Archiwum

Archiwa podzielone na miesiące:

 

Hau Hau Hau czyli wyzwanie #3000 na blip.pl – podsumowanie

O co chodzi z tym wyzwaniem #3000: czy to próba lansu, prowokacja, a może testowanie nowego kanału komunikacji – mikroblogów, zwrócenie na niego uwagi i poniekąd promocja, pretekst też by kilka osób poznało firmę w której pracuje. Wszystkiego było po trochu.

pomysł nie z kosmosa
Pomysł nie wziął się z kosmosu, rozmawialiśmy o nim… rok temu na antyweb.pl

Czym jest dla mnie blip lub szerzej mikroblogi
Miejscem gdzie mogą się stykać ludzie z różnymi charakterami, zainteresowaniami, z różnych społeczności i żyć obok siebie nie wadząc sobie. Jednocześnie mikroblog to zbiorowa mądrość lub też głupota jak kto woli i złośliwie patrzy. Zwłaszcza, że blip.pl jest jeszcze tak mocno homogeniczny. Osobiście dzięki niemu znalazłem dobre restauracje i pomysły na dobre jedzenie, poradę jaki telefon kupić do zastosowań biznes/twittowania/mailowania. Naprawdę doceniam to, bo porady czy rekomendacje były szczerze, wartościowe i oszczędziły mi wiele prywatnego czasu. Co dzień mogę zobaczyć interesujące mnie informacje z branży i o normalnym życiu… nawet to że pada deszcz, ktoś kupił psa czy właśnie znalazł ciekawy link na sieci. Mikroblog, dał mi spojrzenie na rzeczywistość z innej perspektywy innych ludzi, czasem też bardzo ostre dyskusje. Poza tym, ostatnio pojawiło się sporo nowych użytkowników, firm, pierwsze marki… czy to na skutek tej akcji? Pewnie, w jakiejś części tak. Zauważono ten kanał komunikacji między internautami i potencjał, który w nim drzemie. Tak, pracuje w reklamie i tego się nie wstydzę.

lans blip
„Blip nie zawsze jest szkołą bansu i lansu”

Mikroblogi to nie jest mikrolans
Ok., nie każdemu musi się to podobać, tak jak pisanie co kto je, na jakie piwo idzie czy pada u niego deszcz. Czy jest z branży lub nie. Tu nie ma co uogólniać! Generalnie jest to narzędzie, w którym można też zobaczyć osobowość drugiej osoby, co jest dla niej ważne. Czasem może to też skłonić do refleksji, dać natchnienie czy pomysł do pracy. Na wszystko trzeba spojrzeć z wielu stron i znaleźć tą odpowiednia dla siebie. Gdy uruchamiałem konkurs „wyzwanie #3000”, byłem świadomy głosów pozytywnych, ale także niekoniecznie zgadzających się z tą inicjatywą. Szczerze zdziwiła mnie postawa niektórych specjalistów z branży reklamowej. Podniosły się głosy o lansie, reklamie, manipulacji etc. Gdzieniegdzie, z czasem coraz więcej przebijało się jednak głosów, że w tym wszystkim chodzi o coś innego. Dobrą zabawę, auto-promocję, promowanie narzędzia komunikacyjnego jakim są mikroblogi oraz przetestowanie go pod przyszłe kampanie promocyjne. Łącząc wiele celów w jedno działanie także przetestowałem je także do promocji bloga, nowych sposobów komunikacji oraz sprzęgłem z kampanią która przeprowadziłem przez Adtaily (reklama na blogach oraz forach). Taki mały test, wyniki całkiem obiecujące… o czym pisałem także we wpisie podsumowującym test Adtaily.

Co dało wyzwanie #3000?
Mam szereg obserwacji, sprawdziłem narzędzie, wiem o nim znacznie więcej niż miesiąc temu. Poznałem szereg opinii, ludzi z którymi wciąż dyskutuję. Wytworzył się też buzz (ponad 40 publikacji na blogach i serwisach, debata w Looktr.tv prowadzona przez Mediafuna^msm), o czym także mówiłem i czego się nie wypieram. Wręcz jestem zadowolony z tego faktu, że akcja miała taki duży rezonans. Najważniejsze, że narzędzie jest przetestowane, są liczby (fakty, fakty a nie pomysły) a to dla potencjalnych klientów, firm które ew. by rozważały zainteresowanie się narzędziem do promocji, jest najważniejsze . Moim zdaniem narzędzie jest jak najbardziej do rekomendacji – dla działań komunikacyjnych. Tych pomysłów komunikacyjnych, promocyjnych może być tyle, ile potrzeb, ile kampanii komunikacji, ile wyzwań. Można to robić, nie tylko na odległym Twitterze… Z chęcią dowiodę to nie raz, że w Polsce też można robić ciekawe akcje i liczą się Ci którzy są pierwszy. Na ich podstawie w przyszłości będzie pisało się case’y ;) nieskromnie powiem.

follow blip
„Każdy orze jak może, jeden lepiej – drugi gorzej”

Kilka słów od autora zamieszania
Cieszę się, że niektórzy z Was postanowili przyłączyć się do zabawy, że nie podchodziście do niej śmiertelnie poważnie. Nie było i jest moim zamiarem „kupowanie” dusz. Dlatego podczas #3000 nie agitowałem nachalnie ani też nie korzystałem z tzw. zasady wzajemności (dołączania hurtem profili). Uważnie obserwowałem co się dzieje, ponieważ widać było też momenty, w których społeczność niekoniecznie patrzyła przychylnie na ilość komunikatów z #3000. Nie chodziło też o „przegrzanie blipa” i zaspamowanie go. Można było to zrobić, ale nie byłoby to dobrze odbierane. Trzeba pamiętać, że jeśli wchodzi się do społeczności, trzeba uszanować zasady w niej panujące. To będę powtarzał każdej firmie, osobie która z sukcesem chce zaistnieć w tym miejscu. Zwłaszcza, że teraz bedzie mi łatwiej – firma w której pracuje nawiażała współpracę promocyjną z Blip.pl/GG Network

Co dalej? Jeśli będziecie chcieli zostać  i uczestniczyć w przyszłości w kolejnych testach lub konkursach, które zamierzam przeprowadzać na blipie, będę wam wdzięczny. Na pewno kolejne posunięcia nie będą kopią #3000. Jeśli będziecie chcieli śledzić to co piszę i jaki jestem na codzień, tym bardziej będzie to dla mnie doping by lepiej się starać i Was nie zawieść. Dziękuję Wam za ten miesiąc który razem spędziliśmy oraz za feedback czasem krytyczny – czasem pozytywny, który od Was dostałem.

Rozstrzygnięcie, czyli tzw. epilog konkursu
Na koniec to na co czekają 521 osoby, które wzięły udział w wyzwaniu #3000. Rozstrzygniecie, gdzie postanowiłem nagrodzić 3 osoby. Znowu zmieniam zasady ;)

Za największą aktywność (porażajaca ilość grafik z #3000) – nagrodę w postaci Ipod otrzymuje ^ChilonZa bardzo wartościowy feedback na Interaktywnie.com – nagrodę w postaci gry Wiedźmin – rozszerzona edycja otrzymuje ^prideandgloryZa najciekawszy nick i avatar – nagrodę w postaci ksiązki „Strategia błękitnego oceanu” otrzymuje ^lubiecycki

Wszystkich zwycięzców, proszę o kontakt na priv na blipie lub mailem na zaq(at)post.pl . Uzgodnimy sposób odbioru lub dostarczenia nagród. Serdecznie dziękuję za udział w konkursie i zapraszam do dalszego śledzenia mojego profilu.

Dla wyjaśnienia
Wyzwanie #3000 jest konkursem, nie loterią. Loterie w Polsce regulowane są przez odpowiednią ustawę i trzeba uzyskać pozwolenie Ministra Finansów. To też wyzwanie, gdyby ktoś w przyszłości się chciał z nim zmierzyć.

Konkurs na tagu #3000 można było śledzić na: http://blip.pl/tags/3000


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 10
 

"Leszcze oraz bezsens sponsoringu bloga" – case Mediafun.pl

Czy sponsorowanie blogów, reklama na nich lub nawiązanie partnerskich relacji z blogerami jest działaniem efektywnym?  Zwłaszcza z blogerami, którzy są „przywódcami” plemion: tym 1% populacji, która ma znaczący wpływ na otoczenie. Moim zdaniem, jak najbardziej tak.

Fakty: kryzys, recesja a także zmiana konsumpcji mediów, zachowań konsumentów wymusza na firmach, decydentach z budżetami marketingowymi czy też agencjach reklamowych poszukiwania nowych metod komunikacji z otoczeniem. Może jest to „oczywista oczywistość” dla niektórych z nas, ale cały czas można spotkać się z głosami wątpiących, czy to otwarcie się na nowe media, media społecznościowe, blogi, mikroblogi ma sens? Czy to wszystko nie jest tylko daleko posuniętą samo-promocją w skali mikro, obok twierdzenia/faktu iż najważniejsza jest dla marek jest wciąż skala makro i duże zasięgi i drogie kampanie. Dzisiaj postaram się zmierzyć z tym mitem, na polskim przykładzie działań komunikacyjnych opartych m.in. na sponsoringu bloga Mediafun.pl (case znany mi z autopsji)

1968 49_ GL Hill02
„Sponsoring – szybka ścieżka do wyprowowania marki, ale tylko z przemyślaną strategią”

Dla przypomnienia – o co w tym wszystkim chodzi?
Agito.pl, największy polski sklep internetowy w którym pracowałem jako dyr. marketingu, rozpoczął oficjalne w kwietniu 2008 sponsorowanie bloga Mediafun.pl, prowadzonego przez Macieja Budzicha. Był to niewątpliwie przełom w polskiej blogosferze. Dotąd najbardziej popularne blogi liczyć mogły na tymczasowe reklamy, które nie dawały gwarancji stałych dochodów. Tym razem Budzich otrzymał wsparcie finansowe. W zamian pojawił się odpowiedni baner i informacja prasowa. Współpraca została nawiązana w ramach projektu promocyjnego marki Agito, opracowanego i realizowanego przez agencję Heureka.

Przejrzyste zasady i transparentność
Przykład Agito i Mediafun może być modelem współpracy między reklamodawcą/sponsorem a autorem bloga. Jej podstawą są przejrzyste zasady, określone na podstawie zaleceń WOMMA i opublikowane na blogu: „Sponsor zobowiązuje się do poszanowania niezależności opinii autora bloga. Autor bloga jest niezależnym twórcą treści. Sponsor nie może wpływać na treści pojawiające się na blogu, dokonywać korekt czy w jakikolwiek sposób sterować działaniami autora. Sponsor nie może ingerować również w komentarze i opinie czytelników bloga, o ile nie naruszają ogólnie przyjętych zasad publicznej dyskusji w blogosferze. W szczególności sponsor nie będzie uzależniać przekazania świadczeń od opublikowania na blogu bądź usunięcia z niego informacji lub opinii, których autor bloga z własnej woli nie chce zamieszczać bądź usuwać.” cytat za http://pl.think-a-head.org

Do odważnych świat należy
Żeby nie było tak różowo, to stwierdzę że sponsoring bloga Mediafun.pl był ryzykiem, które jednak przyniosło nadspodziewanie dobre rezultaty. Nie było do końca pewności odbioru blogosfery, internatów, klientów czy mediów. Wtedy (dzisiaj już nie) było to działanie na przekór klasycznym kampaniom komunikacyjnym oraz nachalnemu branding’owi (epatowaniu marką). Od początku zasady współpracy bloger-firma, były jasne, klarowne – jako klasyczny sponsoring (raczej mecenat), przy pełnym poszanowaniu wizerunku obu stron (blogera i firmy sponsorującej – Agito.pl). Nikt nikogo nie musiał kontrolować, firma nie nakładniała do publikacji materiałów reklamowych, jako opinii blogera. Nie było niedopowiedzeń a zasady wspołpracy zostały w pełni respektowane przez cały czas trwania sponsoringowego działania.

Sklep przed kampanią promocyjną, sponsoringiem nie był zauważalny szerokiej grupie klientów, nie miał rozpoznawalnej marki. Przez niestandardowe działanie, złamano obraz „małego i nieznanego sklepu e-commerce” i pokazano twarz nowoczesnej firmy, która dociera skutecznie do nowych i starych grup klientów. Dodatkowo, za wyborem bloga Macieja Budzicha przemawiał fakt, iż jest to blog który dociera do osób z branży dziennikarskiej, mediowej, marketingowej oraz PR, co było istotne zwłaszcza gdy sklep planował pozyskanie środków z IPO (na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych). W pośredni sposób działanie przyczyniło się do zwiększenia ilości publikacji mediowych na temat marki, polepszył się jej odbiór i jakość. Natomiast, bezpośrednim efektem był buzz i naturalna, transparentna rozmowa w otoczeniu marki.

Skuteczna komunikacja
Sponsoring nie żył sobie w oderwaniu do kampanii promocji , komunikacji i budowy wizerunku sklepu w którym pracowałem. To był długofalowy plan, by zbudować świadomość dużego, nowoczesnego sklepu. Przewidywalnego dla klientów i otwartego na nowoczesne formy promocji. Generalnie wyzwaniem było: „skończyć z podejściem, że sklep jest jeszcze w powijakach”… gdy w rzeczywistości jest największym tego typu w Polsce. Zmiany w percepcji postrzegania udało się nam osiągnąć, czego dodatkowym rezultatem były nagrody (m.in. Złoty Spinacz, Dotcom roku, Europejska Nagroda PR). Najcenniejszym był jednak feedback od klientów którzy kupowali po raz pierwszy w tym sklepie (bezcenne!). Rozmowy na forach, sygnały w  postaci e-maili od klientów, to pokazywało że nasz krok był jak najbardziej właściwy. Działania sponsoringowe były elementem kampanii, obok badań rynkowych dotyczących cen w sklepach internetowych oraz kampanii porównawczej „Podobno jestem idiotą”, gdzie silnie akcentowano fakt „mądrego kupowania w Internecie”.

Kliki najważniejsze a może holistyczna komunikacja?
Nie przeliczałem klików, ew. wygenerowanych zakupów przez osoby które trafiły do sklepu bezpośrednio z Mediafun.pl. Sponsoring nie był działaniem w stylu: „wyświetl banner – przejdź do sklepu – kup”. Do tworzenia zasięgu i generowania zakupów służyły uzupełniające (trwające w tym samym czasie) intensywne kampanie w Adwords i porównywarkach cenowych. Ważnym elementem była też stała obecność w pasażach handlowych i systematyczny mailing do klientów. Sponsoring, trudno mierzyć efekty wizerunkowe liczbą sprzedanych towarów czy przekierowań na stronę, bo nie o to przecież w kampaniach wizerunkowych chodzi.

Widoczność a w konsekwencji ROI
Widoczność faktu sponsoringu była ponad przeciętna, co jeszcze raz dowodzi słuszności tezie – że opłaca się ryzykować i być tym pierwszym. To pionierzy budują rynek i zapadają w pamięci z działaniami które podjęli. Na skutek działań sponsoringowych pojawiło się szereg publikacji, dyskusji o których wspomina niejednokrotnie Maciej Budzich na konferencjach czy prezentacjach. Cały czas one się dzieją, wydarzają i procentują. Jest rzecznikiem podjetych działań, które także pomogły jego blogowi zaistnieć szerzej w odbiorze.

Jaki był ROI (zwrot z inwestycji)? Naprawdę bardzo, bardzo wysoki. Kwota wydatkowana (pierwszy raz pokazana w Newsweeku) świadczy o tym, że warto eksperymentować i wejść w bliższe relacje z blogerami. Posiłkować się i korzystać z blogów, mikroblogów do promocji waszych firm, osób czy też waszych pomysłów na biznes. Nie ma obecnie tańszego i efektywniejszego w zaangażowaniu audytorium narzędzia. Wymaga to tylko albo aż „przestawienia” myślenia z zasięgu na rzecz dotarcia do 1% „liderów opinii” w populacji.

Liczby misiu, liczby
Jeśli chodzi o dane liczbowe, to można powiedzieć o ponad 180 „clippingów” czyli wycinków mediowych, gdzie wspomina się o marce oraz fakcie sponsoringu. Wielu czytelników bloga Macieja Budzicha, stwierdza „ pamiętam Mediafun i Agito”, pamięta o sponsoringu bloga, również w kontekście stwierdzenia „pierwszy raz taka odważna akcja”. To właśnie ten przypadek był omawiany na wielu konferencjach branżowych (reklama, internet).  Większość blogerów, która interesowała się tematem zarabiania na blogu, wiarygodności też zna też ten przypadek. Na uczelniach i szkoleniach z dziedziny marketingu i reklamy Mediafun i Agito, też pojawia się bardzo często. O Mediafun i Agito pisały szeroko media (m.in. wymienić należy: Brief, Marketing and More, Marketing w Praktyce, Media&Marketing, i-Biz, serwisy związane z branżą marketingową i PR, TVN CNBC Biznes, Gazeta Prawna, Newsweek), szeroko komentowała blogosfera. Agito zbudowało sobie dobry wizerunek w branży tym posunięciem, zna go większość agencji reklamowych, nie tylko tych interaktywnych, dziennikarze ekonomiczni i decydenci wśród klientów (marketerzy, PR’owcy).

Leszcze i blogi
Mówi się że „Psy szczekają karawana jedzie dalej”. Pisze o tym ponieważ również są opinie, że sponsorowanie blogów, akcje komunikacyjne na blogach – typu konkursy, reklama czy ambasadorstwo marki nie ma sensu. Że niby najważniejszy jest zasięg, dotarcie do jak największej grupy klientów/konsumentów w jak najkrótszym czasie. By zilustrować tą swoistą schizofrenię, wspomnę o pewnym wydarzeniu, które doświadczyłem na własnej skórze.

leszcz

„Zasponsorowałem blog turbowedkarstwoleszczy.pl i zostałem największym rekinem w akwenie”

Ostatnio otrzymałem e-mailem opinię od pewnego „anonimowego branżowca”, że promowanie relacji z blogosferą i reklamowanie w ten sposób produktów w niej jest, cytując: „Zabawą dla durnych leszczy i słabych brandów, która nic nie zmienia a tylko jest stratą czasu. Liczy się zasięg i duże liczby”. Wypada wzruszyć ramionami i pogratulować dobrego samopoczucia. W kontekście zmian dotyczących: zachowań konsumenckich i konsumpcji mediów, takie stwierdzenie jest natychmiastowym wyrokiem śmierci oraz oznaką daleko idącego niezrozumienia zmieniających się trendów komunikacyjnych. W rankingu głupoty, ten cytat znajduje się na poczesnym miejscu. Tak jak ten o „wekslowaniu Kominka”… co bedzie przyczynkiem do jednego z kolejnych wpisów na tym blogu. A tak wogóle…to z chęcia mogę byc każdego roku, leszczem za 10.000 PLN ;)

Podkreślę z całą świadomością – świat do odważnych należy. Zwłaszcza w tak trudnych realiach gospodarczych jak obecnie. Kto nie zrozumiał trendu prosumenta i zmian na rynku komunikacji, ten niedługo znajdzie się na cmentarzu.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 11
 

Hurra, media „odkrywają” cyber-rewolucję w Iranie

Tradycyjne media budzą się, powoli i ociężale. Dociera do nich, że coś chyba dzieje się w Iranie. Protesty chyba zrobiły wrażenie, setki zdjęć i tysiące twittowych informacji nie da się już zignorować. Czy na pewno?

W kolejnej odsłonie medialnego przewrotu (stare vs. nowe media), stare media obudziły się, zauważyły chyba że TAKI TEMAT przechodzi im koło nosa. Ale i tak tonują wypowiedzi, usuwają temat na dalsze szpalty i miejsca w newsach. Przecież nie można pokazać swojego zapóźnienia i wcześniejszego ignorowania protestów w Iranie. To przecież nowe media – sieci społeczne stały się jedynym medium, po tym jak odcięto dostęp do Internetu, telefonów i aresztowano dziennikarzy. Jedynym źródłem informacji dla tradycyjnych mediów. Jakiż to przewrót, na miarę Kopernika!

małe grupki protestujacych
To my jesteśmy media!” – w naszych rękach blogi, Twitter i media społeczne

Bez pomocy wielkich sieci medialnych, protestujący Irańczycy sami porozumiewają się ze sobą, przesyłają informacje i zdjęcia oraz informują świat zewnętrzny co u nich się dzieje. Demonstracje, protesty i wezwania do strajków przesyłane są poprzez maile, informacje na TwitterFacebook. Zdjęcia znajdziemy na flickr, blogach, youtube to miejsce publikacji najnowszych filmów. Wszystko dzieje się bez udziału mediów, można w zasadzie powiedzieć że na naszych oczach umarła „czwarta władza”, która nie tylko nie nadarza by pokazywać historię dziejącą się na naszych oczach… ale sama osuwa w odmęty prehistorii. Skoro ludzie raz poczują, że nie potrzebują pośrednika w informacji to po co mają z niego korzystać w przyszłości? Sami będą porozumiewać się i komunikować między sobą. A raz zaznanej w ten sposób wolności nie będą tanio chcieli oddać.

Stare media próbują ratować twarz, ogłaszając „Twitterized Revolution” w której chcą uczestniczyć. Pojawiają się nawiązania do tego co dzieje się na Facebook, blogach czy Twitterze. Komentowane są newsy czy zdjęcia, które tam odczytuje się… no właśnie, aktywne kiedyś media zostały zepchnięte do roli pasywnych komentatorów. Totalnie nie rozumiejąc istoty, że wydarzenia toczą się gdzieś obok i to prawdziwymi mediami stali się ludzie protestujący na ulicach Teheranu i innych irackich miast.

Młodzi Irańczycy i ich rówieśnicy z całego świata, siadając do komputerów i telefonów starają się przekazać informacje, zdjęcia i filmy wszędzie gdzie się da. Próbując obudzić tzw. opinię publiczną oraz wywrzeć nacisk na zmiękczenie osób odpowiedzialnych za „nieprawidłowości wyborcze”. Z jakim skutkiem, okaże się w najbliższych godzinach. Twitter którego zaczęto ostatnio wyśmiewać i trywializować (jako zbiór śmieci i narzędzie budowania ego gwiazdorów), przeżywa kolejny „hype” w tych dniach. Nawet jeśli jest cos w tym określeniu górnolotnego, to trzeba spojrzeć na sytuację z szerszej perspektywy. To media społeczne, blogi i Twitter są w tym momencie jedynym spoiwem ludzi protestujących przeciwko wynikom wyborów. Jedynym, ale jakże potężnym które może zmienić 30 lat „ładu i porządku”.

Z ciekawości zajrzałem do polskich mediów, gdzie widać żałosny obraz: tematy wewnętrzne „najmniej istotne i nie istotne” przykryły dzisiejszą wielką demonstrację w Teheranie. Znak czasu czy też kolejny dowód niezrozumienia mediów społecznych i cicha walka podjazdowa z nimi (poprzez nie zauważanie ich i ignorowanie). Pytanie pozostawię bez odpowiedzi.


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 12
 

Stare media umierają stojąc – przypadek CNN

Wyniki wyborów w Iranie nie są jednoznaczne. Ludzie próbują protestować, wyrażać niezadowolenie. A stare media? Spóźniają się albo nie chcą widzieć głębiej problemu. Stłamszony głos z Iranu dociera via Internet. Silniejszy, niż stare media żyjące w prehistorii.

CNN niedawny „sztandar” szybkiej telewizji spóźnia się lub nie chce widzieć problemu. Milczał lub nie widział tego co dzieje się na ulicach irańskich miast. Przespał news dnia, mimo iż był on na wyciagnięcie ręki. Wystarczyło… zalogować się do Twitter, zrobić prasówkę z irańskich blogów lub zajrzeć do Flickr. Setki niezależnych od siebie informacji, zdjęć, filmów, były i są jedynym orężem, którym Irańczycy mogą poinformować świat co dzieje się w ich kraju. Komunikacja z nim jest utrudniona, po tym jak odcięto dostęp do Internetu, telefonów komórkowych i poluje się na anteny satelitarne. Powoli usuwani są z Iranu  zagraniczni dziennikarze, przerwana jest łączność ze światem zewnętrznym. Jedynym mediami, stają się obywatele Iranu.

tehran
„Podobno na ulicach Teheranu panuje ład i porządek” – dowiemy się z CNN

Pozostałe (poza najszybszą w takich przypadkach – TV) media jakby nie zauważały powagi sytuacji lub też zadowoliły się „przyklepaniem” tematu w stylu odbyły się wybory, opozycja coś tam poszemrała, kilku protestujących spałowano a na ulice wrócił ład i porządek. No i nie wrócił, protesty rozlały się na inne miasta Iranu, ale media „przyspały”. Oficjalny kanał CNN na Twitter mówił o wszystkim, ale nie o temacie. Przeglądając strony WWW światowych mediów w weekend można było oglądać tam prehistorię, co najwyżej historię, gdy tym czasem historia działa się na ulicach miast oraz w mediach społecznych. To zwykli ludzie stali się jedynymi nośnikami informującymi świat co dzieje się w ich kraju. Twitter, blogi, filmy na youtube/liveleak i zdjęcia pokazują to co się dzieje. Nawet jeśli jest to ogromny szum informacyjny, daje się wyłowić najistotniejsze wydarzenia.

Smutne to epitafium dla „starych mediów” tak dramatycznie szukających swojego miejsca w medialnym świecie przyszłości. Głupkowate show, rozmowy o niczym z gwiazdeczkami znanymi z tego że, są znanymi totalnie zmieniło amerykański świat mediów. Pytanie gdzie są polskie media? Chyba w erze mezozoicznej, bo informacje z Iranu pokazywane są na starych materiałach, nie są one jakoś szerzej komentowane. Jakby ten temat nie był w ogóle istotny. Na polskich portalach ważniejsze są: „seks i cycki w każdej pozie”. Ale, ale… zamiast sięgnąć do mediów społecznych i wzajemnie się przenikać, szukać tematów i analizować je w czasie rzeczywistym. Coś z czego media powinny być znane (pogoń za newsem i analizą), całkowicie zanikło.

Kolejny przykład na to jak „stare media umierają, stojąc”.

Dla zainteresowanych, gdzie śledzić wydarzenia ze Iranu:
http://mashable.com/2009/06/14/new-media-iran
http://iran.twazzup.com


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 6
 

Wietnam, ale nie dla konsumentów

Czy firmy, korporacje, firmy marketingowe i PR rozumieją dzisiejszego konsumenta, coraz bardziej stającego się świadomym swoich praw. A może jeszcze żyją w przekonaniu, ze to wszystko da się jakoś przeczekać?

Coraz powszechniejszy dostęp do Internetu, rosnąca blogosfera i pojawiające się miejsca gdzie konsumenci rozmawiają o markach i firmach to prawdziwe wyzwanie dla wszystkich marek i firm. W zasadzie nie można spać tak spokojnie jak kiedyś, gdy wystarczyło wypuścić produkt na rynek, jakoś go sprzedać i obsłużyć posprzedażnie. Teraz sprawa jest bardziej złożona, każda marka lub firma podlega brutalnej weryfikacji przez konsumenta. Nie dlatego, że chce on jej szkodzić ale dlatego, że ma emocje z nią związane”. Czasem są one pozytywne, czasem negatywne. Tak właśnie rodzi się obecnie, jak „strajk pełzający” aktywny konsument, zwany prosumentem. Który chce być po prostu, albo aż być „godziwie traktowany”.

flowerpower
„Dzisiejsi konsumenci chcą być godziwie i z szacunkiem traktowani. Być w relacji z marką”

Często przebywa on w stadach, jest aktywnym i wnikliwym obserwatorem otaczającej go rzeczywistości. „Olany” przez markę czy firmę potrafi mocno (nawet bardzo mocno) i zdecydowanie się na ten temat wypowiedzieć. Nie każdy taki głos konsumenta wybije się i zostanie zauważony. Czasem jest to kwestia szczęścia, innym razem odpowiedniego czasu i nośności tematu. Na pewno trzeba stwierdzić, że najszybciej przebija się ten 1% procent ludzi z komunikatem, którzy albo są rozpoznawalni (np. znani dziennikarze, blogerzy tak jak rzeczony Kominek) albo są konsekwentni i mają obycie w nowych narzędziach.

Nie jest też tak, że prosumeryzm (aktywny konsumeryzm) jest związany tylko i wyłącznie z Internetem. Są dziesiątki przykładów, iż oddolne inicjatywy konsumentów, mieszkańców czy też robotników (np. Solidarność w roku 1980) w ogóle nie widziały na oczy Internetu. Dzisiaj natomiast Internet nie jest jedynym katalizatorem, który wymusi zmiany i odmieni relacje klient – firma/marka. Będzie to raczej determinacja do zmian z obu stron, ponieważ nie będzie to proces ani łatwy ani szybki. Przypadków takich jak Kominek vs. budyń, stary portfel CHF w mbank, zmiany opłat w bankach, Decathlon, Pizza DominoAmazon, Comcast, Grono, będzie coraz więcej. Niemniej będzie to proces pełzającego „strajku” konsumentów, którzy razem z firmami i markami muszą dojść do „okrągłego stołu”.

Inaczej dojdzie do eskalacji i żadna ze stron niczego nie osiągnie. Firmy już dzisiaj musza zacząć myśleć o nawiązaniu prawdziwych i partnerskich relacji z konsumentami. Community managerowie powinni prowadzić dialog (zwłaszcza z liderami opinii – 1%), klienci powinni mieć kontakt z marką nie tylko w nachalnej reklamie lub wtedy gdy mają z nią problem, ale wtedy gdy przebywają w naturalnym dla siebie otoczeniu. Przecież o markach i firmach bardzo często rozmawiamy w naszym życiu: w barze, klubie, w domu, rodzinie ale także w społecznościach, forach czy na blogach. Firm czy marek których tam nie będzie, które nie będą potrafić nawiązać relacji z klientami szybko czeka duże wyzwanie z utrzymaniem się na rynku. A jeszcze gdy wejdzie tam się z butami i zacznie „strzelać” zamiast rozmawiać, efekt może być naprawdę opłakany. „Efekt Czarnobyla” gwarantowany jak w przypadku mbanku, którego sprawa wciąż nie została rozwiązana. Z Internetu zaczyna przenosić się „na realny świat”, na ulice miast gdzie zaczyna się o niej znowu rozmawiać.

Historycznie Wietnam to proces, który trwał długo. Mimo, iż na początku obie strony mogły dojść do porozumienia (zanim doszło do eskalacji konfliktu) oraz wystarczyło zrozumieć mentalność drugiej strony, to jedna ze stron musiała się wycofać, poniosła duże straty i przegrała. Jakie zatem z tej historii wnioski? Internet stanie się areną jeszcze wielu kryzysów marek i firm (ile jeszcze „wątków czarnobylskich” wisi na forach/blogach), zanim dojdzie do poszanowania konsumenta. Można zawsze do tego podejść w stylu: „Internet można wyciąć, żyć bez niego”. Nie zmieni to jednak faktu, że konsumenci nadal będą rozmawiać o marce. Szkoda tylko że bez udziału firm i ich przedstawicieli. Jak zatem budować rynek, nie będąc na nim obecnym? Na pewno, na cmentarzu. To requiem dla wszystkich, którzy będą chcieli z nim walczyć lub będą go obśmiewać jako „te Internety”.

Znacznie łatwiej przyjąć taktykę adaptacji i zacząć w pełni korzystać z jego (Internetu) dobrodziejstw do promocji marek, firm i zwiększania sprzedaży produktów. Paradoksalnie, większe wymagania konsumentów znakomicie wpływają na rozwój produktów i postęp technologiczny. Zatem czas na powszechną mobilizację firm i nawiązanie relacji ze światem Web 2.0


Przeczytaj więcej | Dodaj komentarz | 9
 
  1. Strony:
  2. 1
  3. 2