Archiwum

Archiwa podzielone na miesiące:

 

Branża Internetów na rozdrożu + konkurs z wejściówką na forum IAB

Quo vadis branżo Internetu i marketingu interaktywnego? 2009 jest rokiem, gdy znalazłaś się na rozdrożu. W którą stronę pójdziesz i gdzie są wyzwania, krótko dzisiaj opiszę w przykładowych segmentach.

„Jest super, jest super więc o ci chodzi?” W końcu jest tak dobrze, branża się znakomicie trzyma, rosną statystyki. Spośród mediów, jedynie wydatki „na Internet” rosną w tempie dwucyfrowym. Jak będzie w tym roku dowiemy się z nowego badania… obstawiam wzrost „rok do roku” na poziomie 10-15%. Czy to dużo? Relatywnie tak, jeśli popatrzeć na to co dzieje się z prasą, outdoorem czy radiem.
Blednie jednak w porównaniu z wciąż mocną pozycją TV. Relatywnie mało, jeśli popatrzy się że po prostu więcej firm jest ujmowanych co rok w badaniu. Tak czy inaczej, to dobrze że próbuje się zmierzyć i zważyć wartość rynku.

rozwiazania i pomysły
Wzrost rynku jest nadzwyczaj stabilny…

Rynek ten w swojej strukturze ulega dużym zmianom, ponieważ nie jest tak jednorodny jak się wydaje. Największą hossę w związku z recesją i kryzysem gospodarki przeżywają formy reklamy i działań nastawionych na efekt lub optymalizację kosztów. Liczy się także precyzyjne dotarcie do odbiorcy komunikatu i zaangażowanie użytkownika. Czyli: Google, afiliacja, e-mailing, marketing w społecznościach (też nie wszystkich), działania marketingu zintegrowanego z BTL i promocjami.

Nie jest już tak wesoło w reklamie typu display, „wypasionych” produkcji WWW czy też formach video. Z jednej strony mamy do czynienia z dewaluacją i „śmieciowieniem” kampanii zasięgowych, z drugiej strony relatywnie mało skutecznymi działaniami wizerunkowymi (słabo jest ze strategią i projekt managment’em). W czasach gdy liczy się mierzalność, efektywność i sprzedaż – nie patrzy się tak przychylnie na te formy działań. Display z tygodnia na tydzień staje się coraz mniej efektywną formą reklamy, którą kupuje się z miesiąca na miesiąc taniej, w pakietach na set tysięcy czy miliony. Ale, ale… jeśli mamy skuteczność tej formy reklamy na poziomie „klik co 5.000, 10.000 czy 20.000 użytkownik”, to zaraz się okaże że taniej jest dotrzeć do konsumenta wynajmując taksówkę i wysyłając mu tradycyjną ulotkę czy kopertę z ofertą handlową, gift’em. Nie wspominając o event’ach, samplingach czy promocjach w sklepie, które bardziej napędzają bezpośrednia sprzedaż. Porozmawiajcie z dyrektorem sprzedaży lub osobą zajmującą się trade marketingiem, jakie są koszty i co jest bardziej efektywne.

rekla_display
1 mln odsłon bannera? A ja mam większą skuteczność!

Stąd zatem tak wielkie parcie na kampanie w modelu „płać za efekt” lub co najmniej modelu „hybryda”. Zasięgowy display, tak bardzo stracił na swojej wartości, że zwiększające się wydatki na reklamę znajdują ujście także w kampaniach SEM (Google) czy też działaniach optymalizujących SEO. Do tego tandemu dokładane są targetowane mailingi i mamy cały obraz sytuacji. Jeśli „wydawcy” reklam display nie przemyślą jak dopracować nowe formaty albo jak się samoograniczyć, nie długo dewaluacja obecnych form reklamy będzie jeszcze bardziej znacząca. Być może osiągnąć 0,75-1-1,5 gr w hurcie za odsłonę, to będzie znaczący sukces. I to w miejscach gdzie jest jakiś wartościowy ruch, a nie śmieciowaty kontent lub pompowane wyniki wzajemnym linkowanie stron i odsyłaczy.

Podejmowane są próby działania na social networks, na razie nie na tak masową skalę jak w Europie czy USA ale cieszy to co jest. Są to najprostsze formy działań, często kończące się na prowadzeniu konta marki, budowie „klanu” lub „szkoły”. W związku z tym, że nasze polskie „społecznościówki” grodza się i nie uwalniają, nie inwestują w API nie ma możliwości na bardziej zaawansowane formy działań marketingowych. Reklama w tych społecznościach w dużej mierze kopiuje model znany z portali, czyli display, display i jeszcze raz display. Co jest bardzo krótkowzroczną polityką biznesową. Gdzieś obok, rośnie potęga Facebooka który za 1-2 lata będzie także rozdawał karty na tym rynku w Polsce. Dla small biznesu, prywatnych ludzi, niezależnych przedsiębiorców: API i jego możliwości, fan page na Facebooku to najlepsza rzecz jaka mogła się zdarzyć. Można dalej mówić, że nic się nie stało… ale moim zdaniem, dla niektórych podmiotów (znane marki social networks) które jeszcze rok temu świętowały swój sukces w wielkich liczbach niedługo przyjdzie twarda rzeczywistość. Nie pomoże „wkładanie aplikacji na pół ekranu” i denerwowanie użytkowników. Nie pomoże 5-10 reklam które tracą na wartości reklamowej. Adapt or die.

Facebook Lawsuit
Śledzie, spinacze, blipy, flakery, fotki? Zwycięzca jest tylko jeden!

„Sociale”, fora dyskusyjne, blogosfera i mikroblogi owszem rosną dynamicznie, ale ich wykorzystanie w Polsce jest najprostsze z możliwych. Brak tutaj długofalowych strategii dla marek, działań wykraczających poza Internet. Nie ma praktycznie żadnych aplikacji wspierających biznes czy sprzedaż. Nie ma uregulowań etycznych, kodeksów postępowania reklamowego. To co dzieje się na rynku tzw. „marketingu szeptanego” woła o pomstę do nieba – spam, czarny PR, fake’owe opinie o produktach etc. Bez ustawowych uregulowań, dobrych obyczajów i samoograniczenia, za chwilę wszelkie rekomendacje i rozmowy o markach stracą swój pozytywny aspekt. Jak wielka będzie to strata dla marek czy dla możliwości biznesowych, nie muszę tutaj pisać. To są w końcu potencjalnie „utracone korzyści”. Opiniotwórczość liderów opinii? Tak na razie jest duża, do pierwszego większego skandalu gdy okaże się, że przekaz reklamowy nie był oznaczony a towar reklamowany okazał się zupełnie inny. To nie kwestia kodeksu takiego czy innego, postępowania PR’owców czy marketerów, to kwestia dobrego smaku i wyczucia. Tak jak mikroblogi i blogi nie zastąpią też tradycyjnego PR i tradycyjnego marketingu BTL. Bo, pora wyjść ze sztywnych ram a połączyć działania offline z online.

Sklepy internetowe co roku w Polsce notują dynamiczny przyrost, tylko że poza tą statystyką okaże się: im większy sklep tym mniejsza rentowność. Pompowanie wyników sprzedaży kampaniami w Google czy wyszukiwarkach, bez budowania silnej marki czy też należytej obsługi klienta, dobrej logistyki i systemu księgowemu to najprostsza droga do bankructwa. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia na przełomie roku, ciekaw jestem ile kolejnych sklepów internetowych po świętach „zawiesi swoją działalność”. Jak to wpłynie na postrzeganie tej formy sprzedaży? Okazuje się, jednak że obok dużych sklepów coraz lepiej radzą sobie małe sklepy, które znajdują swoją niszę i sposoby porozumiewania się z klientami. Właśnie na poziomie relacji na blogach czy mikrologach. Można się śmiać, że jest to „mikro e-commerce” ale z tego można także wyciągnąć dobrą lekcję dla dużych podmiotów na rynku, które boją się klientów wyrażających swoje opinie. Dlaczego model Amazon (oceń i skomentuj) w Polsce, na stronie www sklepu nie jest tak powszechny. Ponieważ, nadal wierzy się powszechnie w moc wyszukiwarek cenowych, coraz częściej nazywanych w tej branży „wyniszczarkami sklepów”.

ekomers
Prawie jak handel, prawie robi wielką różnicę.

Młodzi przedsiębiorcy, start-up’y, fundusze BA i VC. Tu widać niestety dwa ekstrema, albo ludzi bardzo zaradnych i radzących sobie z otoczeniem bez finansowania. Albo takich którzy rozbiją się o mur w funduszach. Czy to przez kiepską jakość pomysłów, „kopierstwo” czy też lenistwo i podejście „funduszy emerytalnych spokojna starość” nie mnie tutaj rozstrzygając. Widać natomiast gołym okiem kompletny rozziew, miedzy Internetami a rzeczywiście powstającymi przedsięwzięciami. Kwestia edukacji, dostępności kapitału… nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Mamy zapaść na rynku pracy, następuje fluktuacja, restrukturyzacja i optymalizacja kosztów. W agencjach i domach mediowych różnie, tak jak z modelem biznesowym – czasem krótko (taka rzeczywistość biznesu). W agencjach, z merytoryką i strategią także można powiedzieć różnie – poziom nierówny. Za chwile wiele cennej wiedzy z rynku odejdzie… pytanie czy w dzisiejszych działaniach firm, kalkuluje się ssanie które nastąpi za 2-3 lata. Kto będzie wtedy planował, wdrażał strategie, budował firmy w oparciu o model interactive i i e-commerce? Powstanie niezła luka popytowa, której nie jest w stanie zasypać żadna edukacja na uczelniach czy też firmach z rynku. Czy wtedy nastąpi zadławienie się branży, bo skończą się rezerwy proste wzrostu rynku?

Opisane przeze mnie zagadnienia, to tylko przyczynek do dalszej dyskusji. Praktycznie w każdym sektorze tego rynku, sytuacja jest na przysłowiowym rozdrożu. Nie starczyłoby miejsca by dokładnie zająć się tym. Nie potępiam sytuacji, pokazuje jej złożoność. Był i jest wciąż szybki wzrost rynku, ale pojawiły się pewne rysy na tym monolicie. Branża młoda, więc nie trudno by miała spektrum dobrych wzorców i metod postępowania. Sytuacja tak dynamicznie się zmienia, tak że rok czasu to tutaj cała epoka. Dlatego…

Na końcu tego wpisu, chciałbym zaproponować małą dyskusję na moim blogu: „Quo vadis branżo internetowa i marketingu interaktywnego”, jakie czekają nas trendy i kierunki rozwoju sytuacji?

Najciekawsza wypowiedz, wpis zostanie przeze mnie nagrodzony w konkursie, darmową wejściówką na IAB forum, które odbędzie się 4-5 listopada 2009. Szczegóły i program znajdziecie pod tym linkiem: http://www.forumiab.pl Moim zdaniem warto wdepnąć, by wiedzieć co w „trawie piszczy”.

Zapraszam zatem do merytorycznej dyskusji! Pełna dowolność, w ramach wolności wypowiedzi. Konkurs trwa do 2 listopada 2009.

Możecie też spróbować sił w konkursie: na antyweb.pl o raz kurasinski.com Do wyboru – do koloru! 1000 peelen piechotą nie chodzi…


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 27
 

Podpatrzone: Poradnik "sprzedawcy powietrza"

Disclaimer: poniższy materiał ma charakter czysto prześmiewczy, satyryczny i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistej sytuacji i osób jest czysto fikcyjne. To prywatna opinia o sytuacji na rynku internetowo-medialno-reklamowym na Marsie i pobliskich asteroidach, napisana przed kolejną kawą.

1.
Po co się starać, latami ciężko pracować i uczyć się, oszczędzać i rozsądnie panować nad finansami? Lepiej zmień swoją strategię zanim jeszcze o tym pomyślałeś. Konsumuj to, czego nie zarobiłeś i nigdy nie zarobisz. Kupuj na kredyt, lewar, udział. Kiedyś dobre były mieszkania, domy, złoto, ropa i akcje i fundusze. Teraz chwilowo będąc na gotówce lub w długach – zainwestuj w plazmę lub konsolę, na pewno odstresujesz się. Gdy przyjdzie wzrost rynku/gospodarki, znowu będziesz bogaty mając udziały, opcje lub premie. Konsumpcja musi być. A biznes plan… przyjdzie na to czas później. Kryzys? Zbij termometr – mamy przecież nadal wakacje i 30 stopni w cieniu.

lans

2.
Dla zaawansowanych – wymyśl niemądra nazwę, „wirtualny” plan biznesowy, zrób prywatną emisję po 10 groszy. Zrób dużo szumu wokół siebie, zatrudnij kilku „garniaków” i wejdź na New Connect. To nic że masz same straty, ktoś przecież kupi Twoje akcje, które za chwile będą śmieciowymi. Jeśli się uda, zawsze możesz wypuścić nowa emisję, niby na nową spółkę w grupie. Szulernia na GPW lubi taką taktykę, bo przykład idzie od największych inwestorów zagranicznych przy braku odpowiednich regulacji rynkowych. A jak giełda Cię nie kocha, VC lub seed, albo jakaś zagraniczna sieć mediowa/reklamowa Cię z pewnością przygarnie. Nie zapomnij, o tzw. przecieku kontrolowanym… przecież kolejka oferentów się już ustawiła by dokonać zakupu.

3.
Użyj ploteczek, efektywnie znajdź grono wiernych wyznawców. Na forach bankiera i parkietu & pomniejszych blogoidach, 1500/2900 nicków potrafi każdą spółkę napompować i pchnąć w odmęty, w przeciągu chwili. To co w USA odbywało się spamem mailowym, w Polsce wchodzi na salony – media elektroniczne i tradycyjne nierzadko będą cytować takie opinie jako miarodajne „swoje źródła” lub współkreować je. Zrób sesję zdjeciową na tle centum biznesu w Chicago lub Londynie. Najlepiej byś miał chwytliwe powiedzonka, które wymyślisz na poczekaniu, a będą one później mantrą Twoich wyznawców.

4.
Nie masz pomysłu na biznes? Zrób copycat’a – rynek wszystko kupi. Im głupszy klon tym lepiej. Najlepszy model biznesowy to „napompuj i sprzedaj”, komuś dalej. Możesz to zrobić samemu, a w zaawansowanej formie zwiąż się z funduszem VC lub seed. Nieważne czy jesteś startup’em, medium czy agencją reklamową lub mediową. Niedługo nawet blogi będą dofinansowane. Od zera do bohatera – w końcu każdemu może się dzisiaj udać, skoro VC i seed nie mają pomysłów jak wspierać bardziej zaawansowane projekty. Kiedy pojawi się polski projekt który odniesie miedzynarodowy sukces? Przy takim podejściu… prędzej zakwitną maki na Antarktydzie.

pizzadivided
Z pustego, % udziałów z wartości O PLN i Salomon nie naleje.

5.
Nie jesteś dobry w programowaniu, nie znasz się na reklamie albo nie masz zdolności zarządczych? Nic strasznego przyjacielu. Zrób konkurs branżowy, albo konferencję która niczego nie wnosi. Zarobisz na sprzedaży dyplomów ze szkoleń lub miejsc w konkursach. Rynek wygłodzony na takie specjały i wszystko kupi bez zastanowienia nad jakością. Przy okazji będziesz miał kilogramy wizytówek, kilka fotek w pismach branżowych, wpisy na blogach, wianuszek fanów i powód do radości i rozrostu ego.

6.
Efektywne kampanie reklamowe? Toż to propaganda. Im więcej sprzedasz mądrych sloganów i niezrozumiałego bełkotu marketingowego, nic nie mówiących wykresów i badań, im ładniejszą i przerysowaną kreacje pokażesz tym lepiej. Może jeszcze znajdzie się na to klient. Standardów nie ma (mam na myśli np. formy graficzne), więc zainwestuj w produkcje masową „spamoreklamy”, inwazyjnych bannerów, ulotek lub gazetek i nachalnych filmów video. Będziesz na czasie – w końcu walczysz perswazyjnym marketingiem, by zaistnieć w świadomości klientów. A jak to za mało, użyj marketingu „szemranego”. Studenci z akademików zrobią dla Ciebie wszystko, w przerwie miedzy kolokwium a kolejną imprezą lub wycieczką do pubu. Dodaj jakiś ambient w krzakach i 100 citylight’ów na Trasie Łazienkowskiej… widoczność 0% gwarantowana!

telefony reklama
Czasem to 100 razy bardziej skuteczna reklama, niż super-hiper-biper bełkot marketingowy

7.
Panuje kultura erzacu, więc nie uświadczysz lojalnych pracowników którzy dłużej się z Tobą zwiążą. Więc oszczędzaj i kupuj ludzi. Nie utrzymuj, nie motywowuj i  nie rozwijaj tych którzy są z Tobą od dawna. Brand employment? A co to takiego… pracownicy rosną przecież pod każdym krzaczkiem. Kultura pracy w formacie „ekonom i pańszczyzna” to norma w tej branży. Zawsze możesz sie posiłkować studentami, którzy za rok lub dwa pójdą do innej firmy. Do tego momentu ich ego wzrośnie niebotycznie i zdążą zażądać podwyżki o 250%, fotela vice prezesa lub członka zarządu.

8.
Zwiąż się z jednym klientem. To nic, że jest to niebezpieczne. Jak skończy się ten interes – zawsze możesz znaleźć coś innego. Nie planuj i nie rozwijaj biznesu, w końcu „mądry biznesmen nie inwestuje – on tylko konsumuje”. Ważne byś się „napompował” – za rok lub dwa może ktoś większy cię kupi… a jak nie zawsze możesz otworzyć firmę konsultingową i za 150 euro na godzinę doradzać tym którzy nie wiedzą jak funkcjonować w Internecie, w biznesie lub w mediach tradycyjnych. Możesz też założyć bardzo mądry serwis branżowy, zbawiający codzień cały świat lub wydać kolejną książkę. Co nie jest takim złym pomysłem, w kreowaniu Twojego wizerunku.

9.
Jak zapytają cię jak zbudować lub rozwinąć brand, wymyśl rebranding lub repozycjonowanie, odświeżenie marki… im mądrzejsze powiedzonko tym lepiej. Zwłaszcza że takie nieprzemyślane działania w krótkim czasie mogą tylko zniszczyć markę niż jej naprawdę pomóc. Wiesz jaki jest insight – z korytarza czy z ulicy czy od konsumenta? Nieważne, fakturę zawsze możesz wystawić i stwierdzić ze zmieniło się otoczenie rynkowe. Naucz się zatem zasady „efektu motyla”.

pomnik-tablice-duze
Jaki jest konsument i jakie ma potrzeby? Najszybciej dowiesz się w kościele lub supermarkecie.

10.
Załóż bloga o niczym i o wszystkim, wklejaj linki i filmy na blipie. Im więcej wokół siebie „zasiejesz propagandy”, tym sławniejszy się staniesz. Może zarobisz na reklamie, a jak nie – zawsze możesz wystąpić na jakimś kongresie lub wygłosić prelekcję, poobracać się gronie podobnych tobie celebrytów. GL i blogosfera pokocha Cię lub znienawidzi. Tego nigdy nie wiesz. Jeśli jesteś „za cienki w uszach” na prowadzenie bloga, zacznij udzielać się w mediach, nawet jeśli niczego nie dokonałeś. Pisz wpisy na blogach a jak nie masz polotu… wystarczą zgryźliwe komentarze. W końcu nie jest trudno „być znanym z tego że jest się znanym” – vide Jola Rutowicz i inne tego typu zjawiska.

Gdy już dojdziesz do wprawy, cały wszechświat stoi przed Tobą otworem. Dzisiaj Polska, jutro świat a pojutrze cała galaktyka. Satyru paniał?

PS.  Tekst pochodzi z 2008 i nadal moim zdaniem nie stracił aktualności. Niedługo update – wersja 2.0.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 7
 

Nowy, lepszy sport – w wersji 2.0

Ekscytujemy się zbliżającymi rozgrywkami Euro 2012, opóźnieniami w budowie stadionów czy infrastruktury… Lecz obok tracimy dużą szansę na umasowienie sportu w Polsce. Czy Internet i działania sponsoringowe oraz BTL mogą to zmienić?

W roku 2008 oddano pierwsze do boiska w ramach programu „Orlik”. Program nie rozwija się tak dynamicznie jak zakładano, ale widać namacalne efekty szczególnie w postaci zaangażowania młodych ludzi. Lecz sama infrastruktura, jakby nie była wspaniała – nie przyniesie sukcesu.

tusk orlik
Od kopania piłki poziom sportu w Polsce nie wzrośnie…

Program umasowienia sportu, podniesienia zdrowia młodzieży i społeczeństwa musi być prowadzony wielotorowo. Na nic będzie budowanie „monokultury piłki nożnej”, bez zaangażowania rodziców, trenerów oraz środowisk i samorządów lokalnych. Wydatkowane są naprawdę duże pieniądze na boiska (blisko 1,4 mln na jedno), nie myśląc chyba zbyt wiele – ile kosztuje późniejsza ich eksploatacja oraz chociaż podstawowa animacja akcji/aktywności wokół nich. Czy pomyślano o tym, co zaproponować młodzieży i trenerom? By przekonać nastolatków, że są inne rozrywki niż stanie pod blokiem, szukanie guza, picie piwa na ławeczce lub siedzenie godzinami na Internecie?

Skoro mowa o Internecie, są rozwiązania już sprawdzone, naturalne dla młodych ludzi i rodziców 30-35 letnich. Jeśli wydatkowane są naprawdę duże pieniądze, być może warto dołożyć trochę grosza i pomyśleć o społecznościach internetowych dla poszczególnych dyscyplin sportowych. Tam, gdzie trenerzy, rodzice, nauczyciele – jak i sami uczniowie, nastolatkowe mogliby znaleźć potrzebne informacje. W wielu przypadkach problemem jest znalezienie infrastruktury, wolnych hal, programów treningowych. Dlaczego nie dać platformy, która pozwoli na takie łączenie informacji? Jeśli jesteśmy przy łączeniu, to skorzystajmy w Polsce z wzorców znanych w USA, gdzie portale/społeczności typu berecruited.com czy athletesadvance.com pozwalają wyszukać talenty, trenerów, śledzić postępy w nauce czy treningu. Pozwalają rozwijać się sportowi u jego podstaw, nie wspominając już o aspekcie typowo wychowawczym i budowaniu charakterów/systemów wartości.

berecruited.com
Podstawy zdrowego sportu, budować należy od najmłodszych lat!

W kolejnych latach, otwarte zostanie kolejne kilkaset Orlików, ale czy już dzisiaj zastanowiono się czy nie będą one porastać zielskiem? Fajnie, że przecina się wstęgi (na pewno jest to medialne), ale później przychodzi szarość dnia codziennego. Gdzie jest animacja programów szkoleniowych, pomysł na zaangażowanie ludzi, lokalnych społeczności? Nie samym betonowym PZPN i jego problemami powinniśmy żyć, zejdźmy – zatem niżej do podstaw.

Znowu nie trzeba szukać daleko, firmy także mogą się włączyć… inicjatywą może być przykład Nike, który wspiera biegi masowe np. Run Warsaw, maratony (Human Race) – dając możliwość uczestniczenia we wspólnym pokonywaniu barier, własnych i społecznych. Bieganie, cóż to jest bieganie – ale i tutaj trzeba mieć program treningowy, poradę żywieniową i możliwość śledzenia postępów. To wszystko można dostać na stronie www.scieżkibiegowe.pl. To wsparcie nie kończy się na Internecie, ponieważ w wytypowanych lokacjach w Polsce, na uczestników programu „klub biegacza” czeka trener, który w określonym terminie prowadzi zajęcia. W sklepie można znaleźć przystawkę do Ipoda, która zmierzy dokładnie nasz bieg a później wynikami można podzielić się z innymi lub wirtualnie podjąć rywalizację. I co, możliwym jest zaangażowanie ?! Oczywiście, że tak.

Kolejny przykład, czyli Era Liga Szkolna (z lat 2004-2005). Był to autorski, stworzony od podstaw przez PTC przy wsparciu PZKosz program dla młodzieży. Liga ta nie polegała tylko na objęciu sponsoringiem funkcjonującej ligi, ale na stworzeniu od podstaw profesjonalnych rozgrywek według standardów, jakie są stawiane profesjonalnej koszykówce. Dla sponsora obok meczów, statystyk i tabel – a więc czysto sportowej rywalizacji, ważne było także tworzenie społeczności kibiców (funkcjonował dedykowany portal WWW wraz z forum). Z uwagi na charakter turnieju – pierwsze mecze organizowane były w małych miejscowościach, mecze ELS aktywizowały społeczność lokalną. Rozgrywki dopingowali uczniowie reprezentowanych przez drużyny szkół oraz rodziny zawodników. Stały się one (mecze) świętem lokalnej społeczności, szczególnie tam – gdzie nie ma co robić, a przysłowiowe „psy szczekają dupami”.

W tworzenie społeczności wokół rozgrywek i rywalizacji, treningu i rozwijaniu umiejętności, mogą być zaangażowani zarówno sponsorzy, firmy, jak i samorządy oraz szkoły, instytucje użytku publicznego. Na zasadach partnerskich mogą budować od podstaw sport w wydaniu prawdziwie masowym, a nie tym znanym nam z ekranów TV, od święta. Mogą być to przedsięwzięcia na szczeblu zarówno szkolnym: wsparte przez rozbudowane portale szkolne, prowadzące statystyki, relacje, podające informacje sportowe, na centralnym: CMS, centralne zbiory informacji dot. porad treningowych (np. jak goswim.tv), jak i portale społecznościowe: pozwalające osobom zajmującym się w Polsce sportem, pracą z młodzieżą, trenowaniem – znaleźć godziwą pracę (np. Jobs In Sports).

goswim
Nie ma wiedzy tajemnej, trzeba ją tylko udostępnić w przystępny sposób, dla wszystkich.

Dobrych rozwiązań, sprawdzonych w świecie i Polsce, jest naprawdę wiele. Wypada mi z tego miejsca zaapelować o większą dalekowzroczność decydentów, by wykorzystali narzędzia jakie daje WEB 2.0, marketingu zintegrowanego oraz sponsoring powiązany z BTL. Na budowaniu kolejnej „monokultury piłkarskiej” nie wyjdziemy dobrze. Jeśli tak dalej pójdzie, za 8-12 lat widok biegających dzieciaków lub pływaków występujących na olimpiadzie będzie zjawiskiem bardzo rzadkim. Za co zapłacimy wszyscy jako społeczeństwo, w wyższych podatkach na służbę zdrowia, gdy pogorszy się nasze zdrowie.

Zatem już dzisiaj wykorzystajmy każde forum, społeczność, komunikację BTL/event oraz nasza wiedzę do budowy prawdziwych i zdrowych fundamentów naszego sportu i społeczeństwa. Budujmy sport, na miarę 21 wieku – a nie takiego który znamy ze skansenu zwanego PZPN. A w tym tygodniu, nie zapomnijmy zapalić znicza pod budynkami PZPN i złożyć okolicznościowy znicz.

PS. Organizatorom, akcji obywatelskiej Koniecpzpn.pl życzę wytrwałości w walce o lepszą piłkę nożną.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 3
 

„Staram się za pośrednictwem technologii więcej zrobić” – wywiad z Lechem Wałęsą

To dzięki Internetowi, miałem okazję porozmawiać z prezydentem Lechem Wałęsą. 10 lub 20 lat temu taka rozmowa, byłaby fantastyką… teraz, połączyła nas technologia, zbliżająca ludzi. Porozmawialiśmy jak – prezydent z blogerem.

Wszystko zaczęło się od pomysłu: czy dzięki Internetowi udałoby mi się porozmawiać z prezydentem Lechem Wałęsą? Skoro jest na mikrologu Blip, jak i ja jestem – to czemu nie umówić się z nim na rozmowę. Grunt to stawiać sobie „duże wyzwania”: pierwszej rozmowy blogera w Polsce z Lechem Wałęsą. O perypetiach, rozmowach „umawiających” długo opowiadać… szczególnie mając na uwadze  napięty harmonogram Wałęsy. Nareszcie, jest sygnał: rozmowa będzie możliwa w sobotę, zaraz po Tomaszu Lisie. W rezultacie: Prezydent był prawie całą godzinę do dyspozycji. Dodam że, z Lechem Wałęsą rozmawiał także Lookr.tv, tutaj możecie zobaczyć więcej, dodatkowych pytań: http://lookr.tv/channel.php?id=38.

Prezydent Lech Wałęsa jak mogłem zobaczyć i przekonać się, jest naprawdę miłośnikiem technologii i Internetu. Nie jednego młodszego mógłby zawstydzić. Nie tylko mówił ze swadą i dystansem o wyzwaniach technologicznych, Internecie ale jest użytkownikiem tych dobrodziejstw, jak każdy z nas młodych. (ha ha ha – pisze to stary już 33 latek). Tak pomyślałem później: „chciałbym w tym wieku, być tak otwartym na nowe technologie, pracować dzięki nim i robić maksymalnie wiele”. Ok., nie będę już więcej Was zanudzał wstępem, zapraszam na konkrety, czyli rozmowę którą odbyłem z Lechem Wałęsą w ostatnią sobotę tj. 10.10.2009. „Technologie, Internet, globalizacja, wolność i Polska”, to główne tematy naszej rozmowy.

Jacek Gadzinowki:
Panie Prezydencie, używa Pan aktywnie GG, Blip, komputera, Internetu, nie stroni Pan od nowych technologii. Czy korzystanie z nich jest wyzwaniem? Czy trzeba się ich obawiać?

Lech Wałęsa:
Ja jestem wygodny. Maksymalnie wykorzystuje okazje by jak najmniej pracować i jak najwięcej zrobić. Zawsze taki byłem, bo jestem rocznikiem wojennym, była bieda i było trudno. Trzeba było maksymalnie wykorzystywać wszystko by jak najwięcej uzyskiwać. Tak zostałem ukształtowany i tak do dzisiaj postępuje. Wszędzie gdzie można gdzie można zrobić mądrzej, ja to czynię.

J. Gadzinowski:
Czyli to wygoda przekonała do technologii i Internetu?

L. Wałęsa:
Wie Pan, po to mieliśmy kiedyś rower by nim jeździć. Później motor, później samochód. To miało nam wszystko ułatwiać sprawy. Okazało się teraz, że bardziej nas gnębi niż wyjaśnia wiele z tych technologii. Ale ja mimo wszystko staram się za pośrednictwem tych technologii więcej zrobić, powiedzieć i pokazać.

J. Gadzinowski:
Czy 20 lub 30 lat temu myślał Pan iż będzie taka wolność wypowiedzi, iż będzie takie narzędzie jak Internet, taka szansa by porozmawiać i umówić się na wywiad dzięki Internetowi?

L. Wałęsa:
O to walczyłem. Natomiast zdawałem sobie sprawę, bo wciąż byłem w technice. Będąc elektrykiem wiedziałem jak to się „układa”, jak wchodzą nowe technologie. 20 lat temu zgodę na antenę satelitarną podpisywał minister MSW. Tak to wtedy było… w związku z tym ja się śmiałem, więc on może podpisywać bo antena ma 4 metry średnicy a jak wymyślą wielkości pudełka od zapałek, to co on zrobi wtedy?

Więc miałem świadomość, że tak będzie. Ta technologia doprowadzi do pewnych osiągnięć. Natomiast to chyba poszło zbyt niekontrolowanie, za daleko. Że to zaczyna nas gnębić, to pomaga w złych czynach, bo te dobre wciąż się spóźniają. Potrzebują czasu i zauważenia. A czy można inaczej? Chyba nie.

J. Gadzinowski:
To jest jednak wolność, każdy wybiera…

L. Wałęsa:
Wolność składa się jak demokracja z 3 elementów. Pierwszy element to przyzwolenie prawne, czyli oprzyrządowanie wolności. Druga część, czy ludzie z tego korzystają? Np. Bo w Iraku, wolność wprowadzono rozkazem, wprowadzili Amerykanie. Więc to element – czy obywatele naprawdę korzystają z wolności. I trzeci element w skali masowej, grubość książeczki czekowej. Bo jeśli ludzie nie mają pieniędzy to nie będą korzystać z wolności, bo dziesięciu czeka na ich stanowisko lub jak ich noga się powinie i już nie ma pracy. I związku z tym te 3 elementy stanowią o demokracji i o wolności.

J. Gadzinowski:
Ta otwartość, wolność, niezależność wypowiadania poglądów… czy nowe technologie są szansą na rozwój cywilizacyjny Polski, na otwarcie na Europę, zajęcie przez Polskę właściwej w niej pozycji?

L. Wałęsa:
Dzisiaj ten rozwój zadaje nam pytanie, czy jesteśmy szczęśliwsi, czy rzeczywiście mamy większe osiągnięcia, czy nie wpadliśmy w anarchię i swawolę. Właśnie, tu się pojawia pytanie, do polityków szczególnie: na czym wy chcecie ten wielki rozwój, wielką wolność budować? Jedni proponują tylko na prawie: a więc policjant, pała i koniec. A drudzy mówią nie, musimy wychować człowieka sumienia.

Trzeba więc postawić na wartości, na porządność, na uczciwość. I to jest właśnie model tych nowości.
Na dziś, jest pół na pół. Pół społeczeństw jest za jedną koncepcją, a część za drugą. Nie przesądziliśmy a powinniśmy starać się już przesądzić. Ja jestem za tą drugą koncepcją, wychowajmy człowieka sumienia. Nie chodzi: o religijnego, bo religia może pomagać, wielkie religie mogą pomagać. Ale chodzi by za prawdę, za uczciwość nagradzać. Za złość karać i polityków, wszystkich innych. Ustawić sobie za punkt honoru, że na wartościach budujemy świat.

J. Gadzinowski:
Panie prezydencie, jest Pan jednym z nielicznych polskich polityków czy działaczy który jest aktywny w Internecie, w Polsce. Dlaczego politycy polscy boją się Internetu. Być może tu jest za duża otwartość, nie potrafią oni rozmawiać z otoczeniem, z obywatelami ich językiem.

L. Wałęsa:
Ich słabość to raz. Po drugie duży dystans intelektualny, szczególnie tych którzy „kopią po kostkach”. To zniechęca. Jest też taka grupa, do której ja jeszcze niedawno należałem, uważałem że to nie są zabawki mojego pokolenia. Ja bym się chyba nigdy za to nie zabrał, wpadłem w jakiś kompleks. Ja się zatrzymałem na odpowiedniku video.

Do tego momentu moje pokolenie, musiało wszystko znać. Musiałem znać, wszędzie gdzie ten prąd… anoda, katoda, siatki były w tych lampach. Widziałem co się tam dzieje. A tu potem, przerwa polityczna. I teraz jak wracam, nie mogę nic znaleźć. Zacząłem od tego że kupiłem 10 lat temu, części komputerowe i sam poskładałem. Bo starą filozofią myśląc chciałem wiedzieć jak to działa, na czym to polega. Okazało się, że niczego się nie nauczyłem, bo wszystko technologia schowała, gdzieś tam pozalewała i tego nie widać. Inaczej tego nie zrobić, bo to tylko tak pasuje, tak należy to zrobić.

I dlatego wielu ludzi z mojego pokolenia, nie bierze się za to bo technika zdeklasowała ich. Nie wierzą, że są w stanie to opanować. Mnie pomogli koledzy, gdy jechałem na jakiś wykład, jakieś spotkanie do Japonii. Leci się tam 14 godzin i na ten czas kupiono mi mały komputer, powiedziano co zrobić gdyby coś złego się z nim stało. Okazało się, że jak zacząłem się tym bawić bałem się że to popsuje – ale nauczyłem się obsługiwać. Parę razy zawiesił mi się, ale pokazano mi co zrobić, jak odwiesić i znowu działałem od początku. Bardzo mi się to spodobało, bo nie mogłem tego popsuć obsługując.

J. Gadzinowski:
Czyli przekonał się pan jako użytkownik technologii?

L. Wałęsa:
Przekonałem się, jest to tak dobra maszyna że nie można jej popsuć. Więc można na niej robić rzeczy naprawdę dobre. Jest to dość trudne, jeśli chce się robić tak porządnie. Natomiast, te proste rzeczy można robić, bez większego wkładu.

J. Gadzinowski:
Jak zatem przekonać Polaków, zwłaszcza tych starszych do używania technologii, Internetu. Żeby nie obawiano się, że jest to zagrożenie szczególnie w dobie globalizacji. By niektóre osoby nie „grały na tym”, na tradycjonalizmie.

L. Wałęsa:
Przyszłość: czytanie, pisanie i komputer. Inaczej będzie się analfabetą. Argumenty trzeba używać, tak jak do mnie nie użyto. Po pierwsze: nie możesz tego zepsuć. Po drugie: możesz wszystko znaleźć o co ci właściwie chodzi. Lubisz się modlić – znajdziesz modlitwy, lubisz wiarę – znajdziesz wiarę, lubisz geografię – znajdziesz. Wszystko tam jest, czeka na ciebie i możesz wszystko mieć. Tylko parę rzeczy podstawowych, musi cię ktoś wprowadzić.

J. Gadzinowski:
…ktoś musi wprowadzić?

L. Wałęsa:
Tak. Musisz uwierzyć że jesteś w stanie opanować to i cieszyć się z tego co cię interesuje. Jakby tak prosto pokazano ludziom, tak prosto zinterpretowano technologię to byłoby to byłoby dużo więcej chętnych.

J. Gadzinowski:
Młodsi mogliby pomóc starszym?

L. Wałęsa:
Zrozumiałem pokolenie moich rodziców dopiero wtedy, gdy byłem w 5 klasie szkoły podstawowej. Po raz pierwszy mieliśmy radio na wsi. Jeszcze nie było prądu, była nafta i lampy naftowe. I były radia na 2 zasilania 1,5 V na żarzenie a anodowe do 90-120 V. Trzeba było umieć to podłączyć. Matka zawsze mówiła „Weź idź, tam to podłącz, bo ja tam nie widzę”. Nie wiedzieli jak to zrobić, a moje pokolenie to łapało. A oni tego nie opanowali po prostu, bo to było dla nich za dużo. Tak samo zachowałem się później jak rodzice, przy komputerze. Większości tak się zachowujemy, musimy być bardziej na siebie otwarci.

J. Gadzinowski:
Wracając do technologii, jak Pańskim zdaniem pomagają one w globalizacji, szczególnie w przezwyciężeniu tak trudnych wyzwań kryzysu gospodarczego?

L. Wałęsa:
Jakiego kryzysu? Problem polega na tym, że po naszej walce i zwycięstwie, otworzyła się epoka intelektu, informacji i globalizacji. Ta epoka wymaga innych programów, struktur. Kryzys bankowy, to jest pogrożenie palcem. Kochani, nie uwzględniliście że epoka wymaga innych programów i struktur. Gdybyście z programami zdążyli, nie mielibyście kryzysu. Jeśli w dalszym ciągu będzie się spóźniać, następne kryzysy na was czekają.

Pytanie byłoby wprost? Dlaczego nie przewidzieliście, że banki i pieniądze to jest sprawa globalna. Że trzeba globalnie na tematy finansowe patrzeć i w jakiś sposób opanować informowanie, zachowania. Bo przecież z wielu miejsc było widać, ze kilku Amerykanów źle bawi się pieniędzmi. To jest sprawa globalną, pod tą sprawę trzeba opracować program, który będzie właśnie sygnalizował, podpowiadał by nie było kryzysów. Następny kryzys jeśli będzie, pytanie czy jesteśmy w stanie przewidzieć?

J. Gadzinowski:
Być może zapomniano o potencjale ludzkim, ludzkich zachowaniach, podstawowych wartościach w kapitalizmie.

L. Wałęsa:
Zapomniano, że ta epoka wymaga innych struktur i innych programów. Tamta epoka, w 20 wieku – w układzie prostym, 2-blokowym dopracowała się stabilnych struktur i programów do granic, państw, ustrojów, gospodarki. Kiedy to zniesiono, okazało się – że trzeba dostosować się do nowej rzeczywistości, do tej epoki, bo tamte nie pasują.

J. Gadzinowski:
Być może, nadal nie jesteśmy do tego po prostu gotowi, nawet jakbyśmy bardzo chcieli.

L. Wałęsa:
Trzeba sobie zadać pytanie: na czym my budujemy ten nowy świat? Na wolnościach czy na wartościach? Jaka ekonomia pod ten system jest potrzebna: jedność europejska, globalizacja. Jaka demokracja pod nowe czasy, ile głosu mają mieć Chiny, ile Polska, ile Francja?

J. Gadzinowski:
Porozmawiajmy o Polsce. Prawdziwe dziedzictwo roku 80 to wolność, ta dobrze rozumiana. Wolność zarabiania i przemieszczania się…

L. Wałęsa:
Moje pokolenie w 80 roku, miało 3 zadania. Pierwsze zadanie zbudować monopol, który przewróci monopol komunistyczny. Kiedy zorientowaliśmy się, że pada tamten monopol musieliśmy iść kierunku sensu po co to robimy. A sens to był: demokracja, pluralizm i inny system ekonomiczny – to było drugie zadanie. Po jego osiągnięciu, mieliśmy trzecie zadanie… jeszcze raz się łączmy, nie w monopol a w obronę interesu ekonomicznego, politycznego.

J. Gadzinowski:
Czy wszystko poszło w dobrą stronę, tak jakimi były plany?

L. Wałęsa:
Moim zadaniem było doprowadzić i przekazać narodowi wszystko. A demokracja i naród mają same zadziałać. Pierwszy i drugi rozdział, prowadziłem zdecydowanie nie słuchając nikogo. Bo inaczej nie udałoby się. Natomiast po drugim zadaniu, oddałem narodowi – mam taki sam głos jak wszyscy inni wokół mnie. Mając na uwadze, że będziecie to robić po swojemu, proponowałem system prezydencki, nie udało się niestety.

J. Gadzinowski:
Czy te 20 lat które minęło od czasu rządów Tadeusza Mazowieckiego wykorzystaliśmy jako Polacy, ludzie którzy mogli działać dobrze, solidnie. Czy nie straciliśmy gdzieś szans w międzyczasie w Europie?

L. Wałęsa:
Byłoby dobrze, gdyby udał się mój pomysł. Ja chciałem uciec z Polską do przodu, na Zachód. Tam przez dwa lata przygotować program i struktury z Europą, Japonia i Stanami. Po dwóch latach włączyć do programu Czechy, Węgry. Po następnych dwóch, zaprosić Niemcy i państwa nadbałtyckie. Ale jak wiadomo nie udała mi się ta koncepcja. Jeszcze myślałem starymi metodami. To spowodowało, że rozsypała się koncepcja, a jednocześnie wszystkie kraje ruszyły w jednym kierunku. Za duży nasz gabaryt, za duże problemy, to skomplikowało nasza sytuację. A gdybyśmy uciekli sami, lepiej się przygotowali, mieli programy i struktury, gospodarkę – byłoby nam teraz łatwiej. Unia, NATO bis – to był jasny kierunek, że trzeba było iść tylko ku Europie.

J. Gadzinowski:
Co my jako Polacy możemy zrobić dla Europy, wnieść do otaczającego świata w nowych wyzwaniach, szczególnie gdy tak mocne są tematy technologiczne, intelektualne, komunikacja globalna? Co w możemy realnego zaproponować?

L. Wałęsa:
My mamy propozycję prawie wiedzę 40 milionów ludzi. My mamy środek Europy. Trzeci punkt? Mamy pewne doświadczenia historyczne. To możemy przekazywać innym, dzielić się tym, naszymi naukami i wiedzą.

J. Gadzinowski:
Ale jako Polacy jesteśmy bierni, niestety nie potrafimy się organizować, aktywnie i konstruktywnie wyrażać swoich poglądów i opinii. Lubimy kopać się po kostkach, obrażać.

L. Wałęsa:
Wie Pan, gdybyśmy sami uciekali do Europy… ale dlatego że za dużo Państw ruszyło, nie ma kto nam pomagać, czujemy się zagubieni. Po drugie, nie dostrzegamy że naród Polski ze względu na swoje położenie i doświadczenie nauczył się wyczuwać szanse i zagrożenia. Inne narody tego nie mają i nie potrafią tego. To ostrzegało nas czasem przed wojnami, kłopotami. A co dzisiaj robimy? Mówimy: „Przecież kapitalizm jest niedobry, przecież ta Unia jest niedobra…” i mamy rację, tylko że to nie jest takie proste by to ulepszyć. I teraz to nasze podważanie, jest oceniane jako warcholstwo albo jakieś kłótnie. Nie, nie… to nie bierze się stąd. My jesteśmy nauczeni, doświadczeni. Wiemy swoje, zwyciężyliśmy a Europa nic nie ma przygotowanego, nie ma na siebie pomysłu. Proponuje nam stare rozwiązania.

J. Gadzinowski:
Obserwował Pan na pewno kampanię prezydenta Obamy. Gdyby Pan startował dzisiaj do wyborów prezydenckich, czy oparły Pan swoje działania na technologii, zaangażowaniu oddolnym ludzi, wykorzystaniu tych wszystkich możliwości komunikacyjnych?

L. Wałęsa:
Jedno to, że ktoś chce być prezydentem. A drugie, kto chce coś zrobić, zmienić i potrzeba nowego prezydenta. W moim przypadku, ja jestem praktykiem. Wtedy też nie chciałem być prezydentem, ale musiałem obalić komunizm i generała. A nie mogłem odmówić.

W związku z tym czy ja bym teraz startował, działał, czy ja bym mógł coś zrobić w Polsce?
Nie. Ja nie mam takich zamiarów. Bo ja nic nie zrobię, a przecież nie o to chodzi. Mnie natomiast chodzi, by coś zrobić konkretnego.

A w Stanach? Gdybym był, tak jest – to bym kandydował, dlatego że ja mam wizję świata. Mądrą, głupią to oceniliby wyborcy. Ale ja ją mam. Stany Zjednoczone to jest mocarstwo „prowadzące”, militarnie i ekonomicznie, politycznie już nie. Ja bym chciał odzyskać tą trzecią część. Przy pomocy siły pewnie mógłbym to osiągnąć, ale to byłoby krótkotrwałe. Natomiast w Polsce? Z Rydzykiem, z Kaczyńskimi nic bym nie osiągnął.

J. Gadzinowski:
Stawia Pan na siłę intelektu, a nie „siłę dla siły”.

L. Wałęsa:
Oczywiście, to najlepszy sposób osiągnięcia założonych celów, zmiany rzeczywistości.

J. Gadzinowski
Panie prezydencie, dziękuję za rozmowę.

PS. W organizacji wywiadu chciałbym podziękować: Jarkowi Rybusowi z Gadu-Gadu i Fundacji Instytutu Lecha Wałęsy.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 20
 

Demotywatory.pl – jedyny sukces polskiego Internetu w 2009

Dziesiątki pomysłów, wielkie i wydumane biznes plany. Branżowe bla, bla, bla i spazm na blogach i mikroblogach. A gdzieś obok, niepostrzeżenie urosła prawdziwa gwiazda polskiego Internetu A.D 2009. Demotywatory.pl – skąd ich sukces? W prostocie i wirusowości – siła.

Na początku, może – czym jest demotywator, sięgnijmy do źródła encyklopedycznego (za wikipedia.org)

Demotywator (demotywujące obrazki) – jest połączeniem wymownego obrazka bądź zdjęcia z komentującym jego zawartość podpisem. Demotywator jest najczęściej ironiczny (ma wyśmiać rzeczywistość) lub cyniczny. Demotywatory są niejako parodią plakatów motywujących. W wielu, głównie amerykańskich, biurach wiszą takie plakaty motywujące pracowników do osiągnięcia celu. Przykładem może być zdjęcie przedstawiające formacje kilkudziesięciu spadochroniarzy podpisany „Teamwork” (ang. praca zespołowa) Za autora pierwowzorów demotywatorów uchodzi firma Despair, Inc. z USA, która prowadzi handel gadżetami (koszulki, kubki itd.) zawierającymi elementy graficzne tego typu.

sledzik
„Demotywator znajdzie najlepszą radę na każde wyzwanie. Lepszą niż API.”

Generalnie prawdziwie doskonały demotywator zbudowany jest ze zdjęcia lub grafiki, często o znaczeniu bardzo „hermetycznym”, zrozumiałem dla wtajemniczonych np. scena z filmu, postać, dziwne zachowanie człowieka lub przyrody. Obowiązkowym elementem jest czarne tło oraz umieszczony poniżej obrazka specyficzny, cięty podpis. Humor z tych obrazków potrafi być mocny, „na granicy”, a nawet obraźliwy dla jakiejś wyodrębnionej grupy osób lub osoby, zdarzenia. Takiego rodzaju memy (powiedzonka internetowe) szybko zapadają w pamięci, stąd taki rozwój serwisu demotywatory.pl. Trzeba przyznac, ze sama strona dosyc mocno wyewoluowala od pierwotnej, dosyc sztywnej, idei, ale tzreba przyznać w ostatecznym rozrachunku, kierunek ewolucji byl dobry (ah te cyfry i statystyki).

Powstała ok roku temu (tutaj tło całej zabawy)- notuje, z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień coraz to większą popularność. Statystyki i ilość osób które oglądają w danej chwili obrazki na stronie, po prostu wariują. Nie wiem jak dobre muszą być serwery, ale utrzymać ponad 20.000 osób w jednym momencie przeglądających obrazki jest nie lada wyzwaniem. Zasięg – za chwile będzie można liczyć go w milionach (unikalnych użytkowników) UU miesięcznie! Zreszta, popatrzcie sami do – Google Trends, Alexa.com czy innych statystyk/analiz.  Sukces, sukces… a wszystko na prostym szablonie strony www, bez wyszukanego stronicowania, bez udziwnień, badania usability, ekstra kampanii marketingowych czy innych „pierdów” Architektura serwisu była dobra może na początku, teraz przeglądanie historycznych obrazków, sprzed kliku dni to istna katorga. Ale to nic, nie przeszkadza to fanom przeglądać ich. Grunt to dobry podpis pod obrazkiem i cięta riposta. Uśmiech na twarzy, jest później bezcenny.

demoty alexa
„Te statystyki są kłamliwe, nieprawdziwe – powiedzą eksperci internetowi i branżowi. Czyżby?”

Na serwisie nie zobaczymy wiele reklam, ot przebijające się między obrazkami informacje o  popularnych grach online’owych lub reklamy z google (dzisiaj widziałem reklamy pewnej sieci sprzedaży – więc pewnie to jest płynne?). Być może przy skali odwiedzin serwisu, jest to jakiś znaczący przychód, ale nie na tyle chyba by utrzymać na dłuższą metę właściciela, administratora i całą infrastrukturę (nie mogę tego w tym momencie zweryfikować). Demotywatory i ich fenomenalny wzrost w popularności nie znalazł jeszcze upustu w postaci nachalnej reklamy. Myślę, że przy tego typie serwisu, zbyt duża ich ilość mogłaby przestraszyć fanów takiej rozrywki. W końcu nie po to tam człowiek „wchodzi”. Reklamy, można co najwyżej obśmiać w demotywatorze. Inny sposób zarabiania, płatne konta, wyszukiwanie, dodatkowe opcje dla fanów? Być może to kwestia czasu, w końcu serwis musi zarabiać na siebie, a przy takiej liczbie odwiedzających można spróbować.

reprezentacja kopaczy
„Komentarz 1000 razy lepszy niż gra kopaczy i bełkot żurnalistów.”

Dlaczego zatem demotywatory.pl stały się w tak krótkim czasie (praktycznie przez okres roku) fenomenem i wielkim sukcesem? Otóż zadziałała demokratyczność w której, praktycznie każdy z internautów może znaleźć w Internecie pozornie nic nie znaczące zdjęcie i dodać do niego śmieszny, cięty podpis. Dzięki temu powstanie intrygujący demotywator. Najlepsze jest jednak dalej…

Tajemnica tak ogromnego sukcesu demotywatorów w Polsce? Głosowanie i możliwość wyżycia się na obrazkach. Poczekalnia, gdzie odbywają się walki, by wybić się na główną stronę. Ludzie lubią sobie pominusować, poplusować, zmiażdżyć i zmieszać z błotem. Ot, przykład nowoczesnego hydeparku, w stylu 2.0. By wybić się na „główną”, przechodzi się przez wnikliwe oko moderatora. Czyli, owszem anarchia, bluzg… ale jakoś kontrolowane. Powstało coś na kształt skrzywionej hierarchii wartości, gdzie możesz zaprosić znajomych by głosowali, by spojrzeć kto jest na topie. Podglądanie innych pełną gębą. Lubimy to? O humorze i abstrakcjach słownych już wspomniałem wcześniej.

Jeśli dodamy do tego buzz i wirusowość tych obrazków, mamy już omówienie kompletnego sukcesu. Z taką maszynerią można ruszać na podbój Internetu! Każdy kto wpadł w sidła demotywatorów, już nie wyjdzie z nich, co jakiś czas będzie tu zaglądał, co się dzieje. One bawią ludzi, a ludzie chcą pokazywać je innym ludziom, żeby ich również rozbawić. Jedne pokazują głupotę, inne bywają hołdem, jeszcze inne to po prostu celne riposty na różne tematy. A później – startują” tysiące maili, wklejek na blogi czy serwisach agregujących obrazki, wykop, społeczności etc. I tak ta cała maszyneria się rozkręca. Sama, bez pomocy. Twórczy chaos, w serwisie i poza nim. Uczmy się, z tego case’u braci marketingowo-komunikacyjna! Najprostsze pomysły, często bywają najtrafniejsze.

Ale… na razie nie widzę nadto by blogosfera czy „media mainstreamowe” zainteresowały się tematem. Czy jest on aż tak politycznie niepoprawny czy tak oczywisty, by przechodzić wokół niego obojętnie? Wszyscy przesyłamy sobie codziennie mailami obrazki, wysyłamy linki na GG, mikroblogach czy blogach, dyskutujemy w mediach społecznościowych. Ale dlaczego nie ma jeszcze jakiegoś „bumu” medialnego, czyżby znowu głownie – stare media przespały temat, totalnie ignorując go poprzez swoje niezrozumienie tematu. Być może to będzie odkrycie, gorący temat na okres przedświąteczny (jak Jozin z Bazin)? Ikona dla przyszłych startup’ów i młodych, rządnych sukcesu przedsiębiorców? W końcu to serwis za chwilę z ilością odwiedzin, mogący mierzyć się z dużymi graczami na tym rynku. Niektórze serwisy społecznościowe, mogą się już właśnie „schować do nory”.

efekt axe
„Wachlarz papieru zawsze był najlepszym wabikiem na blachę i nie tylko.”

Wiec drodzy przedsiębiorcy i młode wilki. Czasem prosta jak „konstrukcja cepa” rzecz może przynieść wielki efekt. Pytanie tylko, czy poza wzrostem w formie hiperbolicznej, sukces demotywatory.pl uda przekuć się na stałą obecność w sieci oraz zarobek dla twórców strony. Nie sądze by twórcy tej strony mieli ułożony z góry biznes plan, jak „zarobić i nie narobić się”. To, że jest to kopy-pasta nie ulega wątpliwości, ale całkiem pozytywne. Bo humorystyczne, z jajem… i pamietajcie, demotywatory to jedyny prawdziwy sukces w rym roku, w polskim Internecie! Nie tylko statystycznie, ale w umysłach odbiorców, na szeregu innych serwisach i mailach. I nie bójcie się demotywatorów, przecież i tak je oglądacie i komentujecie. Może w niektórych miejscach „demoty” to obciach, tak jak kiedyś Kominek, gazeta Nie lub Big Brother? Ah, to „,mieszczańskie” dwójmyślenie.

W gratisie porada: „jaki jest dobry przepis na demotywator”?

PS. W najbliższym czasie postaram się poszerzyć temat o samym serwisie i skupić więcej na liczbach/statystykach.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 19