Archiwum

Archiwa podzielone na miesiące:

 

23.700.000.000.000 USD

21 lipca powinien być dniem w którym świat został zaszokowany nowa, ogromną kwotą potrzebną na ratowanie gospodarki USA. Nic takiego się nie słało. Dlaczego?

Mija właśnie pół roku rządów nowego prezydenta USA – Baracka Obamy. Czy może się już pochwalić jakimś realnym osiągnięciem, czy też wprost przeciwnie. Nawet przy całej sympatii do Obamy, jego umiejętności oratorskich, PR’owych sztuczek i komunikacyjnego otwarcia, gospodarka USA ma się coraz gorzej. Oczywiście, są już pierwsze oznaki, że dno jest gdzieś blisko, lecz kto zagwarantuje że to wszystko szybko się skończy? Za chwilę poziom bezrobocia przekroczy 10%, kolejne firmy nadal szukają cieć kosztów i optymalizują je. W zasadzie optymizm, który pojawił się wraz z nową kadencją prezydenta ulotnił się jak kamfora. Zapanowało przygnębienie i tymczasowość.

Neil Barofsky, inspektor generalny programu TARP „wielkiego wora”, gdzie umieszczane i wykupywane maja być wszystkie „złe długi” sugeruje, że „najgorszy scenariusz” to konieczność kolejnego zwiększenia , już po uszy zadłużonego USA. Zapomnijcie o 3.000 mld USD, 7.800 mld USD… bo teraz ogłoszono, że może to być 23.700.000.000 USD! Jak wielka jest to kwota? To prawie dwukrotność rocznego dochodu narodowego Stanów Zjednoczonych (1000-krotność polskiego?), lub inaczej licząc 80.000 USD na każdego statystycznego Amerykanina łącznie ze nieletnimi i starcami. Czy na kimś ta kwota zrobiła wrażenie, było larum lub też wydarzył się krach na giełdzie? W końcu to pewnie „tylko” teoria spisku, lub wymysł jakiś domorosłych „blogierów”.

Czy to ściema czy też powód do śmiechu

Czy coś o tym słyszeliście? A moze tylko o pifku w ogrodach prezydenckich?

Nic z tych rzeczy. Ta kwota jest już tak abstrakcyjna, że media, politycy czy ekonomiści obrócili to w żart, trochę pogadali… może jeszcze do tego wrócą. Bo jak traktować, coś co może jednym posunięciem oznaczać bankructwo i unicestwienie gospodarki USA na kilkadziesiąt lat. W końcu to tylko „najgorszy scenariusz”, zawsze będzie można ogłosić później sukces, jeśli wydatkowana będzie tylko połowa lub mniejsza część tej kwoty. Poniekąd może być to też niezła operacja zmierzająca do „nastraszenia” niepokornych przed zbliżającą się kampanią Obamy, dotyczącą planów reformy służby zdrowia. Z tym nie poradził sobie Clinton, później już tego nie dotykano a problem narasta. Może on wybuchnąć w twarz nowemu prezydentowi, pogrążając jego teflonowy wizerunek budowany skutecznie przez media – zwłaszcza te „nowe”. Ale, nawet tam chyba powoli ten okres ochronny kończy się, po tym jak Obama popełnił kilka znaczących gaf (teleprompter, oskarżenia o rasizm, nominacja do sądu najwyższego, bailouty).

Barack Obama wydaje się powoli zużywać, a jego plastikowy wizerunek i swoboda jakby zaczyna ulatywać. Ciężar i rozmiar kryzysu chyba przygniata go do ziemi. Jedna sprawa to ładnie wyglądać na salonach, wygłaszać okrągłe formułki, a co innego rozwiązywać realne problemy wyborców. Hasło „change” było ładnym sloganem na sztandarach, które umożliwiły mu wygraną w wyborach prezydenckich. Lecz teraz przychodzi za to płacić rachunek. Jeśli wyborcy uznają to za hazardową zagrywkę, bez pokrycia w rzeczywistości mogą mu wystawić duży rachunek.

santabill_2001
„I kto za to wszystko zapłaci. Pewnie święty Mikołaj”?

Świeżość i zaangażowanie prezydenta jakby zniknęła, a porównania z Roosveltem były chyba na wyrost. Pół roku to za mało by dokonać oceny, ale widać też to, że do zmierzenia się z „największym kryzysem gospodarczym od lat 30-tych” trzeba czegoś więcej niż biegłości w kampanii wyborczej, zabawy Twitterem czy Facebookiem. Wirtualne 140 znaków i wklejanie ładnych zdjęć na profil, nie spowodują wzrostu zaufania konsumentów, nie dadzą im pracy i szansy na lepsze jutro. To może zmienić tylko ciężka praca.
Inaczej, jedyną spuścizną po tym prezydencie będzie długi kryzys gospodarki i wspomnienie 23,700 mld długów które pozostawi po sobie. Nie ważne, że to poprzednik zostawił „mess”, liczy się to jak z tym bałaganem poradzi sobie Obama.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 14
 

Rydzyk Superstar Mobajl Big Szoł

Uruchomienie nowego kanału komunikacji z konsumentami (wyznawcami), sposób na zarabianie a może przemyślana strategia Ojca Tadeusza Rydzyka, „pierwszego biznesmena” wśród zakonników? Wszystkiego po trosze, dzięki tym którzy robią mu darmową klakę, szum medialny lub antyreklamę.

„W rodzinie jest dobrze, w rodzinie jest miło. Jest szczęśliwie i blisko, bo rodzina jest siłą.”

Ja też dołożę się 0,03 PLN do tego szumu ale nie skrytykuję ani nie poprę nowych przedsięwzięć Tadeusza Rydzyka. Chciałbym jednak zwrócić na konsekwencje tych działań. O ile można było się naśmiewać, że „mohery”, zacofanie i ciemnota… to rozmach pielgrzymek i związanych z tym eventów reklamowych na Jasnej Górze może przytłaczać. Kto jak kto ale Rydzyk umiejętnie połączył atmosferę uniesień i przeżyć religijnych z marketingowym odpustem związanym ze startem nowej sieci komórkowej wRodzinie. Nie wahał się ani minuty, by z ambony płynęły zachęty do zakupu nowego telefonu wraz ze starterem. To mało? Obok stały namioty gdzie można było nabyć, reklamowane tam przedmioty połączone z nawoływaniem w mediach jego koncernu (TV Trwam i Radio Maryja).

skuteczny sprzedawca„Komu, komu bo idę do domu! Dwa w cenie jednego, tylko teraz”

„No proszę ojca, my już od dawna jesteśmy w rodzinie, ale teraz przez połączenie telefonii „wRodzinie”. I bardzo dobrze się nam rozmawia! – odparł o. Król demonstrując dwustu tysiącom pątników swój telefon.”

Na to rozpętało się święte oburzenie. No jak to, przecież Tadeusz Rydzyk zamienił Jasna Górę i pielgrzymkę w cykl i reklamowy jarmark. A może mniej tego oburzenia, a więcej spojrzenia na chłodno. Skoro pod szczytem w Częstochowie byli potencjalni klienci – wyznawcy, to czemu z tego nie skorzystać? Te tysiące pątników nie były wcześniej obecne na rynku telefonii komórkowej. Nikt zatem nikomu nie zabierze rynku, nie przywłaszczy niczego. Jeśli zakup telefonów komórkowych i starterów podniesie edukację starszej części społeczeństwa, to ja jestem za. Nie odmawiajmy im, także korzystania z jej dobrodziejstw. Nawet jeśli jest to sprzedawane pod płaszczykiem „religijnej wspólnoty”.

„I musimy jednocześnie wiedzieć, że te zwycięstwa będą tym łatwiejsze czym bardziej będziemy zjednoczeni, także wokół Radia Maryja, wokół Telewizji Trwam i także wokół tego nowego, naprawdę wielkiego, powiem – genialnego pomysłu, jakim jest telefonia komórkowa – mówił szef PiS. – Tak, to powinno być coś, co nas łączy. Ja chcę dzisiaj powiedzieć tutaj, z tego miejsca, że jeśli tylko to ruszy, to sam natychmiast taki telefon nabędę i mam nadzieję, że będzie nas bardzo wiele, bo to naprawdę jest świetna rzecz. Powtarzam, to jest genialny pomysł na to, by ta wielka rodzina była jeszcze mocniej ze sobą związana, by się konsolidowała, by się mogła porozumiewać ze sobą każdego dnia.”

Jeśli jest jasno sprecyzowana grupa docelowa, to czemu nie sprzedawać jej produktów? I powiem więcej w sposób przemyślany. Jeśli w zestawie „rydzofon” sprzedawany jest telefon specjalnie dobrany by był łatwy w obsłudze dla odbiorcy, zawierał jak najmniej przeładowanej technologii i opcji z których mało kto korzysta. Telefon prosty jak cegła, duży z wyświetlaczem. Ciekawe jak będziemy mieli 60-70 lat, jakimi będziemy się posługiwać telefonami. Sadze że bardzo podobnymi do Maxcom. Używać go może każdy, nawet ten na co dzień nie obeznany z technologią, nowoczesnymi urządzeniami czy usługami np. bankowymi.

maxcom_mm500_2
Telefon cegła, ale można przez nią rozmawiać i połączyć się z Toruniem w gratisie

„Ja chciałem zapewnić pana premiera, że telefonia „wRodzinie” już działa! –o. Król. – Tak jest! Wszyscy którzy tu są byli tego świadkami, prawda? (odpowiedziały mu oklaski tłumu) Zatem rozmawiajmy w rodzinie!”

Czy oferta wRodzinie jest atrakcyjna? Dla poszukiwaczy ofert pewnie 29 gr za minutę nie będą niczym wielkim. Ale, dla ludzi skupionych we wspólnocie Ojca Rydzyka możliwość darmowej komunikacji do Radia Maryja i TV Trwam jest dużą wartością. Tak jak polecenie – rekomendacja ich mentora, którego słyszą co jakiś czas z fal eteru lub ekranu swojego telewizora. Rydzyk starannie i  wyrachowanie sprzedaje im produkty, które chcą kupić. Albo wydaje im się że chcą je kupić.

Czy coś w tym złego że Tadeusz Rydzyk jest urodzonym sprzedawcą i traktuje religię, swoich wyznawców w sposób beznamiętny i na chłodno? W końcu utrzymanie całej struktury, którą dysponuje nie kosztuje pięć złotych. Ambicje związane ze Szkoła Mediów w Toruniu i wytworzenia centrum umysłowego to nie jest krótkotrwała inwestycja. Najwyraźniej uznał, ze będzie ona procentowała.

„Pielgrzymka to nie jest wycieczka i to nie jest festyn. To jest prastary wyraz religijności, gdzie idą pielgrzymi, tam miejsce jest święte – wołał na Jasnej Górze prof. Bogusław Wolniewicz, pomstując na „zamach na przebieg czynności sakralnej”, jakim miało być rozdawanie antyradiomaryjnych ulotek podczas pielgrzymki młodych słuchaczy rozgłośni.”

Najwyraźniej od setek i tysięcy lat… pielgrzymki zamieniły się „ekstra-big–szoł”, który jest takim samym miejscem jak supermarkety i reklama w mediach by sprzedać swoje produkty. Czy to źle czy dobrze, zostawiam już Waszemu osądowi. Ale nie udawajmy świętego oburzenia, że na koncertach, eventach czy większych spędach ludności nie chodzi o nich więcej jak o sprzedaż: towarów, usług, idei czy też danej osoby, polityka.

tadeusz rydzyk„I kto tu rządzi! Kto jest najlepszym sprzedawcą w Polsce?”


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 11
 

Wielki-mały "bum" mikroblogowy i mentalność psa ogrodnika

Koniec podśmiewania się z Twittera, bo teraz czas na polskie serwisy społecznościowe budzące się, że trzeba szukać swojego kawałka tortu. Czy oby nie za późno i czy nie jest to postawa psa ogrodnika? Bez tego i tak powstanie ekosystem, ale w zupełnie innych miejscach i na innych warunkach.

Śledzik.pl , Spinacz.pl , może kolejne w drodze pomysły na własny mikrobloging mający podbić polski Internet i powstrzymać Twittera,  Blipa lub Flakera. Wszystko ładnie i pięknie, tylko po co tym serwisom (Nasza-Klasa.pl , Fotka.pl) takie rozwiązania – czy nie jest to aby rozwadnianie swojego biznesu? Statystyki w Google Trends są nie ubłagane, ale zawsze podważane jako „mało wiarygodne” na rzecz tych z Megapanelu. Jakby się jednak nie „odmalować” to widać powolną a z czasem przyśpieszającą erozję aktywności internautów. Dostają oni teraz o wiele więcej możliwości spędzania swojego czasu niż jeszcze jakiś czas temu. Najaktywniejsza cześć z nich korzysta dzisiaj z Facebooka, Twittera , Blipa lub Flakera. Wokół nich są dziesiątki aplikacji, które pomagają im korzystać z tych serwisów. Ot, taki mały ekosystem w którym dla każdego znajdzie się coś pożytecznego.

ucho od sledzia„Plan – 10 mln kont Śledzika? Prędziej, ucho od śledzia”

Zatem, jaka myśl przyświeca Fotka lub Nasza Klasa w uruchamianiu swoich produktów mikroblogowych? Zatrzymać usilnie użytkowników, dać im powód by spędzali tam więcej czasu i rozmawiali ze sobą. To dobry ruch, jeśli spojrzeć na zachodzącą zmianę w zachowaniach Internautów, zwłaszcza tych 15-35 letnich najbardziej atrakcyjnych pod względem reklamowym. Ale czy to wystarczy by ich tam zatrzymać? Czy wklejanie zdjęć, ich komentowanie oraz umawianie się na imprezy, schadzki czy inne spotkania to jedyny powód przebywania w takich społecznościach. Moim zdaniem NIE. Ludzie potrzebują dokładnie tego co oferuje im w tym momencie Facebook – możliwości zbudowania wokół siebie swojego „małego świata”, wyrażenia swojej wyjątkowej osoby za pomocą quizów, gier, aplikacji, możliwości dzielenia się obrazkami, filmami i przemyśleniami. Wszystko w możliwie łatwy sposób. Gdy już użytkownicy tych serwisów totalnie się zanurzą w niego, przyjdzie czas i na zarabianie. Dla wszystkich, a nie tylko właścicieli serwisów. W tym właśnie jest „clue programu”.

Zarabiać mogą tam zarówno właściciele serwisu jak i cała grupa ludzi, oferująca ciekawy kontent, w postaci aplikacji. Wystarczy dać im tylko przestrzeń, a sami ją dobrze zagospodarują. Stąd twierdzenia lub obawy, że w Polsce nie ma zdolnych programistów czy projektantów by dać ciekawe rozwiązania i aplikacje jest błędem. Kolejnym błędem jest grodzenie się polskich serwisów społecznościowych od API, czyli tak właściwe – możliwości otwarcia serwisu na elastyczne aplikacje i świat zewnętrzny. To jedynie słuszna droga, możliwość zarobku na nieinwazyjnej reklamy i możliwość przyciągnięcia całego spektrum firm, marek i osób które chciałyby tu szukać nowego kanału komunikacji z odbiorcami swoich usług towarów, tutaj je sprzedawać i tutaj prowadzić dialog z konsumentami. Dlaczego polskie social networks tego nie widzą? Dlaczego utrudniają wejściu firm, marek w tak łatwy i skalowalny sposób jak dzieje się to na Facebook?

hot dogi
„Nie słuchałem Internautów, nie wprowadziłem API – a teraz musze sprzedawać hot dogi”

Dlatego właśnie, pomysły social networks związane z własnymi platformami mikroblogowymi czy komunikacyjnymi nie uważam, za najlepsze rozwiązanie biznesowe na dzień dzisiejszy. Zamiast skupiać się na tym, co przynosi największe potencjalnie przychody i korzyści, rozwadnia się potencjał w niezbyt przemyślanych ruchach. Igrorowanie potencjału API może być drogim błedem.  Jeśli nawet Nasza Klasa przekona 10% swojej populacji do korzystania ze Śledzika (lub rozwiązania o innej nazwie kodowej) to będzie to totalnie pasywne. Aktywniejsza część populacji już dawno będzie na Facebooku, Twitterze lub Blipie. Jeśli nawet Fotka przekona do Spinacza młodych, aktywnych ludzi i tak nie przebije postrzegania, że jedynym synonimem komunikatora w Polsce jest Gadu Gadu. A połączone obecnie z Blip, może dać mu oddech do podjęcia walki o lokalny prymat z Twitter. Statystyki (hiperbola) z ostatnich kilku dni pokazują, że jest to właściwa droga i grzechem nie byłoby jej kontynuować. Tak jak pojawiające się kolejne marki, instytucje czy znane osoby.

Karty na tym rynku nie zostały rozdane, wyścig o palmę pierwszeństwa dopiero się zaczyna. Wszyscy gracze mają na razie szansę a który z nich osiągnie sukces przekonamy się prawdopodobnie w przyszłym roku. Nadchodzący czas, z pewnością stanie pod znakiem wojny mikroblogów ;) Nie chcę nic mówić, ale tam gdzie wielu się bije… skorzystać może na tym Twitter. W końcu jakoś musi zebrac ten miliard użytkowników. Blisko 20% populacji Ziemi.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 9
 

Ziemia Obiecana 2.0 i koniec monopolu „szklanych wież”

Czas trudności w gospodarce, zmian w naszych zachowaniach i demokratyzacja dostępu do narzędzi, technologii niesie za sobą wiele wyzwań, zagrożeń ale przede wszystkim szans. Witajcie w czasach nowej Ziemi Obiecanej.

Nie będę dzisiaj pisał po raz kolejny o prosumentach, Tofflerze i jego 3 fali. By nie wzmacniać„echo chamber” w internetowym światku, chciałbym pochylić się nad tym, jak bardzo zmieniło się nasze życie w ostatnich latach, miesiącach a nawet dniach. Można wiele mówić, że narzędzia typu: społeczności, blogi, mikroblogi, strony WWW, komunikatory to wszystko wielki nadmuchany balon, którym podniecają się bracia marketingowcy (także i moja skromna osoba), światek geeków i nawiedzonych wizjonerów. Owszem, przyznam że po części jest w tym stwierdzeniu wiele prawdy.

f2-ziemia-obiecana-pogrzeb1

„To nic że mój biznes słabo przędzie. Jutro założę nowy, kilka kont na społecznościach i bedzie sukces!”

Lubimy się w swoim środowisku otaczać mądrymi słówkami, przekomarzać i fetyszyzować linkami wklejanymi w naszych mailach, blogach, mikroblogach. Żyć w oazie swojej nieomylności i wyższości wobec otoczenia. Ale czy potrafimy wyciągnąć z tego wnioski i mówić do środowiska poza nim w sposób zrozumiały, dla przeciętnego Kowalskiego?  Ale czy z tego powodu mamy się schować i zacząć przepraszać że żyjemy i robimy-to-co-robimy?

Nie, bo mam przekonanie iż żyjemy w czasach przewrotu w komunikacji i biznesie…
Warto zauważyć, że w dzisiejszych czasach „bariera wejścia” na każdy rynek czy też branżę bardzo spadła. Z każdej strony jesteśmy wystawieni na ostrzał konkurencji i konkurowania z kolejnymi rocznikami głodnych sukcesu ludzi. Ludzie ci coraz lepiej poruszają się w środowisku internetowym, mediowym, biznesu mniejszego i większego. Potrafią szybciej i składniej myśleć. Domniemany monopol, doświadczonych specjalistów nigdy nie był tak zagrożony jak jest to dzisiaj. Co w wielu przypadkach owocuje gniewnymi i przesadzonymi reakcjami obronnymi, jakie możemy zauważyć w branży mediowej, technologicznej, maszynowej, komunikacji czy marketingu. Stare i doświadczone wygi, nie chcą się (?) zmodernizować, za to wolą obronić to co mają. Dorabiają ideologię „dobrej pracy”, sekretnej i merytorycznej wiedzy, ciężaru gatunkowego swojego doswiadcznia, która ma stać w sprzeczności z biegłością poruszania się w Internecie, technologiach i wykorzystywania ich w biznesie, kreacji, optymizmowi, brakowi skrępowania czy też podnoszenia swojej wiedzy. Lecz w starciu z kryzysem, topniejącymi pieniędzmi z reklamy czy też sprzedaży, to właśnie oni nie mają pomysłu jak dostosować się i wręcz zaadaptować do nowej rzeczywistości.

Czy zatem żałować faktu, że całe zastępu przekonanych o swojej wyższości ekspertów niestety będzie musiało ustąpić miejsca młodszym i dynamiczniejszym? Czy też roztopią się w magmie nowych możliwości. Poniekąd powoli (ale już coraz szybciej) muszą obserwować to „mrowisko” możliwości bo… Nawet jeśli ogromna większość małych i średnich „fabryczek” – agencji, firm doradztwa, importerów i eksporterów, domowych producentów, freelancerów, mediów, serwisów i start-upów upadnie, to na ich gruzach ludzie pozyskają jeszcze więcej doświadczenia, które w kolejnych latach zaprocentuje wielokrotnie. Jeśli nawet śmiejemy nad wyraz słusznie z hiper-podniecanie się Twitterem, Blipem, blogami i innymi ustrojstwami to nie można odmówić faktu, iż w ten sposób duża cześć z nas stała się częścią nowej Ziemi Obiecanej. Tej dynamiczniejszej części społeczeństwa, która w mniej lub więcej zaawansowany sposób zmieni swoje otoczenie. Za chwile zastosuje te wszystkie narzędzia w swoich firmach, w biznesie oraz w kontaktach międzyludzkich, rodzinnych. To wszystko będzie dostępne dla każdego, na wyciagnięcie ręki jeśli tylko się będzie na to otwartym.

Nie trzeba zaraz być „zbawcą” danej branży by zauważyć, że efektywne metody promocji, sprzedaży czy zarządzania swoja firmą, karierą czy projektami może osiągnąć każdy, dzięki tej całej wiedzy która wokół nas krąży. To ona stała się prawdziwą walutą 21 wieku, dostępną dla wszystkich. Skoro ogólnodostępną, to także mogącą przepływać dowolnie w każdym kierunku w dowolny sposób. To tylko od nas zależy, czy w takim dynamicznym środowisku jesteśmy w stanie z tych strzępów informacji złożyć swoją przewagę nad konkurencją. Dlatego mamy doczynienia z Ziemią Obiecaną, gdzie każdy w niej może mieć swoje pięć minut. Osiągnie to sprytem, cwaniactwem, wiedzą, przedsiębiorczością. Nawet jesli czasem będzie wiele kryzysów, bankructw, tragedii, niegodziwości, potknięć, zwiątpienia i gorszych dni. Ważnym jest kierunek, który możemy obrać.

101_1

Zatem: „Ja nie mam nic, Ty nie masz nic, razem nie mamy niczego… to w sam raz tyle by założyć wielką fabrykę” ;)


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 7
 

Wizerunek? A komu potrzebny jest personal branding

Wpisz cokolwiek na forum, wklej głupią fotkę na profilu w społeczności, zacznij trollować na mikroblogach. Upiecze Ci się? Nic z tego, Google i tych których potraktowałeś z „buta” nie zapomną Ci tego. Gorzej, jeśli w ten sposób w przyszłości stracisz kontakt albo swoją wiarygodność, budowaną latami.

Co to jest ten magiczny lub nieznany jeszcze szerzej w Polsce „personal branding”?
Według definicji wikipedia.org jest to: „strategia marketingowa inwestowania w budowanie reputacji i zwiększania swej wartości na rynku pracy za pomocą specjalistów ds. wizerunku. Personal branding rozpowszechniony jest szczególnie w anglosaskiej tradycji biznesu i budowania wizerunku (zarządzanie osobą jako marką). Strategia personal branding stosowana jest przez osoby publiczne – polityków, dziennikarzy, aktorów, sportowców, ludzi nauki, menedżerów.

castro-resigns
Fidel: „Mój wizerunek jest silniejszy niż moi przeciwnicy. Przeżyłem kilkunastu prezydentów i premierów”

Co chwilę dowiadujemy się, że ktoś stracił pracę, kontrakt, reputację bo nie zadbał o swój wizerunek w Internecie i poza nim. Podchodząc do zagadnienia nie frasobliwie, wielu z nas w ogóle nie dba o bezpieczeństwo swoich danych lub też swojej prywatności. To jeszcze nic, gorzej jeśli przed partnerem biznesowym lub pracodawcą osoba gra „pewniaka”, „eksperta” gdy tym czasem historia zapisana w czeluściach Internetu mówi co innego. Najgorzej być niespójnym, albo po prostu nie być sobą. Dlatego pamiętajmy, że „wujek” Google to skarbnica wiedzy o Tobie, Twoich bliskich, Twojej branży i Twoich finansach. W dzisiejszych czasach nie trzeba „twardego” wywiadu gospodarczego, wystarczy kilka godzin, by zebrać okazałe dossier. Jak sprawdzić wiarygodność konkurenta, siłę danej marki lub kompetencje kandydata do pracy/partnera do interesów? www.google.pl oraz siatka naszych znajomych, którą na pewno mamy w serwisach społecznościowych. Referencje ustne dopełnią reszty.

Według badań przeprowadzonych przez Profeo.pl: o tym, jak ważna jest dbałość o internetowy wizerunek, świadczy fakt, że 72 proc. ankietowanych w różny sposób sprawdza w Internecie informacje o nowo poznanej osobie. Niemal połowa sprawdza kilka lub kilkanaście linków w wynikach wyszukiwania oraz wypowiedzi nowego znajomego w biznesowych serwisach społecznościowych.

W budowie wizerunku ważna jest wartość. Każda marka musi mieć swoją unikalną cechę, być czymś wyjątkowym na rynku. Dokładnie tak jest z naszym osobistym wizerunkiem. Możemy nad nim pracować, pokazywać się 100 miejscach i dyskusjach, pozycjonować się na specjalistę i niezastąpionego eksperta. Ale, jeśli nie stoi za tym prawdziwa wartość w postaci wiedzy, wyjątkowej oferty dla rynku, spójność wizerunku, umiejętności oraz głębokie doświadczenie zawodowe to zabraknie nam prawdziwych kompetencji i wyróżnika spośród tysięcy nam podobnych. Internet bardzo szybko obnaży nasze braki i nieprzygotowanie do roli, którą chcielibyśmy „grać” lub pokazywać otaczającemu nas światu. Tutaj nie można blefowac na dłuższą metę, a im dłużej takie przedstawienie będzie trwać tym gorsze dla oszukującego będą skutki.

Niektórzy narzekają, że nie mogą znaleźć ciekawej pracy, nie robią tego co lubią lub ich fascynuje, nie maja szansy, inspiracji do biznesu lub ucieka im interes sprzed nosa. No jak ma się to stać, jak w wielu przypadkach niektórzy z nas nie dają sobie tej szansy. Można się śmiać z tych wszystkich dbających o swoje profile w społecznościach, prowadzących mikroblogi lub blogi, chodzących na spotkania branżowe lub konferencje. Przecież to pewnie strata czasu? Przyznam, że tak może być jeśli w tym działaniu nie ma umiaru i właściwego doboru narzędzi. Nie jest sztuką spędzanie kilku godzin dziennie i klikanie w ikonki, wysyłanie spamu i obrazków, ględzenie o „dupie Maryny” na „branżoliadowych konferencyjkach”. Prawdziwą sztuką jest dobór odpowiednich narzędzi, kontekstów wypowiedzi, miejsc w których się pojawiamy oraz tematy w którym specjalizujemy się, gdzie możemy budować nasz ekspercki wizerunek.

V1Rocketcar
„Nie bądż technofobem i zacznij już dzisiaj dbać o swój wizerunek w sieci. Odpał gwarantowany!”

Uczestnictwo w dyskusjach, wchodzenie w interakcję z otoczeniem jest również ważnym, niemniej jednak musimy dać jakąś „wartość dodaną”. Jeśli zaczniemy trollować, mówić nie na temat lub po prostu przeszkadzać otoczeniu, szybko zostaniemy zapamiętani i naznaczeni jako intruzi. Jeśli wtopisz się w otoczenie oraz ludzie odkrywają kim jesteś, będą o Tobie mówić i pamiętać Cię pozytywnie, zwłaszcza jak powstanie w ich firmie nowy wakat lub pomysł na nowy biznes. Propozycje posypią się jak z rękawa. Matrymonialne również, to jest nieuniknione ;)

Nawet jeśli już pokażemy się światu, zdobędziemy zaufanie otoczenia lub też zaciekawimy je swoją komunikacją, ważnym jest innowacyjność i wyróżnialność naszej marki. Ginąc w gąszczu podobnych do siebie nikt nas nie zauważy. W stara prawda mówi, że tylko ci widoczni, ci pierwsi i prekursorzy zostaną zauważeni i maja szansę na sukces rynkowy czy też zawodowy. Służy temu próbowanie nowych rozwiązań, poszukiwanie nietuzinkowych propozycji, wyjście naprzeciw zapotrzebowaniu. Co pozwala na dłuższa metę wyróżnić się i wzbudzić zainteresowania otoczenia rynkowego. „Być pierwszym” w jakiejś dziedzinie mocno zapada w pamięć i staje się mnemonic (kalką pamięciową), do której często się później powraca. Poza tym nie można zapomnieć o zangażowaniu i emocjach otoczenia, im więcej tym skuteczniejsze działanie prowadzimy.

Cytat: „W USA konsultanci wizerunkowi budujący reputację osób publicznych są nieodłączną częścią ich sukcesu. W Polsce zadania z zakresu personal branding realizowane są najczęściej przez wyspecjalizowane w działaniach agencje PR.”

Hmm… czyli to tylko zabawa dla bogatych firm i biznesmenów, przedsiębiorców dbających o swój wizerunek? Nic bardziej mylnego. Każdy z nas jest 1 osobową firmą, marką która rozwija się tak jak zaplanujemy jej rozwój, jak będziemy konsekwentni w tym co robimy i jaką wiarygodność zyskamy. Każdy który przetnie nam drogę, napisze do nas maila lub którego spotkamy w firmie, na konferencji czy stołówce jest potencjalnym partnerem w biznesie lub pracy. Zatem dbajmy o swój wizerunek także w takich przypadkach, kontynuując go w sieci. Nie odgradzajmy się od otoczenia, bo nikt o nas nie usłyszy. Brak „osobistej marki”, potrafi być jeszcze gorszy, niż jej zepsucie przez nierozsądne komunikowanie się z otoczeniem.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 7
 
  1. Strony:
  2. 1
  3. 2