementów naszego języka to słowa rosyjskie, niemieckie, włoskie, angielskie, francuskie. W dobie globalizacji nasila się jednak supremacja języka angielskiego i wyrażeń budowanych na fleksji, gramatyce oraz porządku zdań znanych z tego języka.

Prof. Jerzy Bralczyk
Wbrew pozorom tych zapożyczeń z rosyjskiego tak wiele nie ma i są one raczej umieszczone w języku codziennym. Dotyczą spraw mniej poważnych i to mieści się zupełnie w normie. Nie przeszkadzają mi już galicyzmy, czyli słowa z języka francuskiego, dające czasem poczucie elegancji. Wręcz l kocham latynizmy, które sprawiają, że czujemy ciągłość kulturową. Niezbyt przeszkadzają mi też germanizmy, które w różnych okresach czasu były nadmiernie liczne, jednak niosły za sobą zdobycze cywilizacyjne. Akceptuję także italianizmy, które postrzegam jako odniesienia do różnych sfer związanych z Włochami. Rażą mnie niestety anglicyzmy, ze względu na to, że są tak natrętne i jest ich tak wiele. Pokazują słabość polszczyzny, bo jeśli widzimy tak wielką potrzebę anglicyzmów, to znaczy że rady język polski nie daje sobie rady. Z drugiej strony denerwuje mnie to, że Anglicy nie mają żadnych zapożyczeń z polskiego.

Jacek Gadzinowski
Czy jesteśmy odporni na tę inwazję anglicyzmów w dłuższej perspektywie?

Prof. Jerzy Bralczyk
Niestety nie jesteśmy. Może nas pocieszać, że nie dotyczy to tylko naszego języka. Gdy jesteśmy np. w Belgii, w Niemczech czy Holandii, Danii równie często spotykamy się z anglicyzmami. Jest ich szczególnie dużo na ulicy, gdzie znacznie częściej niż w Polsce słychać język angielski, pełniący rolę języka międzynarodowego. Zapewne ten język angielski lub anglopodobny, mimo że nie zawsze jest najlepszy, stanie się za jakiś czas dominujący. Nie jesteśmy na to odporni, zdecydowanie. Nie możemy też w tym kontekście stawiać sztucznych barier, bo przyniosą one efekt odwrotny od zamierzonego.

Jacek Gadzinowski
Anglicyzmy są niewątpliwie problemem, ale równie niepokojącym zjawiskiem jest pomijanie ogonków, rezygnowanie z długich wypowiedzi, na rzecz uproszczeń znanych z maili, wpisów na forach i języka stosowanych w komunikatach SMS. Czy należy zatem walczyć o czystość języka, dbać o ginące ogonki? Czy wspomniane uproszczenia masowo wpłyną na język mówiony, czy też może właściwie już się to dzieje?

Prof. Jerzy Bralczyk
Brak ogonków bardzo mi przeszkadza. Uważam to za jedno z ważniejszych, realnych zagrożeń dla języka. Jeśli w SMS-ach taniej wychodzi nam pisać bez ogonków, jeżeli szybciej piszemy e-maile bez ogonków, jeśli czas i pieniądz są po stronie „bezogonkowości”, to obawiam się, że ogonki za jakiś czas mogą zniknąć.
Literatura jest coraz częściej dostępna w Internecie, zatem również stamtąd można czytać, nie tylko z książek. Z niepokojem czekam, zatem na moment, w którym okaże się, że wolimy czytać bez ogonków niż z ogonkami.  Na moment, gdy w Internecie pojawi się „Pan Tadeusz” bez ogonków.

Jacek Gadzinowski
Czy gdy nadejdzie ten moment, język pisany będzie się jeszcze pokrywać z mówionym?

Prof. Jerzy Bralczyk
W języku mówionym nie mamy ogonków. Nawet gdybyśmy pisali „wziac” nadal mówilibyśmy „wziąć”. Tak jest w wielu językach, np. w języku francuskim czy angielskim. Odwzorowanie w piśmie tego, co mówimy, jest praktycznie bardzo umowne.

Jacek Gadzinowski
Skoro język polski zmienia się tak dynamicznie, trudno się dziwić, że co jakiś czas podnoszą się głosy o zmiany reguł, o nową reformę języka polskiego.

Prof. Jerzy Bralczyk
Tak, to należy do naszej tradycji, że co jakiś czas pojawiają się takie pomysły i będą się pojawiały. Na razie dajemy im odpór, ale jeśli będzie tak, że przekształcenie wszystkich tekstów będzie proste, jeśli odległość miedzy zapisem a mową stanie się większa,to kto wie, czy w takim momencie nie będzie konieczna zmiana. Być może będzie to okazja i asumpt do tego, by zlikwidować podwójność H/CH, Ż/RZ, Ó/U.

Jacek Gadzinowski
Czy takie inicjatywy jak Ogólnopolskie Dyktando 2009, realizowane także przez Gadu-Gadu/Internet mogą Pana zdaniem sprawić, że internauci będą większą wagę przywiązywać do języka, jakim operują w Internecie, i poprawności tego jak piszą? Może przynajmniej będą zastanawiali się czy wszystko jest w porządku z ich językiem?

bralczyk 3

Prof. Jerzy Bralczyk
Na pewno takie inicjatywy służą jakiejś refleksji nad językiem. Wartością jest to, że ludzie chcą się sprawdzić, bo nie chodzi przecież tylko o nagrody, ale i o możliwość rywalizacji. Dyktanda w szkołach jeszcze są, uczniowie jeszcze muszą je pisać, ten przymus sprawia, że przestaje to być atrakcyjne. Jeśli możemy jednak robić dobrowolnie to, co w innej sytuacji było przymusem, wtedy chętnie w tym uczestniczymy. „Nieprzymuszony, nikt przymusu nie chce” tak Brecht kiedyś pisał.

Czy wpłynie to na internautów? Może wpłynie, choćby w ten sposób, że jeśli nawet te skróty i błędy będą się pojawiały, to ludzie będą wiedzieć, jak jest naprawdę. Jak mówił Gombrowicz: „Jeśli ja doskonale wiem, że ryby nożem się nie je, to mogę ją jeść taką jaka jest. Jeśli doskonale znam zasadę, na mocy której nie można w nosie dłubać, to moje dłubanie będzie miało charakter estetyczny, arystokratyczny, bo wiem”. Tak czasem też myślimy -–„jeśli znam zasady ortografii to mogę je łamać”. Nie jest to postawa najbardziej godna polecenia, ale rozumiem ją po części.

Jacek Gadzinowski
Czy ciężko jest zmienić przyzwyczajenia i czy takie inicjatywy mogą zwrócić uwagę na styl, sposób wysławiania się w Internecie, gdzie Polacy spędzają coraz więcej czasu? Czy też to upraszczanie i skracanie (np. LOL, BTW) należy uznać jako naturalną kolej rzeczy w ewolucji naszego języka?

Prof. Jerzy Bralczyk
Nowe słowa pojawiają się nie tam, gdzie chcemy informować, ale tam, gdzie chcemy wyrazić emocje. Zresztą, jeśli patrzymy na język, to zauważymy, że więcej jest tam nowości w wyrażaniu świata, niż emocji. Pojawiają się skróty myślowe, np. zamiast mówić, że coś nas nie satysfakcjonowało, mówi się „masakra, padaka”. Coraz to inne są też rzeczownikowe nazwy sytuacji. Zmieniają się szybko, bo chcemy wyrazić coś osobistego i subiektywnego.

Z drugiej strony, mamy stałe frazeologizmy zapisywane frazeologizmami, np. BTW, które można by oczywiście więcej rozpisać, Szkoda że to nie polski skrót np. NM (nawiasem mówiąc), zresztą szkoda że nie na to prostego znaku interpunkcyjnego. Wynalazczość, odkrywczość w ramach tych znaków, skrótowców jest dla mnie cenna. W tym ujęciu te akronimy nie przeszkadzają mi aż tak bardzo. Bardziej razi mnie, że ogranicza się nasza umiejętność ocen emocji, że staje się ona standaryzowana. Chcemy być oryginalni, a przeciwnie, stajemy się bardzo banalni. Szukanie skomplikowanych określeń, np. dla opisania stanu mojego ducha, bywa przecież bardzo satysfakcjonujące. Zaręczam, że próba opisania „co się ze mną dzieje”, nie w kategoriach już tak całkowicie strywializowanych, prostych, jest o wiele przyjemniejsza. Pomyślmy, co nam sprawia przyjemność. Nie zawsze musimy się przecież komunikować bardzo szybko.

Jacek Gadzinowski
Powróćmy do języka i komunikacji. Czy Pana zdaniem język reklamy i komunikacji nie zaczął się zbyt mocno odwoływać do języka potocznego? O ile żart słowny, aluzja i niedopowiedzenie są rzeczą szlachetną, to używanie języka prostego, potocznego, nie jest chyba sztuką dobrej komunikacji?

Prof. Jerzy Bralczyk
Język reklamy i komunikacji jest dostosowywany do języka potocznego po to, aby zjednać się z ludźmi, z publicznością. Nie wydaję mi się to właściwe, zwłaszcza w sytuacji, gdy ludzie dojrzali chcą mówić jak młodzież, żeby jej się przypodobać. Kabaret Mumio potrafi to robić dość spontanicznie. W innych przypadkach ten fałsz trochę jednak razi, to już jest kwestia intuicji. Wolałbym, by istniały pozytywne wzorce mówienia i komunikowania się, także w reklamie. Chciałbym, żeby były jak najczęściej pokazywane i stosowane. Mówienie publiczne powinno w większym stopniu wiązać się z wypracowanym językiem, a nie językiem prostym, a często też prostackim.

Jacek Gadzinowski
Można zauważyć znaczną dewaluację „mocy” słów wulgarnych i twardych. Zaczynają one być naturalnym elementem także w reklamie czy komunikacji na nieco wyższym poziomie. Takie słowo jak np. „zajebiście” nikogo już nie krępuje, a wielu uważa wręcz, że należy się do niego odwoływać.

Prof. Jerzy Bralczyk
Przyznam, że nie dziwi mnie to. Niekiedy te słowa są rzeczywiście trafne i wchodzą w luki znaczeniowe. Akurat to słowo i drugie znane nam jako określenie kogoś nudnego, czy też jego zachowania, są to słowa, które trafiły w lukę. Wydały się nagle pożądane, potrzebne, bo nie ma innych słów, które tak specyficznie oddałyby tę treść. Jeśli chodzi o słowa rzeczywiście wulgarne, są one w tej funkcji używane lub odwzorowują naturalny sposób zapełniania. Anglicy czy Amerykanie także wypracowali sobie to naturalne dla nich „aaa…” , dla nas nieco sztuczne, ale umieszczane wszędzie tam, gdzie człowiek zastanawia się. Mnie to razi, że jest to polski obyczaj, bo my w tych miejscach używamy niestety wyrazów na „k”. Wolałbym już żeby mówiono „e…”, „hmmm…”. Można przecież mruczeć: „wiesz, on mnie mmm…. powiedział coś takiego, że mmm…”. Czy to nie jest w gruncie rzeczy lepsze niż to słowo na „k”?

Jacek Gadzinowski
Co w takim razie począć z blogerami, używającymi słów na „k” lub „ch” do ekspresji autorskiej? Czy to jest dopuszczalne?

Prof. Jerzy Bralczyk
Widzę tu podobieństwa do literatury. Jej twórcy mają czasem prawo do słów mocnych. Pamiętajmy jednak, że te słowa się w ten sposób dewaluują. Jeżeli będę je używał przesadnie, to przestaną być one nośne. Jeśli użyje ich raz na kilkanaście dni czy co kilkadziesiąt wpisów na blogu to może to wówczas zadziała i nadal będzie miało swój smak. Zalecałbym jednak pewną oszczędność w tej formie ekspresji.

Jacek Gadzinowski
Szybkość naszego życia, nadmiar komunikatów, użycie wielu urządzeń elektronicznych wymusza szybsze i bardziej intensywne komunikowanie. Popularne staje się ograniczanie wypowiedzi do 140 czy 160 znaków. Czy w takich formach nie zatracimy jednak bogactwa naszego języka? Może to też jest przejaw narodzin nowych form językowych, także bardzo bogatych w ekspresję?

Prof. Jerzy Bralczyk
Różnie to bywa z krótkim formami. Jednymi z najpiękniejszych utworów, niestety nie znam japońskiego, by docenić ich pełną wartość i piękno, są dla mnie haiku. Czasem bawię się w układanie spostrzeżeń dnia codziennego właśnie w tej formie, w ramach której muszę użyć 5, 7 i 5 sylab. Ta oszczędność formy jest czymś znakomitym. Rygor sonetu wywoływał tak piękne efekty. Rygor limeryku daje tak komiczne efekty. To wspaniałe, podobnie jak fraszka, aforyzm, aforyzm czy inne formy. Zawarta jest taka treść, ze nie trzeba dodawać ani jednego słowa.. Proszę poczytać bajki Krasickiego, gdzie w czterech wersach (np. „O wołach”, „O wilku i baranku”) zawarta jest taka treść, że nie trzeba nic już ująć czy dodać jednego słowa. Krótkość formy może być bardzo cenna. Wynika z naszej dyscypliny myślowej i jednocześnie wpływa na nią. Nawet jeśli jest wymuszona technicznie przez komunikatory czy technikę.

bralczyk 4

Jacek Gadzinowski
Nowomowa, naleciałości z angielskiego, ale także pewnego rodzaju prymitywizacja języka powoduje zlanie się języka prywatnego i oficjalnego. Formy Ty i Pan/Pani zaczynają być traktowane jak obciążenie. Czy ta bliskość, chęć „szybszego nawiązania relacji” nie jest czasem sztuczna dla naszej kultury językowej?

Prof. Jerzy Bralczyk
Bardzo to „ty” mi się nie podoba. Wprawdzie w starej polszczyźnie, gdzie autorzy literatury zwracali się tak do swoich czytelników: „A, teraz, drogi czytelniku zapraszam cię…” . Często forma „ty” była oznaką wzniosłości. Arystokrata mówił, że są tylko dwie osoby, do których mówi „Ty”: to jest Bóg i Król.

Nasze dzisiejsze „ty”, ma być oznaką bliskości. Polacy mają inny typ bliskości niż np. Amerykanie. Amerykanie chętnie wchodzą w kontakt bezpośredni, ale nie głęboki.. My zwykle wchodząc na „ty”, wchodziliśmy na kontakt bliski. Amerykanie, Anglicy do tego bliskiego kontaktu nie są tak szybko gotowi. Na tym średnim kontakcie znakomicie radzą sobie z formą „ty”. Zresztą oni nie mają „ty” – to jest „wy”.

W każdym języku mamy inaczej. Rosyjskie „wy” nie jest polskim Pan/Pani, bo tak nawet zwracał się mąż do swojej żony, to było pełne szacunku. Francuskie „vous” jest czymś innym niż „pan”. Może Niemcy mają podobną sytuację z „du/Sie”, jak Polacy z „ty/pan”. Możemy zastanowić się, czy „du/Sie” jest tak częste, jak polskie „ty”, czy też „Sie”, które odpowiada polskiemu „pan” (jako forma grzecznościowa). Nasze polskie „pan” wyrażało, niezależnie od sytuacji, pewnego rodzaju szacunek, ale dzisiaj jest już neutralne. Chętnie zachowałbym to neutralne „pan”, niezastępowane przez „wy„(towarzyszu) – całe szczęście, że to się nie przyjęło.

Myślę jednak, że to „ty” jest bardziej zagrażające, nie dlatego, że będzie rozpowszechniało bezpośredniość, ale dlatego, że zabije nam tę prawdziwą, głęboką bezpośredniość. Bruderszaft był oznaką wejścia w kontakt bliższy. Jeśli jestem z całym światem na „ty”, to nie mam formy, z którą byłbym w relacji z przyjaciółmi. Chcę zachować to „ty” dla ludzi mi bliskich.

Jacek Gadzinowski
Chciałbym zapytać Pana profesora o słowa o stosunek do słów kultowy i celebryta. Znalazłem w Internecie pewną wypowiedź „że jest Pan dla wielu osób kultowym celebrytą”. Chyba to przesadna ekspresja słowna, ale z drugiej strony jest to też i szacunek dla Pana działalności, dbałości o język polski.

Prof. Jerzy Bralczyk
Gdyby mi ktoś tak powiedział, byłbym naprawdę zadowolony. Mamy czasem skłonność do chwalenia niepowściągliwego, mamy też chęć do ganienia. Kiedy czytam czaty internetowe, widzę tam raczej tę drugą skłonność, częściej pojawiają się próby negatywnego wyrażania emocji wobec ludzi. Każda przesada, każda emfaza, każdy rodzaj hiperboli może wydawać się niewskazany. Niemniej sama potrzeba wyrażenia swojego stosunku wobec ludzi jest naturalna i nawet cenna. Jeśli chcemy kogoś bardzo chwalić albo nawet ganić, to znaczy, że ci ludzie nas jednak obchodzą. Najgorszy jest chłód i obojętność na innych, gorsza jest pewna powściągliwość, rodzaj pisania i mówienia oszczędnego. Wprawdzie jest to znamię kultury, jeśli potrafimy bardzo oszczędnie w słowach opowiadać o innych – jak to się mówiło po łacinie „by być bardziej łagodnym w sposobie, ale ostrym w treści”. Może ten minimalistyczny rodzaj byłby atrakcyjny kulturowo, ale ja rozumiem taką chęć wyrażania bardzo emocjonalnego.

Tylko czy musimy koniecznie sięgać po obce słowa? „kultowy celebryta” brzmi dzisiaj z angielska, choć słowo „kult” jest pochodzenia łacińskiego podobnie jak „celebrować”. Przyznaję, że mamy do łaciny takie samo prawo jak Anglicy, większe niestety dzisiaj czerpiemy z Ameryki. Niezależnie od tego miło słyszeć, jak mówią „kultowy celebryta”.

Jacek Gadzinowski
Podsumowaniem naszej rozmowy niech będzie pytanie o to czy Polacy powinni słuchać językoznawców i bardziej dbać o swój język, czy też powinni po prostu robić po swojemu?

Prof. Jerzy Bralczyk
Powinni robić „po swojemu”, ale „po swojemu” powinno także oznaczać, że warto też czasem słuchać. Językoznawcy nie zmieniają przecież języka, nie naprawiają go,mogą jednak powściągać pewne zmiany. Ludzie interesują się językiem, naprawdę. Chcą o nim rozmawiać i więcej wiedzieć. Czasem nie stoi za tym tylko chwalebna motywacja, bo chcą np. być lepsi od innych, aby zwrócić na siebie uwagę. Wyrażają swe zbulwersowanie np. słowami „jak ci posłowie mówią”, „ach ci dziennikarze, jak oni piszą”. Taki rodzaj oburzenia bywa satysfakcjonujący dla tych, którzy je wyrażają. Niezależnie od pobudek zainteresowanie językiem jest jednak cenne.

Dla mnie język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale ją tworzy. Nasze widzenie świata zależy od języka, nasza ingerencja w świat zależy od języka. Co istotne, nasza świadomość języka zwiększa także naszą świadomość świata, wpływa na jego poznanie. Kto wie, czy nie wpływa też na to, jakimi rzeczy są.

Jacek Gadzinowski
Panie Profesorze, dziekuję za rozmowę!

Zainteresowanym stanem polskiego języka polecam wideoblog prof. Jerzego Bralczyka


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 11
 

Audyt SEO Gadzinowski.pl – Optymalizacja Bloga WordPress

Gadzinowski.pl Audyt SEO by MaxROY.com

Gadzinowski.pl Audyt SEO by MaxROY.com

Dzisiejszy post jest gościnnym wpisem Cezarego Lecha redaktora bloga o marketingu internetowym SprawnyMarketing.pl a także współwłaściciela firmy MaxROY.com, która przeprowadziła i wdrożyła dla Gadzinowski.pl Audyt SEO bloga działającego na platformie WordPress.

Jakiś czas temu Jacek zwrócił się do nas z prośbą o przyjrzenie się jego stronie z punktu widzenia SEO. Jacek zauważył że ilość wejść z Google jest bardzo niska i słusznie pierwsze kroki skierował w stronę optymalizacji samej strony. W dalszej części artykułu pokazujemy trochę danych a także nasz sposób myślenia podczas przeprowadzania tego Audytu.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 26
 

Cyfrowy analfabetyzm, życiowa konieczność

Oczekujący biadolenia na upadek „wyższej kultury Internetu” i tradycyjnych biznesów lub mediów porzućcie swe nadzieje! Wy 30 i 40-latkowie nie rozumiejący fali PiSmA PoKeMoNiaSTHEgo i Wy 20 latkowie aspirujący do miana wybrańców, zbawców Internetu. Żaden z nas nie ma racji…

Wywodzimy się z pokoleń dla których TV i gazety były od zawsze. Za naszej młodości telefon komórkowy raczkował lub stawał się popularny. Mail, przeglądarka WWW lub wyszukiwarki były kamieniami milowymi. Dla nas tak, ale dla dzisiejszych nastolatków? Internet dla nich był od zawsze, SMS w zasięgu ręki jak i kultura dewaluacji celebrytów.

head
Wporzo życie, wporzo praca, wporzo samopoczucie?

To pierwsze pokolenie mające dostęp do wiedzy w zasięgu ręki, ale jednocześnie będące ignorantami. Pokolenie które nie jest hermetyczne, ponieważ ogół nas zmienił już swoje codzienne zachowania. Czy papier, długi artykuł lub analiza umarły? Nie, bo całkiem zmieniły się w formę skondensowaną na 250 znaków, krótkiego lead’u lub pliku PDF/MP3. Blogoidów z setkami filmów, kopiami-kopi tego co wypluje Web 2.0. Chmury komentarzy prosumentów, żyjących we wtórnej szybkości. Stały się muzyką w Twoim Ipodzie, komentarzem na forum lub SMS’em.

Informacja przeistoczyła się w rozrywkę. Dzisiaj wolimy oglądać panie z dużymi „warunkami”, konkursy SMS niż starych, już zgrzybiałych prezenterów. Wolimy skandal, plotkę lub opluwanie się na forach/blogach. Jednodniowe przeboje i dziwne gwiazdeczki, zblazowani aktorzy lub piłkarze nadużywający wódki. O których zapomnimy szybciej, niż zjemy kolejny posiłek tego samego dnia.

Wojna, problemy społeczne? A kogo to dzisiaj obchodzi. Liczy się seks, skandal, celebryci, kłótnie „lipnych ksyw” na forach, pseudo e-pr oraz bogowie bełkot-blogów! To nazywamy dzisiaj informacją. Setki stron i wpisów oglądanych codziennie/tygodniowo, obrazkowe pokladkowe informacje w TV – czy zatem wiemy więcej i lepiej?

Podniecamy się wspaniałością Web 2.0, a tak w zasadzie jesteśmy samotni w tłumie samotników. Czy czujemy się lepiej mając profile w kilku społecznościach i setki wirtualnych przyjaciół? Avatar zastąpił kontakt cielesny, „komcia” dowartościuje ego a „dyszka za dyszkę” jest lepsza niż rozmowa z innym człowiekiem. Pełen orgazm prosze Państwa!

Stajemy się pokoleniem Google, dla którego świat istnieje jeśli mieści się na 1 stronie wyszukiwarki. Jeśli nie ma czegoś w googlu, to nie istnieje. Fetysz by zostać uwiedzionym przez łowców głów nakazuje „wychylić się”. Nie wychylasz się, nie sprzedałeś opinii – nie istniejesz. Chcesz seksu lub randki bądź szczery do bólu, pofigluj na chat roomie załóż profil i wrzuć 10 dziwnych zdjęć. Im dziwniejszych – tym lepiej. Transparentność posunięta do granic absurdu. Po co zatrudniać sztaby analityków w wywiadzie CIA lub KGB? Dzisiaj ASAP wszystko jest w społeczności, Web 2.0, blogach czy jakkolwiek to nazwiesz.

Jeśli kontrahent nie odpowiada w ciągu 24h, Twoja kobieta nie wysyła ci sprośnych maili usychasz, nie zmieniłeś dziś opisu na GG, wszyscy wokół maja Twitter, Blip, Flaker etc  a Ty?… znaki i obrazki zastępują ci cyfrowy tlen. Oddychasz nim tak naturalnie jak normalnym powietrzem. Ale jeśli go jest za dużo, zaczynasz się dławić, szukasz lekkich i łatwych podniet. Szybciej, krócej, mocniej, lepiej, taniej… dążysz do porządku, ale nie zauważasz że na pulpicie, mailu czy w Twoim życiu jest coraz większy burdel. :) Dzień bez akronimów lub emotikonków to dzień stracony. Word wszystko za ciebie napisze i sprawdzi gramatykę.

Dzisiaj kolejny tysiąc pięćdziesiąty start-up w ostatnim miesiącu otworzył swoje podwoje. To nic – że nie działa, kody sypią się, 19-wieczne metody zarządzania, usability z epoki „internetu łupanego” i nie ma modelu biznesowego… Kampanie marketingu szeptanego polegające na wysyłaniu 200 postów z jednego IP lub virali nie będących viralami. Witajcie w nowym prosumenckim wspaniałym świecie. Inwestorzy walą oknami i drzwiami.

caturdays
Zostałeś zPWNED’owany

„Nowe nieograniczone możliwości” – to było już znane w 1999. Deja vu? Odkopanie na nowo Pana zwanego Tofflerem, którego wznosimy dzisiaj na swoje sztandary. Produkty jednorazowego użytku, standaryzacja, gwałtowne mody i podniety jak Jozinem z Bazin, jestem hardkorem. Ale to już było… długopisy, zupy w proszku, IKEA, upadek komunizmu. Prosumentyzm – to interaktywne odkrycie 21 wieku! :) w rytm cycków Dody.

Tak więc, czego jeszcze nie robisz w Internecie? Kupiłeś lodówkę, sprawdziłeś prognozę pogody, znalazłeś pracę, poderwałeś dziewczynę, zaplanowałeś wakacje, prowadzisz biznes, zapisałeś się do Facebooka lub komentowałeś na Goldenline, zapłaciłeś przelew i wziąłeś kolejny kredyt… ale czy zostawiłeś już tam swoje szare komórki? Czy opinie, social shopping, fora i Google stały się Twoim życiem?

Proszę się odprężyć i przyzwyczaić. Bo tak już zostanie.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 10
 

O istocie dialogu i komunikacji – klienci i BRE Bank

W dniu wczorajszym, 12.11.2009 nastąpił ważny fakt w sporze na linii klienci inicjatyw konsumenckich mstop.pl, nabiciwmbank.pl oraz banki grupy BRE (mBank i Multibank). Obie strony postanowiły się po raz pierwszy spotkać i rzeczowo porozmawiać o ew. rozwiązaniu przedmiotu sporu…

Jesteśmy świadkami istotnych zmian
Przypadek inicjatyw konsumenckich i sporu z bankami grupy BRE to sprawa, która będzie jeszcze długo analizowana przez całą branżę bankową i komunikacyjną (i nie tylko). Pokazała, że w dzisiejszym świecie za sprawą Internetu rośnie siła prosumentów, czyli konsumentów świadomych swoich praw, oraz jak ważna jest komunikacja i dialog z klientami. W dzisiejszym świecie nie ma marek, które miałyby immunitet. Konsumenci mogą o nich rozmawiać, negatywnie lub pozytywnie, czy się to komuś podoba czy nie, nie ważne czy jest nad tym kontrola (tradycyjna komunikacja). Dlatego moim zdaniem kolejne banki, firmy telekomunikacyjne, FMCG czyli, m.in te które komunikują się z klientem masowym, będą stawiały na budowanie dialogu ze swoimi klientami nie tylko w Internecie. Nie w stylu pasywnym, ale aktywnym. Pragnę tylko wyraźnie zauważyć, że otwieranie się na społeczności czy świadomych konsumentów musi być przemyślaną strategią. Inaczej może mieć odwrotne od zamierzonych skutki i może być jak „wybuch granatu w twarz”. Żeby było jasne, nie mówie tu o przypadku mBank tylko o  firmach, stąpających po kruchym lodzie gdy odkrywają „nowy wspaniały świat social media”.

P1020685Internet i to co się tam rodzi, nie jest dzisiaj żadną granicą…

Istota sporu, w skrócie
Kampania inicjatyw konsumenckich mstop.pl i nabiciwmbank.pl przeciw bankom grupy BRE (mBank i Multibank) rozpoczęła się 20.1.2009. Konflikt wybuchł w związku ze sposobem naliczania oprocentowania kredytów hipotecznych – tak właśnie powstał osławiony „stary portfel CHF”. W starych umowach kredytowych jest zapis, regulujący odsetki zależne od decyzji zarządu BRE Banku. Klienci twierdzili, że banki grupy BRE szybko podnosiły % po wzrostach stóp na rynkach światowych, natomiast ociągały się z obniżkami. Zażądali więc zmiany warunków kredytowania czyli obniżek o 1,5-2,5% kredytów w CHF. Kryzys gospodarczy, niepewność na rynkach finansowych, emocje związane ze zmianami na rynku pracy jak, wyraźne błędy komunikacyjne (…), późna reakcja na sytuację „Houston we have a problem” oraz emocje (często niepotrzebne) po obu stronach i wzajemne niezrozumienie (inne metajęzyki), to wszystko było zapalnikiem tego z czym mieliśmy do czynienia miedzy styczniem a październikiem 2009. Pytanie retoryczne, czy w takich okolicznościach mogło dojść do próby nawiązania kontaktu, późniejszego spotkania i próby rozmów? Szczerze, nie jestem pewnym na 100%. Na pewno nie można odmówić dobrej woli ze strony banków BRE, w tej sytuacji.

Brak zwycięzców i pokonanych, a może…?
Klienci, którzy toczą spór z bankami grupy BRE to najaktywniejsza, świadoma i zasobna cześć klientów indywidualnych w bankach grupy BRE – mBank oraz Multibank. Stąd ich organizacja i determinacja w sporze, nie raz i nie dwa – mocno artykułowali swoje stanowisko w sprawie i pokazywali swoją pasję działania, komunikowali się z organami sądowymi i kontrolnymi (m.in. sprawa w SOKIK) co zostało zauważone przez mass media i branże marketing-PR (m.in. 3 nominacje do Złotych Spinaczy). Świadczyć to może tylko o mocnym zaangażowaniu emocjonalnym, w świat marek banków grupy BRE. To wielka szansa dla banków, tylko trzeba jeszcze chcieć to zobaczyć.

Wydarzenia i działania obu stron (klientów i banków) w tym okresie nie nastrajały optymistycznie, iż jest szansa rozmowy na temat problemu banków i klientów z tzw. „starym portfelem”. Oferty rozwiązania sporu, nawet jeśli były rzeczywiste – ginęły w gąszczu niedomówień i emocji. Pierwszym zwycięstwem jest już sam fakt rozmów, bo oznacza, że obie strony odłożyły na bok emocje i postanowiły sięgnąć po argumenty merytoryczne. Ostatecznie o zwycięstwie będziemy mogli jednak mówić wtedy, gdy obie strony wyjdą z tego sporu z twarzą. Czy konflikt zostanie rozwiązany? To trudno powiedzieć w dniu dzisiejszym i wnioskować po pierwszym spotkaniu. Meritum i tak będzie dotyczyło rzeczywistego zmniejszenia ciężaru spłat kredytów, czyli potrzebne jest rozwiązanie sporu, typowo biznesowe. Żaden PR i zmyślna komunikacja nie przypudruje tego problemu.

Jakie wnioski płyną z tej sytuacji dla innych
Od połowy lipca 2009 w tym ferworze zażartego sporu odnalazł się pierwiastek rozsądku. Podjęto próbę „przerzucenia mostów”, po propozycji klientów. Ta próba trwała praktycznie do początków listopada, gdy ostatecznie strony postanowiły spotkać się i rozmawiać. Dużo było emocji i niedomówień, kryzysów w miedzy czasie, ale nie na nich się skupiajmy.

W dzisiejszym świecie ważne jest budowanie dialogu z klientem, którego traktować trzeba jak partnera. Ważne jest budowanie społeczności wokół marki, ale w przemyślany sposób. BRE Bank poniósł w tej sprawie pewne straty wizerunkowe, ale paradoksalnie może wyjść z tej sprawy wzmocniony, jeśli odbuduje rzeczywiste relacje z klientami. Konkurencyjne banki będę mu wtedy zazdrościć. W tym sporze, jest bardzo duża szansa i możliwość dla obu stron, by wyjść obustronnie z twarzą oraz wzmocnionym. Tylko trzeba to chcieć zobaczyć, nie tylko przez pryzmat słupków w Excelu czy raty kredytowej z każdego miesiąca.

negotiationOczekiwania są duże, oby nie wpłynęły na proces rozmów

Nauka dla wszystkich firm, w tym banków: ważnym jest również, bieżące monitorowanie „komunikatu zwrotnego” od klientów. Tego już nie zamiecie się „pod dywan”, udawanie że nic się nie działo… tylko może się zemścić. Gdyby zareagowano już w grudniu ‘08 lub na początku stycznia ‘09, gdyby spotkanie w Łodzi (klienci-banki) było przeprowadzone inaczej… kto wie jak potoczyłaby się sprawa. Na pewno ważnym jest bieżący kontakt z klientem, słuchanie go i próba komunikacji meta językiem który jest zrozumiały dla niego. To samo dotyczy klientów i instytucji bankowych czy firm – jeśli nie będzie wyartykułowana potrzeba, nic nie wyjdzie z żadnej komunikacji.

Czy negocjacje to wszystko, a może dopiero początek?
Proces rozmów będzie trwał. Ile? Potrzeba jest wypracowania rozwiazań ramowych, które obejmą jak największą rzeszę klientów banków grupy BRE, z inicjatyw konsumenckich. Jednakże dodam, że nawet wypracowanie ew. ramowych rozwiązań dotyczących „starego portfela CHF” nie zakończy tej sprawy – wspomniałem już o tym w lipcowym wpisie na blogu. Będzie to dopiero początek testu prawdziwości intencji obu stron. Kolejnymi etapami tego (już wiadomo, cyklu spotkań) będzie wspólna praca nad komunikacją, praca nad produktami banku i konwersją klientów, tak by odbudowali swoje zaufanie do instytucji bankowych w grupie BRE Banku. Tego nie zrobi żadna agencja PR, marketingowa czy okólniki wewnątrz korporacyjne, ładny PR komunikat. To może dokonać tylko relacja z klientami…

To właśnie, Ci klienci mogą znowu być ambasadorami marek banków i gwarantami powrotu normalnej sytuacji rynkowej i komunikacyjnej. Jeśli natomiast którakolwiek ze stron, będzie chciała skorzystać z tego procesu rozmów do doraźnych korzyści wizerunkowych, żadna ze stron nie wygra na tym i szybko powróci kryzys i jeszcze większa eskalacja napięcia po obu stronach. Zatem, bardzo duża odpowiedzialność za proces leży i po stronie klientów (którzy, muszą nieco powściągnąć swój język, często bardzo agresywny), ale i banków grupy BRE. Zawsze też może przyjść czas na ponowną eskalację konfliktu ze względu, iż są duże oczekiwania po obu stronach. Zwłaszcza klientów, którzy powinni uzbroić się w większą cierpliwość i zrozumienie procesu biznesowego. To też jest pewnego rodzaju zagrożenie (brak zrozumienia grawitacji procesu), jeśli proces rozmów przeciągnąłby się.

Wzajemna kontrola, podstawą odbudowy zaufania
Obie strony wykazały na wczorajszym spotkaniu, dużą dozę cierpliwości, wzajemnego szacunku i chęci rozwiązania problemu. Pytanie czy dobrymi chęciami wystarczy by odbudować zaufanie? Dobrze, że narzucono sobie wzajemnie pewne zobowiązania komunikacyjne i czasowe. Poniekąd, moją rolą w procesie jest obserwowanie i podpowiadanie ew. rozwiazań by odbudować „most zaufania”. Natomiast rozwiązanie dot. biznesowego aspektu, to dobra wola – banków grupy BRE i klientów inicjatyw. Ich woli do rozmowy i wypracowania rzeczywistego kompromisu, rozwiazania biznesowego. Po stronie klientów… musi byc także realizm, ale nie ten znany z często mało merytorycznych wypowiedzi (na forach dyskusyjnych). To nie zbuduje zaufania i rzeczywistego rozwiazania tej sytuacji.

drzwi do dialogu
Tak rozpoczął się 12.11.2009, dialog klientów i banków grupy BRE

Być może dobrym wentylem bezpieczeństwa i testem na intencje banków grupy BRE byłaby decyzja zarządu o obniżeniu oprocentowania dla klientów o 0,3-0,5%. Niewiele w kwotach, ale wiele w języku komunikacji bardzo znaczący krok. Praktycznie do załatwienia w ciągu kilkunastu dni.

BTW. O rozwoju sytuacji, będę informował w kolejnych artykułach na blogu. Z tego miejsca róznież powtórze apel obu stron (banków i klientów): mniej emocji, wiecej merytoryki. Dajcie czas i spokój na próbę wypracowania pakietu rozwiażań problemu z kredytami w CHF. Kompromis jeśli nastąpi, musi być w modelu WIN-WIN.

Ze względu na proces rozmów klienci i banki grupy BRE, wpis ten będzie moderowany – przed komentarzami „marketingu szemranego”.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 3
 

Złote czasy radia – rozmowy w TOK FM [update]

Jak mówi Marek Rosłan, powróciły „Złote czasy radia”. Dzisiaj trzy audycje, w których brałem udział w radiu TOK FM. Minimum opisu – maksimum odsłuchu ;)

1.
Profil marki, czyli jak marketing sobie radzi w serwisach społecznościowych” – rozmowa w Tok FM: Marek Rosłan, Jacek Gadzinowski z Momentum Worldwide oraz Michał Kisielewski z MRM Worldwide. Czy rajstopy powinny mieć profil na społęczności, jak poruszać sie po społecznosciach by faktycznie promować produkt i markę. Najprostsze formy obecności w social networks to przeżytek. Czas na skuteczne działania: bardziej zaawansowane, pro sprzedażowe, angażujące klienta ,także wychodzące poza Internet i zapraszające klienta do sklepu.

2.
Dlaczego Blogujemy? Przecież to narcyzm, blogaski, komcie i wogóle Sodomia… a może po prostu – każdy bloguje inaczej, w innym celu -a może bez celu. Na pewno „kasa” nie jest 1 wyznacznikiem prowadzenia blogów.
Rozmowa z Magdą Braniewską Korporacyjne Haiku, Markiem Rosłanem Nogalalki.blox.pl i Jackiem Gadzinowskim:

3.
Klient w sieci” – rozmowa w Tok FM: Marek Zaleski z Weber Shandwick oraz Jacek Gadzinowski z Momentum Worldwide rozmawiają: o sposobach zaaangażowania konsumentów, transparentnosci i sile przekazu, miejscu bloggerów w postrzeganiu marki w sieci, o forach internetowych a także o szansach i zagrożeniach jakie niesie ze sobą wejście marketera w świat Web 2.0.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 5
 
  1. Strony:
  2. 1
  3. 2